
[...]
Dymiac cygarem z wlosow twarzy, siegal profesor po co raz to inna ksiege, by ruchem mile polechtanej pewnosci siebie z powrotem odstawiac rzeczy znane, zas grymasem zaciekawienia i jakby nieufnosci witac druki jeszcze nie spotykane. I w tym zajeciu pomrukiwal sobie przyjemnie.
Obfity ksiegozbior gospodarza zasobny byl w najrzadsze druki rakowskie, oliwskie, brzeskie, drohomilskie, mohylowskie, pochodzace zgola ze wszystkich tych katow i kresow Rzeczypospolitej, gdzie dawniej pracowaly tlocznie drukarskie, a dzis kozy sie pasa, lub zeruje ciemne mrowie ludzkie.
Radowaly go osobliwie wczesne druki krakowskie, gdzie na tlocznie przenosila sie jakby z folialow mnisza reka pisanych cicha zarliwosc sredniowieczna: ksiegi te budowane byly karta za karta w pietyzmie szczegolow - jak tum gotycki.Tu i owdzie gotyk jeszcze ociezaly, w ozdobach i tytulach romanszczyzna nawet, lecz nad wszystkiem jakby nowe tchnienie, znoszace dawnej szwabachy natloki, oraz ciosana sztywnosc i rebusowosc pisma rzymskiego - tchnienie powietrznosci, perspektywy, milej oku architektoniki unosilo sie nad caloscia: zwiastujaca sie dopiero z Zachodu plomienna lekkosc Odrodzenia. I tak oto z najlepszego ducha przeszlosci poczeta, przyszloscia juz idaca nieswiadomie owiana, w przyszlosci dalekie swiadomie wiodaca, triumphans zdala mu sie dzis jeszcze ksiega taka kazda; a co zbozniejsze: z karty tytulowej historycznej pieczeci wialo duma miejsca, ktore ducha powszechnego dojrzeniem oraz piersi wolnych oslona tym dzielom czlowieczenstwa stawac sie dozwolilo.
Napiesciwszy tak oczy jak i palce starych ksiazek ksztaltem, papieru lekkoscia i pergaminowa moca, liter stylowoscia intuicyjna, ozdob oraz inicjalow inwencja bogata, tymi wrazeniami w sobie dzwigniety, az do pogodnego rozblysku calej twarzy, skrzepiony przytem cygara smakiem i wonia, przeszedl powoli do kart tresci.

Gdyz oto wpadaly mu do rak biale kruki, o ktorych istnieniu wiedziec mogl tylko: ksiazki, ktore do skarbnicy europejskiego ducha przeszedlszy, wyginely doszczetnie w miejscach swego urodzenia. Wygarnela ich stad miotla szwedzka, tepily cichaczem ognie jezuickie, rozwiewaly po swiecie zawieruchy wieku ostatniego; a czego szczury nie dogryzly po strychach zbarbaryzowanych dworow litewskich, to wylowila stamtad w swiaty neta cen wysokich, jakie za te szlacheckie i klasztorne smiecie placa antykwariusze europejscy. Wlasciciel ich dzisiejszy nabywal te ksiazki, jak wskazywaly adnotacje, w Londynie, Lipsku, Petersburgu i Sztokholmie.
Lecz i te kilka ziaren, zebranych z tak bardzo po swiecie rozwianego spichrza, ten kram rzadkosci bibliofilskich posiadal na sobie mimo wszystko - jakby to mial kazdy inny, lepszy czy gorszy zbior taki - ponury stygmat zatracania sie nieustannego ziaren siewnych.
W te cisze koscielna dolatywaly zdala bezladnie pomieszane echa salonowego gwaru...
Wyrywajac ksiazki z polek na traf, zablakal sie profesor niebawem w tym lesie. Oto minal rychlo pisarzy Wieku Zlotego, w tak zwanym Baroku natknal sie na pyszne wydawnictwa oliwskie, zaczem pociagniety zewnetrznym luksusem wydawnictw groelowskich i pulawskich, wstapil mysla w senatorskie kolo postaci o posagowym gescie i jasnym spojrzeniu wieku Oswiecenia - w te nowa fale swiatowego przyplywu, ktora szczytu swego nie siegnawszy, runela w dziejow odmety, by odwieczna wspolprace ducha u warsztatu ludzkosci i tradycyjny kontakt z jego po swiecie mistrzami przekazac oreza wspoldzialaniu po Europie.
- Oto - myslal przerzucajac pozolkle karty wspomnien wedrownego wojska, ostatnich rycerzy bez ziemi, wiodacych ze soba po Europie nowej jeszcze i truwerow *) swoich - spiewacy obozowi, zamienieni w rozbiciu ostatnim w bardow pielgrzymstwa, pozostawili po goscincach Europy ksiegi polskie spod tloczni cudzoziemskich wszystkich miast Zachodu.
Przewijaly sie nieustannie pod reka te rozsiewy pielgrzymstwa.
- A gdy za sil rozbiciem - dumal na nimi - przyszlo i woli rozproszenie skloconej bez wodzow gromady, gdy na Wschodzie pozostal juz tylko kadlub narodu obezwladniony, a po stolicach Zachodu swarzyly sie jego glowy bezczynne, gdy ogniwa wspolnoty duchowej pryskac nawet juz poczely w narodzie, z bardow wylonili sie w Europie nowej jeszcze i druidzi ostatni, "wieszcze" narodu swego.
Waclaw Berent, Ozimina, tom I (fragment)
[...]
*) truwer = trubadur
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||