
Dlugo sie usta moje karmily twym cialem,
Bos ujela im pieszczot w ostatniej godzinie, I odtad, odrzucone w swiat, sloncem rozblysly, I caluja te glazy i te martwe rzeczy, Caluja ksiezyc w studni, slonce wsrod alkierzy - I gniazda, ktore burza stracila przedwczesnie, I caluja u zrodel szemrzacego losu Wszystko, co pocalunkow zlozonych w pokorze, Jeno musi w to slonce zapatrzyc sie zlote I raduja sie usta, ze calowac moga I ze wolno im teraz na kwiatach oniemiec Zas oczy, gdy sie usta do kwiatow zblizaly, I raduja sie oczy, ze nad ust szkarlatem Pierwodruk: Mysl Polska, 1-2/1918; |

|
Tak mowie do dziewczyny: Nie wwodz mnie w bor ciemny, Nie wolaj po imieniu, nie patrz oko w oko - Bo nigdy nie wiadomo, co za stwor tajemny Z mroku na swiat pod ludzka przychodzi powloka. A nuz jestem odmienny, nizli tobie chce sie - Niz ten, ktorego tulisz w niemej pieszczot skardze. Poznasz mnie nad jeziorem - i w polu i w lesie - A nie poznasz na lozu, nie poznasz przy wardze. O, nie pytaj mnie o nic! Nie widuj mnie we snie! Ufaj moim pieszczotom, wierzaj w me tumany. W ramion twoich zaciszu pragne tak bezkresnie Zasnac chocby na chwile - inny i nieznany. Nuc mi do snu cokolwiek, byle oczy zwierac. Niech twa piers mnie kolysze, jak chce i jak umie - A gdy przyjdzie godzina, nie wzbraniaj umierac! Wszak rozumiesz? Nieprawdaz?
Napoj cienisty, 1936 |

![]() |
Szla z mlekiem w piersi w zielony sad, Az ja w olszynie zaskoczyl gad. Skretami dlawil, ujawszy wpol, Od stop do glowy piescil i trul. Uczyl ja wspolnym namdlewac snem, Piers glaskac w dlonie porwanym lbem, I od rozkoszy, trwalszej nad zgon, Syczec i wic sie i drgac, jak on. Juz me zwyczaje milosne znasz, Zwol, ze przybiore krolewska twarz. Skarby dam tobie z podmorskich den, Zacznie sie jawa - skonczy sie sen! Nie zrzucaj luski, nie zmieniaj lic! Nic mi nie trzeba i nie brak nic. Lubie, gdy zadlem rownasz mi brwi I z wargi nadmiar wysysasz krwi, I gdy sie wijesz wzdluz moich nog, Lbem uderzajac o loza prog. Piersi ci chyle, jak z mlekiem dzban! Nie zadam skarbow, nie pragne zmian. Slodka mi sliny wezowej tresc - Badz nadal gadem i truj i piesc! Laka, 1920 |

|
W malinowym chrusniaku, przed ciekawych wzrokiem Zapodziani po glowy, przez dlugie godziny Zrywalismy przybyle tej nocy maliny. Palce mialas na oslep skrwawione ich sokiem. Bak zlosnik huczal basem, jakby straszyl kwiaty, Rdzawe guzy na sloncu wygrzewal lisc chory, Zlachmanialych pajeczyn skrzyly sie wisiory, I szedl tylem na grzbiecie jakis zuk kosmaty. Duszno bylo od malin, ktores szepczac, rwala, A szept nasz tylko wowczas nacichal w ich woni, gdym wargami wygarnial z podanej mi dloni Owoce, przepojone wonia twego ciala. I staly sie maliny narzedziem pieszczoty Tej pierwszej, tej zdziwionej, ktora w calym niebie Nie zna innych upojen, oprocz samej siebie, I chce sie wciaz powtarzac dla wlasnej dziwoty. I nie wiem, jak sie stalo, w ktorym okamgnieniu, Zes dotknela mi warga spoconego czola, Porwalem twoje dlonie - oddalas w skupieniu, A chrusniak malinowy trwal wciaz dookola. Laka, 1920 |


|
Zwierciadlo moje, bezdenny strumieniu, Tajemnych zwierzen odwzorny krysztale! Po jakim zwirze, po jakim kamieniu Z otchlani w otchlan wloczyles swe fale, Nimes wytropil sny moje i dotarl Do mej sypialni, zbielalej od znoju, By znieruchomiec na scian mych postoju - Srebrny - w szkarlatnym rozdwojeniu kotar! Z jakich ty dolin nieznanych i lasow Wybiegles, szumiac i dzwoniac po darni, By zanieszumiec w poblizu atlasow Mojego loza i mojej meczarni! Czeka mnie zawsze w twych glebiach udusznych Schadzka ze soba! I nikt nie wysledzi Pieszczot, ktorymi, jak lgnistym snem, bredzi Cial dwoje, sobie nawzajem poslusznych... Z nich jedno, chlonac upojen mgle biala, Wlasnym spojrzeniem swa nagosc bezwstydzi, A drugie - w lustrze - udaje, ze widzi, I tak omdlewa, jak gdyby widzialo... Strumieniu, piersi chlodzacy mi obie! Cialo omyte fal twoich wezbraniem Zbywa sie nagle niewiedzy o sobie I siebie pierwszym ogarnia kochaniem! Bo ktoz mnie kochac potrafi zgadliwiej, Nizli - ja sama? Ktoz basn o pieszczocie Spelni?? Kto dlonia, zagrzebana w zlocie Mych wlosow, w taki lwi sen rozegrzywi Te przedze nikla? Kto rowny mi szale Usta pokrwawi o sen moj, nim pierzchnie? Niczyja - bede! Wzburz gladka powierzchnie, Strumieniu chlonny! Rozwichrzyj swe fale! Wystap z ciasnoty hebanowych brzegow! I zatop nagle te moja swietlice I loze, zmora szarpane noclegow - A mnie - zazdrosna o glab topielice - Zmien w zwierciadlana rusalke, bym cialo, Samo sie w sobie co chwila widzace, Bawila plasem, az w pyl sie roztrace O smierc, jak perla o perle zuchwala! Pierwodruk: Literatura i Sztuka, 27/1929; |


|
Snisz mi sie obco. Dal bez tla, Wiecznosc sie w chmurach blyska. Lecimy razem. Mgla i mgla! Bog, ciemnosc i urwiska. Do mgly i mroku naglisz mnie I szepcesz zgrzana lotem: "Toc ja sie tobie tylko snie! Nie zapominaj o tem... Nie zapominam. Mkniemy wzwyz Do niewiadomej mety. O, jak ty trudno mi sie snisz! O jawo moja, gdzie ty? Pierwodruk: Literatura i Sztuka, 27/1929 |

|
Krakowianka jedna Kiedy wieczor gasnie I ustaje dzinny znoj Panna Anna wlasnie Najwabniejszy wdziewa stroj. Palce nurza smukle W czarnoksiezkiej skrzyni mrok, I wyciaga kukle, Co ma w nic utkwiony wzrok. To - jej kochan z drewna, Zly bezmyslny, martwy gluch! Moc zaklecia spiewna Wprawia go w istnienia ruch. On nic nie rozumie, Lecz za niego dziala - czar... Panna Anna umie Kusic wiecznosc, trwonic zar... W dzien od niego stroni, Noca - wielbi sztywny kark, Nieugietosc dloni, Natarczywosc martwych warg. "Bog zapomnial w niebie, Ze samotna gine w snie! Kogoz mam procz ciebie? Piesc, bo musisz piescic mnie!" - Piesci ja bezdusznie, Piesci wlasnie tak a tak - A ona poslusznie Calym snem omdlewa wznak. Smieszny i niezgrabny, Swa drewniana tezac dlon, Szarpie wlos jedwabny, Miazdzy piersi, krwawi skron. Blada, poraniona Panna Anna bolom wbrew Od rozkoszy kona, Blogoslawiac mgle i krew! Poprzez nocna cisze Idzie cudny, zloty strach... A smierc sie kolysze Cala w rosach, cala w snach. Potem nic nie slychac, Jakby ktos na dany znak Nie chcial juz oddychac - Byle istniec tak a tak... A gdy swit sie czyni - Panna Anna dwojgiem rak Znow zataja w skrzyni Drewnianego sprawce mak. Sztuczne wpina roze W czarny, ciezki, wonny szal I po klawiaturze Bladzac dlonia - patrzy w dal... Dzwieki plyna zdradnie Plyna wlasnie tak a tak... Chyba nikt nie zgadnie - Z kim spedzila noc i jak? Napoj cienisty, 1936 |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||