
Niniejszy szkic jest zmieniona i poszerzona wersja artykulu pt. 'Forty Four' in Adam Mickiewicz's 'Forefathers' Eve', ktory wydrukowalem w roku 1986 w poswieconym belgijskiemu slawiscie Profesorowi Fransowi Vyncke tomie rocznika Slavica Gandensia (13 (1986), 299-306).
Trescia niniejszego szkicu jest refleksja nad struktura "Dziadow" Adama Mickiewicza i znaczeniem uzytych w nich symboli i alegorii, szczegolnie w scenie 5. czesci III, znanej jako "Widzenie ksiedza Piotra." Bodzcem do tej refleksji byla wynikajaca z mych obowiazkow wykladowcy koniecznosc zapoznania studentow nie-Polakow z arcydzielem Mickiewicza i rekonstrukcja tkanki logicznej tego nawet dla polskich odbiorcow dosc enigmatycznego utworu. W trakcie przygotowywania materialu do wykladu spostrzeglem, ze moja interpretacja - oparta raczej na uwaznej lekturze samych "Dziadow," niz na studium tzw. literatury przedmiotu - odbiega w pewnych punktach od przyjetych w polonistyce wykladni. Przypisuje to koniecznosci zajecia wobec utworu stanowiska obserwatora "z zewnatrz," ktory nie moze odwolac sie do intuicyjnego tla emocjonalnego i uznac "Dziady" za profetyczne unicum, opierajace sie racjonalnej analizie, a ktory przeciwnie zobowiazany jest traktowac je jak kazdy inny utwor literacki, czyli konstrukcje slowno-pojeciowa zawierajaca okreslony przekaz. Krotko mowiac, byla to proba wyluskania mickiewiczowskiego przekazu z III czesci "Dziadow" w tych punktach, ktore do dzis pozostaja sporne. Z tej racji uznalem za celowa publikacje tej refleksji w polskiej wersji. Oczywiscie nie uwazam mojej interpretacji za "definitywna", ale za zaslugujaca na ewentualna dyskusje.
"Dziady" zajmuja w polskiej literaturze rownie wazne miejsce jak ich zrodlo inspiracji, "Faust" Goethego, w literaturze niemieckiej. Dramat Mickiewicza przykuwa uwage polskiego odbiorcy nie tylko patriotyczna tematyka czesci III, ale takze tajemniczoscia, jaka spowija caly utwor. Wlasciwosc ta wynika z dwoch zrodel: po pierwsze calosc jest fragmentaryczna i luki miedzy poszczegolnymi epizodami apeluja do czytelnika o "domyslenie" reszty, po drugie zas poeta umyslnie zastosowal szereg symboli i okreslen alegorycznych, aby nadac swej mysli forme niepospolita. Pierwsze zrodlo niejasnosci "Dziadow" mozna uznac za czynnik przypadkowy, zewnetrzny, poniewaz dramat ten jest nie doprowadzona do konca proba polaczenia w jedno dwoch roznych utworow stanowiacych transpozycje dwoch odmiennych doswiadczen zyciowych autora. Tzw. "Dziady" kowenskie, napisane przed rokiem 1823, obejmuja fragmenty czesci I i calosc czesci II i IV. Ich tematem sa dzieje wzorowanego na Wertherze Goethego bohatera imieniem Gustaw, ktorego nieszczesliwa milosc do kobiety poslubiajacej w koncu innego stanowi poetycka parafraze romansu Mickiewicza z Maryla Wereszczakowna. Tzw. "Dziady" drezdenskie, czyli to, co stanowi obecnie czesc III utworu, powstaly dziesiec lat pozniej i sa historia przesladowan politycznych Mickiewicza i jego przyjaciol w roku 1823.
"Dziady" kowienskie rozgrywaja sie na dwoch poziomach: naturalnym i ponadnaturalnym. Domena, w ktorej oba te swiaty wchodza we wzajemne kontakty, jest obrzed "dziadow," czyli ludowych Zaduszek, ktore w mickiewiczowskim dramacie odpowiadaja "Nocy Walpurgii" w "Fauscie." Struktura "Dziadow" kowienskich wskazuje, ze Mickiewicz zamierzal zorganizowac calosc w oparciu o ulubiona przez romantykow metode prezentowania akcji a rebours, czyli ukazywania wpierw wynikow dzialan bohaterow, a pozniej dopiero ich motywacji i zdarzen poprzedzajacych. Jest to wyrazne w odniesieniu do zawartosci czesci II i IV, w ktorej duch Gustawa odgrywa przed Ksiedzem scene swojego samobojstwa, wyjasnia czytelnikowi ex post, kogo reprezentuje Widmo w czesci II, pojawiajace sie u boku pasterki na obrzedzie "dziadow": jest to oczywiscie duch bezimiennego tu Gustawa, zas Pasterka to "niewierna" ukochana. Komplementarnie wobec czesci II i IV musialy byc projektowane "kowienskie" czesci I i III. Czesc I, z ktorej znamy tylko fragmenty, jest pomyslana jako prezentacja dramatis personae (Dziewica i Gustaw) zanim sie jeszcze poznali; w tle zaznaczone sa tez przygotowania do majacej sie odbyc uroczystosci "dziadow," ale chodzi o inny obrzed niz pokazany w czesci II. Inny, poniewaz para kochankow musi sie dopiero poznac, pokochac i stanac przed konfliktem, ktorego rozwiazanie dane bedzie w formie implicite w czesci II, a explicite w czesci IV: rozstali sie, Gustaw popelnil samobojstwo, zas ona wyszla za innego, lecz gnebia ja nadal wyrzuty sumienia. Zdarzenia poprzedzajace te katastrofe mialy niewatpliwie stanowic temat nigdy nie napisanej czesci III "kowenskiej," przy czym ich rozstrzygniecie mialo zapewne pozostac w zawieszeniu, bowiem inaczej zabrakloby suspense'u, wokol ktorego osnute sa czesci II i IV. Ta nie napisana czesc III najprawdopodobniej miala byc usytuowana w czasie pomiedzy "dziadami" z czesci I i obrzedem stanowiacym glowny temat czesci II. Reasumujac: calosc "Dziadow" miala byc opowiescia o milosci Gustawa zaprezentowana w taki sposob, ze w czesci I czytelnik spotyka osoby, ktorych dalsze losy ukazane byc mialy w czesci III, lecz bez ostatecznej kropki nad i; ta "kropka" jest wprawdzie zasugerowana w czesci II - Widmo zmarlego, a wiec rozwiazanie tragiczne, ale szczegoly dotyczace tego rozwiazania (tozsamosc protagonistow, "zdrada," samobojstwo Gustawa) podane zostaja dopiero na koncu, w czesci IV. Obrzed "dziadow" w czesci I i II wyznacza rame czasowa: przypuszczalnie jeden rok, w ciagu ktorego wszystko to sie stalo.

Z punktu widzenia autorskiego nie napisana czesc III musiala byc najtrudniejsza, gdyz miala opisywac wypadki dziejace sie w porzadku naturalnym, poniewaz zas protagonisci wyraznie wzorowani byli na samym Mickiewiczu i Maryli, a zapewne i Puttkamerze, bylo to przedsiewziecie delikatne, latwo bowiem moglo przejsc w niedelikatnosc. Trudno sie dziwic, ze mlody nauczyciel w Kownie wolal odlozyc rzecz "na pozniej." Trudno tez sie dziwic, iz utwor nigdy juz nie zostal skonczony w zaplanowanym ksztalcie, gdyz "pozniej" nastapil huragan, ktory wykatapultowal autora w zgola inny wymiar zdarzen.
Przypomnijmy je dla porzadku: jesienia 1823 roku Mickiewicz i grupa jego przyjaciol-filomatow zostaja aresztowani w Wilnie przez Rosjan pod zarzutem konspiracji politycznej; w nastepnym roku mlodzi "konspiratorzy" z ciezkimi wyrokami sa deportowani w glab Rosji; sam Mickiewicz zostaje potraktowany niezwykle lagodnie (niewatpliwie dzieki glasnosti w oryginalnym znaczeniu, czyli faktowi, ze byl juz znana postacia), bo zamiast na Syberie zostaje skierowany do Odessy, a potem do Moskwy; w roku 1829 udaje mu sie uzyskac pozwolenie na wyjazd na Zachod, z czego skwapliwie korzysta. Pobyt rosyjski byl wbrew zamierzeniom wladz rosyjskich, naturalnie - laska Opatrznosci dla Mickiewicza jako czlowieka i poety, a zatem i dla literatury polskiej. Uzdolniony mlodzieniec z prowincji nagle zostal przeniesiony w srodowisko reprezentujace badz co badz owczesny poziom swiatowy; co wiecej przeniesienie to odbylo sie w glorii przesladowanego geniusza i romantycznego dysydenta, a ponadto status zeslanca po raz pierwszy i ostatni w zyciu Mickiewicza oszczedzal mu trosk materialnych. Stypendium, szkola i salony.
Ale to nie byl sam miod. Z jednej strony Mickiewicz byl ofiara przesladowania za to, co w "Przedmowie" do "Dziadow" drezdenskich nazwie "narodowoscia polska" (czyli postawa patriotyzmu wzgledem przedrozbiorowej Rei Publicae), z drugiej zas jego niewatpliwie uprzywilejowana pozycja w porownaniu z losem wspolzeslanych mogla wygladac nieco dwuznacznie, szczegolnie na tle zazylosci z agentka rosyjskiej policji, Karolina Sobanska, oraz braku "problemow" z wladzami po powstaniu dekabrystow. Odpowiedzia Mickiewicza na ewentualne watpliwosci innych a moze i wlasne byl "Konrad Wallenrod" (1828), bez watpienia zawoalowana apologia pro vita sua - choc, jak miala wygladac zaraza w moskiewskiej Grenadzie przygotowywana przez Mickiewicza-Wallenroda, nie wiemy, poniewaz poecie udalo sie wkrotce po tej publikacji wyjechac na Zachod; w pore, jak sie okazalo, bo Nowosilcow w miedzyczasie trafnie rozszyfrowal message "Wallenroda" i autora czekalyby niewatpliwie powazne tego konsekwencje.
Istniejaca obecnie "Dziadow" czesc trzecia (drezdenska) jest w pewnym sensie przedluzeniem "Konrada Wallenroda" i nie jest przypadkiem, ze wystepujace w niej nowe alter ego Mickiewicza nosi imie Konrad. Powstanie Listopadowe znow ustawilo poete w nieco dwuznacznej sytuacji i musiala mu ona doskwierac, zwlaszcza wobec docinkow swiezych eks-kombatantow emigrujacych z Polski. W skrocie sytuacja wygladala nastepujaco: po wybuchu Powstania Mickiewicz dosc dlugo przebywal jeszcze we Wloszech i Francji, zamiast - jak dosc powszechnie oczekiwano - udac sie w szeregi walczacych. Kiedy wreszcie zjawil sie w Wielkopolsce, mozliwosci przejscia kordonu byly nader ograniczone, a Powstanie dogorywalo. Mozna tez przypuszczac, ze trzezwi Wielkopolanie-gospodarze nie omieszkali podsycic jego watpliwosci co do celowosci udzialu w finale walk i podkreslic, iz jako wielki i znany juz poeta wiecej moze zdzialac dla sprawy polskiej piorem niz karabinem (i mocno prawdopodobna smiercia w kwiecie wieku i talentu). Tak czy owak Mickiewicz nie wzial udzialu w Powstaniu, natomiast w marcu roku 1832 znalazl sie w Dreznie, w ktorym roilo sie od tych, co udzial wzieli. Nie musiala to byc sytuacja przyjemna, a w kazdym razie wymagala zajecia jakiegos stanowiska. Stanowisko to zostalo okreslone w napisanej w blyskawicznym tempie nowej - i rowniez niedokonczonej - trzeciej czesci "Dziadow." Jest to w zasadzie odrebny utwor, ale poniewaz ma charakter autobiograficzny, autor postanowil wcielic go do innego quasi-biograficznego utworu z przeszlosci, czyli "Dziadow" kowenskich, i w ten sposob je zamknac. Przemiana Gustawa-sentymentalnego kochanka w patriote i narodowego barda Konrada byla tylko przygotowaniem do rekompozycji dziela, ktora winna byla pociagnac za soba duze zmiany w czesci IV, jako ze bohater nowej calosci nie mogl umrzec. Zamyslu tego Mickiewicz nigdy nie doprowadzil do konca, choc kierunek zmian zaznaczyl w nowej czesci III: koncowa jej scena, dziejaca sie na cmentarzu w noc "dziadow" (a wiec nawiazujaca do czesci II), sugeruje, iz ukazujace sie "niewiernej" ukochanej Widmo jest zjawa czlowieka zyjacego, ktory tylko "zmienil imie stare" (III, 9, w. 165). Niemniej wobec faktu zachowania czesci IV w postaci niezmienionej trzeba stwierdzic, ze "Dziady" nie sa utworem spojnym. Na tym polega ich niejasnosc w sensie "zewnetrznym," kompozycyjnym.
Niejasnosci czesci III maja natomiast charakter zamierzony. Sluza za poetyckie przyciemnienie zasadniczego przekazu, ktory mozna prozaicznie i nieco brutalnie zrekapitulowac nastepujaco: primo, ja-Mickiewicz i moi przyjaciele "Litwini" juz swoje wycierpielismy, jesli chodzi o martyrologie patriotyczna i to w okresie, kiedy zarozumiala "warszawka" kolaborowala z Rosjanami, ze az milo; secundo, wobec przewagi militarnej wrogow najwazniejszym obecnie zadaniem jest podtrzymywanie ducha narodowego za pomoca odpowiedniej literatury; tertio, tak sie sklada, ze ja mam najwiekszy talent poetycki, zdobylem juz slawe i wplyw na serca Polakow i moja rola jest utrzymywanie polskosci duchowej w stanie gotowosci.
Jest oczywiste, ze tego rodzaju stwierdzen nie mozna wypowiedziec wprost, nie narazajac sie na zarzut dyskontowania zaslug z przeszlosci, przeceniania wlasnego fachu czyli tworczosci literackiej i w ogole zarozumialosci. Mickiewicz niewatpliwie zdawal sobie z tego sprawe i stad enigmatycznosc pewnych scen, choc z drugiej strony musial byc przekonany, ze ma racje. Trudno wyobrazic sobie, by utwor o takiej zarliwosci i sile wyrazu byl tylko werbalna obrona czlowieka niepewnego swej slusznosci.
O ile wymieniony powyzej punkt (1) mickiewiczowskiego message'u jest oczywisty - por. sceny wiezienne i "Pana Senatora," a takze satyryczny obraz warszawskiego salonu w scenie 7. - o tyle pozostale dwa punkty moga komus wydac sie watpliwe. Ich uzasadnieniu opartemu na interpretacji "Widzenia ksiedza Piotra" poswiecony jest niniejszy szkic.
Widzenie to stanowi glowna czesc sceny 5. Do dzis jego wykladnia budzi kontrowersje wsrod polonistow i polskiej publicznosci literackiej, a zwlaszcza desygnat i znaczenie imienia "czterdziesci i cztery." Przyjrzyjmy sie blizej tej scenie. Stanowi ona kontynuacje watku Konrada-poety (czyli alter ego Mickiewicza) wprowadzonego w pierwszych trzech scenach czesci III i urwanego w chwili omdlenia Konrada w momencie kulminacyjnym Wielkiej Improwizacji. Omdlenie to ocala mlodego geniusza od bluznierstwa ("...zes Ty nie ojcem swiata, ale... [carem] !"), ku ktoremu wiodla go inspirowana przez Szatana pycha. Na ratunek nieprzytomnemu Konradowi spieszy kapelan wiezienny ksiadz Piotr, ktorego pokora stanowi przeciwwage mocy szatanskiej i daje gwarancje, iz kryzys juz sie nie powtorzy. Mozemy tak sadzic, poniewaz w scenie 5. widzimy ksiedza Piotra juz samego (a wiec Konradowi przestalo grozic niebezpieczenstwo), jak wraca do swej celi i pograza sie w modlitwie. Bog nagradza go darem proroczym i modlitwa ksiedza Piotra staje sie monologiem, opisujacym bieg przyszlych - z punktu widzenia grudnia roku 1823 - wypadkow. Narrator widzi wpierw (w. 6-24) "tlum wozow" wiozacych polska mlodziez na wygnanie, a nastepnie to, iz jedno z owych "dzieci" "ujdzie," czyli wydostanie sie z niewoli. W tym miejscu (w. 21-24) wizjoner wykrzykuje: "...to obronca! /Wskrzesiciel narodu!/ Z matki obcej; krew jego dawne bohatery / A imie jego bedzie czterdziesci i cztery." Dalszy ciag wizji (w. 27-65) jest alegoryczna rekapitulacja dziejow Polski od Kongresu Wiedenskiego (o czym nizej) poprzez Powstanie Listopadowe az po popowstaniowa emigracje. Trzecia, koncowa czesc "Widzenia" powraca do motywu "obroncy" i charakteryzuje te postac w stylu apokaliptycznym. Dalsza dyskusja w tym szkicu bedzie koncetrowac sie glownie na tym fragmencie, dobrze wiec przytoczyc go w calosci:
|
Ktoz ten maz? - To namiestnik na ziemskim padole. Znalem go, - byl dzieckiem - znalem, Jak urosl dusza i cialem ! On slepy, lecz wiedzie go aniol pachole. Maz straszny - ma trzy oblicza. On ma trzy czola. Jak baldakim rozpieta ksiega tajemnicza. Nad jego glowa oslania lice. Podnozem jego sa trzy stolice. Trzy konce swiata drza, gdy on wola; I slysze z nieba glosy jak gromy: To namiestnik wolnosci na ziemi widomy! On to na slawie zbuduje ogromy Swego kosciola! Nad ludy i nad krole podniesiony; Na trzech stoi koronach, a sam bez korony: A zycie jego - trud trudow, A tytul jego - lud ludow; Z matki obcej, krew jego dawne bohatery, A imie jego czterdziesci i cztery. Slawa! slawa! slawa! |
Nie ulega watpliwosci, ze "maz" o przyszlym imieniu "Czterdziesci i cztery" w obu czesciach "Widzenia" jest jedna i ta sama osoba i ze jest nia Konrad, czyli sam Mickiewicz. Wskazuje na to sam poeta, piszac we wstepie do "Dziadow" czesc II (w. 56-60): "Dwudziestu kilku, juz nauczycieli, juz uczniow uniwersytetu, wyslano na wieczne wygnanie w glab Rosji, jako podejrzanych o polska narodowosc. Z tych wygnancow jednemu tylko dotad udalo sie wydobyc z Rosji."
Po zestawieniu tej wypowiedzi ze slowami "Widzenia" (w. 21): "Patrz! - ha - to dziecie uszlo - rosnie - to obronca" i z faktem, ze w roku 1832 Mickiewicz byl jedynym z grupy zeslancow w 1824 roku, ktory znajdowal sie poza Rosja, sprawa jest ewidentna. Ewidentny tez jest charakter i rola "Widzenia" w utworze: to nie zadne proroctwo odautorskie dotyczace losow Polski w nieokreslonej przyszlosci, lecz chwyt literacki pozwalajacy poecie wprowadzic wypadki pozniejsze do akcji dziejacej sie w roku 1823. Rozumujac w ten sposob, musimy dojsc do nieuchronnego wniosku, ze "Widzenie ksiedza Piotra" opisuje w formie vaticinium ex eventu Konrada - Mickiewicza po roku 1829, a zatem ze okreslenia "z matki obcej," "krew jego dawne bohatery" oraz slawne "czterdziesci i cztery" odnosza sie do poety w czasie powstawania "Dziadow" drezdenskich. Ale co one znacza?
Wsrod specjalistow ustalil sie (nieco chwiejny) consensus interpretacyjny, wygladajacy mniej wiecej nastepujaco: "z matki obcej" jest byc moze aluzja do domniemanego zydowskiego pochodzenia Barbary z Majewskich, matki poety; "dawne bohatery" odnosza sie do szlacheckiego pochodzenia po ojcu; "czterdziesci i cztery" jest jakims kryptonimem typu kabalistycznego, donoszacym sie najprawdopodobniej do imienia "Adam." [1]
Ta czysto biograficzna interpretacja wydaje mi sie watpliwa z trzech powodow. Po pierwsze, nagabywany przez Goszczynskiego Mickiewicz przyznal poczatkowo (choc niechetnie), ze okreslenie "czterdziesci i cztery" odnosi sie do niego, natomiast w swej ostatniej prelekcji paryskiej z roku 1844 oswiadczyl, iz przepowiedzianym w "Dziadach" mezem opatrznosciowym jest Towianski. Wynika z tego, ze dyskutowane okreslenia traktowal jako nazwy konotujace, a nie kryptonim konkretnych personaliow. Mozna tedy przyjac, ze w momencie pisania "Dziadow" drezdenskich i jeszcze jakis czas potem, Mickiewicz uwazal, ze to on pelni role "obroncy" i "wskrzesiciela narodu," natomiast pozniej uznal, ze lepiej spelnia ja Towianski. Drugim, pokrewnym temu kontrargumentem jest to, iz ksiadz Piotr w trakcie swej wizji przyszlosci wybranego "dzieciecia" mowi, ze imie jego bedzie "czterdziesci i cztery"; a zatem chodzi tu o rodzaj tytulu, ktory "mezowi" zostanie dopiero nadany, a nie o imie wlasne. Trzeci kontrargument jest bardziej zlozony i polega na tym, iz wewnetrzna logika utworu wskazuje, ze okreslenie "czterdziesci i cztery" stanowi rodzaj synonimu pojecia "prawdziwy Polak." Twierdzenie to wymaga blizszego sprecyzowania.
"Dziady" drezdenskie sa utworem, ktory mozna zakwalifikowac jako publicystyke polityczna. Ich teza teoretyczna jest twierdzenie, ze patriotyczne jest podtrzymywanie swiadomosci narodowej i ze zadanie to przypada literaturze, a szczegolnie poezji: swiadomej swej roli i aktualnej (por. "Czemu to o tym pisac nie chcecie, Panowie?"; III. 7, w. 190). Martyrologiczne i antyrosyjskie sceny utworu sa niejako zywa ilustracja tego postulatu. Swoista summe pogladu Mickiewicza, iz nieszczescia Rei Publicae sa krzywda wolajaca do nieba i ze pamiec o nich winna byc kultywowana rownie zarliwie jak w chrzescijanstwie kultywowane jest meczenstwo Chrystusa (i z podobna implikacja, ze kult prowadzi do zbawienia) stanowi druga czesc "Widzenia ksiedza Piotra." Jest to kunsztownie przeprowadzona paralela pomiedzy losem Polski a Pasja Jezusa. Jej kunsztownosc ocenic mozna dopiero po skorygowaniu omylki interpretacyjnej, jaka do dzis dominuje w mickiewiczologii. Chodzi o rzecz nastepujaca: mesjanistyczna paralela zaczyna sie od opisu "trybunalu" calej Europy (III, 5, w. 29nn), przed ktory wrogowie "wloka" Polske-Chrystusa z okrzykiem "Gal, Gal sadzic bedzie." Okreslenie "Gal" stale interpretowane jest przez polonistow jako "Francuz," a zatem caly epizod traktuje sie jako odnoszacy sie do Powstania Listopadowego i nieudzielenia Polsce pomocy przez Francje. [2] Pozostaje to w sprzecznosci z logika tej paraleli, w ktorej "trybunal" w sposob oczywisty odpowiada sadowi Pilata, a dalsze etapy Meki Chrystusa symbolizuja kolejne zdarzenia z historii Polski: Ukrzyzowanie odpowiada zatwierdzeniu de facto przez Kongres Wiedenski rozbiorow, przebicie boku Chrystusa przez "zoldaka Moskala" - stlumieniu Powstania Listopadowego, Wniebowstapienie (czyli odejscie Chrystusa ze swiata) - koncowi krotkotrwalej niezawislosci Polski powstanczej, a splyniecie na ziemie Szaty wznoszacego sie ku niebu Jezusa - emigracji jako nosicielowi bezterytorialnej, "szczatkowej" polskosci. Innymi slowy, "trybunal" musi oznaczac Kongres Wiedenski, ktorego role w uksztaltowaniu losu Polski w XIX wieku przyrownac mozna do Jalty w wieku XX. Francja nie miala na owym Kongresie wiele do powiedzenia, natomiast istotna pilatowa "bezstronnosc" wykazala w Wiedniu Anglia; "Memorial na temat Polski" przedstawiony przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Lorda Castlereagh 23 pazdziernika 1814 roku byl niedwuznacznym umyciem rak w tej sprawie. Dlaczego Mickiewicz nazwal reprezentanta Anglii "Galem"? W okresie Kongresu Wiedenskiego Anglia, po odsunieciu od wladzy chorego umyslowo Jerzego III w 1810 roku, rzadzona byla przez jego syna, ksiecia Regenta, ktory jako nastepca tronu mial tytul Ksiecia Walii - po francusku Prince de Galles.
Po tej malej korekcie zajmijmy sie dalszym ciagiem "Widzenia". Wniebowstapienie i splyniecie Szaty koncza w nim bezposrednia paralele mesjanistyczna (zakonczenie to podkreslone jest dodatkowo spiewem piesni wielkanocnej, o ktorym mowia didaskalia; "wielkanocnosc" odnosi sie tu do calosci cyklu liturgicznego obejmujacego Pasje, Zmartwychwstanie i Wniebowstapienie); po nich na nowo powraca motyw "obroncy", czyli Konrada-Mickiewicza. Rola tej postaci odpowiada (w swieckim wymiarze) roli Ducha swietego-Pocieszyciela, ktory zostal po Wniebowstapieniu zeslany apostolom celem przygotowania Drugiego Przyjscia. W terminach publicystyczno - politycznych odpowiada to zadaniu, jakie widzial przed soba Mickiewicz: barda narodowego podtrzymujacego rodakow na duchu i zachecajacego do wytrwania. Mimo romantycznej przesady i apokaliptycznej terminologii nie byl to przejaw megalomanii; w roku 1832 Mickiewicz znajdowal sie u szczytu talentu, mial uznanie i slawe i zamierzal spozytkowac te atuty dla sprawy polskiej w dziedzinie, w ktorej mogl cos zdzialac: propagandy, powiedzmy otwarcie.
W tym kontekscie zarowno okreslenie "obronca" jak i "wskrzesiciel narodu" traca swa zenujaca tromtadrackosc. Pierwsze z nich nie wymaga komentarza, drugie zas staje sie jasniejsze, gdy je skorelujemy z werdyktem poety konczacym jadowity opis Salonu warszawskiego w scenie 7. (w. 226-230): "...Nasz narod jak lawa, / Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, / lecz wewnetrznego ognia sto lat nie wyziebi; / Plwajmy na te skorupe i zstapmy do glebi."
Zwazywszy, iz w sensie doslownym "wskrzesiciel" to ktos kto krzesze ogien, termin ten jest trafna nazwa czlowieka, ktory postanowil poswiecic sie podtrzymywaniu "wewnetrznego ognia" przywiazania do polskosci. [3]
Slowo "polskosc" stwarza stosowna okazje aby powrocic do zagadkowych terminow "z matki obcej" itd. Jak juz wspomnialem, wydaja sie one posiadac charakter raczej funkcjonalny, niz opisowy i okreslac status narodowosciowy "obroncy," a nie Mickiewicza-jednostke biologiczna; tylko dzieki tej funkcjonalnosci mogl on w roku 1844 "podstawic" pod nie Towianskiego zamiast siebie. Pojecie "narodowosc" w jezyku Mickiewicza ma charakter aktywnej, swiadomej opcji, a nie biernej przynaleznosci z racji li-tylko urodzenia. Swiadczy o tym uzycie tego terminu w cytowanym juz fragmencie wstepu do III czesci "Dziadow," gdzie mowa o zeslaniu przez Rosjan mlodych ludzi podejrzanych o narodowosc polska. Chodzi tu naturalnie nie o mlodziencow, bedacych Polakami w sensie metreykalno-administracyjnym (bo tu nie ma co podejrzewac, wystarczy sprawdzic), a o takich, ktorzy czuja sie Polakami; w kontekscie Wilna i okolic pod zaborem rosyjskim musialo to oznaczac opcje za patriotyzmem wzgledem przedrozbiorowej "Polski," czyli Rzeczpospolitej Obojga Narodow. Skadinad jednak trwajacy od kilku dziesiecioleci podzial na "etnicznie" polskie centrum i "mieszana" (i oficjalnie rosyjska) Litwe oddzialal juz byl na swiadomosc (pewnych przynajmniej) ludzi po obu stronach. Mickiewicz doskonale wiedzial, iz dla "warszawki" ludzie o jego pochodzeniu nie byli tak calkiem Polakami; swiadczy o tym ironiczna uwaga wlozona w usta jednego z warszawskich "salonowcow" (III, 7, w. 63-64): "Pan z Litwy, i po polsku nie pojmuje wcale / Ja myslilem, ze w Litwie to wszystko Moskale." Byla to zapewne riposta wobec "krytyki warszawskiej," ktora przyjela byla jego "Sonety" jako dziwaczny utwor kogos, kto nie wlada poprawnie jezykiem polskim.
W roku 1832 Mickiewicz byl juz na tyle silny, by moc twardo powiedziec, ze nawet najwiekszy szowinista z "warszawki" nie moze mu odmowic tytulu prawdziwego Polaka. I to wlasnie - moim zdaniem przynajmniej - wyrazil za pomoca owych trzech enigmatycznych okreslen. Urodzony i wychowany na Litwie ("z matki obcej"), ale wsrodowisku polsko-szlacheckim ("dawne bohatery"), a dzieki swej martyrologii i swej poezji - niezaprzeczalny wreszcie Polak. [4] Wedlug mojej hipotezy tajemnicze "czterdziesci i cztery" winno bylo zatem w jakis sposob kojarzyc sie Mickiewiczowi ze slowem "Polak." W jaki sposob?
Moge przedstawic jedynie domniemane wyjasnienie, a nawet dwa - przy czym nie musza sie one wzajemnie wykluczac. Omowie najpierw te, ktore zaproponowalem juz w angielskiej wersji tego artykulu. Nie jest logicznie wykluczone, iz okreslenie "czterdziesci i cztery" powstalo w wyniku transpozycji jezykowej - dokonanej czy to dla zartu, czy dla znalezienia pseudoetymologicznego zwiazku miedzy slowami - terminu "Polak." Poczatek XIX wieku cechowalo powszechne unarodowianie obcojezycznych terminologii (integral=calka, oxygen=kwasorod, etc.), ktore sprzyjalo roznego rodzaju spekulacjom jezykowym. Na polskim terenie celowali w tym bracia Sniadeccy, ktorzy obaj byli profesorami Uniwersytetu Wilenskiego w czasie gdy Mickiewicz na nim studiowal. Proponowana przeze mnie rekonstrukcja mogla powstac jako zartobliwa karykatura ich dzialalnosci slowotworczej, a pozniej znalezc powazniejsze zastosowanie w "Dziadach." Hipoteza (przyznaje, ze chwiejna) wyglada nastepujaco: rosyjskie zdrobnienie Poliacziok mozna zartobliwie oddac jako pseudolacinskie polyaculum, slowo to zas rozpatrywane jako termin grecko-lacinski (Mickiewicz byl filologiem klasycznym) oznacza "wieloramienna gwiazde" (por. pentaculum, fr. pentacle, "piecioramienna gwiazda"). Po niemiecku da sie to oddac jako Vielerstern, co przy niewyraznej wymowie glosek plynnych mozna "zrownac" z wyrazeniem vier Elstern, "cztery sroki" po polsku, zas po rosyjsku soroki czetyrie. Dla nienawyklego do uwzgledniania ruchomego akcentu ucha polskiego brzmi to prawie identycznie jak "sorok i czetyrie", czyli "czterdziesci i cztery." Quod erat demonstrandum, przynajmniej jako odlegla mozliwosc.
Teraz druga, prostsza i prawdopodobniejsza proba eksplikacji. Zawdzieczam ja relacji Profesora Leszka Bednarczuka z Krakowa, ktory opowiadal mi niedawno o powojennych losach swego znajomego, jednego z oficerow brygady "Lupaszki," i o tym jak rozpoznal on wsrod przesluchujacych go po polsku UB-owcow Rosjanina. Wspomnienie to brzmialo mniej wiecej tak: "Slyszalem jak wymienial numery cel i powiedzial 'Czyterdziesci czytery!' A u nas na Wilenszczyznie wiadomo: zaden Ruski nie potrafi powiedziec 'czterdziesci cztery'; zawsze powie 'czyterdziesci czytery'!." Moze ten "test narodowosciowy" byl juz znany w czasach Mickiewicza? Jesli tak, to latwo mozna by zrozumiec, dlaczego poeta uzyl tego wlasnie liczebnika jako pars pro toto na okreslenie "Polak"...
Jak powiedzialem, oba rozwazane wyjasnienia nie wykluczaja sie wzajemnie. Gdyby istotnie tak bylo, ze mlody Mickiewicz znal juz popularny pozniej na Wilenszczyznie znak rozpoznawczy "Moskali," to mogl dodatkowo wpasc na te sama transjezykowa przestawianke, ktora przedstawilem i uznac ja za swoiste "potwierdzenie" zwiazku miedzy wymowa liczebnika "44" a polskoscia. Brzmi to nieco dziecinnie, ale jest faktem, ze wieszcz lubil takie zabawy. Jest rzecza znana, ze w jednej ze swych prelekcji paryskich (dokladnie w szostym wykladzie w dniu 3 stycznia 1843) calkiem serio podal pod rozwage sluchaczy slowianska "eksplikacje" imienia babilonskiego krola Nebukadnezer?a (Nabuchodonozora) jako Nebuh-odno-tsar, czyli il n?y a pas de Dieu que le roi (tsar)! Nie byl to zdaje sie swiezy pomysl, gdyz koncept ten najprawdopodobniej stanowi zrodlo slynnej pointe?y Wielkiej Improwizacji, a zatem przyszedl byl Mickiewiczowi do glowy juz co najmniej 11 lat wczesniej. Skoro zas pozostal w niej az po wyklady w College de France, swiadczy, ze tworca "Dziadow" traktowal tego rodzaju przypadkowe zbieznosci dzwiekowo-znaczeniowe jako co najmniej godne uwagi.
W tym miejscu chcialbym nie tylko jeszcze raz podkreslic hipotetycznosc proponowanego rozwiazania, ale tez zwrocic uwage na jego wielowarstwowosc. Wydaje mi sie mniej istotne, czy proponowane tu wyjasnienie samego "czterdziesci i cztery" jest rzeczywiscie definitywne i "prawdziwe," niz to, w jakiej sferze pojeciowej owego rozwiazania nalezy szukac. Przytoczona argumentacja na rzecz "funkcjonalnego" i "narodowosciowego" znaczenia owych enigmatycznych okreslen jest ta warstwa refleksji, ktora faute de mieux wytycza, jak sadze, bardziej zgodny z logika calosci teren dalszych poszukiwan. Podobnie ma sie rzecz z rozwazana ewentualnoscia stosowania przez Mickiewicza pseudoetymologii dla "uapokaliptycznienia" jego dyskursu, ktory - jak staram sie wykazac - jest racjonalny i koherentny. Argumentacja za mozliwoscia gier jezykowych i podkreslenie zamilowania do nich Mickiewicza miala na celu nie tyle przeforsowanie akurat mojego pomyslu, ile zwrocenie w ogole uwagi na dopuszczalnosc tego podejscia interpretacyjnego. Tak sie bowiem sklada, ze opis "obroncy" i "namiestnika wolnosci" w "Widzeniu ksiedza Piotra" zawiera dwa dalsze, choc mniej slawne enigmatyczne okreslenia. Chodzi o wersy 83-84: "A zycie jego - trud trudow / A tytul jego - lud ludow." W literaturze przedmiotu nie znalazlem zadnego ich przekonywujacego wyjasnienia, pozwole wiec sobie znow na dygresje interpretacyjna.
Zaczne od przypomnienia, iz cale "proroctwo" ksiedza Piotra jest opisem sytuacji zyciowej, spolecznej i literackiej Mickiewicza w roku 1823, swiatobliwy bernardyn w Wilnie na przelomie 1823 i 1824 roku "widzi" ja bowiem wyraznie dzieki lasce Boga i autora. Mimo apokaliptycznej stylizacji jezykowej wiekszosc okreslen tej partii "Widzenia" jest latwo czytelna: "trzy stolice" (w. 76) i "trzy korony" (w. 81) to trzej rozbiorcy, do ktorych obecnie nalezy Res Publica, podczas gdy jej naczelny poeta i piewca ("namiestnik wolnosci") jest wygnancem na obczyznie ("a sam bez korony"). "Trzy konce swiata drza, gdy on wola" (w. 77) to niewatpliwa aluzja do Polski stanowiacej pod zaborami "zbieg" trzech mocarstw i do entuzjastycznej w niej juz wowczas recepcji tworczosci poety; jego ogromny "kosciol" zbudowany "na slawie" (w. 78n) to jego publicznosc; jego cudowny dar poetycki ("ksiega tajemnicza," w. 73) nadaje mu uniwersalny status, ktory wynosi go "nad ludy" i "nad krole" (w. 80). Wzmianka o "aniele," ktory go wiedzie w jego "slepocie" (w. 69) to zapewne wdzieczne westchnienie do Opatrznosci, ktora przeprowadzila go bezpiecznie przez wiezienie, zeslanie i poczatki emigracji. Nastepne dwa wersy (70-71) wydaja mi sie aluzja do ostroznej postawy poety w Rosji, o ktorej w alegorycznej formie mowil juz w "Konradzie Wallenrodzie," a wprost powie w wierszu "Do przyjaciol Moskali" ("Pelzajac milczkiem jak waz, ludzilem despote," w. 25). Wymaga to jednak poddygresji z uwagi na eliptyczna skladnie frazy.
Przyjrzyjmy sie tym wersom uwaznie: "Maz straszny - ma trzy oblicza, / On ma trzy czola." Mickiewiczolodzy traktuja nieodmiennie wszystkie terminy tej frazy jako opis atrybutow "namiestnika," a wiec calosc jako stwierdzenie, iz jest on "mezem strasznym" i ze ma "trzy oblicza" i "trzy czola." Wszystko to wydaje sie polegac na nieporozumieniu, a raczej na niezrozumieniu mickiewiczowskiego tekstu. Omawiana fraza ma dwa podmioty ("maz straszny" i "on"), z czego wynika, ze nie jest zdaniem prostym lecz zlozonym, w ktorym (na skutek elizji z uwagi na rytm) brak spojnika adwersatywnego (czyli "natomiast," "zas" itp.). Poniewaz zaimek "on" wyraznie odnosi sie do "namiestnika," okreslenie "maz straszny" jest wlasnie jego przeciwstawieniem. Sens wlasciwy (tzn. zamierzony przez poete) wydaje mi sie nastepujacy: "[Kazdy] maz straszny (= zly czlowiek) ma trzy oblicza tzn. jest autentycznym hipokryta, [natomiast] on (= przyszly 'namiestnik,' bard narodowy) ma [jedynie] trzy czola (tzn. maski, zaslony stosowane z koniecznosci wobec silniejszego wroga)." Czy liczba "czol" odnosi sie do konkretnych okolicznosci stosowania kamuflazu i ostroznosci (a wiec np. sledztwa w Wilnie, pobytu w Rosji i okresu wahan co do udzialu w Powstaniu Listopadowym), czy tez zostala po prostu dostosowana do dominujacej w calym fragmencie triady, trudno osadzic. Niemniej ogolny wydzwiek analizowanej frazy wydaje sie z tego punktu widzenia jasny i, co wazniejsze, zgodny z innymi wypowiedziami poety.
Po tym niezbednym oczyszczeniu przedpola mozemy wreszcie powrocic do zagadkowych okreslen "trud trudow" i "lud ludow". Zaznacze od razu, ze zaproponowane tu objasnienie ma rowniez charakter hipotetyczny i jedynym jego skladnikiem uprawdopodobniajacym jest to, ze zdaje sie wynikac z toku logicznego calosci. Wersy 82-83 wydaja sie dawac kwintesencje pozycji "namiestnika" w chwili, kiedy widziana przez ksiedza Piotra "przyszlosc" jest juz faktem dokonanym, czyli charakteryzowac Mickiewicza w momencie pisania czesci III "Dziadow." Wskazuja na to poprzedzajace slowa: "Na trzech stoi koronach, a sam bez korony" (w. 81) - czyli: nalezy do zbiorowosci podleglej trzem zaborcom, choc sam jest emigrantem na zewnatrz tej zbiorowosci - oraz to, ze owe enigmatyczne definicje "zycia" i "tytulu" nastepuja po dwukropku. Mamy tu wiec autocharakterystyke poety w roku 1832 podnoszaca to, co uwazal za najistotniejsze dla siebie. Poniewaz - jak juz powiedzielismy wielokrotnie - istota misji "obroncy," "wskrzesiciela narodu" i "namiestnika wolnosci" byl krzepiacy wplyw jego poezji na rodakow, dyskutowane okreslenia odnosza sie najprawdopodobniej do tej sprawy. Zwazywszy zas omawiana uprzednio sklonnosc wieszcza do etymologizowania (niekiedy nader naiwnego, por. sprawe Nabuchodonozora) jest mozliwe, ze i tu chodzi o spolszczenie obcojezycznych terminow, dostosowane do biblijnego stylu "widzenia" (por. "Krol krolow," "canticum canticorum" itp.). Jesli tak, to winnismy szukac jakichs pierwowzorow zwiazanych z pojeciami "trud, praca, wysilek" i "lud, narod, zbiorowosc." Z tego punktu widzenia najstosowniejszym kandydatem wydaje mi sie obecnie poeta popularis lub zgola: popularissimus), ktorego zrodloslowami sa grecki czasownik poieo, "robie, czynie," i lacinski rzeczownik populus, "lud." W ciagu swego pobytu na Zachodzie Mickiewicz zdazyl byl juz niewatpliwie nasluchac sie komplementow i doswiadczyc holdow rodakow w dostatecznej ilosci, by dojsc w roku 1832 do przekonania, ze jest istotnie najpopularniejszym poeta polskim swego czasu; wskazuje na to trzykrotnie uzyte slowo "slawa," zamykajace calosc "Widzenia ksiedza Piotra." Biorac pod uwage, iz byl to szczytowy punkt romantyzmu, a poezja w w ogole literatura w XIX wieku mialy - z braku innych "srodkow masowego przekazu" - znacznie szerszy i glebszy wplyw na wyksztalcona publicznosc niz obecnie, mozna zrozumiec ze Mickiewicz mial w tym momencie poczucie swego znaczenia i wierzyl w swoje mozliwosci. Fakt, ze mowi o tym w sposob zawoalowany swiadczy o jego trzezwosci i pewnej skromnosci, a to, ze uwazal swoj dar i swoja slawe za instrumenty dzialania, a nie cel sam w sobie, winno zwiekszac jeszcze nasz szacunek dla niego. "Zlamanie piora" wkrotce potem, poszukiwanie innych srodkow dzialania na rzecz sprawy polskiej az po proby militarne, az po przedwczesna smierc w Konstantynopolu swiadcza, ze drezdenski optymizm dosc szybko ustapil miejsca rozczarowaniu. Lozanskie stwierdzenie "wiek meski, wiek kleski" brzmi gorzko i lzy poety, o ktorych w tym wierszu mowa, nie byly jedynie konwencjonalnym rekwizytem. Mickiewicz wydaje mi sie jedna z tragiczniejszych postaci panteonu polskiej literatury.

Przedstawiona tu refleksja nad "Dziadami" zamierzona zostala - wbrew pozornemu brakowi rewerencji dla wieszcza i pozornie zbednemu rozszczepianiu jego slow na dziesiecioro - jako wyraz holdu dla tego czlowieka. "Dziady" i "Pan Tadeusz" to najwieksze dziela polskiej literatury i od poltora wieku stanowia dla niezliczonych rzesz ludzi o polskiej narodowosci (w sensie w jakim rozumial to wyrazenie Mickiewicz) wspolny punkt odniesienia i zrodlo emocji sprawiajacych, ze wewnetrzny ogien polskosci trwa. Jesli "Dziady" mamy traktowac jako utwor profetyczny, to trafne przeczucie przez ich autora roli obroncy jest moim zdaniem jedynym autentycznym - i spelnionym - proroctwem, jakie ten utwor zawiera. Ta proba wydobycia go z gaszczu nie zawsze przemyslanych komentarzy, zmieniajacych niekiedy te wielka poezje w osmieszajacy ich tworce i polska literature wypadek typu polnische Jaselki, ma zastapic wiazanke kwiatow, ktorej nie mialem gdzie zlozyc przed laty na z trudem odszukanej w jesiennej ulewie nedznej uliczce Tatli Badim Sokak w Konstantynopolu, gdzie niegdys stal dom, w ktorym Adam Mickiewicz umarl.
Drobniejszych prac interpretacyjnych na temat terminow "z matki obcej", itd., jest legion; wymieniam kilka wazniejszych opublikowanych w ciagu ostatnich dwudziestu lat:
Sprawa domniemanego pochodzenia matki poety z frankistowskiej rodziny Majewskich dyskutowana jest w: S. Scheps, Adam Mickiewicz. Ses affinittés juives, Paris (Nagel) 1964, a takze stanowila temat osobnej sesji III Miedzynarodowego Kongresu p. n. "Soviet and East European Studies" w listopadzie 1985 w Waszyngtonie; z racji gigantycznych rozmiarow tego zjazdu (po kilkanascie sesji rownoczesnie) nie moglem w owej sesji uczestniczyc, ale wspoluczestnik tego kongresu, Profesor Wiktor Weintraub, w swym wymienionym tu artykule "Jeszcze w sprawie..." z roku 1986 pisze:
"Gdyby [...] udalo sie udowodnic, iz Barbara z tych [frankistowskich] Majewskich pochodzi, slowa 'Z matki obcej' wypadaloby nam rozumiec [...] jako dowod nawiazania do jej zydowskiego pochodzenia. Ale dowodu takiego nikt, jak dotychczas nie przeprowadzil." (op. cit., str. 188).Profesor Weintraub przychylal sie do pogladu Profesora Gorskiego, ze Mickiewicz nawiazywal do greckiego znaczenia imienia swej matki ("obca"). Z punktu widzenia zajetego w niniejszym szkicu stanowiska sprawa zydowskiego czy niezydowskiego pochodzenia matki Wieszcza jest bez znaczenia.
Pierwodruk: "Kultura" 1-508/2-509, str. 158-173, 1990
(tekst poprawiony przez autora, 1998)
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||