TYTAN ODCHODZI

Yehudi Menuhin (1916-1999)





MIECZYSŁAW ZAJĄC


Wraz ze śmiercią jednego z najwybitniejszych artystów XX wieku - Yehudi Menuhina - odchodzi w przeszłość pewna epoka muzyki. Od śmierci Dawida Ojstracha, Yehudi Menuhin - Amerykanin z urodzenia, Brytyjczyk z wyboru, a w istocie obywatel świata - był uważany przez wielu miłośników muzyki za najlepszego skrzypka, a prawdopodobnie przez wszystkich za filar współczesnej wiolinistyki. Jako skrzypek był niewiarygodnie wszechstronny. Swobodnie poruszał się w świecie muzyki klasycystycznej, romantycznej i dwudziestowiecznej. Po mistrzowsku wykonywał koncerty Bacha, Mozarta, Beethovena, czy Brahmsa, a także Bartoka, albo Szymanowskiego. Beethoven był jego ukochanym kompozytorem. Pod swoją batutą nagrał wszystkie jego symfonie.




Niezwykła aura, którą potrafił wokół siebie stworzyć, wsparta siłą jego osobowości, otwartością i życzliwością, sprawiała, iż był kochany przez współpracowników i szanowany przez konkurentów do sławy.

Był wielkim przyjacielem Polski i Polaków. Sądził, że jako jedyni w bloku wschodnim ocaliliśmy swoją tożsamość. Podczas pobytu w Krakowie mówił, że z Polską wiążą go więzy cierpienia. W spojrzeniu na dzisiejszy świat był w gruncie rzeczy pesymistą, zwracając uwagę na niejasne perspektywy rozwojowe światowej gospodarki, sytuacji politycznej i demograficznej. Uważał, iż na dłuższą metę jedynie rozwój kultury może zapewnić harmonijny rozwój cywilizacyjny ludzkości.

Yehudi Menuhin urodził się w roku 1916 w Nowym Jorku w rodzinie rosyjskich Żydów. Naukę gry na skrzypcach rozpoczął w wieku pięciu lat. Trzy lata później debiutował w San Francisco. Był uczniem Sigmunda Ankera, Louisa Pershinga, i Adolfa Buscha. W 12. roku życia po występie z Berlińskimi Filharmonikami pod Bruno Walterem w Berlinie okrzyknięto go złotym dzieckiem.

Uczył się także u Georgeu Enescu, który zwrócił jego uwagę na dzieła twórców bałkańskich i wschodnioeuropejskich. Z czasem do współpracy zaczęli go zapraszać tacy tytani jak Toscanini, Stokowski, Furtwangler, czy Kussevitski. Koncertował z wszystkimi właściwie najważniejszymi orkiestrami świata.

W okresie Drugiej Wojny Światowej dawał koncerty dla żołnierzy alianckich. Po wojnie ograniczył działalność artystyczną na rzecz pracy organizacyjnej. Organizował festiwale muzyczne w Szwajcarii, a pod Londynem stworzył międzynarodową szkołę z internatem dla młodzieży utalentowanej muzycznie. Uczyli się w niej także młodzi polscy skrzypkowie. Jego wychowankami są m.in. Nigel Kennedy, Melvyn Tan, Piotr Kwaśny i Paweł Zatorski. Wspominają, ze Mistrz brał często skrzypce z rąk stremowanych uczniów, układał im ręce, zwracał uwagę na interpretację, przestrzegał żeby nie popadać w patos. Sam to widziałem, gdy telewizja polska pokazała około rok temu film Andrzeja Brzozowskiego pt. Nauczyciel o Jego pracy z polską młodzieżą.

Prowadził własną orkiestrę festiwalową, szefował The Royal Philharmonic Orchestra. Z ciekawostek warto odnotować, że Yehudi Menuhin był pierwszym artystą-Żydem, który po wojnie zgodził się zagrać koncert z Berlińskimi Filharmonikami.

Z Polską, do której wielokrotnie przyjeżdżał, łączyły go od wielu lat ścisłe więzy artystyczne. Jako skrzypek jeszcze - przyjeżdżał rzadko. Po raz pierwszy koncertował w Polsce w 1957 roku, w Warszawie. Odkąd zajął się dyrygenturą rozpoczął wieloletnią współpracę z Sinfonią Varsovia (od chwili jej powstania w 1984 roku), która wiele Mu zawdzięcza. Z zespołem tym występował jako dyrygent i solista. Z upodobaniem grywał często m.in. koncert podwójny J.S. Bacha. W roku 1984 koncertował z wielkim powodzeniem w Warszawie i Krakowie (istnieją nagrania z tych koncertów). W następnych latach z Sinfonia Varsovia objechał dosłownie wszystkie kontynenty. W 1987 roku odbył z nią trzymiesięczne tournée po Europie.

Wcześniej, bo w 1983 roku, wystąpił jako solista dla papieża Jana Pawła II w Castel Gandolfo. Artyście towarzyszyła tam przyszła Sinfonia Varsovia, wówczas jeszcze używająca nazwy Polska Orkiestra Kameralna (pod Jerzym Maksymiukiem). Gdy w rok później Menuhin występował z tą orkiestrą (zespół jej powiększono do 40 osób) w Polsce, zaproponował jej współpracę. Ta szokująca propozycja padła w niecodziennych okolicznościach: podczas pożegnania na lotnisku.

Uwazał, że Sinfonia Varsovia, w porównaniu z innymi orkiestrami, ma unikalne brzmienie wynikające z faktu, że wszyscy jej członkowie pochodzą z tej samej, polskiej szkoły. Utrzymywał, że czuje tę orkiestrę jak własne skrzypce. Słyszałem, że powtorzył to w ostatnim swoim wywiadzie sprzed kilku dni.

Był zafascynowany kulturą Wschodu. Studiował muzykę Indii, ćwiczył yogę. Świat znał go również z niekonwencjonalnych koncertów z mistrzem tradycyjnej muzyki indyjskiej Ravi Shankhar'em. Kochał jazz. Przyjaźnił się i grywał ze Stephenem Grappellim.

Dystyngowany starszy pan w 1993 roku otrzymał z rąk królowej Elżbiety II tytuł Earl of Stoke d'Abernon. Był prezydentem Rady Muzyki przy UNESCO.

Właśnie na drugą połowę marca 1999 zaplanowano kilkunastokoncertowe tournée Sinfonii Varsovia z Yehudi Menuhinem po Niemczech. Zamierzali również koncertować w Paryżu. W początkach marca przyjechał do Berlina, wkrótce poczuł się źle i z objawami nieżytu oskrzeli przewieziono go do szpitala. Choroba okazała się niestety poważna. 12 marca 1999 Wielki Artysta zmarł na zawał serca.

Nie usłyszymy Go już nigdy.




Nota biograficzna: Mieczysław Zając, 50, EE, pracuje w Polskiej Akademii Nauk, mieszka w Krakowie; zainteresowania: turystyka górska, brydż, muzyka, sport, samorząd lokalny. Publicystyką kulturalną zajmuje się incydentalnie.







Copyright © 1997-2007 Zwoje