Dnia 7 marca 1927 roku odbylo sie posiedzenie Rady Ministrow, na ktorym postanowiono sprowadzic prochy Juliusza Slowackiego do kraju, celem zlozenia ich na Wawelu.
Dnia 14 czerwca 1927 roku dokonano ekshumacji prochow Slowackiego na cmentarzu Montmartre w Paryzu. Sprowadzenie prochow do Polski odbylo sie droga morska z Cherbourga do Gdyni i Gdanska, skad Wisla do Warszawy. Po uroczystosciach w stolicy trumne z prochami Slowackiego przewieziono do Krakowa, gdzie dnia 28 czerwca 1927 roku odbyla sie uroczystosc zlozenia prochow do grobow krolewskich. Na dziedzincu wawelskim wypowiedzial Marszalek Pilsudski nizej przytoczone przemowienie o poecie, ktory, zyjac w nas nieustannie, przezwyciezyl prawa smierci i ktory w niewoli sile miecza zastapic chcial sila ducha.
Przemowienie podajemy wedlug "Monitora Polskiego" z dnia 30 czerwca 1927 roku.
(Wstep do przemowienia Marszalka, w tomie IX "Pism Zebranych," str. 72)


Gdy przed trumna stoje, mowic musze o smierci, o wszechwladnej pani wszystkiego, co zyje. Wszystko, co zyje, umiera, a wszystko, co umiera, zylo przedtem. Prawa smierci sa bezwzgledne. Sa, jak gdyby stwierdzic chcialy prawde, ze co z prochu powstalo, w proch sie obraca. Gdy kamien na tafle, spokojnej wody rzucamy, powstaja kregi, idace wszerz i zamierajace powoli. Tak zyja ludzie, gdy smierci bramy przepastne przekrocza; kregi powoli zamieraja i nikna, pozostawiajac po sobie pustote a nawet zapomnienie. Prawa smierci i prawa zycia, zwiazane ze soba, sa bezwzgledne i bezlitosne. Zylo ludzi mnostwo i wszyscy pomarli. Pokolenia za pokoleniami, zyjace codziennym zyciem, zwyklym lub niezwyklym, do wiecznosci przechodza, pozostawiajac po sobie jeno ogolne wspomnienia. Wspomnienia, gdzie imion nie ma i nie ma nazwisk. A jednak prawda zycia ludzkiego daje nam i inne zjawiska. Sa ludzie i sa prace ludzkie tak silne i tak potezne, ze smierc przezwyciezaja, ze zyja i obcuja miedzy nami.
Przed soba mamy trumne ze szczatkami czlowieka, szczatkami, ktore swiadcza o prawdzie, ze proch jestes i w proch sie obrocisz. Slowacki, jak zywa prawda zycia, jest miedzy nami. Staje sie znajomym coraz szerszym kregom. Wiemy o nim tyle, jak o zadnym ze swoich znajomych. Wiemy i o tym, czego nawet o braciach nie wiemy. Jest z tego powodu naszym zywym znajomym. Znamy drobnostki jego zycia, anegdoty o nim, ba, jak sam pisze poeta, list do ekonoma lub wieczne przymierze z Handzia czy Marylka sa nam znane i znajome. (1) Sa skads wyciagniete i rzucone przed oczy. Smierci prawa sa w ten sposob przezwyciezone. Jest nam zywym znajomym i zywa znajomosc Slowackiego staje sie coraz powszechniejsza i coraz szersza, tak, ze ma znajomych wiecej, niz mial ich za zycia. Gdy wezme odwrotnie i policze kilkanascie milionow Polakow, wsrod ktorych zyl Slowacki, co z nich pozostalo? Nie maja ani imienia, ani nazwiska, gdyz kilka zaledwie osob z owczesnego pokolenia staje nam jako zywsze istoty, jako ci, ktorzy zyja, ktorzy nie umieraja i nie nikna. Zyl sto lat zaledwie temu, zaledwie trzy pokolenia wymarly lub wymieraja, a jednak, gdy policzymy ludzi, o ktorych coskolwiek wiemy, to jest ich tak malo, a gdy mowimy o Slowackim, to spotykamy sie z nim codziennie i z nim obcujemy. Powtarzamy jego slowa, jak gdyby byl zywa istota, powtarzamy wrazenia, ktore przezywal, jezdzac po swiecie. Wiemy, co mu sie podobalo, a co nie pozostawilo na nim zadnej impresji. Jest wiec zywy i zyje wsrod nas i prawda smierci okrutna, prawda smierci potezna nie istnieje dla niego. Powiecie moze, ze to metafora, ze to nie jest sluszne, a jednak ta zywa prawda istnienia czlowieka bez wzgledu na to, co kto o niej mowi, jest zywa, prawdziwa i realna. Slowacki zyje dlatego, ze umrzec nie moze. Zda sie, jak gdyby bramy smierci przepastne za nim zamknely sie nieszczelnie. Dla niektorych ludzi zostaja one otwarte, tak, ze zycie i smierc sie nie rozdziela. Zda sie, ze sa ludzie, ktorzy zyc musza dluzej, ktorych zycie trwa nie latami, a wiekami, wbrew prawdzie przyrodzenia ludzkiego. I gdy teraz szczatki Slowackiego wprowadzamy do grobowcow krolewskich, wiemy, ze przedluzamy mu zycie dalej jeszcze i ze zyc bedzie tak dlugo, az murow Wawelu nie naruszy czas zniszczeniem, a skala, ktora nad Wisla samotna tu stoi, nie ulegnie smierci. Dajemy mu w ten sposob dluzsze zycie, dluzsza prawde bytowania, ktore zostaja pomiedzy ludzmi.
Gdy warstwy ziemi otwarte przelicze i widze szkielety, co o Stworcy swiadcza, twierdze, ze sa szkielety zywe, przejrzyste, swieze i mlode, tak, ze plakac po nich nie umialby nikt szczerze. (2) Nie placzemy tez po Slowackim! Gdy idzie trumna jego przez cala Polske, witaja go ludzie, nie zas zegnaja, tak, jak gdyby byl zywym czlowiekiem, i zalobne dzwony nie zalobnie bija, lecz bija radoscia i tryumfem. Nikt z nas nie potrafilby zaplakac nad zmarlym. Twierdze raz jeszcze, ze bramy przepastne smierci dla niektorych ludzi nie istnieja. Swiadcza o prawdzie wielkosci takiej, ze prawa wielkosci sa inne, niz prawa malosci. Gdy warstwy ziemi otwartej przelicze i widze przeszlosci goscince, po ktorych kroczy ludzkosc i po ktorych teraz stapa historia, to widze umoszczone twarde drogi, ktore ludzie, pokoleniami idac w zycie i pokoleniami umierajac, moscili zyciem swoim, tak, jak i smiercia. Pokolenia, ktore zostawily slady, szkieletami i praca codzienna i codziennym odpoczywaniem, moscily goscince trwale i wieczne. Lecz wszedzie, gdzie goscince maja skrety, wszedzie, gdzie zalomy drogi, gdzie ludzi wahania i gdzie ludzi malych trwoga, stoja na zalomach, jak drogowskazy, olbrzymie glazy, swiadczace o wielkiej prawdzie bytowania. Stoja olbrzymie glazy samotne, lecz z nazwiskami, gdy ludzie gina bezimiennie. Na naszym goscincu historycznym, gdzie pokolenia za pokoleniami idace moscily drogi i zyciem, i smiercia, czasy Slowackiego byly zalamaniem, byly prawda historyczna ciemnosci niewoli i bezsily. Slowackiego wielkosc siega stu lat, gdy na ziemiach polskich przedostatnie powstanie 1830 roku skasowalo jedna prawde zycia historycznego, skasowalo wojsko. Wojsko, ta prawda sily ramienia, co broni i chroni, co zycie dajac, zycie innym otwiera, co krwia, jak cementem, mosci prawde historii i trwania narodu, zniklo w roku 1830. Wtedy zapanowalo wahanie na tym skrecie drogi, danym nam przez los. W trosce prawdy sily ramienia, w trosce prawdy nadziei, ze ramie sie wzmocni, znikly i upadly. I mamy zaraz proby, by miecze, co w podziemiach zasnely lub tylko echem graja, zastapic inna sila, sila ducha. Gdy miecze sie skrzyzuja, skry padaja. Starano sie wykrzesac prawdy duszy, tak silne i mocne, ze w pracy skry padaly takze. Starano sie zastapic prawdy proste, sile miecza prawda sily ducha, tak, by wzmocniwszy ducha, moc trwac w niewoli i moc uzyskac sily, gdy tych sil bedzie potrzeba. Byla to dziwna praca owczesnego pokolenia, gdy rece ludziom mdlaly i gdy bojazn tej prawdy ludzi nikczemnila i ludzi do rozpaczy doprowadzala; starano sie zamienic prosta prawde miecza sila ducha, ktory sie meczyl w trwodze, ze sile miecza nie dorowna. Poszly w niebo harfy, gdy miecze pod ziemie sie chowaly, niszczejac i rdzewiejac. Gdy przed Slowackim, jedna z harf szczerozlotych, stoje, gdy warstwy mak jego i pracy jego przelicze, znajde w tej harfie jedna strune, co zawsze brzeczala, znajde prawa dumy i prawa rozkoszy cierpienia dla dumy, dla godnosci ludzkiej. Szarpany niemoca ciala, szarpany niemoca prawd, ktore wyznawac rozum mu kazal, szukal w rozpaczy dumy sily, targajacej wnetrznosci swoje i ojczyzny swojej. Znajdziecie brzeczace struny dumy i struny godnosci ludzkiej na kazdym kroku. Szedl, pracujac, szedl, myslac, ze duma stargana i sponiewierana wyda nie jek rozpaczy, lecz sile olbrzyma. Pracowal, jak i inni, myslal o moznosci, aby duch ludzki mogl zastapic sile ciala. I nieraz potwornie sie meczac, watpil, jak i inni. "Godnosci nie mam, przed meka ucieklem." (3) Tak mowi o sobie, meczac sie potwornie, i nie mogl wydobyc sily skonczenia meczarni smiercia. Stargana duma i sponiewierana, w bloto czlowiek zdeptany, hardo prawa godnosci czlowieka dume nie w sile miecza, lecz w sile ducha przerabialy. On z kraju byl nie dumnych helotow i dumy tej pragnal, by byla sila, by sile dala, by wartosc mocy, potege Polski miec mogla. Gdy niegdys jednego z wiekszych, co ostatnie prowadzili bunty i powstania, pytalem, ktory z wieszczow najwiecej wplynal, najwiecej dzialal, gdy miecze na naszej ziemi zadzwonily, stwierdzal mi zawsze, ze naszym poeta jest Slowacki.
Milosc ojczyzny - o! to slonce swietne
Dla serc, co dumne, sieroce, szlachetne,
Cale sie czystym milosciom oddadza.
Jako zorawie, co lancuch prowadza,
Swietniejsze serca wylatuja przodem;
Umra ich duchy, leca przed narodem. (4)
Gdy teraz, patrzac na trumne, wiem, tak, jak wszyscy zebrani, ze Slowacki idzie, to wiem, ze idzie tam, gdzie glazy na naszym goscincu stoja, swiadczac nieledwie chronologicznie przez imiona o naszej przeszlosci. Idzie miedzy Wladyslawy i Zygmunty, idzie miedzy Jany i Boleslawy. Idzie nie z imieniem, lecz z nazwiskiem, swiadczac takze o wielkosci pracy i wielkosci ducha Polski. Idzie, by przedluzyc swe zycie, by byc nie tylko z naszym pokoleniem, lecz i z tym, ktorzy nadejda. Idzie, jako Krol Duch.
Po zakonczeniu przemowienia Marszalek Pilsudski zwrocil sie do otaczajacych nosze z trumna oficerow z nastepujacymi slowami:
Gdy warstwy ziemi otwartej przelicze
I widze kosci, co jako sztandary
Wojsk zatraconych, pod gornymi grzbiety
Leza - i swiadcza o Bogu - szkielety;

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||