
Milosc do ksiazek stala sie na przestrzeni wiekow wylaczna trescia zycia bardzo wielu ludzi. Bibliofilstwo, pietyzm dla ksiazek i ich zbieractwo jest z pewnoscia jednym z najstarszych, zarazem tez jednym z najszlachetniejszych rodzajow kolekcjonerstwa. Przedmiotem jego bowiem jest ksiazka - i jako nosicielka kultury i jako dzielo sztuki.
Byly w historii ksiazki okresy o mniejszym lub wiekszym natezeniu zainteresowania nia, okresy snobistycznego zachwytu bibliofilskiego i okresy bestialskiego jej niszczenia. W pewnych epokach i pewnych srodowiskach przechodzilo bibliofilstwo w mode pogoni za ksiazka rzadka, z jakichs wzgledow wyjatkowa, kiedy indziej zas zamieralo, pozostajac w kregu zainteresowania jedynie nielicznych.

Jednak niemal wszedzie i zawsze bylo bibliofilstwo sprawa jednostek lub bardzo ograniczonych grup spolecznych. Wsrod Zydow natomiast narastalo jako cecha stala, powszechna i nierozerwalna z ich bytem narodowym. Ksztaltowal je odwieczny kult dla slowa pisanego, przekazujacego tradycje wiary, kanonow kultury, zasady misji "narodu wybranego." Trzeba je zatem rozumiec w znaczeniu jak najszerszym i wprost masowym. Co winno oznaczac "poszanowanie ksiazki w ogole i obejmuje rowniez troske o wlasciwy sposob jej wytwarzania, zabezpieczenia i wykorzystania" (1). Tak zrozumiane bibliofilstwo zaklada traktowanie ksiazki nie jako celu samego w sobie, lecz srodka jedynie, prowadzacego do czegos pomostu, a jest nim oczywiscie poznawanie tresci ksiazki, jej studiowanie (2).
Gdy zatem historyk drukarn i drukow stwierdza, ze w Polsce epoki Odrodzenia
"zbieractwo ksiazek nabralo cech zjawiska niemal masowego. Pasja ta ogarniala najwyzsze szczyty hierarchii panstwowej (...) szlachte, patrycjat miejski, jak rowniez szerokie kregi owczesnej inteligencji..." (3).
- pojecie masowosci jest tu odmienne od takiego wyobrazenia, kiedy zen skorzysta historyk zycia intelektualnego Zydow.

Albowiem w zasadzie wsrod Zydow, posrod mezczyzn przede wszystkim, nie istnial analfabetyzm - i masowosc nalezy rozumiec doslownie. Od rabinow do szewcow; od lekarzy do grabarzy. Bez wzgledu na kraj osiedlenia diasporycznego nabywali Zydzi znajomosc jezyka hebrajskiego - o kulcie dla ksiazek w tym wylacznie jezyku powstalych tutaj mowa - niezbedna dla praktyk religijnych i studiow talmudycznych.

"Narodem ksiegi przez Muzulmanow nazwani, czesto z wedrowek swych unosili Zydzi tylko zwoj Tory, foliant ksiegi zawierajacej madrosc 'narodu wybranego.'" Od poznego Sredniowiecza poczawszy, w licznych tekstach pisarzy zydowskich: uczonych rabinow, filozofow, poetow znajduje sie olbrzymia liczba porad, nakazow i zakazow dotyczacych ksiazki.
- Z pozaru ratuj ksiegi przed innemi rzeczami;
- Nie kladz ksiazki na ziemie, ani niczego na niej, a gdy upadnie podnies ja i ucaluj;
- Sposrod dwoch idacych jeden niesie ksiazke: ten ma pierwszenstwo w przejsciu;
- Bieda przycisniety sprzedasz ksiazki na ostatku;
- Splamiwszy inkaustem odziez i ksiazke - ksiazke odkupisz najpierw, nawet jesli odzienie bylo drogocenne;
- Chcac czytana ksiazke uniesc i przyblizyc sobie, nie podlozysz pod nia innej ksiazki, co bedzie dla niej obraza, jako sprzeczne z jej przeznaczeniem; role te moze przeciez spelnic kawalek drewna lub kamien (4);
- Ksiazka nie jest przeznaczona, by dawac ja w zastaw, ale zeby sie z niej uczyc i kopiowac ja (5).

Trzeba tu tez dodac, ze specyficzny kult ksiazki byl przede wszystkim wykladnikiem czci okazywanej samemu pismu, alfabetowi hebrajskiemu, w ktorym zostala napisana ksiega ksiag - Torah, czyli Piecioksiag.
Ksiazki bedace w posiadaniu Zydow ulegaly zniszczeniu i zatracie w stopniu nieznanym innym narodom. Przepadaly w okresach wygnan i ucieczek, kiedy stawaly sie jednym z pierwszych przedmiotow konfiskowanych, a z narazeniem zycia chronionych przez ich posiadaczy; przechodzily bezprawnie na inna wlasnosc. Na przyklad w roku 1391 uniwersytet w Heidelbergu przywlaszczyl sobie sporo ksiazek pozostalych po wygnanych Zydach, w tym tez czasie (1397) na wlasnosc biblioteki paryskiej Sorbony przeszlo piecdziesia rekopisow znalezionych w pozydowskim domu, zas pod koniec XV stulecia oblowila sie w zrabowane Zydom folianty biblioteka w Lizbonie (6). Ginely ksiazki zydowskie w powtarzajacych sie periodycznie od wieku XII pogromach i tumultach, przepadaly palone na stosach inkwizycji koscielnej. Ginely tez z rak samych posiadaczy, ktorzy woleli oddac je ziemi, niz w rece rozbestwionego tlumu molestujacego kwartaly zydowskie (7).

Specyficzny zydowski kult ksiazki wydal dziwna ceche obyczajowosci: Zydzi obchodza sie z ksiega swieta, tj. Tora, jak z istota zywa, nie przechowuja jej manuskryptow, zwojow zniszczonych, o tekscie chociazby nieznacznie uszkodzonym, "kalekim." Manuskrypty takie grzebie sie uroczyscie w osobnym miejscu kolo synagogi.

Jednoczesnie z narastaniem pietyzmu dla ksiazki powstawal wsrod Zydow wyjatkowy stosunek do roznej kategorii jej pracownikow.
Specjalnym nimbem otaczane byly zawody zwiazane z produkcja ksiazki, jej rozpowszechnianiem i zabezpieczaniem. Kopista ksiazki rekopismiennej byl najczesciej utrzymywany kosztem calej gminy, chcacej powiekszyc swoj ksiegozbior synagogalny i biblioteki domowe ludzi niezamoznych, ktorym brak srodkow materialnych nie powinien byl uniemozliwiac posiadanie ksiazek.
Posiadanie wlasnej biblioteki domowej honorowalo nie tylko jej wlasciciela; jej zasobnosc opromieniala slawa cala gmine. Duza liczba zgromadzonych przez czlonkow gminy woluminow zapewniala uznanie i respekt okazywane przez inne gminy (8). Stad tez powtarzajace sie sprzeciwy kahalow wobec przenoszenia - w wyniku zapisu testamentarnego, darowizny lub sprzedazy - ksiazek z ich terenu, z miasta do miasta (9).

Zawod kopisty byl otaczany szacunkiem i uprawiali go czesto slawni pisarze, podobnie jak w okresie poczatkowym po wynalezieniu druku - zawod korektora. Byl to zawod trudny i zawsze dawal sie odczuc brak dobrych kopistow, Charakterystyczna jest nazwa nadana przez Zydow drukarstwu, ktore przejelo przeciez czynnosc kopisty (w odniesieniu do zwojow Tory do dzisiaj jej nie wyeliminowalo): "swiete rzemioslo" - mlechet ha-kodesz.

Posiadacz biblioteki prywatnej zobowiazany byl do strzezenia - tak to wlasnie formulowano - honoru ksiazek. Dbalosc o wlasciwa ich oprawe, o szafy biblioteczne, utrzymywane w czystosci i systematycznie odkurzane - to nalezalo do jego powinnosci. Pewien cadyk zjawil sie przyjacielowi we snie ze skarga, iz sprofanowano jego grob; z pewnoscia dlatego - powiedzial - ze nie oprawil swoich ksiazek w trwala oprawe (10).
We wszystkich wiekszych skupiskach zydowskich istnialy zwiazki "naprawiaczy ksiazek" - mytaknej sefer - czyli po prostu introligatorow. Wieksze gminy gromadzily ksiazki do oprawy i gdy zebrala sie dostateczna ich liczba, kontraktowaly introligatorow utrzymywanych podobnie jak kopista, wspolnym kosztem. Introligatorom takim pomagaly w pracy kobiety, ktore odegraly rowniez wybitna role w rozwoju drukarstwa hebrajskiego (11).
Przy oprawie ksiazek zwracano uwage przede wszystkim na trwalosc i solidnosc wykonania, chociaz i piekno jej nie bylo rzecza obojetna. "Majac przedmioty ze srebra i zlota sprzedasz je, by kupic ladna szafe na ksiegi, ktore pieknie oprawisz."; "Trzeba sie starac, aby oprawa byla i piekna i wykwintna." (12). Zadaniem oprawy bylo chronienie ksiazki, przedluzanie jej materialnego bytu, nie musiala jednak "kusic oka" wyrafinowaniem wykonania, nie stawala sie przedmiotem swoistego kultu bibliofilskiego (13).
Materialy sluzace do sporzadzania opraw - pergamin, skora, czesci metalowe do zamykania futeralow - byly drogie i dlatego nadawano wspolna oprawe paru roznym dzielkom (tzw. "klocek"). Wsrod Zydow istniala tendencja do osobnego oprawiania kazdej ksiazki, kazdego tomu osobno. Ksiazki wspoloprawne bowiem ograniczaja i utrudniaja moznosc korzystania z nich, przede wszystkim zas ich wypozyczania.
Wypozyczanie ksiazek w srodowisku zydowskim bylo sprawa szczegolnie wazna. Bylo ono forma samopomocy, unormowanej pewnymi rygorami, w takiej postaci nie znane gdzie indziej.

Przed wynalezieniem druku istnial olbrzymi glod ksiazek. Byly one drogie i trudno osiagalne, a dystrybucja ich zawila. Ksiazki przepisywane w bogatszych srodowiskach i bedace tam w ilosci dostatecznej (Wlochy) nie zawsze docieraly do srodowisk ubozszych (Niemcy, Polska). W tej sytuacji pozyczenie ksiazki jej potrzebujacemu stawalo sie obowiazujace, gdyz tylko dzieki temu moglo byc kontynuowane nauczanie i prowadzone studia. Wobec osob odmawiajacych pozyczania wyciagano przykre konsekwencje. Rabbi Izrael Iserlin (polowa XV wieku) nie dopuscil do udzialu w lekcjach swojej jesziwe (seminarium) ucznia, ktory nie chcial pozyczyc koledze ksiag Gemary i Komentarzy (14).
Mojzesz przeprowadzajacy Zydow |
Mojzesz otrzymujacy i przynoszacy |
"Jesli ktos ma dwoch synow - powiada Jehuda z Regensburga (przelom XII i XIII wieku) - i jeden z nich pozycza ksiazki z checia, a drugi nie, to w spadku pozostawi je temu, ktory chetnie pozycza i bedzie mu to zapisane jako wielkie dobro."; "Pozycza sie ksiazke biednym, a dopiero potem bogatym." (15); "Prawosc (sprawiedliwosc) [mitzvoh] czyni ten, kto pisze (kopiuje) ksiazki i pozycza je innym." (16).

Ludzie zamozni niejednokrotnie kupowali ksiazki z mysla o pozyczeniu ich a nawet darowaniu biednym. Dbano o dobry stan woluminow, o niepodkreslanie i niezamazywanie - z mysla o innych, ktorzy beda z nich potem korzystac. Chasydzi niemieccy i polscy w XVII wieku sporzadzili nawet specjalny kanon wypozyczania ksiazek. Zgodnie z nim posiadacz ksiazki nie byl jej wylacznym wlascicielem, lecz jedynie depozytariuszem wspolnej wlasnosci wszystkich chcacych z niej korzystac (17).
Oczywiscie, zdarzaly sie wypadki odmowy pozyczenia ksiazki do studiowania czy przepisania. Namietnosc i zadza ksiazki sa przeciez nierozlaczne z bibliofilstwem. Niektorzy poeci i rytmotworcy hebrajscy komponowali nawet specjalne wierszyki usprawiedliwiajace ich niechec do dzielenia sie zasobami swoich ksiegozbiorow. Mieli nieczyste sumienie (18). Byli i tacy, ktorzy zazdrosnie strzegli tajemnicy zawartosci swoich zbiorow - nie chcieli aby wiedziano, co w nich posiadaja (19).
Ten wyjatkowy z pewnoscia stosunek do sprawy wlasnosci ksiazek stal sie - o czym wspomniec tu mozna na prawach duzego nawiasu - przyczyna znacznego opoznienia w przyjeciu przez Zydow ekslibrisu. Ekslibris - jak wiadomo - jest znakiem wlasnosciowym, okreslajacym przynaleznosc konkretnego woluminu do konkretnej osoby. Kiedy posiadane przez osoby prywatne ksiazki traktowano jako wlasnosc wspolna calej spolecznosci, a byle zasobniejsza biblioteke poniekad jak ksiaznice narodowa - oznaczanie ksiazki druczkiem ekslibrisu stawalo sie jakby przywlaszczeniem wlasnosci wspolnej. Dopiero popularyzacja ksiazki drukowanej, spadek jej ceny, jako tez powstanie szeregu wiekszych bibliotek judaistycznych przy bibliotekach narodowych i uniwersyteckich - sklonilo bibliofilow zydowskich do zainteresowania sie ekslibrisem (20).
Ksiegarz, najczesciej wedrowny handlarz ksiazek, nie byl uwazany za "zwyklego" kupca, lecz za wykonujacego czynnosc specjalnie mila Bogu, a pozyteczna ludziom. Istnieje wiele tekstow hebrajskich, przewaznie wierszowanych, naklaniajacych o kupna i zbierania ksiazek, dajacych "za grosz - zloto wiedzy." Oto jeden z nich, Hai Gaona z Pumpedity (w. X):
Szelosza ta'ase, tachszow by-szefer
Knot sade, knot re'a ve-sefer
(Pomysl, trzy rzeczy warto ci posiasc:
pole, przyjaciela i ksiazke.) (21).
Sprzedaz ksiazki otrzymywala czasem forme wyjatkowo powazna. Dzielo Rambama [Rabbi Moses ben Maimon, Maimonides; 1135-1204] Yad ha-chazaka [Miszneh Torah] sprzedano we Wloszech w roku 1558 (a wiec juz w stulecie prawie po wynalezieniu druku) "w sposob specjalnie uroczysty, z podpisaniem kontraktu, jakby chodzilo o rzecz znacznie wartosciowsza." (22).

Nabywca ksiazek cieszyl sie wyjatkowa estyma. Gminy zydowskie w diasporze byly srodowiskiem zamknietym - i to zamknietym wcale szczelnie - rzadzacym sie swoimi wlasnemi prawami. W tym wlasnie srodowisku - zarowno w Polsce, jak i w Hiszpanii, Wloszech czy Nieczech - jednym z zasadniczych kryteriow osadu czlowieka byl jego osobisty stosunek do ksiazek (23).

Kupowanie ksiazek bylo nakazem - zakazem zas ich pozbywanie sie. Moglo ono nastapic w sytuacji wyjatkowo trudnej dla ich posiadacza. W kazdym przypadku sprzedaz domu (nieruchomosci) oraz kosztownosci winna poprzedzic sprzedaz biblioteki (24).
Ludzie, ktorzy usilowali zaskarbic sobie szacunek wspolziomkow, kupowali ksiazki, zbierali je, upiekszali nimi swoje pokoje, mimo ze wlasciwie nie interesowali sie nimi. Byly to z pewnoscia przypadki nie sporadyczne, skoro staly sie przedmiotem bardzo ostrych przymowek i nagan. Szemuel Hanagid - zyjacy w Hiszpanii na przelomie X i XI wieku - napisal taki czterowiersz:
Aszer jaga ve-kana lo sefarimPoeta Josef Szer zas jest autorem nastepujacego fragmentu z 1573 roku:
Ve-libo ma'aszer b'mam rek vy-rikam
Ke-piseach aszer chakak alej kir
Demut regel ve-ba lakum ve-lo kam.
(Ktory potrudzil sie i zaopatrzyl w ksiazki
Lecz ich do serca proznego nie przylozyl
Jest jak chromy, ktory na scianie wyrzezbil ksztalt nogi
I chce wstac - a nie moze.) (25).
Sefarim rabim toch chedrehem
Achbar roked al gabechem
Pizer efer al kraszehem
Ki lo nasu lilmod bahem.
(Duzo ksiazek w ich pokojach
A szczur na ich grzbietach tanczy
Rozrzucil kurz osiadly na okladkach
Bo nie probowali z nich sie uczyc.) (26).

Natrafiamy na nieco dziwna praktyke wyboru ksiazek stosowana niegdys przez Zydow. Ustalily sie mianowicie pewne kryteria selekcji stosowane przy kupnie nowych dziel. Kryteria, nalezy przyznac - dosc smiale i arbitralne zarazem. Zydzi starali sie nie nabywac (lub nabyte juz usuwac, nie zachowywac i wrecz niszczyc) takich dziel, ktore do traktowanej przez siebie dziedziny nie wnosily niczego nowego. Niczego, co by je odroznialo od juz uprzednio napisanych na ten sam temat, juz znanych i w bibliotece wlasciciela ksiegozbioru obecnych (27).

W tym postepowaniu mozna dopatrzec sie swoistej postaci uprawiania krytyki - krytyki anonimowej, trudno ustalic jak dalece masowej. Z pewnoscia jednak skutecznej - bo apodyktycznej - w trzebieniu produkcji pismienniczej; zatracono w ten sposob wiele dziel. Byla to czywiscie praktyka diametralnie odmienna od panujacej. "W wielkiej bibliotece - gdzie - kazdej ksiazce daje sie te same szanse" - jak pisze Jan Parandowski, dodajac: "Nikt tu nie jest wzgardzony ani odsuniety, nie ma tu ani stopni, ani hierarchii..." (28).
Sredniowieczne klasztory okladaly klatwa zlodziei bibliotecznych i nie zwracajacych ksiazek wypozyczonych z ich zbiorow. Rzadko tylko wypozyczano sobie nawzajem kodeksy dla sporzadzenia odpisow. Najcenniejsze zas przykuwano lancuchami do polek i pulpitow - widoczny symbol ich unieruchomienia (29). Byly to praktyki Zydom obce i wsrod nich nie stosowane.
Od kiedy jednak istnieja ksiazki i biblioteki - istnieja i grasuja w nich zlodzieje. Dlugowieczna ich dzialalnosc przyczynila sie do powstania specyficznego rodzaju pismiennictwa. Przewaznie wierszowanych, czasem satyrycznych, czasem pelnych oburzenia zaklec przeciwko zlodziejom ksiazek. Zaklecia takie, zarowno przeciwko zlodziejom jak i przeciw nie zwracajacym pozyczonych ksiazek, istnieja takze w jezyku hebrajskim. Przewaznie sa to teksty anonimowe, nastepujacy jednak ma swojego XIII-wiecznego autora - Josefa syna Tanchuma Jerozolimczyka:
Nawal sza'al meni sefer
Ra'a ejno La'asziv oto
Masziv ra'a tachat towa
Lo tamusz ra'a mi-bejto.
(Szelma pozyczyl ksiazke ode mnie
Oczy jego nie widzialy jak ja zwracal
Za dobro zlem mi odplacil
Zlo nie opusci jego domu.) (30).
Szkic z tomu:
Ryszard Löw: Pod znakiem starych foliantow
Universitas, Krakow 1993.
Przedruk w Zwojach za zgoda Autora. Dziekujemy Mu serdecznie. (AMK)
Przypisy
I. Kohen, Kovrej sfarim ve-kovrej sfarim ("Pomnozyciele ksiazek i grabarze ksiazek") Moznaim, maj-czerwiec 1988, s. 139-143.
A. Weiss, The Jewish book-plate, in: Exhibition of Jewish Book-Plates, Jerusalem 1956, p. VII-XI.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||