JULIAN TUWIM





ZYDZI


Czarni, chytrzy, brodaci,
Z oblakanymi oczyma,
W ktorych jest wieczny lek,
W ktorych jest wiekow spuscizna,
Ludzie,
Ktorzy nie wiedza, co znaczy ojczyzna,
Bo zyja wszedy,
Tragiczni, nerwowi ludzie,
Przybledy.

Szwargoca, wiecznie szwargoca
Wymachujac dlugimi rekoma,
Opowiadaja sobie jakies trwozne rzeczy
I usmiechaja sie chytrze,
Tajnie posiedli najskrytsze
Z miliarda czarnych, pokracznych literek
Ci chorzy oblakancy,
Wybrany Rod czlowieczy!
Pomazancy!
Pogladza mokre brody
I znowu radza, radza...
- Tego na bok odprowadza,
Tego wolaja na strone,
Trzesa sie... oczy strwozone
Rzuca szybko przed siebie,
Czy ktos nie slyszy...
Wieki wyryly im na twarzach
Bolesny grymas cierpienia,
Bo nosza w duszy wspomnienia
O murach Jerozolimy,
O jakims czarnym pogrzebie,
O rykach na cmentarzach...
...Jakas szatanska Msza,
Jakies ukryte zbrodnie
(...pod oknami... w piatki... przechodnie...
Goje... zajrza do okien... Sza! Sza-a-a!)









Copyright © 1997-1999 Zwoje