
Zbrojna interwencja NATO w Jugoslawii nastapila o piec lat za pozno. Ta interwencja Zachodu powinna byla sie odbyc juz kilka lat temu w Bosni. Istotna wowczas przeszkoda moglo byc jednak to, ze sytuacja Bosni byla/jest bardziej zagmatwana z uwagi na znaczne przemieszanie ludnosci bosniackiej i serbskiej.
Na poczatek, cofne sie w czasie o 10 lat. W roku 1989 (gdy pracowalem w Alcanie w Arvida/Jonquière, Québec) mieszkalem u Vinko P., z pochodzenia Slovenca.
O rozpadzie Jugoslawii nie bylo wowczas jeszcze (glosno) mowy, ale wtedy wlasnie nastapila pierwsza akcja Milosevica przeciwko Kosowu. Odebral on Kosowianom autonomie, byly tam rozruchy, padlo kilkudziesieciu zabitych Kosowian.
Vinko, ktory jezdzil prawie co roku do Jugoslawii i znal szczegoly sytuacji tam z pierwszej reki, przepowiedzial wowczas rozpad Jugoslawii. Nie mial watpliwosci, ze Milosevic jest fanatycznym nacjonalista i imperialista serbskim, ze kiedys posunie sie on do ludobojstwa. Uwazal go zreszta za typowego Serba, ktory (akurat doszedlszy do wladzy) zaczal jeszcze bardziej rozpalac fanatyczny nacjonalizm serbski. Vinko mial jednak nadzieje, iz mimo wszystko nie dojdzie do wojny domowej, ze ktos z wewnatrz powstrzyma Milosevica; ale jezeli nie, to ktos zewnatrz bedzie musiec to zrobic, byle nie za pozno.
Nie byla to w owczesnej Jugoslawii sytuacja nowa. Dopoki zyl Tito, to jakos zlepial i utrzymywal w karbach ow kraj, ale juz przed Tita dzialy sie tam rzeczy straszne. Zreszta poczatkowo Tito (Chorwat), byl krwawym katem Jugoslawii, rzeczywiscie takim, jakim go przedstawialy karykatury sowieckie z okresu rozlamu Stalin-Tito. Coz za ironia humoru dwoch ludobojcow!
Jugoslawia byla przepelnionym nienawiscia etniczna "pressure cooker" bez zaworu bezpieczenstwa, "kolosem na glinianych nogach." W ostatnich latach stalo sie to, co stac sie musialo, niestety nie w sposob wzglednie pokojowy, jak w bylym Zwiazku Sowieckim.
Zachod zapewne liczyl na to, iz w (okrojonej) Jugoslawii w jakims cudem samo sie to uspokoi, wolal sie nie mieszac. Pomogl po cichu Chorwatom (zreszta nie az tak bardzo lepszym) - udalo sie. W Bosni poszlo juz o wiele gorzej, tragicznie gorzej.
Obecnie, po raz trzeci powtorzyla sie historia w Kosowie, wobec ktorej, jezeli by Serbom zostawic wolna reke to, to co dzialo sie niedawno w Bosni mogloby okazac sie "dziecinna zabawa."
Oczywiscie, Milosevic liczyl na to, ze Zachod sie nie ruszy, jak wlasciwie nie ruszyl sie za bardzo w Bosni (a jezeli juz, to o trzy lata za pozno). Sadzil zapewne: "a ktoz sie upomni o Kosowian, o ktorych prawie nikt na Zachodzie nieomalze nie wiedzial dotad, ze istnieja i gdzie? W wiekszosci to przeciez biedni, prosci ludzie, na uboczu Europy." Byl byc moze w dodatku zachecany przez przyjazna mu Rosje, jako czynnik destabilizujacy poludniowa Europe, a nawet potencjalnie rozbijajacy NATO (*).
I tutaj Milosevic przeliczyl sie.
Przede wszystkim przebral z Zachodem miarke moralnie. To jest, wg mnie, najwazniejsza przyczyna interwencji NATO. Zachod zdal sobie sprawe z odpowiedzialnosci moralnej, szczegolnie wobec wczesniejszej tragedii Bosniakow, wobec ktorej pozostal bierny. Teraz znowu swiat moze ogladac na biezaco obrazy tragedii Kosowian, obrazy ludobojstwa, jakich mial nadzieje juz nie ogladac, przynajmniej z Europy. Zachod w roku 1999 (jeszcze bardziej po doswiadczeniu Bosni) nie moze pozwolic na bezkarne wyniszczenie, wrecz wymordowanie w Europie kilku milionow ludzi.

Poza wszystkim innym, jest to rowniez nauka z Shoah a takze poczucie winy za bezczynnosc Zachodu, za wrecz przyzwolenie nazistom na Holocaust, nawet w warunkach wojny swiatowej.
Oczywiscie, Milosevic nie jest Hitlerem, nie ma (jeszcze) komor gazowych dla Kosowian. Jednakze, cel ma ten sam: "Die Endlösung," tyle ze mniej wyraznie i otwarcie zdeklarowany, przeprowadzany wolniej i mniej wydajnie. Nie maja Serbowie Milosevica Zyklonu-B, ale ich nienawisc i zbrodnicza determinacja sa takie same. Serbowie za to gwalca, torturuja, deportuja, podpalaja, zakluwaja bagnetami, rozstrzeliwuja nawet dzieci kulami snajperskimi. Systematycznie - dotad wydawalo im sie, ze sa bezkarni, maja czas. Niemcy przynajmniej (poza nielicznymi wyjatkami) nie gwalcili kobiet. Poza tym Hitler nie mial opcji masowego wypedzenia Zydow, nie mial po prostu gdzie, nie mial pod reka Albanii i Macedonii. Mial tylko na krotko Polske, tuz przed i po Kristallnacht w 1938 roku.
Jest inna jeszcze analogia z nazizmem. Historyk amerykanski, Daniel Goldhagen wprowadzil trafny termin "Hitler's willing executioners". To byla znaczna czesc narodu niemieckiego (nie tylko zreszta niemieckiego, ale i liczne grupy ukrainskie, francuskie, litewskie, lotewskie, estonskie, itd., mniejsza polska - tak, mniejsza, ale byla). Teraz takimi "Milosevic's willing executioners" sa tysiace, tysiace Serbow. Dlaczego? Byc moze dotykamy tutaj tragicznego w skutkach problemu rozbudzonej skrajnej nienawisci, rozbudzonego fanatycznego zla w czlowieku.
I jeszcze trzy inne ironie Historii:
Zle to wrozy na przyszlosc. Byc moze nie bedzie juz prawdziwego zagrozenia ze strony jakiegos supermocarstwa, ale bedzie ono ze strony hultajskich panstw ("rogue" states), ktore nie kieruja sie zadnymi przewidywalnymi kalkulacjami, a tylko zaslepiona nienawiscia, wspolczesnym rodem z Mein Kampf.

Uwazam, ze u podstaw akcji Zachodu przeciwko Jugoslawii lezy imperatyw moralny, rzeklbym strach moralny. Do jasnego wyrobienia tego imperatywu, do tej konkretnej, bolesnej akcji, trzeba bylo najpierw Shoah, a niedawno ludobojstwa serbskiego w Bosni. Ale w koncu, w Kosowie, ten imperatyw zwyciezyl.
Demokracje zachodnie wydaja sie ustanawiac jasny precedens, jasna zasade, ze beda bronic (jakichkolwiek) mniejszosci przed krwawymi czystkami etniczymi. Jest to kosztowny precedens, ktory wynika w duzym stopniu z amerykanskiego "soul searching," coraz powszechniejszego i w Europie Zachodniej, z poczucia koniecznosci obrony wspolnych wartosci. Chociaz jest to rownoczesnie precedens o podwojnych standardach: bronic tych wartosci przed kim? Czy tylko przed stosunkowo slabym? A co np. z Tybetanczykami ?
Druga wazna przyczyna interwencji Zachodu jest, nazwijmy to, akcja polityczno-przewidujaco zapobiegajaca. Imperializmu serbskiego nie powstrzymaloby nic, zapewne rozlalby sie na cale Balkany, potem byc moze i na ich obrzeza: Grecje, nawet Wegry. Grozilby efekt upadajacego domina, destabilizacja calego, ciagle miekkiego "podbrzusza" Europy, kotla balkanskiego. Balkanowie (w wyjatkiem Serbow) wydaja sie to dobrze rozumiec.
To tez jest nauczka od Hitlera: wojujacemu imperializmowi i faszyzmowi nie mozna poblazac, nie mozna sie z nimi ulozyc, nie mozna ich uglaskac. Wojna jest straszna, gina niewinni, ale ten imperializm, zbrodniczy nacjonalizm, faszyzm, wrecz rasizm, trzeba wypalic. Niestety. Nie ma innego wyjscia, jakkolwiek by na to spojrzec. Tu nie stosuje sie pojecie agresji w prawie miedzynarodowym. Tutaj stosuje sie pojecie obrony zycia milionow bezbronnych, nieszczesliwych ludzi.
Gdyby np. w roku 1934 Francja i Anglia posluchaly Pilsudskiego i poszly na wojne prewencyjna z Niemcami, to potem i teraz prawie wszystko wygladaloby inaczej. Jest to rzecz prosta spekulacja, chociaz rowniez i pewna nauka.
Istnieje chyba jeszcze i trzeci aspekt akcji NATO.
Jest nim, wymuszona przez Milosevica, demonstracja tego, kto decyduje o losach Europy, nawet swiata, kto jedynie moze zapewnic pokoj i spokoj, jak to robil (powoli i nie zawsze skutecznie) od WWII. Jest to proba nowej, rodzacej sie dopiero doktryny militarnej zapewniania pokoju i bezpieczenstwa prawie wszystkim w Europie. Jest to rowniez wyprobowanie przestawianych na nowe cele systemow dowodzenia, nowych, precyzyjnych broni, technologii, nowego sposobu prowadzenia wojny. Jest to wreszcie proba przekonania sie, czy mozna prowadzic i wygrac ograniczona wojne wylacznie z powietrza (w dodatku kierowana bardziej "politycznie," niz wojskowo), bez udzialu wojsk ladowych, ktore bylyby narazone na ogromne straty w ludziach.
Milosevic liczy oczywiscie na przetrzymanie, rozlam w NATO, na konkretna akcje Rosji. Ale i w tym najprawdopodobniej przeliczy sie, a razem z nim miliony Serbow.
Nikt nie wie z pewnoscia, co bedzie dalej. Tak, czy inaczej, Zachod nie moze sie juz wycofac, nawet jezeli inwazja ladowa w bardzo trudnym, gorzystym terenie okaze sie niezbedna. W przeciwnym razie utracilby nie tylko cala swoja wiarygodnosc i moc odstraszania, ale i swoje wspolne wartosci, imperatywy, imponderabilia moralne, przy ktorych, nauczony wczesniejszymi tragicznymi doswiadczeniami, zdaje sie twardo obstawac, jako przy swoim fundamencie.
23 kwietnia 1999.
(*) Dziekuje Rafalowi Konopce za zwrocenie mi uwagi na mozliwy aspekt "rosyjski" akcji Milosevica. (AMK)
(powrot)
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||