STEFAN STARZYNSKI

Niezlomny Prezydent Warszawy





EDWARD HENZEL



Wrzesien 1939 roku. Miesiac zwrotny w polskiej historii. Tragiczny miesiac. Specjalnie tragiczny dla stolicy Polski.


W takich krytycznych, przelomowych chwilach poznaje sie prawdziwe charaktery ludzi. Ilez widzialo sie wowczas w Warszawie egoizmu i tchorzostwa. I ilez wielkiego bohaterstwa, niezwyklego poswiecenia, ofiarnosci i patriotyzmu...

Na czolo tej drugiej grupy wysuwa sie bezsprzecznie swietlana sylwetka Stefana Starzynskiego, mianowanego 5 wrzesnia 1939 przez Dowodce Obrony Warszawy Komisarzem Cywilnym Stolicy. Na stanowisku tym przeszedl do Historii.

I

Starzynski - zanim przyjal z rak gen. Waleryana Czumy nominacje na Cywilnego Komisarza - nie byl postacia nieznana mieszkancom stolicy. Przeciwnie: poznali go juz uprzednio jako Prezydenta Miasta Stolecznego Warszawy. Stanowisko to piastowal Starzynski w latach 1934 - 1939 i dal sie poznac jako znakomity, dynamiczny i stanowczy organizator, pelen smialych projektow urbanistycznych planista, czlowiek rozkochany w Warszawie. Warszawiacy lubili swego Prezydenta.

Nie zawsze tak bylo. Kiedy w 1934 roku zostal wyznaczony przez rzad komisarycznym prezydentem miasta na miejsce rozwiazanego, niezbyt zaradnego Zarzadu Miejskiego, mieszkancy Warszawy przyjeli go chlodno i niechetnie. Mial przeszlosc socjalisty, uchodzil za zapalczywego. Nieprzyjazny stosunek mieszkancow Warszawy do ich prezydenta nie trwal dlugo. Zorientowano sie szybko w jego zdolnosciach organizacyjnych. Oceniono zyczliwie jego plany przebudowy miasta. Wystawa tych planow, pod nazwa "Warszawa w kwiatach" w Muzeum Narodowym, wzbudzila ogromne zainteresowanie wszystkich warstw spolecznych. Starzynski nie poprzestal na planach: tysiace robotnikow miejskich wyszlo na miasto. Ludzie zaczeli podziwiac przemyslenie i uzytecznosc przeprowadzanych prac.

Na pierwszy ogien poszly Wola i Grochow. Zasypano glinianki, zlikwidowano cuchnace rowy, poszerzono glowne arterie, przebiegajace przez te dzielnice. Granitowa kostka pokryla nawierzchnie tych wylotowych ulic Warszawy. Wzdluz nowych chodnikow i drzew, zasadzonych na trawnikach, stanely elektryczne latarnie. Na Woli, w miejscu dawnych nieuzytkow, smietnisk i glinianek, miejskie zaklady ogrodnicze stworzyly park, w ktorym pozniej stanal pomnik Generala Sowinskiego, bohaterskiego obroncy Woli w roku 1831.

Starzynski stal sie bliski mieszkancom zaniedbanych dotad dzielnic Warszawy. Zaczeto nazywac go "prezydentem przedmiesc." W ustach ich mieszkancow byla to nazwa zaszczytna, w pelni zasluzona.

Uzdrowil finanse miasta. Dowodem wielkiego zainteresowania planami Starzynskiego i zaufania jakim go darzono byla ofiarnosc wielu ludzi. Dary spoleczenstwa stolicy oraz zgromadzone przez Prezydenta fundusze miejskie pozwolily na rozwiazanie dalszych problemow. Jednym z najwazniejszych bylo polaczenie szybko rosnacego Zoliborza ze Srodmiesciem. Dokonano tego wielkiego dziela, przerzucajac szeroki betonowy most nad torami kolejowymi oraz kierujac ruch wzdluz poszerzonej ul. Bonifraterskiej i przez Plac Krasinskich. Pole Mokotowskie przeciela szeroka arteria - Aleje Niepodleglosci - laczaca Mokotow z Alejami Jerozolimskimi i odciazajaca Marszalkowska. Waznym projektem Starzynskiego bylo uporzadkowanie nadbrzeza nad Wisla i inicjatywa odwrocenia miasta frontem do rzeki. Uporzadkowano okolice Zamku Krolewskiego, odslonieto czesc starych murow obronnych z barbakanem. Uporzadkowano rowniez Wybrzeze Gdanskie, ciagnace sie od mostu Kierbedzia w strone Bielan. Zmodernizowano arterie wylotowe z miasta.

Nie sadzone jednak bylo Starzynskiemu zrealizowanie wszystkich jego pomyslow urbanistycznych, nie sadzone jemu i mieszkancom Warszawy bylo cieszyc sie dlugo tymi, ktore zrealizowal.

Od Zachodu nadciagaly coraz czarniejsze chmury, nadchodzily coraz grozniejsze wiesci. I oto, pewnego letniego dnia 1939 roku, 46-letni Stefan Starzynski, byly oficer I Brygady Legionow, zjawil sie w swoim biurze w mundurze majora. Powolano go do Wojska Polskiego.

Zamykala sie jeszcze jedna karta historii stolicy Polski. Na niej swiecily dokonania ostatniego Prezydenta Wolnej Warszawy, Stefana Starzynskiego. Otwierala sie nowa karta, tragiczna.

II

1 wrzesnia 1939 roku o swicie rozpoczela sie Druga Wojna Swiatowa. Ogromna armia najezdzcow, w wiekszosci zmotoryzowana, wsparta pancernymi dywizjami i poteznym, najdoskonalszym na tamte czasy lotnictwem, przekroczyla granice Rzeczypospolitej Polskiej. Przeciwko takiej potedze bylismy sami. O wygraniu wojny z Niemcami nie moglismy nawet marzyc. Potega nieomal calego swiata, wsparta przez kilka zim rosyjskich, musiala az przez piec lat i osiem miesiecy walczyc z hitlerowska III Rzesza.

* * *

Warszawa, ukochane miasto Prezydenta Starzynskiego, od pierwszego dnia wojny stala sie celem atakow nieprzyjacielskiego lotnictwa. Atakowalo ono - mimo niemieckich zaprzeczen - zarowno obiekty wojskowe, jak i osrodki zycia cywilnego.

Gorzej, niemiecka 4 dywizja pancerna po walkach pod Czestochowa i Piotrkowem przerwala front polski i posuwala sie w strone Warszawy. Dziwne, ale w sferach rzadzacych zapanowala panika. O swicie 4 wrzesnia rzad, wlacznie z ministrem wojny, opuscil stolice, nie zawiadamiajac nawet o tym Dowodztwa Obrony Warszawy.

Minister wojny - jeszcze przed swoim wyjazdem - na stanowisko dowodcy obrony stolicy nie mianowal najbardziej powolanego do tego zadania dowodcy korpusu warszawskiego, gen. Trojanowskiego, ani zadnego z generalow liniowych, ale powierzyl te wazna funkcje owczesnemu komendantowi Strazy Granicznej, gen. bryg. Waleryanowi Czumie, a na szefa sztabu mianowal plk. Tadeusza Tomaszewskiego, pelniacego od roku 1937 obowiazki Komendanta Legii Akademickiej. Ponadto, minister wojny, powierzajac gen. Czumie obrone stolicy, oddal mu do dyspozycji zaledwie cztery baony piechoty i jeden dyon artylerii 75 mm. Brakowalo saperow do wykonania stanowisk obronnych i schronow oraz do zalozenia pol minowych. Brak bylo amunicji, srodkow lacznosci i zaopatrzenia. Wszystko trzeba bylo improwizowac!

Gorzej, w dniu 7 wrzesnia dowodca korpusu ze swoim sztabem opuscil Warszawe, nie informujac o tym nikogo. Pociagnelo to za soba paniczna ewakuacje sluzb korpusu. W rezultacie, wciaz jeszcze niekompletny sztab gen. Czumy stanal wobec nowego problemu: prawie nikt nie znal terenu, nie orientowal sie gdzie byly skladnice wojskowe i co sie w nich znajdowalo. Nie przekazano nawet kluczy: w wielu wypadkach trzeba bylo wysadzac bramy starych fortow, rozbijac drzwi magazynow.

Do trudnosci zwiazanych z organizacja obrony miasta w tak niezwyklych warunkach, dolaczyly sie inne. Razem z rzadem opuscil stolice Komisarz Rzadu na miasto Warszawe, Jaroszewicz, zabierajac z soba wiekszosc policji, autobusow miejskich, a nawet czesc strazy pozarnej. Na domiar zlego, plk Roman Umiastowski, rzecznik Naczelnego Dowodztwa, wyglosil przez radio alarmujace przemowienie, nakazujac ponadto wszystkim mezczyznom zdolnym do noszenia broni, niezwloczne udanie sie na wschod. Wywolalo to panike w miescie i ogromny chaos. Chaos ten powiekszany byl jeszcze przez licznych zolnierzy z rozbitych oddzialow, tlumy przybywajacych rezerwistow i masy cywilnych ucikinierow z zachodu kraju. Sytuacja w miescie stala sie krytyczna. Kto mial ja opanowac?

I oto okazuje sie, ze w jednym z dowodztw znajduje sie powolany do wojska major rezerwy Stefan Starzynski. Sprawa zostaje zalatwiona natychmiast przez Sztab Obrony w Naczelnym Dowodztwie: w dniu 5 wrzesnia, mjr Starzynski melduje sie u gen. Czumy i otrzymuje nominacje na Komisarza Cywilnego Warszawy. Sprzeciwil sie zarzadzeniu owczesnego rzadu nakazujacemu ewakuacje na wschod wladz panstwowych i samorzadowych.

Z ta chwila otwiera sie nowa, krotka juz karta zycia i dzialalnosci publicznej Stefana Starzynskiego.

W pierwszym przemowieniu na wojennym stanowisku, Starzynski zarzadzil budowe barykad i zapor przeciwczolgowych przez ludnosc cywilna. Wezwal pracownikow Zarzadu Miejskiego do powrotu na ich stanowiska. Usluchali go praktycznie wszyscy. Delegacji pracownikow Zarzadu Miejskiego oswiadczyl krotko:

"Wladze miejskie zostaja w stolicy w kazdej sytuacji. Poza posiadaczami imiennych kart mobilizacyjnych nikt nie ma prawa opuszczac powierzonego mu stanowiska. Silny zagon pancerny armii nieprzyjacielskiej zbliza sie do granic Warszawy. Bedziemy sie bronic. To, na razie, wszystko."

W miejsce wyewakuowanej policji zorganizowal Straz Obywatelska oraz robotnicze bataliony pracy, ktore niosly pomoc wojsku i ludnosci cywilnej.

Sam urzedowal w swoim biurze w ratuszu, nie schodzac do schronu, chociaz pociski artyleryjskie i bomby lotnicze trafialy wielokrotnie w magistrat, chociaz wokolo szalaly pozary, chociaz jeden z wiceprezydentow miasta zginal na stanowisku, ugodzony odlamkiem. W bombardowaniu zginela rowniez zona Starzynskiego. Swoj gabinet Starzynski opuscil dopiero po przestrzeleniu go na wylot ciezkim pociskiem, i to na natarczywe prosby wspolpracownikow.

Codziennie przeprowadzal inspekcje ciezko bombardowanego miasta, wydajac rozkazy, zachecajac wojsko i cywilow do wytrwalosci, spieszac z dorazna pomoca. Codziennie tez stawal przed mikrofonem Polskiego Radia. Sluchal jego przemowien caly swiat, a przede wszystkim walczaca Warszawa. Ta droga rozchodzily sie zywotne dla miasta zarzadzenia, nakazy otwarcia sklepow, oszczedzania wody, wezwania do pomocy przy gaszeniu pozarow, zwiekszania biernej obrony przeciwlotniczej, rozmieszczania bezdomnych, pomocy w przeciazonych szpitalach, grzebania poleglych.

Moze najtrafniej ocenil dzialalnosc Starzynskiego plk Tomaszewski, w swojej ksiazce Bylem szefem Sztabu Obrony Warszawy w 1939 r.:

"Starzynski nie opuszcza posterunku i wraz ze swymi sekretarzami i maszynistkami trwa na miejscu do konca, nie wypuszcza z rak olbrzymiej aparatury milionowego miasta, mimo pozarow, bomb, walacych sie domow, tysiecy trupow i rannych. Uczciwie musze przyznac, ze nie wyobrazam sobie, jak i czy dalibysmy sobie rade z zagadnieniem frontu ludnosci cywilnej, pomimo jej gotowosci i ofiarnosci, gdyby nie bylo Starzynskiego. Obserwujac go w akcji, w dzialaniu, wsrod dymow i gruzow, wsrod jekow konajacych, wybuchow bomb, slowem wsrod rozszalalych zywiolow, widzialem w nim czlowieka zdolnego panowac nad soba i masami, jedynego przywodce na wielka miare i zalowalem i zaluje, ze Opatrznosc kazala mu byc tylko Komisarzem Cywilnym Warszawy."

Trudno o slowa wyzszego uznania.

* * *

W miedzyczasie, gen. Czuma ze swym sztabem rowniez nie proznuje. Montuje obrone, umacnia stanowiska, rozmieszcza oddzialy pierwszego rzutu i odwody, wkopuje dziala, zaklada pola minowe, barykaduje ulice. Sily obronne Warszawy wzrastaja z kazdym dniem, powiekszane oddzialami cofajacymi sie z poszczegolnych frontow i rozbitkami. W dniu 14 wrzesnia sily w Warszawie wynosily juz 42 baony piechoty, 18 dyonow artylerii, 14 plutonow dzial przeciwlotniczych, kompanie czolgow i okolo 100 dzial przeciwpancernych 75 mm.

Ale wczesniej, bo juz rano 9 wrzesnia nastapilo natarcie niemieckiej 4 dywizji pancernej z kierunku poludniowo-zachodniego. Po poczatkowym, niebezpiecznym wlamaniu sie w polskie stanowiska obronne na osi ul. Grojeckiej, natarcie zostalo odparte z duzymi stratami dla nieprzyjaciela. Po tej porazce, niemiecka 4 dywizja pancerna zostala skierowana do innych zadan. Pod Warszawa pozostaly mniejsze jednostki nieprzyjacielskie, wiazace polska obrone. Znowu na stolice zaczely spadac bomby i pociski artyleryjskie. I tak to mialo trwac - ze zmiennym natezeniem - az do kapitulacji. Wkopane na skraju miasta jednostki wojskowe byly mniej narazone na skutki bombardowania. Totez glowny ciezar cierpien, strat, wysilkow, ciezar ofiarnosci i poswiecenia spadl nie tyle na wojsko, lecz na ludnosc cywilna Warszawy. Mieszkancy stolicy gineli dziesiatkami, trwajac bez schronow, wsrod pozarow, w koncu i bez wody, stloczeni na niewielkiej przestrzeni centrum miasta. Druga czesc obrony (od 9 do 27 wrzesnia) - to nie wojsko i nie dowodcy. To ludnosc i Starzynski. Dlatego, to jego imie wiazal narod z obrona Warszawy.



Po raz pierwszy w dziejach podjeto probe starcia miasta z powietrza i zademonstrowano jaka potega terroru i zniszczenia tkwi w latajacych maszynach.

A polski spiker radiowy glosi swiatu:

"Warszawa tonie w huku ryczacych samolotow i wybuchow ciezkich bomb, ale Warszawa ciagle stawia opor. Wysokie plomienie buchaja z wielu budowli w czarne jak smola niebo."

Codziennie przemawia przez radio do ludnosci Warszawy jej prezydent. Stara sie byc optymistyczny. Padaja - wykonywane bezwlocznie - zarzadzenia: - "Straz ogniowa nie moze poruszac sie po miescie z powodu barykad, wiec sami musicie gasic pozary, wzniecane przez bomby zapalajace." ; - "Udajcie sie do rzezni, bo nadszedl transport swin. Pomozcie rzeznikom"; - "Nie podejmujcie paczek banknotow zrzucanych z powietrza."; - "Zyjcie normalnie. Pilnujcie swoich zajec. Wierzcie w Boga i sluszne zwyciestwo."

Starzynski informuje swiat o bombardowaniu przez Niemcow szpitali oraz lamaniu konwencji miedzynarodowych o sposobie prowadzenia wojny, o warunkach zycia w oblezonym, bombardowanym ponad milionowym miescie. Apeluje do zachodnich sojusznikow o pomoc dla Polski, dla Warszawy.

"Warszawa plonie. Warszawa ostatnim smiertelnym wysilkiem pasuje sie z wrogiem. Zawiodly obietnice, nie przybyla pomoc. Brak zywnosci, brak wody paralizuje, oslabia. Walczymy z wrogiem, walczymy z pozarami, z epidemia, ktora sie szerzy. Walcza wszyscy. Cale miasto trwa w smiertelnym zmaganiu. Przysylacie nam z Paryza, z Londynu gratulacje, zyczenia. Nie chcemy zyczen, nie oczekujemy juz pomocy. Na pomoc juz za pozno. Nim przyjdzie, bedzie tu rumowisko, bedzie tu pokryty trupami, wyrownany plac. Oczekujemy pomsty. Oczekujemy, ze podejmiecie wreszcie walke, ktora prowadzi Warszawa."

I zyczyl Niemcom:

"Gdy bedzie plonal Berlin, gdy kobiety i dzieci niemieckie ginac beda, jak dzis gina nasze, byscie wtedy zrozumieli, ze jest na swiecie sprawiedliwosc boska."

* * *

Automatycznie nasuwaja sie kazdemu pytania: Czy nalezalo bronic Warszawy? Czy nalezalo narazac ludnosc na ogromne straty i cierpienia, a miasto na zniszczenie? Czy nie byloby lepiej oglosic stolice miastem otwartym?

Aby sprobowac odpowiedziec na te pytania, nalezy rozwazyc pewne fakty. Gen. Czuma otrzymal od Naczelnego Dowodztwa zadanie: "Utrzymac mosty warszawskie az do przybycia Armii 'Poznan' i 'Pomorze' gen. Kutrzeby i gen. Bortnowskiego." Aby wykonac to zadanie, Dowodztwo Obrony Warszawy musialo stawiac czolo pancernym zagonom niemieckim, ktore staraly sie zniszczyc mosty na Wisle i tym samym odciac armie polskie na zachodnim brzegu od ich zaplecza oraz uniemozliwic im przegrupowanie sie na wschodnim brzegu Wisly. Ale juz przy koncu pierwszego tygodnia walk Armia "Lodz" przestala istniec; jedynie jedno jej zgrupowanie cofalo sie w porzadku. Dowodca tej armii, gen. Juliusz Rommel, zjawil sie w Sztabie Obrony 8 wrzesnia i wkrotce objal Armie "Warszawa," w sklad ktorej weszlo zgrupowanie gen. Czumy.

Po 20 wrzesnia, po ciezkich walkach nad Bzura, kiedy resztki Armii "Poznan" i "Pomorze" przebily sie czesciowo do Warszawy, a czesciowo oparly sie na Wisle, dalsza obrona Warszawy - jak stwierdza gen. Rudnicki - konieczna juz nie byla. Te opinie podtrzymuje szereg wyzszych wojskowych.

Dowodztwo Obrony Warszawy spelnilo powierzone mu zadanie. Dalsza walka byla juz tylko niepotrzebnym przelewem krwi i dalszym niszczeniem miasta. Beznadziejnosc dalszej obrony podkreslalo zdradzieckie wkroczenie wojsk sowieckich w granice Polski o swicie 17 wrzesnia. Prezydent Rzeczypospolitej, Rzad, Naczelne Dowodztwo, Skarb Polski, resztki polskiego lotnictwa przekroczyly granice polsko-rumunska. Ale Warszawa trwala, pomimo tysiecy zabitych. Mowil przez radio Starzynski:

"Parki publiczne Warszawy zamienily sie w cmentarze... Najcenniejsze skarby sztuki, najswietniejsze relikwie narodowe ulegly zniszczeniu..."

Trwala Warszawa w obronie, odrzuciwszy niemiecka propozycje-ultimatum kapitulacji zlozona 16 wrzesnia.


Wobec tego, Niemcy wznowili bombardowania miasta. Najciezsze mialo miejsce w dniu 25 wrzesnia. Rozpoczelo sie o godz. 7 rano i trwalo do godz. 17. "Byly chwile, kiedy jednoczesnie okolo 300 samolotow znajdowalo sie w powietrzu" - pisze plk. Tomaszewski, na podstawie meldunkow przeciwlotniczych. Wynikiem bombardowania byly dalsze ofiary wsrod ludnosci cywilnej, dalsze ruiny, rozbita elektrownia, zerwana lacznosc miedzy oddzialami. I najwazniejsze - zniszczono filtry: zabraklo wody. Kapitulacja stala sie koniecznoscia.

Po zasiegnieciu opinii Komitetu Spolecznego i Rady Wojennej, gen. Rommel wyslal parlamentariusza do dowodztwa niemieckiego z propozycja zawieszenia broni. W dniu 27 wrzesnia, delegacja polska - gen. Kutrzeba i plk Praglowski - podpisala akt kapitulacji. Dosyc liczna grupa oficerow polskich popelnila samobojstwo w garnizonowym Hotelu Luksemburskim. Poprzedniego dnia, w schronach gmachu PKO, dziewieciu oficerow i cztery kobiety, w obecnosci Stefana Starzynskiego, zawiazalo konspiracyjna Sluzbe Zwyciestwu Polski (pod dowodztwem gen. Michala Karaszewicza-Tokarzewskiego), z ktorej niedlugo potem wyrosl Zwiazek Walki Zbrojnej, a w poczatkach roku 1943 Armia Krajowa.

Stefan Starzynski wyglasza swe ostatnie przemowienie do ludnosci Warszawy. Konczy je slowami:

"Chcialem, by Warszawa byla wielka. Ja i moi wspolpracownicy kreslilismy plany wielkiej Warszawy przyszlosci. I Warszawa jest wielka. Predzej to nastapilo, niz przypuszczalismy. I choc tam, gdzie mialy byc parki, dzis sa barykady, choc plona nasze biblioteki, choc pala sie szpitale, Warszawa, broniaca honoru Polski, jest dzis u szczytu swej wielkosci i slawy!"

Wkrotce po tym przemowieniu radio umilklo... Dopelnila sie jakby XX-wieczna wersja XIII-wiecznej legendy trebacza z Wiezy Mariackiej, przebitego strzala tatarska. Kapitulacje Warszawy ogloszono juz za pomoca plakatow.




III

Zdawaloby sie, ze rola Starzynskiego - jako Cywilnego Komisarza - zakonczyla sie. Gdy jednak zjawil sie w Dowodztwie Obrony po raz ostatni, gen. Kutrzeba powiedzial mu:

"Ten burmistrz, ktory prowadzil swe miasto przez caly czas walki, ten burmistrz, ktory okazal sie bohaterem i zolnierzem, nie moze byc nieobecny, gdy miasto przechodzi pod obca wladze."

Stefan Starzynski, "Stefan Nieugiety," zostal w swojej Warszawie.

W 1957 roku, Julian Kulski, wiceprezydent miasta Warszawy w latach 1935-1939, a potem nastepca Starzynskiego na stanowisku komisarycznego prezydenta az do Powstania Warszawskiego, powiedzial odslaniajac symboliczny grob Stefana Starzynskiego:

"Gdy nie stalo na tej ziemi wladzy panstwowej polskiej, Starzynski ja stanowil. Dzis wokol tego nazwiska skupiaja sie wszyscy, ktorym droga jest pamiec o czynach bohaterskiej Warszawy w pierwszych miesiacach drugiej wojny swiatowej."

* * *

Na wyrazne zyczenie zwyciezcow, Starzynski wzial udzial w rozmowach o poddanie miasta. 28 wrzesnia rowniez i on podpisal akt kapitulacji. Potem ze zwykla sobie zaradnoscia kierowal zyciem zniszczonej i wyglodzonej Warszawy. Organizowal wydzialy aprowizacji i kwaterunkowy. Uzyskal od Niemcow milion metrow szesciennych szkla na szyby. Wladze okupacyjne zgodzily sie rowniez na jego projekt powolania instytucji rozdzialu podstawowych artykulow zywnosciowych wsrod ludnosci tworzonej juz "Generalnej Gubernii." Jednoczesnie w miejskim wydziale ewidencji ludnosci Starzynski zarzadzil zniszczenie kartotek osob zagrozonych. Uruchomil rowniez - jakze przewidujaco - komorke wystawiania falszywych dokumentow. Komorka ta dzialala az do Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 i oddala ogromne uslugi bojownikom Polski Podziemnej i ukrywajacym sie patriotom.

Co do swego losu nie mial Starzynski zadnych watpliwosci. Nie zszedl w Podziemie. Odmowil poddania sie operacji plastycznej. Czesto mowil do swych wspolpracownikow: "Pobyt moj wsrod was bedzie na pewno krotki." Zegnajac sie ze wspolpracownikami Polskiego Radia powiedzial: "Czy Bog da, ze sie jeszcze kiedykolwiek zobaczymy?" Odrzucil apele wielu o ucieczke i ratowanie swego zycia: "Dziekuje za wszystko co mowicie. Czy wolno mi jednak okupic wlasne bezpieczenstwo smiercia wielu zakladnikow? Warszawy nie opuszcze."

W dniu 27 pazdziernika 1939 dwoch funkcjonariuszy Gestapo zabralo Stefana Starzynskiego na Aleje Szucha. Nie wrocil juz stamtad. Wkrotce dowiedziano sie, ze zostal osadzony na Pawiaku. Tam, w grudniu 1939 ponownie odrzucil probe ratowania jego zycia. Irenie Wierszyllo, podkomisarzowi strazy wieziennej, ktora weszla do jego celi ze slowami: "Czas uciekac, panie prezydencie. Wszystko gotowe, kazda chwila opoznienia moze byc zguba," odpowiedzial: "Zostane. Za wielu wsrod was zaplaciloby za mnie zyciem. Wytrwam do konca."

Data i szczegoly smierci Stefana Starzynskiego nie sa znane. Istnieje kilka wersji, pierwsza o rozstrzelaniu go w 1940 roku w obozie koncentracyjnym w Dachau, zaprzeczona wowczas przez Niemcow, inna o rozstrzelaniu go w Dachau 17 pazdziernika 1943 roku.

Cyprian Odorkiewicz podaje inna [niepotwierdzona] wersje *). Wedlug niej, Stefan Starzynski byl wieziony samotnie w bunkrze niemieckiej katowni przez niemal 5 lat. Dopiero z poczatkiem sierpnia 1944 roku, na wiadomosc o wybuchu Powstania Warszawskiego, na rozkaz Himmlera, miano zamordowac Starzynskiego strzalem w tyl glowy (podobnie jak wiezionego w Sachsenhaussen Generala Stefana Grota-Roweckiego, Komendanta Armii Krajowej).

Swa tragiczna opowiesc konczy Odorkiewicz slowami:

"Nie wiem, czy powiedziano Mu przed smiercia, ze Warszawa znow walczy o swe imie stolicy Rzeczypospolitej, jak walczyla pod jego bohaterskim przewodnictwem. Mysle, ze mu tego nie powiedziano, ze padl na beton bunkra z ta wizja Warszawy, ktora zyl za czasow swej prezydentury, ktorej bronil w pamietnych tygodniach Wrzesnia, ktora go podtrzymywala w latach samotnej meki."



*)  Cyprian Odorkiewicz: "Ostatni prezydent wolnej Warszawy," Wiadomosci 32/645, Londyn 10 sierpnia 1958.


Nota biograficzna: Autor, plk Edward Henzel (1906-1990), we wrzesniu 1939 bral udzial w obronie Warszawy. Okres wojny spedzil w obozie jenieckim. W 1951 roku osiadl w Edmonton, Alberta, Canada, gdzie w wolnych chwilach zajmowal sie publicystyka prasowa i radiowa wsrod Polonii. W latach 1954-1955, trzy jego reportaze z Gor Skalistych byly opublikowane w londynskich Wiadomosciach . Kilka innych reportazy z Alberty zostalo nadanych przez Rozglosnie Polska Radia Wolna Europa. Artykul powyzszy, drukowany po raz pierwszy w Biuletynie Kongresu Polonii Kanadyjskiej w Edmonton z 11 listopada 1963, otrzymalismy w rekopisie od wdowy po Autorze, por. Jadwigi Henzlowej - "Hanki," KW, b. laczniczki KG AK. Dziekujemy Jej serdecznie.  (AMK)








Copyright © 1997-1999 Zwoje