BARIERA   ZNACZENIA





GIAN-CARLO ROTA



Zabralo mi to kilka lat aby zdac sobie sprawe z tego, jaka byla prawdziwa profesja Stana Ulama. Wielu z nas, ktorzy bylismy z nim zwiazani w Los Alamos Laboratory, wiedzialo jak bardzo nie lubil byc sam, jak wzywal nas o nietypowych porach, aby uciec od samotnosci hotelowych pokoi, albo czterech scian swojego gabinetu, po tym jak juz wyczerpal byl codzienna porcje rozmow miedzymiastowych.

Jednego dnia zdobylem sie na odwage, zeby go zapytac dlaczego ciagle potrzebowal towarzystwa. Jego odpowiedz zdradzila go. "Kiedy jestem sam," przyznal sie, "zmuszony jestem przemysliwac sprawy i dostrzegam tak wiele tego, o czym wolalbym nie myslec." Wtedy zobaczylem tego czlowieka w jego prawdziwym swietle. Ten czlowiek, ktory posiadal najwyzszy rekord dokladnego zgadywania w matematyce, czlowiek, ktory mogl pobic inzynierow w ich grze, ktory potrafil ocenic osoby i wydarzenia w jednym mgnieniu, byl czlonkiem prawie ze wymarlej profesji, profesji prorokow.

Z medrcami Starego Testamentu i z Wyrocznia Delficka dzielil ciezki ciezar natychmiastowej wizji. I jak wszyscy zawodowi prorocy cierpial na uwarunkowanie, ktore Zygmunt Freud nazwalby byl "kompleksem Proteusza." Niestety Freud nie zaliczal prorokow do swoich pacjentow.

W minionych czasach, ciemne mamrotanie Sybili bylo interpretowane przez wyuczonych specjalistow, ktorych nazywano hermeneutami, a ktorych zadaniem bylo wyrazanie jej szyfrowanych przekazow w lapidarnych greckich zdaniach. W przypadku Ulama, zamiast tego, Los Alamos zatrudnialo konsultantow, ktorzy wyrazali jego kryptyczne przekazy w oplakanym zargonie nowoczesnej matematyki.

Na szczescie, pewne obwieszczenia Stana Ulama zostaly nagrane na tasme, przez Françoise Ulam. Kiedy zostana opracowane i opublikowane, mlodsze pokolenie stwierdzi, jezeli beda jeszcze chcieli czytac, ze niektore pomysly, ktore oni uznaja za swoje, zostaly wczesniej przewidziane w przeblyskach Ulama widzenia w przyszlosc.

Chcialbym opisac jedna taka rozmowe. Byla jedna z najdluzszych jakie z nim kiedykolwiek mialem na jeden temat; trwala prawie pietnascie minut. Spacerowalismy ulica Santa Fe, wysoko na wzgorzu. Byl zimowy dzien i goly latynoski pejzaz miasta kontrastowal ze sniegiem topniejacym w swiecacym sloncu. Byl to okres kiedy wszyscy dyskutowali nad problemem sztucznej inteligencji (A.I.), tj. nad problemem podania takie opisu inteligentnego zachowania sie, aby byl wystarczajaco dokladny dla umozliwienia jego komputerowych symulacji.

"Kazdy teraz wydaje sie byc poruszony tym problemem," powiedzialem. "Neurofizjolodzy i psycholodzy, ktorzy pracuja nad problemem percepcji wspolpracuja z uczonymi od komputerow, a nawet filozofami, w niklej nadziei, ze zostana potraktowani powaznie i dostana podwyzke."

"Tak," podjal Stan, "ale oni wszyscy stwierdza, ze to, co teraz nazywaja "sztuczna inteligencja," bylo juz wiadome od dawna. Filozofowie i logicy, od Duns'a Scotus'a w dwunastym wieku, po Ludwiga Wittgensteina tylko co wczoraj, dokonali juz mnostwo czystego myslenia o tym problemie. Jezeli twoi przyjaciele od A.I. beda upierac sie przy ignorowaniu swojej przeszlosci, zostana skazani na jej powtorzenie na koszt ponoszony przez podatnikow."

"Sadze, ze wiem, co masz na mysli," dodalem gorliwie, zeby wsadzic dwa grosze mojej madrosci. "Postawowy problem w A.I. sprowadza sie do starego zagadnienia nieskonczonej regresji. Kiedy patrzysz na jakis przedmiot, powiedzmy to drzewo tutaj, jak ono zostaje zarejestrowane w twoim mogu? Wszystkie wyjasnienia kiedykolwiek zaproponowane, przypisuja ten proces pewnemu urzadzeniu w mozgu ktorego zadaniem jest ta rejestracja. To urzadzenie zachowuje sie jak czlowieczek w mozgu, odpowiedzialny za taka rejestracje, tak jak w karykaturze Gary Larsona. Ale ten sam problem znowu powstaje kiedy chcemy wyjasnic jak ow czlowieczek dokonuje tej rejestracji i tak dalej, ad infinitum.

"Bardzo dobrze," powiedzial Stan, klepiac mnie po ramieniu. "I nie musze mowic, ze sam René Descartes martwil sie tym problemem przez dlugi czas. W koncu doszedl do wniosku, ze jedynym mozliwym wyjasnieniem jest boska interwencja. Calkiem szokujacy wniosek czlowieka, ktory stworzyl nowoczesny racjonalizm.

"Szkoda, ze nie mozemy zbudowac myslacych maszyn z pomoca boskiej interwencji," odparlem, "co najmniej nie z Jego bezposrednia pomoca. Ale musisz przyznac, ze A.I. ma zasluge zogniskowania uwagi na praktycznych aspektach tego zagadnienia. Umozliwia prowadzenie eksperymentow z wielkimi komputerami, luksus, ktorego pozbawiony byl Descartes, ktory musial obejsc sie wylacznie swoim rozumem."

"Z pewnoscia," powiedzial Stan, "ale nawet w wieku wielkich komputerow, ktos ciagle jeszcze musi zrobic myslenie, a Descartes bedzie trudna rzecza do nasladowania."

"O czym, zatem proponujesz, myslec?" zapytalem ze zle ukrywana irytacja.

"Dobrze," powiedzial Stan Ulam, "zabawmy sie w gre. Wyobrazmy sobie, ze piszemy slownik pospolitych slow. Sprobujmy napisac definicje tak bezblednie jasne, jakby musialy byc gotowe do zaprogramowania. Wezmy na przyklad, rzeczowniki jak 'klucz,' 'ksiazka,' 'pasazer' i czasowniki jak 'czekac,' 'sluchac', zjawiac sie.' Zacznijmy od slowa 'klucz'. Wyciagam ten przedmiot z kieszeni i prosze cie, zebys mu sie przygladnal. Zadne gapienie sie na niego nie powie ci nigdy, ze to jest klucz, jezeli wczesniej nie byles zaznajomiony ze sposobem w jaki uzywa sie kluczy."

A teraz spojrz na tego czlowieka mijajacego nas w samochodzie. Jak stwierdzisz, ze to nie jest tylko mezczyzna, ktorego widzisz, ale pasazer?"

"Kiedy wypiszesz dokladne definicje tych slow, odkryjesz, ze opisales nie przedmiot, ale funkcje, role, ktora jest nierozerwalnie zwiazana z pewnym konteksten. Odrzuc ten kontekst, a i znaczenie zniknie."

"Kiedy postrzegasz inteligentnie, jak czasami to robisz, zawsze postrzegasz jakas funkcje, nigdy obiekt w sensie teorii zbiorow lub w sensie fizycznym."

"Twoja kartezjanska idea urzadzenia w mozgu, ktore dokonuje rejestracji, jest oparta na zwodniczej analogii pomiedzy wizja a fotografia. Aparaty fotograficzne zawsze rejestruja obiekty, ale ludzkie postrzeganie jest zawsze postrzeganiem funkcjonalnej roli. Te dwa procesy nie moglyby byc bardziej rozne niz sa."

"Twoi przyjaciele w A.I. zaczynaja teraz trabic o roli kontekstu, ale nie cwicza tej swojej lekcji. Ciagle chca zbudowac maszyny, ktore widza poprzez imitowanie kamery, nawet jezeli z pewnym oddzialywaniem zwrotnym. Takie podejscie musi zawiesc, poniewaz wychodzi z niezrozumienia logicznego."

W tym momencie nie mialem innego wyboru, niz zgodzic sie. Jednakze, z ciekawosci zdecydowalem sie grac adwokata diabla i obserwowac jego reakcje.

"Ale, jezeli to, co mowisz jest sluszne, co pozostaje z obiektywnosci, idei, ktora jest tak definitywnie sformalizowana w logice matematycznej i w teorii zbiorow, nad ktora ty sam pracowales przez wiele lat mlodosci.?

W jego odpowiedzi byla widoczna emocja. "Naprawde? Coz czyni cie tak pewnym, ze logika matematyczna odpowiada sposobowi w jaki myslimy? Cierpisz na to, co Francuzi nazywaja déformation professionnelle. Spojrz tam na ten most. Zostal zbudowany wedlug logicznych zasad. Zalozmy, ze zostalaby znaleziona sprzecznosc w teorii zbiorow. Czy uczciwie wierzysz, ze ten most moglby sie zawalic?"

"Czy zatem sugerujesz, zebysmy porzucili matematyczna logike?" zapytalem w udawanym zdziwieniu.

"Calkiem przeciwnie. Logika formalizuje tylko kilka procesow, wedlug ktorych myslimy. Nadszedl czas, zeby wzbogacic logike formalna przez dodanie do niej pewnych fundamentalnych pojec. Co to jest co widzisz, kiedy widzisz? Widzisz pewien obiekt jako klucz, widzisz pewnego czlowieka w samochodzie jako pasazera, widzisz pewne kartki papieu jako ksiazke. To jest slowo jako, ktore musi zostac matematycznie sformalizowane, na rowni z lacznikami 'i,' 'lub,' 'implikuje,' i 'nie,' ktore juz zostaly przyjete do logiki formalnej. Dopoki tego nie zrobisz, nie zajdziesz daleko ze swoja A. I."

"Brzmi to, jak niemozliwe zadanie," powiedzialem, brzmiac zaalarmowany.

"Nie jest tak zle. Przypomnij sobie inny przyklad podobnej sytuacji. Na przelomie wiekow, wiekszosc matematykow i fizykow prawdopodobnie uwazala, ze zdrowo-rozsadkowe pojecie rownoczesnosci zdarzen nie bylo czyms oczywistym i wymagalo dokladnego objasnienia. A jednak w kilka lat pozniej Einstein wystapil ze swoja specjalna teoria wzglednosci, ktora to dokladnie przeanalizowala. Nie widze powodu, dla ktorego nie powinnismy uczynic z 'jako' tego samego, co Einstein zrobil z jednoczesnoscia.

"Nie trac wiary," zakonczyl Stan. "Potezna forteca jest nasza matematyka. Matematyka poradzi sobie i z tym wyzwaniem, jak sobie zawsze radzila."

W tym momencie Ulam zaczal odchodzic, i uderzylo mnie ze czynil dokladnie to samo, co Descartes i Kant i Charles Saunders Pierce i Husserl i Wittgenstein robili przed nim w podobnych okolicznosciach. Zmienial temat.

Nigdy juz w naszych rozmowach nie powrocilismy do tego tematu, ale odtad, kiedykolwiek wspominam ten dzien, ogarnia mnie ciekawosc czy A.I. kiedykolwiek przelamie bariere znaczenia.




Gian-Carlo Rota: Indiscrete Thoughts, Birkhäuser Boston, 1997, pp. 55-59.

Przeklad (Translated by) Andrzej M. Kobos



Reprinted with the permission of Birkhäuser Boston, from: Gian-Carlo Rota, Indiscrete Thoughts, Second Printing, 1997 (ISBN 0-8176-3866-0; ISBN 3-7643-3866-0).

I am grateful to Professor Gian-Carlo Rota and Birkhäuser publishers of Boston, MA, for their permissions to publish in Zwoje ("The Scrolls") my Polish translation of this article.

Gian-Carlo Rota zmarl w roku 2000.   (AMK)







Copyright © 1997-1999 Zwoje