ZBIGNIEW HERBERT






DO MARKA AURELEGO


Dobranoc Marku lampe zgas
i zamknij ksiazke Juz nad glowa
wznosi sie srebrne larum gwiazd
to niebo mowi obca mowa
to barbarzynski okrzyk trwogi
ktorego nie zna twa lacina
to lek odwieczny ciemny lek
o kruchy ludzki lad zaczyna

bic I zwyciezy Slyszysz szum
to przyplyw Zburzy twe litery
zywiolow niewstrzymany nurt
az runa swiata sciany cztery
coz nam - na wietrze drzec
i znow w popioly chuchac macic eter
gryzc palce szukac proznych slow
i wlec za soba cien poleglych

wiec lepiej Marku spokoj zdejm
i ponad ciemnosc podaj reke
niech drzy gdy bije w zmyslow piec
jak w watla lire slepy wszechswiat
zdradzi nas wszechswiat astronomia
rachunek gwiazd i madrosc traw
i twoja wielkosc zbyt ogromna
i moj bezradny Marku placz








Copyright © 1997-1999 Zwoje