
W tworczosci Lesmiana Laka zajmuje miejsce najwybitniejsze, jest najwyzszym wzniesieniem sie jego talentu. Jezeli pominac Dziejbe lesna, ktora stanowi dosc przypadkowo skomponowany tom puscizny posmiertnej Lesmiana, Laka (1920) ukaze sie naszym oczom jako srodkowe i najbardziej strzeliste ogniwo tryptyku poetyckiego z dwoma skrzydlami na bokach: Sadem rozstajnym (1912) i Napojem cienistym (1936). Lesmian bowiem nie wydawal tomow wierszy; Lesmian pisal ksiazki poetyckie, ktore nalezy czytac tak, jak sie czyta powiesci, dziela naukowe lub pamietniki: nie na wyrywki, nie po kilka wierszy, ale w calosci i systematycznie. Tak spojrzawszy na Lake, dostrzezemy w niej cos wiecej niz zbior pieknych ballad, erotykow, basni i poematow; dostrzezemy w niej dzieje przygody poetyckiej czlowieka, ktory zapragnal spojrzec poza "krawedzie bytu," przedluzyc chwile porownania dnia i nocy, natezyc radosc do granic bolu, otrzec sie rozpienionym zyciem o smierc.
Kanwa, na ktorej Lesmian dokonywa swej podrozy do kresu istnienia, jest przyroda. Ortwin ostrzega jednak slusznie, by nie utozsamiac jej z krajobrazem. W Lace nie ma pejzazu utrwalonego opisowo w notatce poetyckiej, a prozno by tez szukal w niej czytelnik subiektywnej i refleksyjnej liryki obcowania z natura. Przyroda wkracza tu jako zachlanny zywiol ruchu, rozplenia sie bujnie, wytryska zielonoscia, obejmuje ziemie milosnymi splotami, dyszy nienasyceniem. Widac, jak soki wzbieraja w drzewach, slychac, jak rosnie trawa. "Gdyby kwiat - pisze w Traktacie o poezji Lesmian - potrafil w slowach trafnych i odpowiednich na byle jakim lisciu notowac swoj rozwoj rytmicznie stopniowy od chwili, kiedy zapragnal byc kwiatem, az do chwili, kiedy sie nim stal - ta jego drobna na pozor notatka bylaby cudownym utworem poetyckim."
A przeciez ta poezja tak na wskros biologiczna, ta poezja szalow roslinnych i ruj zwierzecych, daleka jest jednoczesnie od hedonizmu. Nie dla zmyslowej jedynie rozkoszy zaprzepaszcza sie Lesmian bez pamieci w przyrodzie, nie dla zachwycania oczu podkrada sie "ciszej od snu i kota" do najbardziej niepochwytnych zjawisk natury, aby je podpatrzyc w momencie stawania sie, nie dla przelotnej radosci ciala oddycha tylko skora, nie z ciekawosci wyteza sluch, lowiac strumiaca sie muzyke zycia lasow i pol. Za coz wiec gotow jest zaplacic ten poeta bluzniercza cene "odczlowieczenia"?
Pragnie przestac byc soba, pragnie sie zagubic i utonac w przyrodzie, pragnie odkryc nowe swiaty czyste i nie skazone reka ludzka, pierwotne i wypelnione po brzegi poganskim nadmiarem istnienia. Czy zeby sie unicestwic i rozplynac w duchu wszechswiata? O, nie - aby "zatryumfowac nad samym soba, przedluzyc wlasna istote w swiaty pozazwierzece," zjednoczyc sie duchowo z pieknem ponadczasowym i bezwymiarowym. Jakiz szalony zamiar! Komuz to udalo sie poczuc sam zapach, nie nazywajac kwiatow, ktore pachna? Kto ujrzal kiedykolwiek sama zielen, nie widzac lisci, ktore sie zielenia? Lesmian jakby wierzyl, ze mozna dotrzec do prazrodel wszelkiego bytu, do chwili, w ktorej Bog nadawal cechy przedmiotom, znajac piekno i sekret ich nie wcielonego trwania. Celem jego zdyszanej wedrowki jest dziewiczy kraj, gdzie spazm rodzacego sie zycia graniczy z pustka niebytu, a dzielo stworzenia wylania sie z mrokow i plazmy pierwszego zamyslu Stworcy. Poganska poezja Lesmiana chce ukrasc bogom tajemnice tworzenia, "zwiedzic duchem na przelaj zielen sama w sobie," przeniknac wzrokiem jadro swiatla i ciemnosci, zanim swiatlo stanie sie dniem, a ciemnosc noca.
Srodki wyrazu artystycznego sa u Lesmiana w pelni dostosowane do tej zuchwalej wedrowki. Nie ufajac samej tylko wyobrazni, daleki - rzecz prosta - od pokus nazywania rzeczy po imieniu, tworzy swoista alchemie slowa i wsrod cierpliwych cwiczen semantycznych zwraca pojeciom ich pierwotny blask, nie przesloniety cieniem natretnych sobowtorow z mowy potocznej. Nowotwory Lesmiana nie maja w sobie jednak nic z oszolamiajacego kuglarstwa jezykowego Slopiewni Tuwima. Lesmian zmienia slowa i nadaje im nowy ksztalt tylko wowczas, gdy pragnie wiersz zdemonizowac i zmitologizowac na podobienstwo legend ludowych ("dziadyga," "bajdata," "dusiolek," "spiewula"). Metoda antynomiczna zas ("bezbrzaski," "bezsmiechy...... niedowcielenia," "zaniepatrzenia") i wymienna gra form gramatycznych, glownie zamiana rzeczownikow na przymiotniki i czasowniki ("strumnialy", "roztopolic sie"), posluguje sie, aby dotrzec do pojeciowej zarodni slowa.
W Traktacie o poezji zwraca uwage, ze slowa wioda swoj wlasny "byt biologiczny" i ze raz wykolejone z rytmu wiersza czuja sie "bezoporne i bezbronne." W Lace natomiast tropi zawziecie pojeciowe nasienie slowa, chwile, gdy mysl po raz pierwszy zostala pomyslana i wyrazona, a przedmiot po raz pierwszy zobaczony i nazwany. Lesmian unika metafor. Zamiast kojarzyc odlegle pojecia dosluchuje sie i dowierca w slowach ich najczystszych i najwierniejszych znaczen, ktore, niby zrodla gleboko ukryte w ziemi, szumia i pulsuja pod namulem jezyka konwencjonalnego.
Poezja Lesmiana tworzy organiczna i urzekajaco piekna calosc o dwoch stopniach wtajemniczenia. Totez czytajac Lake, obcuje sie na pozor z dwoma Lesmianami. Jeden odswieza nieustannie jezyk i upodabnia go do zywego organizmu, rzadzonego prawami rozwoju biologicznego; to Lesmian dzialajacy najbardziej naskorkowo, Lesmian zmyslowej feerii Ballad, tropikalnej bujnosci wierszy o przyrodzie ( W zwiewnych nurtach kostrzewy), ekstatycznego zapamietania sie erotykow (W malinowym chrusniaku). Drugi konstruuje swiat poetycki z czystych krysztalow, oddziela ksztalt i barwe od przedmiotow, probuje wytracic rzeczywistosc z lozyska czasu, sublimuje uczucia; to Lesmian tak rozkochany w swiecie rzeczywistym i konkretnym, ze gotow mu wydrzec tajemnice wiecznej mlodosci, Lesmian, ktory coraz rzadziej cieszy sie materialnym pieknem, a coraz czesciej marzy o uchwyceniu jego abstrakcyjnej i ponadczasowej istoty. Dwa koncowe cykle Laki - Noc bezsenna i Ponad brzegami - przynosza juz liryke refleksyjnej zadumy, poezje dziwnie bezludna i owiana chlodem nieistnienia. Oczyszczona z ziemskich urokow, nie zapala sie wbrew oczekiwaniom wiecznym plomieniem piekna, ktore przezwyciezylo czas, ale przeciwnie - gasnie, zdmuchnieta zimnym powiewem prozni.
Swiat, rozbity na czyste krysztaly barw, ksztaltow i uczuc, zaczyna sie rozchwiewac i zacierac w swych zarysach, zaludnia sie cieniami i zjawami. Lesmian traci stopniowo poczucie realnosci i materialnosci, porusza sie wsrod swych widm niepewnie i po omacku. Miejsce bujnosci i zachlannosci zajmuje w Napoju cienistym znikliwosc i nijakosc. Poza "krawedziami bytu" rozposciera sie bezludna i wymarla pustka. Kwiaty, ktorym odebrano "zielen sama w sobie," wiedna.
Jakiez tragiczne widowisko! Jakiz smutny koniec wielkiej podrozy poetyckiej! Nasycony i napojony zyciem ponad miare, lecz oto "topielec zieleni," "widemko niemrawe," uczen czarnoksieski, ktory wyzwolil czysta urode swiata i przekonal sie, "ze poza granicami czasu i przestrzeni to ona, ona wlasnie, jest martwota i smiercia.
1948
Pierwodruk: Wiadomosci 8/99, Londyn 22 lutego 1948; w tomach: Wyjscia z milczenia, Biblioteka "Wiezi," Warszawa 1993 oraz Wyjscia z milczenia, tom X "Pism Zebranych," Czytelnik, Warszawa 1998.
Na tej samej stronie 2 Wiadomosci 8/99 z 1948 roku, Tymon Terlecki oglosil wspomnienie o poezji Lesmiana, o wrazeniu jakie w roku 1927 Laka wywarla na nim i jego przyjaciolach, wowczas pacjentach sanatorium gruzliczego na Chramcowkach w Zakopanem. Cytujemy z tego tylko jeden krotki akapit - nie przemijajacy:
Laka upoila nas, oszolomila natezeniem zywotnosci, moca witalna, jakas przyrodnicza, elementarna, pierwotna sila istnienia. Skazani na zamkniecie w gorach, ktore uciskaly nas dreczacym ciezarem, na paroksyzmy deszczu, ktore trwaja tam tygodniami, na monotonie sniegu - odnalezlismy w poezji Lesmiana wyzwolony, stezony, dynamiczny element nagiego istnienia, zycia dla zycia dlatego, ze jest ono najwyzszym dobrem, najwiekszym szczesciem.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||