Zamieszczamy jedno ze wspomnień Belli Chagall z dzieciństwa - o Chanukowej menorze - z jej pośmiertnego tomu Burning Lights (Schocken Books, New York 1946). (AMK)

"Dzieci, gdzie jesteście? Mendl, Avreml, Baszke, gdzieżeście się pogubili?" - słychać wysoki głos Matki ze sklepu. "Gdzie gonicie całymi dniami? Przychodźcie, Ojciec czeka z Chanukowymi światłami."
Gdzie byśmy byli? Stoimy i grzejemy się przy piecu. Dzień już prawie przeszedł. Teraz jest już ciemno. Czekamy więc na zamknięcie sklepu.
Matka wybiega ze sklepu jak winowajca, usprawiedliwiając się sama wobec siebie: "Dzisiaj takie święto, a ja jeszcze jestem uwiązana w sklepie. Zbierzmy chociaż dzieci i pobłogosławmy chanukowe światła."
Wszyscy razem idziemy do dużego pokoju, gdzie czeka na nas Ojciec.
Pokój, choć duży, ma tylko jedno małe okno. Ojciec stoi tyłem do okna i zupełnie zasłania marne światło z zewnątrz. Stoimy więc wszyscy w ciemności, czekając aż zapłonie mały stoczek.
Głowa Ojca pochyla się nad Chanukową lampą.(1) Na ciemnej ścianie cień Ojca pochyla się również; mógłby to być drugi ojciec, wędrujący wkoło i szukający czegoś na ścianie. Kiedy przekręca głowę w bok, błyska ciemne srebro Chanukowej lampy. Ukazuje się ona jak śpiący księżyc, świecąc z kąta gdzie była schowana, ukryta przed wszystkimi.
Chanukowa lampa jest mała, prawie jak zabawka. Ale ileż rzeczy wyrytych jest na jej maleńkiej srebrnej ściance!
Na środku dwa lwy o ognistych głowach, otwartych paszczach; uniesionymi łapami podtrzymują rozwarte Tablice Prawa. Tablice są niezapisane, bez żadnej nawet litery wyrytej na nich, ale emanują światło, jakby w swoim wnętrzu upakowane były całą świętą mądrością.
Wokół lwów jest ogród. Kwitnie, prawdziwy raj - ma małe winorośla z winogronami i znajome owoce spadłe z drzew. Para ptaków spoziera z gałęzi. Nawet wielki wąż tam pełza.
Po obu stronach raju stoją na straży dwa srebrne dzbanki, również maleńkie, ale z tłustymi, wydętymi brzuszkami. Dbają o to, żeby w raju nie zabrakło oliwy. I aby zadowolić oczy, jest i mostek pod lwami i ptakami, podzielony na osiem pucharków, które czekają na płomień, który ma z nich buchnąć.
Białe ręce ojca poruszają się pomiędzy pucharkami. Z jednego - Ojciec zaczyna od pierwszego - wyciąga mały knot; potem przechyla dzbanuszek i nalewa kroplę oliwy do pucharka. Knot pije oliwę, staje się miękki i biały, prawie jak świeca.
Ojciec odmawia dziękczynienie i zapala knot. Tylko jedno światełko. Ojciec nawet nie dotyka innych pucharków. Wszystkie siedem stoją jakby zbędne, puste i zimne.
Z jednym tylko palącym się światłem nie jest w ogóle świątecznie. Moje serce zamiera, to jakby - Boże broń - paliła się żałobna świeca.
Płomyk jest tak mały, że można by go zgasić jednym dmuchnięciem. Żadne odbicie światła nie pada na ciemną podłogę. Nawet ścianka z rajem nie jest zbyt oświetlona. Z dwóch lwów, tylko jeden dostaje trochę ciepła z dołu, drugi nawet nie wie, że coś płonie obok niego.
Moi rodzice i bracia odeszli. Podchodzę do świecącej się lampy; próbuję wyciągnąć nieco jej knot w nadziei rozjaśnienia płomyczka. Ale nie ma nic, co mogłabym uchwycić rękami. Opalam sobie palce. Płomyczek pali się, zanika, migota, trzęsie się nieprzerwanie. W każdej chwili może zgasnąć; stara się wznieść do góry chociaż raz, aby liznąć winogrona na srebrnej ściance, albo ogrzać łapę wyrytego lwa.
Nagle, jedna za drugą, krople gęstej oliwy zaczynają kapać ze stoczka, zatykają mały otwór pucharka i tłamszą płomyk. Knot zaczyna dymić i osmala drewno ramy okna.
Świeża szara plama przybywa do plam, które pozostały na framudze okna od zeszłorocznej Chanuki. Wszystkie plamy błyszczą teraz w samotnym światełku, prawie jaśniej niż samo światełko. I kiedy wielki świecznik zostaje zapalony, jego duży płomień zdmuchuje ostatni oddech Chanukowego światełka.
Dlaczego szabasowe świece matki są wysokie i duże? I dlaczego mój duży ojciec błogosławi takie małe światełko Chanukah?

Tłumaczenie z angielskiego (przekładu Norberta Gutermana oryginału w
jydisz) Andrzej Kobos.

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||