150 lat temu, 3 kwietnia roku 1849 umarł Juliusz Słowacki

JULIUSZ   SŁOWACKI





MUZA   BŁĘKITNA






Chodzi mi o to...


Chodzi mi o to, aby język giętki
      Powiedział wszystko, co pomyśli głowa;
A czasem był, jak piorun, jasny, prędki,
      A czasem smutny, jako pieśń stepowa,
A czasem jako skarga nimfy miętki,
      A czasem piękny jak aniołów mowa;
Aby przeleciał wszystko ducha skrzydłem;
Strofa być winna taktem, - nie wędzidłem.

Z niej wszystko dobyć, - zamglić ją tęsknotą,
      Potem z niej łyskać błyskawicą cichą,
Potem w promieniach ją pokazać złotą,
      Potem nadętą dawnych przodków pychą,
Potem ją utkać Arachny robotą,
      Potem ulepić z błota, jak pod strychą
Gniazdo jaskółcze, przybite do drzewa,
Co w sobie słońcu wschodzącemu śpiewa.

......................................................................

Komu ty jedziesz? Jadę księżycowi,
      Aby się w konia przeglądał kopytach,
Wonnemu jadę na stepach kwiatowi, -
      Dziewannom, które w złotych stoją kitach;
Anioł mię srebrny, jasny, w skrzydła łowi,
      I leci za mną jak sen po błękitach
Na koniu stojąc rycerskim jak sława
I goni mię w kurhany - mówi Sawa.

Beniowski, Pieśń V






Jeżeli kiedy w tej mojej krainie...


Jeżeli kiedy w tej mojej krainie,
Gdzie po dolinach moja Ikwa płynie,
Gdzie góry moje błękitnieją mrokiem,
A miasto dzwoni nad szmernym potokiem,
Gdzie konwaliją woniące lewady
Biegną na skały, pod chaty i sady -

Jeśli tam będziesz, duszo mego łona,
Choćby z promieni do ciała wrócona:
To nie zapomnisz tej mojej tęsknoty,
Która tam stoi jak archanioł złoty,
A czasem miasto jak orzeł obleci
I znów na skałach spoczywa i świeci.

Powietrze lżejsze, które cię uzdrowi,
Lałem z mej piersi mojemu krajowi...






Młodości! każ się tej łabędziej marze
      Z ognia i złota unosić po świecie.
Niech szumi wino w twej Platońskiej czarze,
      Na głowie niechaj będzie wonne kwiecie;
A blisko ślubów wysokich ołtarze,
      Gdzie Saturnowy wąż się z ogniów plecie:
Tam ślubu przyszłość... Muza mdleć zaczyna ?
Dajcie mi bursztyn i róże i wina!

Kłębami dymu niechaj się otoczę;
      Niech o miłości pomarzę pół senny.
Czuję jak pachną kochanki warkocze,
      Widzę, jaki ma w oczach blask promienny;
Czuję znów smutki tęskne i prorocze,
      Wtóruje mi znów szumiąc liść jesienny.
Napróżno serce truciznami poim! ...
Kochanko pierwszych dni! - znów jestem twoim.

Patrzaj! powracam bez serca i sławy
      Jak obłąkany ptak i u nóg leżę.
O! nie lękaj się ty że łabędź krwawy,
      I ma na piersiach rubinowe pierze.
Jam czysty! - głos mój śród wichru i wrzawy
      Słyszałaś... w równej zawsze strojny mierze...
U ciebie jednej on się łez spodziewał,
Ty wiesz jak muszę cierpieć - abym śpiewał.

Idź nad strumienie, gdzie wianki koralów
      Na twoje włosy kładła jarzębina;
Tam siądź i słuchaj tego wichru żalów,
      Które daleka odnosi kraina;
I w pieśń się patrzaj tę - co jest z opałów,
      A więcej kocha ludzi niż przeklina.
I pomyśl czy ja duszę mam powszedną?
Ja - co przebiegłszy świat - kochałem jedną.

Twój czar nade mną trwa. - O! ileż razy
      Na skałach i nad morzami bez końca,
W oczach twój obraz, w uszach twe wyrazy,
      A miłość twoją miałem na kształt słońca
W pamięci mojej. - Anioł twój bez skazy
      Na moich piersiach spał - a łza gorąca
Nigdy mu jasnych skrzydeł nie splamiła:
      Twa dusza znała to - i przychodziła.

W gajach gdzie xiężyc przez drzewa oliwne
      Przegląda blado, jak słońce sumnienia,
Chodziłem z tobą, jak dwie mary dziwne,
      Jedna z marmuru, a druga z promienia;
Skrzydła nam wiatru nie były przeciwne,
      I nie ruszały włosów i odzienia.
Między kolumny na niebie się kryśląc
      Staliśmy jak dwa sny - oboje - myśląc.

Z taką więc ciszą i z taką powagą
      Wejdziemy kiedyś w Elizejskie bory.
My, cośmy ziemię tę widzieli nagą,
      Przez piękne niegdyś widzianą kolory.
Cośmy poznali że nie jest odwagą
      Rozpacznym czynem skończyć żywot chory;
Lecz uleczeni przez trucizn użycie,
Sercu zadawszy śmierć - znaleźli życie.

Pierwszy to i raz ostatni o! miła
      Mówię do ciebie. Jest to błyskawica
Która ci chmurę posępną odkryła,
      I boleść wyszła z niej jak nawałnica;
W twoim ogrodzie pustym będzie wyła,
      Gdy xiężyc pełny, jak srebrna różyca
Gmachów gotyckich, biały blask rozleje,
W te - gdzieśmy niegdyś chodzili - aleje.

Bądź zdrowa - odejść nie mogę, choć słyszę
      Wołające mnie duchy w inną stronę,
Wiatr mną jak ciemnym cyprysem kołysze
      I z czoła mego podnosi zasłonę,
Z czoła, gdzie anioł jakiś skrami pisze
      Wyrok łamiący mnie między stracone...
Ja czekam krusząc wyroki okrutne...
Twe oczy patrzą na mnie - takie smutne! -

Bądź zdrowa! drugi raz cud się powtórzy -
      Martwy, odemknę ci w grobie ramiona,
Kiedy ty przyjdziesz do zbielalej róży
      Podobna, zasnąć. - Dosyć! Pieśń skończona!
Oko się moje senne łzami mruży,
      Róże uwiędły - czara wychylona,
I pieśń gdzieś leci ode mnie echowa...
już pożegnałem cię -jeszcze bądź zdrowa!

Beniowski, Pieśń IV






      - jednak wierzę
Że ludy płyną jak łańcuch żórawi
      W postęp...

Beniowski, Pieśń V






Zachwycenie


Bo mój Stworzyciel znalazł mię na ziemi
I napadł w nocy ogniami złotemi...

Bo Pan mówiący w objawieniu: 'Jestem'
Napadł mię w ogniach z trzaskiem i szelestem.

Przetoż się, Panie, wiecznie upokorzę,
Pomnąc na ono płomieniste łoże.

Gdy Pan nade mną stał w ognia oponach,
Gdym był jak ptaszek w Pana mego szponach,

Gdy stał nade mną jak ogień straszliwy,
Kiedym się w strachu sądził już nieżywy -

Dlaczegożbym się, o Panie, zapierał,
Żem drżał i cały z przestrachu umierał...

Dlaczegożbym się miał zapierać strachu,
Żem drżał jak listek w Pana mego gmachu?

Takiej bojaźni bym nie miał, Panie,
Choćbym się dostał pod mieczów ścinanie,

Choćbym czuł w sobie to co ludzie ścięci,
Takbym nie stracił wiedzy i pamięci.

Przywalon byłem twej lekkości skałą,
Serce jak ptaszek zlękniony latało.

Światłem zalały się moje alkierze,
A jam był porwan jako lekkie pierze.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

I przez wiatr lekki i przez szelest święty
Byłem pochwycon a z łoża nie zdjęty.






Błogosławię. . .


Choćby już nigdy myśl zbrojami świetna
      Nie powróciła na tę ziemię ze mną,
Znienawidzona za to, że szlachetna
      Chce jasnej broni, a gardzi nikczemną;
Choćby już tylko, miodem prostym kwietna,
      Z myślą - jak chłopek prostą, ale ciemną,
Ojczyzna ta wstać miała i w postawie
Chłopka się kłaniać - Panu - błogosławię.

Równy chłopowi małemu prostotą,
      A niższy jeszcze aniołów pokorą,
Jak oni, skrzydeł wewnętrzną pozłotą
      Nakrywam chatę, skąd miód ludzie biorą.
Gotów, jak gołąb, zostać nad ciemnotą,
      Łonem świecący nad suchą ugorą,
Gdzie sobie trzody ciche śpią, na trawie:
Ludziom i trzodkom cichym - błogosławię.

Tam walka krwawa... o ścierwo i jadło!
      Tu cisza, pokój, błękitna pogoda
I w ogniu moim strzaskane widziadło:
      Duch nieznajomy dawnego rapsoda...
Niechajże, Panie, i socha i radło
      I niestrudzona myśl, bo jeszcze młoda,
A piękna, jak sen widziany na jawie,
Wstaną... niech wiecznie kwitną - błogosławię.

Niech będzie piękną, niech będzie wesołą -
      Choćby już nigdy w niej nie zaświeciło
Rycerza mgliste, ale piękne czoło
      Między oczyma z piorunową siłą;
Choćby tak, jako te żórawie koło,
      Które się skrami chaty oświeciło,
Kolumny drżące budowała sławie
Bez innych świateł, jak te: - błogosławię.

W mroku zostawiam ją - lecz pod aniołów
      Skrzydłami, które w tęczę ją oprzędą,
Sam idę... i gdzieś, z rykiem smętnych wołów,
      Gdzieś przy miesiącu z pastuszków kolędą
Wyglądać będę, aż ze złotych stołów,
      Do których prosi Bóg - a chłopki siędą,
Przyniosą mi chleb wędrowne żórawie:
Ptakom i stołom ludu ? błogosławię.

Gwiazdom gwiżdżącym po łąkach - i kwiatom
      I lasom, które w ciągłych płaczą szumach,
I pięknym wiosnom... i złocistym latom
      I starcom, którzy pogrążeni w dumach,
Wesołym sercom - i dworom - i chatom
      I ogniom, które dziś rodzą się w tłumach,
Bez czasu będąc... ale w Bożej sprawie:
Siódmy raz zdaję moc... i błogosławię!

Król Duch, Rapsod II






Stary świat skonał


Stary gwiat skonał... nie zaczął się nowy,
Dla takich duchów, jak wy, miejsca nie ma!
Lećcie i w nową zorzę się rozpłyńcie
I bądźcie nowi duchem - albo gińcie!

A potem Kraj nasz wolny! Potem jasność dniowa!
Polska się granicami ku morzom rozstrzela
I po burzliwej nocy oddycha i żyje
Żyje! czy temu słowu zajrzeliście w duszę?









Copyright © 1997-2007 Zwoje