MALARSTWO JANA LEBENSTEINA





CZESLAW MILOSZ, KONSTANTY JELENSKI, KRZYSZTOF POMIAN


* * *


LIST CZESLAWA MILOSZA DO
JANA LEBENSTEINA


Kochany Jasiu,

Malujac swoje potwory towarzyszyles nam, naszej malej konfraterni, tak samo jak Ty potworami naszego stulecia przejetej. Twoje dzielo nieraz przypomina mi o opiniach Aleksandra Wata, ktory w sztuce i literaturze nam wspolczesnej widzial odrodzenie sie makabrycznej wizji baroku z jego stalym memento mori. Tragiczna religijnosc naszego przyjaciela Jozka Sadzika znalazla wyraz w Twojej Ksiedze Hioba i Apokalipsie. Moja wlasna poezja rowniez tutaj nalezy, bo u jej sedna znajdzie sie ciemny obraz ludzkiej egzystencji.



Jan Lebenstein: Ilustracja do Doliny Issy Czeslawa Milosza

Slusznie tedy byles ilustratorem ksiag malo radosnych, choc moze poboznych, czy byly to ksiegi Biblii, czy Twoich przyjaciol poetow.

To prawda, przez kilka dziesiatkow lat probowalem Ciebie namowic do malowania spokojnych, tlustych krow na lace, jak zywych. Siebie tez probowalem namowic, ale niezbyt udawalo mi sie nasladowanie mego idealnego bohatera, byka Fernando, wachajacego kwiaty.

Totez przyjmowalem z pokora Twoje upotwornienia, nawet Twoj wybor krajobrazow, wsrod ktorych ostatnio coraz czesciej pojawia sie posepny, nagi, sprazony sloncem Grand Canyon.

Uwazam Ciebie za barokowego malarza, spokrewnionego z Wlochami. Choc posuwasz bardzo daleko sprzecznosc pomiedzy forma ludzkiego ciala i jego rozpadem, jego szkieletowatoscia, jest to u Ciebie prawdziwa pasja erotyczna, gniew na cialo, ze jest tylko tym, czym jest. Moze dobrze czulbys sie w skorze jezuity ksiedza Baki, czerpiacego przyjemnosc z opowiadania damom, co z ich piersiami i biodrami smierc bedzie wyprawiac.

Zdaje sie, ze piszac niedawno wiersz o baroku, myslalem o Wilnie, o niektorych miastach wloskich i o Tobie. Pozwolisz wiec, ze tutaj ten krotki wierszyk przeczytam:

Na pewno mamy wiele ze soba wspolnego
My wszyscy, ktorzy roslismy w miastach baroku
Nie pytajac, jaki krol ufundowal kosciol
Mijany co dzien, jakie ksiezne mieszkaly w palacu,
Ani jak nazywali sie architekci, rzezbiarze,
Skad przybyli i kiedy, czym stali sie slawni.
Wolelismy grac w pilke pod rzedem strojnych portykow,
Biegac obok wykuszow i schodow z marmuru.
Potem nam byly milsze lawki w cienistycb parkach
Niz nad glowami gestwa gipsowych aniolow,
A jednak cos nam zostalo: predylekcja do linii kretej,
Wysokie spirale przeciwienstw, plomieniopodobne,
Strojenie kobiet w suto drapowane suknie,
Zeby dodawac blasku tancowi szkieletow.

Czeslaw Milosz


* * *


SAMOTNA DROGA JANA LEBENSTEINA

KONSTANTY JELENSKI


(fragmenty)


[...]

Lebenstein jest moim przyjacielem od 27 lat, ale obrazy jego zafascynowaly mnie wczesniej, skoro tylko zetknalem sie z nimi, chyba w roku 1955, poprzez reprodukcje w krajowych wydawnictwach. Gdy w roku 1958 powstala Galeria Lambert, namowilem Kazimierza Romanowicza, by zorganizowal mu wystawe i ustalilismy jej date na rok nastepny. Wystawa zbiegla sie niespodziewanie z pierwsza paryska Biennale mlodego malarstwa, na ktorej Jan otrzymal pierwsza nagrode, ufundowana przez miasto Paryz. Ogromny ten sukces Lebensteina nie ograniczal sie do Paryza. W tym samym roku 1959 obrazy jego figuruja na wystawach dwoch wielkich muzeow (Stedelijk w Amsterdamie i Sztuki Nowoczesnej w Sztokholmie) oraz na trzech najwazniejszych okresowych podsumowaniach, jakimi sa Documenta w Kassel, obie Biennale w Wenecji i w Sao Paulo. Sukces tej miary calkiem nieznanego mlodego malarza jest rzadki. [...]

Mary McCarthy napisala slusznie w przedmowie do nowojorskiej wystawy z roku 1972:

Figury osiowe Lebensteina sa nadal podstawa jego wizji zycia. Wizja ta wzbogacila sie, stala sie jeszcze bardziej malarska, jej punkty odniesienia sie pomnozyly. Ale zasada jest bisekstylna - przekroj wzdluz srodkowej osi. Najnizszy kregowiec podzielony zostal absurdalnie sztywna linijka kregoslupa. Absurdalna lawa oddziela sedziow od przysieglych czy oskarzonych. Nie wiem, czy Lebenstein czyta Platona, ale patrzac na jego obrazy publicznosci w kinie, zafascynowanej ekranem, przyszla mi na mysl smutna, zdegradowana wersja mitu jaskini, podobnie jak rozdwojone figury osiowe sa echem innego mitu z Sympozjonu, ktory mowi nam, jak Zeus podzielil na dwoje pierwotnych ludzi, skad poczatek bolu i szalenstwa milosci."
Jan Lebenstein: Ilustracje do opowiadan Gustawa Herlinga-Grudzinskiego:
Schronisko lunatyczne i Legenda o nawroconym pustelniku
Dodajmy, dla scislejszej oceny nieporozumienia miedzy Lebensteinem i zachodnim establishment'em artystycznym, ze byl on poczatkowo przedmiotem zabiegow i holdow krytykow; nie bede ich tu wymienial, dosc ze zajmuja dzis czolowe stanowiska w instytucjonalnym trybunale, decydujacym o karierach artystow i cenach ich obrazow. Zrazu najlepiej do Janka usposobieni, na prozno szukali z nim wspolnego jezyka. Nie gorszyl ich na pewno fakt, ze ten polski malarz byl przeciwnikiem komunistycznego rezimu. Ale kazda z nim rozmowa schodzila na nieznane im tory, na pamiec malo majaca wspolnego ze zdrada socjalizmu przez biurokratow partyjnych. Oni o probach pogodzenia marksizmu z egzystencjalizmem, Janek o losie zywycb ludzi, tych ktorych zakatrupiono, wprawdzie maluczkich, lecz nieoczekiwanych. Konczylo sie, po paru kieliszkach wodki niezbednych do podtrzymania dialogu gluchych, na tym, ze Janka Potega Smaku nie tylko kazala mu "skrzywic sie, wycedzic szyderstwo," ale wprost spuscic rozmowcow ze schodow. Ze szkoda dla slawy i spraw bytowych - zapewne. Ale z korzyscia wywojowania sobie tej najtrudniejszej dzis do uzyskania pozycji - d'un artiste maudit. [...]

"Dzielo malarskie - oswiadczyl Jan Lebenstein w wywiadzie udzielonym w tym okresie warszawskiemu pismu - zawsze jest zawieszone miedzy pytaniem i odpowiedzia, jak plankton poddany cisnieniu swego srodowiska. Pytania dotycza postawy wobec swego wlasnego zycia, swej autobiografii, wobec swego otoczenia i przyrody, wobec watpliwosci i obaw dotyczacych losu sztuki."

Madra i prosta wypowiedz, oczywiscie utwierdzona przez dzielo, ktorego sila i uczciwosc jest dzis wyjatkowa. Podczas gdy najglosniejsi artysci owych lat strzelali jak z procy swymi konceptami w sama instytucje sztuki w zachodnich spoleczenstwach liberalnych, za co ta sama instytucja odplacala im sie honorami i pieniedzmi, Lebenstein malowal w coraz wiekszym odosobnieniu, jak gdyby tylko dzielo uparcie indywidualne, wykonane poza nawiasem wszelkich instytucji, moglo przyniesc dzis jego tworcy cos w rodzaju pietna wykletego samotnika, pietna, za ktorym uganiaja sie - calkiem swiadomie na prozno - rozmyslni prowokatorzy.


* * *


CZAS LEBENSTEINA

KRZYSZTOF POMIAN


(fragment)


[...]

Tradycia malarska stosowala uzwierzecanie ludzkiej twarzy aby przedstawic stany emocjonalne albo ukryte cechy charakteru; tak na przyklad, w XVII wieku, Le Brun w studiach nad fizjonomia czlowieka porownana z fizjonomia zwierzat, czy, w XIX wieku, Grandville. Rowniez Lebenstein uzywa tego zabiegu, by uwidocznic to, co normalnie niewidzialne. Ale chodzi mu nie o przymioty osobnicze. Interesuje go wlasciwa ludziom, mezczyznom i kobietom, zwierzecosc, by tak rzec, gatunkowa, ktora wystepuje na jaw, ilekroc w gre wchodzi seks. Nie stosuje sie to paradoksalnie tylko do osob, ktore odplatnie swiadcza uslugi seksualne i ktore w swiecie obrazow Lebensteina sa konsekwentnie pozbawione atrybutow zwierzecosci, ale za to wystepuja z reguly w towarzystwie zwierzat. Czy ma to znaczyc, ze seks, ktory wyzwala pozadania, emocje i popedy, i powoduje przeto uzewnetrznienie sie czegos, co, zazwyczaj ukryte, jest u nich automatyzmem, ktory nie angazuje ich zycia wewnetrznego, czyms wzgledem nich zewnetrznym? Czy tez, ze one same sa po prostu zwierzetami obleczonymi w ludzkie ciala? To wlasnie zdaje sie sugerowac obecnosc na niektorych obrazach kobiet-zwierzat, w przeciwienstwie do kobiet o zwierzecych twarzach, maja one swe miejsce nie za stolem, wsrod ludzi, ale na podlodze obok innych czworonogow. [...]



Jan Lebenstein: Ilustracja do opowiadania Gustawa Herlinga-Grudzinskiego
Madrygal zalobny

Kultura, 7/454-8/455, Paryz 1985







Copyright © 1997-1999 Zwoje