MALA ANTOLOGIA O WILKACH





POLOWANIE NA WILKI NA LITWIE

X. Walerian Meysztowicz


Dziki obszar puszczy na bagnach sprzyjal pladze wilkow. Probowano je tepic. Stary dworski sluga zostawial konskie scierwo za czestokolem. Siadal tam ze strzelba i co noc ubijal pare wilkow.

Panowie polowali inaczej, saniami. Jednym z najzywszych wspomnien malej coreczki pana Aleksandra Szyryna [Marii - babki autora] bylo takie polowanie. Koniom zawiazywano chrapy chustami z dziegciem, by sie nie baly zapachu wilkow; podgarla in okryto gruba, twarda skora - bo tam zwykly wilki sie rzucac. W saniach procz woznicy - pan, panienka, strzelec do nabijania dwururek - a pod nogami, w worku - symbol ucisnionej niewinnosci - prosie. I - gdy pelnia ksiezyca stanie wysoko nad lasami - jazda. Potracone prosie piszczy. Za saniami, na sznurze, ciagnie sie pek grochowin. Wiec zrazu - klusem. Spod pokrytych sniegiem jodel (przepraszam, tak u nas nazywano swierk, w odroznieniu od "jodly gorskiej") - spod jodel zaczynaja blyskac wilcze oczy. I oto jeden juz jest przy grochowinach. Strzal. Lezy. Konie poszly w cwal. Juz za grochowinami nie jeden - trzy - piec - stado wilkow. Co chwila celne, bez pudla strzaly. Ale wilkow przybywa. Skacza pod konie - trzeba je odstrzeliwac. Kanonada w miare szybkosci nabijania strzelb - wsciekly cwal po sniegu. Las sie skonczyl - po bialym polu pod ksiezycem pedza sanie, za nimi wilki. Oto juz blisko pochodnie na folwarku, gdzie oczekuja pana z polowania. Z daleka slyszeli zblizajace sie strzaly. Ledwie spienione konie wniosly w pedzie sanie na podworze - zatrzasnieto wysokie wrota: ale jeszcze pare wilkow wpadlo w zagrode. Dobijaja je parobcy kijami. A za dnia pojda zbierac na drodze pozabijane wilki, te ktorych skora nie nazbyt zostala podarta przez zglodniale stado. Zreszta mniejsza o futro: ruski sprawnik ma nakaz tepienia wilkow - placi pol rubla od ogona, sam z guberni dostaje po rublu!


Gawedy o czasach i ludziach - "Pan Aleksander Szyryn"
Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1983


* * *


O INTELIGENCJI WILKOW

Franciszek Wyslouch


Zimowa pora we wsi Gwozdowo w dzisnienskim powiecie wybuchnal wielki pozar. Palilo sie osiem gospodarstw - okolo trzydziestu budynkow. Wszystko co zylo, wybieglo do pozaru. Wszedzie ruch, krzyki i zawodzenie. W poplochu wypedzano inwentarz na pokryte sniegiem pola by uchronic zwierzeta od pozaru. Luna byla tak duza, ze zaalarmowala miasto Glebokie i garnizon wojskowy w Berezweczu. I wlasnie w trakcie pozaru wilki rzucily sie na owce, zbite w stado w polu. Nim sie obejrzano i zareagowano, osiemnascie owiec bylo rozszarpanych. Wilkow nie musialo byc duzo, moze dwa lub trzy, ale i to wystarczylo. Niepojete jest, ze te ostrozne zwierzeta podeszly pod zywiolowy ogien trawiacy zabudowania i nie baly sie krzykow ludnosci ratujacej swoje mienie. Wilki wiedzialy, ze nic im nie grozi.

*

Liczylismy, ze wilki jak zawsze po ruszeniu oblawy i po odbiciu sie o "fladry," rozprosza sie, by pojedynczo starac sie wyjsc z osznurowania, ze nawet gdy gdzies chwilowo przywaruja to i tak wyjda. Liczylismy na kilka pewnych strzalow. Z uwaga wpatrywalismy sie w mszar. Prawie wszyscy widzielismy stado zlozone z jedenastu wilkow; szly lekkim galopem wprost na srodek linii strzelcow. Stal tam mysliwy z Krolewszczyzny - Soroka. Widzial on stado z daleka i stropil sie, ze zwierzeta sie nie rozproszyly i ze ida zwarcie wprost na niego. Soroka zdenerwowal sie do tego stopnia, ze dwukrotnie spudlowal do czolowego wilka. Strzaly Soroki nie rozbily stada i wilki po kolei mijaly niefortunnego strzelca, ktory mial tylko dwa wilcze naboje. Zlapal on odruchowo flinte za lufe i wymachujac nia krzyczal: "A kudy! a kudy!"

*

Objechalismy las, na swiezym sniegu slady sa dobrze widoczne - wilk lezy w Borku ponad wszelka watpliwosc. Zaczeto zaciagac fladry. [...]

Fladry zaciagniete juz, ale gon musi isc na jezioro Berezweckie - na otwarte, jest to zle, ale taki wiatr i rady nie ma. Slonce skrylo sie za drzewa i w lesie pociemnialo, to rowniez jest zle, bo w cmie wilk z daleka nie zobaczy sznurow i przesadzi je po prostu. Ale nie! Wyszedl i padl jeden tylko strzal. Zeszlismy ze stanowisk. Zobaczylismy pod nogami pulkownika sliczna wilczyce - wyszla wprost na niego.

W ciagu nastepnej nocy odwiedzilo Borek cale wilcze stado. Ludzie bali sie wyjsc za prog, bo stado szalalo cala noc do rana. Zdumialem sie, gdy rano zobaczylem zdeptany snieg. Na podworzu w folwarku lezal wyrzucony drag, na ktorym niesiono wilczyce - zostal pogryziony na szczapki.

O pierwszym swicie stado poszlo i nie wrocilo juz pozniej. Parodniowa obserwacja Borka nie przyniosla nic - wilki przepadly.


Opowiadania poleskie (fragmenty)
Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1969



* * *


Z ZYCIA OWCZARZY GORCZANSKICH

Sebastian Flizak


Z najwyzszym szczytem w Gorcach, Turbaczem, slawionym czesto w piesniach pasterskich, wiaze sie nastepujace podanie:

Pewien chlop wyjechal z parobkiem na Turbacz po siano i byl zmuszony tam nocowac. Bylo to juz w jesieni, w porze, kiedy w gorach wczesniej nastaja chlody niz na dolach. W nocy uczuli dokuczliwe zimno, a nie mieli czym rozniecic ognia. Wtem ujrzeli na Sredniem plomien buchajacy od jakiegos ogniska. Gazda wyslal parobka po ogien, a sam zajal sie gromadzeniem patykow.

Gdy parobek po niedlugiej wedrowce zblizyl sie do ognia, ujrzal z przerazeniem liczne stado wilkow grzejacych lapy, a wsrod nich starego, powaznego czlowieka. Przystanal i patrzy. Nagle jeden wilk zawyrczal wsciekle i chcial sie na niego rzucic. Poznal bowiem w nim tego, co mu calkiem niedawno odbil barana. Lecz sedziwy maz powstrzymal wilka skinieniem, a parobkowi rzekl: "Widzisz, gdybym im pozwolil, to by z ciebie ani kostka nie zostala. Pamietaj sobie, ze nie trzeba nikomu odbierac tego, co mu Pan Bog przeznaczyl."


Fragment szkicu "Z zycia owczarzy gorczanskich,"
Wierchy, tom XIV, Polskie Towarzystwo Tatrzanskie, Krakow 1936.








Copyright © 1997-1999 Zwoje