
Tekst Andrzeja Kobosa "Zostawmy zgładzonych w spokoju" przeczytałam jeszcze przed opublikowaniem go w Zwojach. Temat to tak ważny, że napisałam komentarz jednego z pierwszych czytelników.
Rozpocznę od końca. Podzielam w pełni zdanie Andrzeja Kobosa: Tego krzyża w Auschwitz należałoby "w ramach wartości chrześcijańskich" lub "w imię miłosierdzia Bożego" narodowi żydowskiemu po prostu oszczędzić, zwyczajnie ustąpić, nie obstawać przy swoim do upadłego, nie trwać w sytuacji patowej.
Nie będę rozwodzić się nad tym, że krzyż to symbol chrześcijaństwa wprawdzie, ale także symbol męczeństwa, bo to byłoby zapuszczanie się w rozważania bez końca. Powiem tylko tyle, że dla mnie krzyż z wiszącym na nim zamęczonym człowiekiem/Bogiem, i na dodatek Żydem przecież, jest symbolem przerażającym; w tym sensie właściwie mógłby stać w Auschwitz... Jeżeli jednak właśnie ci, dla których jako narodu to miejsce miało stać się potwornym, ostatecznym cmentarzyskiem i w ogromnym stopniu takim się stało, nie chcą tego - nie należy z nimi nawet dyskutować na ten temat. Mają swoje powody, i te są niezaprzeczalne: w chrześcijańskiej Europie zamordowano miliony ludzi za samo to, że nie byli chrześcijanami.
Eugenio Pacelli wybrany 2 marca 1939 roku, czyli u progu wojny, papieżem, jako Pius XII nie zdobył się na ogłoszenie encykliki piętnującej zbrodnie hitlerowskie na narodzie żydowskim. Okazuje się, że najpóźniej w lecie 1942 papież dowiedział się o Zagładzie. Ponoć płakał, czytając te informacje. Ale nie potępił, co być może powstrzymałoby Zagładę albo chociażby ją ograniczyło. Niektórzy twierdzą, że połowa ofiar mogłaby ocaleć. Ilu naprawdę, tego nie wiadomo, ale faktem pozostaje, iż "najwyższa głowa Kościoła", papież Pius XII nie zareagował na Zagładę narodu żydowskiego jak należało.
Tematyka Zagłady Żydów w tym stuleciu jest na dobrą sprawę dopiero w początkach swoich opracowań. Bo choć zostało już napisane bardzo wiele, ciągle daleko jeszcze do zrozumienia, jak mogło dojść do tak straszliwej zbrodni w wieku, który przecież był szczytem osiągnięć cywilizacyjnych i kulturowych - wydawać by się mogło.
Tu - w jakimś sensie paradoksalnie - właśnie ten spór o krzyż w Auschwitz przyczynia się do podjęcia dyskusji na ten temat. W tym sensie spełnia właściwie SWOJĄ ROLĘ - choć nie wszyscy wyznawcy "wiary krzyża" akurat to mieliby na myśli. Nie mniej jednak już sam fakt, że dyskusje takie są, że coraz to ktoś nowy wyraża swoje zdanie, że podejmowana jest próba jakiegoś asymptotycznego zbliżenia się do prawdy, jest zjawiskiem pozytywnym. Ten aspekt ustawienia krzyża w Auschwitz powinien na dobrą sprawę wystarczyć, zadowolić zwolenników krzyża. On tam i tak jest. Bo jedyne, co można zrobić teraz, po tym jak rzecz się stała, to przyjrzeć się, jak do tego mogło dojść. Tu potrzebna jest znajomość historii, więc takie artykuły jak "Zostawmy zgładzonych w spokoju," skrócone opracowania historyczne, są bardzo potrzebne.

Nie sposób w jednym artykule, czy eseju spojrzeć na sprawę pod każdym względem. Ja sama kilkakrotnie podchodziłam do tego tematu, najczęściej przy okazji recenzji z filmów, sztuk plastycznych, sztuk teatralnych, książek - a więc próby przetransponowania problematyki w sferę sztuki przez najprzeróżniejszych artystów. To również są próby podejścia do tematu - i trafianie do odbiorcy przy użyciu różnych mediów, niekoniecznie intelektu. Nie każdy jest skłonny przeczytać tak naszpikowany faktami historycznymi tekst, jak "Zostawmy zgładzonych w spokoju." Ale tak czy inaczej warto na ten temat zabierać głos, warto informować, warto rozbudzać odpowiednie uczucia w sobie, bo przecież dotyczy to nas wszystkich.

Ten tekst, taki jaki jest, jest wystarczająco "gęsty." Gdybym to ja go napisała, punkt ciężkości przeniosłabym na wyjaśnienie, jak sytuacja rozwijała się w XIX wieku, kiedy to Żydzi, w różnych krajach europejskich, zwłaszcza w tych bogatszych (Niemcy) zaczęli się emancypować i brać coraz żywszy udział w gospodarce (oczywiście nie wszyscy, tylko ci wyjątkowo uzdolnieni) - bo to oni wzbudzali uczucie zawiści. Wtedy też pogarda dla Żydów, połączona z zazdrością o sukcesy gospodarcze, zrodziła pojęcie "antysemityzm." Uważam za ważne pamiętanie o tym, że jest to pojęcie młode, powstałe całkiem niedawno. Za twórcę pojęcia "antysemityzm" przyjęło się uważać niemieckiego pisarza Wilhelma Marra, który w latach 1879/1880 pisał wyjątkowo zajadłe antyżydowskie teksty. Rozróżnienie między "wrogością do Żydów" w ramach "zwyczajnej" ksenofobii oraz "antyjudaizmem", czyli wrogą polityką wobec Żydów (wywodzącą się z podłoża religijnego), a "nowoczesnym" "antysemityzmem" (w jego najniebezpieczniejszej formie, "uwieńczonej" Shoah) jest dosyć istotne, bo uwzględnia zupełnie inne zabarwienie uczuciowe i możliwości tychże uczuć demonstrowania.
I tu (znowu: gdybym to ja pisała ten tekst) zatrzymałabym się nad tematem: jakie UCZUCIA powodowały ludźmi, że tak a nie inaczej wobec innych ludzi postępowali. Myślę, że ktoś taką analizę przeprowadzi. Na razie zdefiniowano co dopiero pojęcie "inteligencji emocjonalnej," badanie zagadnień z tego punktu widzenia dopiero nastąpi.
To nie jest temat na pochopne poglądy - te wprawdzie mam w dużym stopniu wyrobione, ale fakty, nowe opracowania zwłaszcza, musiałabym do tego doczytać (np. Goldhagena Hitler's Willing Executioners tylko przejrzałam), a to wymagałoby zżycia się z tematem przez pewien czas. Dobry, wyważony tekst napisał Stefan Chaskielewicz jako posłowie do swojej książki Ukrywałem się w Warszawie, to mądry człowiek. A w ogóle, to jest tak dużo na ten temat! W Jerozolimie istnieje całe olbrzymie, z dnia na dzień rosnące Archiwum Yad Vashem. W Wiedniu Simon Wiesenthal kieruje założonym w 1961 roku (w Linzu) Żydowskim Centrum Dokumentacyjnym. Faktem jest, że całe rzesze ludzi, Żydów i nie-Żydów, prowadzą dociekania nad przyczynami największej ze zbrodni, jakiej ludzie popełnili na ludziach.
Pozwolę sobie przytoczyć fragment recenzji z filmu Andrzeja Wajdy Korczak, (napisanej przeze mnie w roku 1991):
Chociaż niby w duchu chrześcijańskim."Współczesny filozof francuski André Glucksmann spoglądając w swojej najnowszej książce*) wstecz na cały dwudziesty wiek, z jego dwiema wojnami światowymi, z ludobójstwami, z losem Żydów, wprowadza jedenaste przykazanie: 'niech nic, co NIELUDZKIE, nie będzie ci obce.' Glucksmann uważa, że człowiek powinien być w stanie spojrzeć na swoje najgorsze czyny, na swoją historię i nauczyć się ją oceniać jak najwłaściwiej, bowiem wszystko co NIELUDZKIE miało w naszym wieku miejsce. Można by powiedzieć jeszcze inaczej: wiek dwudziesty był czasem, w którym, w przeciwieństwie do humanizmu Odrodzenia, obowiązywało 'wszystko co ludzkie jest mi obce.' Oddelegowanie czynów nazistowskich w sfery nieludzkie jeszcze raz zaciemnia problem. Hitlerowcy byli ludźmi. Nie - bestiami, nie - istotami zezwierzęconymi, ale ludźmi, i to jest właśnie najgorsze. Bo ludźmi wychowanymi wbrew ludzkim wartościom"...
Zürich, lipiec 1998
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||