W DZIEWIETNASCIE DNI NAOKOLO SWIATA
BAJECZNA METAFORA ZYCIA





ANDRZEJ M. KOBOS



21 marca 1999 o 6:00 GMT zakonczylo sie sukcesem ostatnie wielkie wyzwanie, jakie czlowiek mogl rzucic ziemskiej przestrzeni i zywiolom.

Wtedy to, wysoki jak krzywa wieza w Pizie, 9-tonowy balon sterowany goracym powietrzem, Breitling Orbiter 3, wyladowal na pustyni niedaleko oazy Dakhla w Egipcie (600 km na poludniowy zachod od Kairu). W jego gondoli - ostatni byc moze pionierzy wielkich ziemskich podrozy w nieznane: Betrand Piccard (Szwajcar) i Brian Jones (Anglik). Dokonali tego, co od paru lat usilowalo dokonac kilku innych smialkow: pierwsi okrazyli Ziemie w balonie bez ladowania i tankowania paliwa. Podroz w nieznane zajela im prawie 21 dni i ponad 44,000 km, w tym pelne okrazenie Ziemi 19 dni, 1 godzine i 49 minut, po przeleceniu 42,810 km. Lecieli z zachodu na wschod, unoszeni przez jetstream na wysokosci okolo 11,000 m, z predkoscia okolo 200 km/godzine.




Wylecieli 1 marca 1999 z miejscowosci Chateau d'Oex w Alpach Szwajcarskich i skierowali sie na zachod. Nad Atlantykiem wpadli w "jetstream" i unoszeni nim "poplyneli" w powietrzu na wschod. 20 marca nad polnocna Mauretania przekroczyli od zachodu te sama dlugosc geograficzna i polecieli dalej az do Egiptu. Planowali wyladowac pod piramidami egipskim, ale silny wiatr w tym rejonie to uniemozliwil. Powtarzajac slynny meldunek Neila Armstronga z Ksiezyca 30 lat temu, Piccard zameldowal przez radio: "the Eagle has landed." Jakby za malo bylo jeszcze ich samotnosci w przestworzach i zamkniecia w malej gondoli, przez dodatkowe szesc godzin oczekiwali samotnie na pustyni na egipski helikopter.

Jest to wspaniale zwyciestwo ludziej sily ducha, woli i determinacji. Do ich sukcesu, poza technika i dokladnymi danymi meteorologicznymi, przyczynilo sie niewatpliwie szczescie: mieli zezwolenie na przelot na Chinami, unikajac tym dodatkowego manewrowania, kosztownego w wiatrach, nosnosci i paliwie, a przede wszystkim zdolali po drodze uniknac katastrofalnie zlej pogody, ktora dwukrotnie zmusila ich poprzednikow do wodowania na Pacyfiku.

Mieli trudne chwile, samotnosci, zwatpienia, niepokoju, poczucia zamkniecia, "oddzielenia od swiata", niepewnosci czy wystarczy im paliwa do palnikow podgrzewajacych powietrze. 51-letni Brian Jones, dawny pilot RAF powiedzial, ze najgorszy moment nadszedl kiedy balon utkwil nad Pacyfikiem: "We were in the middle of nowhere and I think it then dawned on us what mortality could be. Other than that I think the worst part of the flight was the cold... It was the hardest thing. It saps the spirit. It really does."
("Bylismy w srodku pustki i mysle, ze wtedy zaswitalo nam poczucie czym moze byc smierc. Poza tym, sadze, ze najgorsza czescia lotu bylo zimno... To jest najciezsza rzecz, wycieka z nia duch, rzeczywiscie to robi.")




Niezwykla, oprocz oczywistej radosci z historycznego sukcesu, spelnionych marzen ("we are with the angels") i ze szczesliwego powrotu miedzy ludzi byla reakcja Bertranda Piccarda na pytanie czy podczas lotu czuli sie blizej Boga. Odpowiedzial:
"I would like to say that we are eternally grateful to this invisible hand who has guided us, between the thunderstorms, between the countries at war, between the bad directions of wind, between the bad speeds of of wind.... It is like something has guided us and we can't be anything but grateful."
(Chcialbym powiedziec, ze jestesmy wiecznie wdzieczni tej niewidzialnej rece, ktora przeprowadzila nas pomiedzy burzami, pomiedzy wojujacymi krajami, pomiedzy zlymi kierunkami wiatrow, pomiedzy zlymi predkosciami wiatrow... Bylo to tak, jakby cos nas prowadzilo, i mozemy byc tylko wdzieczni.")

* * *

W ciagu ostatnich kilkunastu miesiecy mialy miejsce co najmniej cztery wielkie nieudane proby oblecenia Ziemi w balonie. Richard Branson (Anglik) dotarl z Morocca do Indii, Bertrand Piccard, Wim Verstraeten i Andy Elson dotarli do Myanmar (Burmy), Steve Fosset (Amerykanin) dolecial na wschod od Australii i dramatycznie spadl do Pacyfiku z wysokosci 12,000 m, po tym jak piorun uderzyl w jego balon (przezyl to i zostal wylowiony), a w grudniu 1998 Richard Branson i Steve Fosset zmuszeni zostali przez burze do wodowania na wschod od Hawajow.

Nalezy sie cieszyc, ze to akurat Bertrandowi Piccard, 42-letniemu psychiatrze, udalo sie wejsc do historii aeronautyki i niezwyklych rekordow podrozniczych. Jego dziad, Professor Auguste Piccard, byl pierwszym, ktory w roku 1931 dotarl balonem do stratosfery (to wlasnie on wynalazl kabine o stalym cisnieniu powietrza). Jego ojciec, Jacqués Piccard w roku 1960 pobil rekord glebokosci zanurzenia w batyskafie (10,911 m), opuszczajac sie na dno Rowu Marianskiego na Pacyfiku.

Mozna przywolac slynne pytanie, zadane w roku 1923 w Nowym Jorku himalaiscie George Mallory: "Why climb Everest?" - po co wspinac sie na Mount Everest? Mallory (ktory w rok pozniej z Andrew Irvinem zostal na zawsze gdzies pod szczytem Everestu), odpowiedzial: "Because it's there" - poniewaz tam jest.

Na analogiczne pytanie, po co lecial balonem dookola swiata, Bertrand Piccard odpowiedzial w Kairze 22 marca roku 1999:

"It was a fabulous metaphor for life" - To byla bajeczna metafora zycia.







Copyright © 1997-1999 Zwoje