NADZIEJE I ZLUDZENIA





DAWID WARSZAWSKI


     Gdyby tylko mozna bylo, jak proponowal wspomniany przez Daske Goldhagen, przypisac odpowiedzialnosc za Zaglade samym Niemcom, rzekomej aberracji ich kulturowego rozwoju! Pozostali Europejczycy mogliby wowczas spac snem sprawiedliwych.

     Rzecz jasna, historycznej odpowiedzialnosci za Zaglade nikt z narodu niemieckiego nie zdejmie, ale czy jednak pozostali Europejczycy zasluguja na taki komfort, jaki pragnie Dasko im najwyrazniej zapewnic, piszac, ze "nie istnieje zadna mapa wytyczajaca dalsza droge rozwoju (antysemickiego) opryszka, ktora by prowadzila w schemat aparatu Zaglady"? Zaglada nie wynika wiec z antysemityzmu Europy. Zaglada wynika z "hitleryzmu" ("To nie Europa wydala Zydow Niemcom i nie Europejczycy ich wymordowali. Uczynil to rezim hitlerowski w Europie skrwawionej i ujarzmionej" - pisze Dasko), lub po prostu pozostaje niepojeta ("Wyjatkowosc Zaglady polega na tym, ze nie sposob jej, a takze jej genezy, zamknac w pozornie logicznym ciagu zdarzen").

     Jezeli tak, to istotnie mozemy spac spokojnie. Hitleryzm, podobnie jak bonapartyzm, juz sie nie powtorzy, a jesli Zaglada nie da sie z niczego wydedukowac, chocby ex post factum, to i tak jej ewentualna powtorka jest nieprzewidywalna. Tak czy inaczej, trzeba wprawdzie pamietac, lecz nie sposob przewidywac.

     Nie moge sie zgodzic. Zaledwie w pol wieku po Zagladzie znalezc mozna w ksiegarniach, takze w Polsce, ksiazki udowadniajace, ze nigdy nie miala ona miejsca. Wspolbrzmia z nimi, pozornie im tylko przeczac, hasla: "Zydzi do gazu!" na naszych ulicach. Jedno i drugie pokazuje bowiem, zesmy juz zapomnieli. Zaledwie kilka lat temu i o miedze stad, w Bosni, wymordowano cwierc miliona ludzi tylko dlatego, ze byli nieslusznego pochodzenia. W Czechach czy Rumunii zabojcy Romow - a Romowie, podobnie jak Zydzi, byli podczas drugiej wojny swiatowej ofiarami Zaglady - pozostaja dzis czesto bezkarni.

     A wiec to moze sie zdarzyc ponownie, choc zapewne tym razem nie rekami Niemcow i nie Zydzi beda ofiarami. Nie wieszcze nadciagajacego masowego ludobojstwa. Twierdze jedynie, ze nie jest ono niemozliwe, jak wierzylismy dotad, i ze sam ten fakt jest juz przerazajacy. W Europie po prostu mordowac mozna.

     Trudno - powie moj polemista - taka jest po prostu kondycja ludzka. I wskaze na rzez Ormian i Kambodze, Biafre i Rwande, los amazonskich czy gwatemalskich Indian. Ale w Europie dzielo mordowania doprowadzono do perfekcji na innych kontynentach niespotykanej. I nastepnym razem byloby ono przeprowadzone zapewne z jeszcze wieksza maestria.

     Tyle tylko, ze jesli racje ma Dasko, ktory twierdzi, ze winny jest hitleryzm i juz, to nie ma powodow do obaw. Niemcy sprawiaja wrazenie juz uodpornionych, a inni sa po prostu niezdolni do takich czynow.

     Czyzby? Dlaczego wiec tak chetnie w Europie pomagano Niemcom? Nie chodzi tu, wbrew temu, co sugeruje Dasko, o przedwojenny antysemityzm, ale o wojenna kolaboracje. O zandarmerie Vichy. O wegierskich strzalokrzyzowcow. O republike Salo. O rumunski Zelazny Legion. O Jasenovac. O Dunczykow i Bulgarow, ktorzy wprawdzie - i wieczna chwala im za to - obronili "swoich" Zydow, lecz bez trudu wydali "obcych": uciekinierow z Niemiec, mieszkancow Salonik.

     Chodzi o rzad slowacki, organizujacy transporty do Oswiecimia. O Polske, w ktorej czesto Zydzi, ukrywajacy sie po aryjskiej stronie, wracali w koncu do getta, bo tam bylo bezpieczniej. O ukrainskie i litewskie pogromy w dniu odwrotu Armii Czerwonej. O odmowe rzadu brytyjskiego, by naglosnic sprawe Zaglady Zydow, z obawy przed wzbudzeniem nastrojow antysemickich w kraju.

     Chodzi tez o gluchy antysemityzm w USA i Wielkiej Brytanii, ktory przed wojna, a nawet podczas niej zatrzaskiwal przed zydowskimi uchodzcami mozliwosc ucieczki. Pamietamy o statku wyladowanym zydowskimi uciekinierami z Europy, ktory nadaremno wplynal w 1938 roku do amerykanskiego portu. Tych ludzi tam nie chciano i "St.Louis" powrocil do Niemiec, gdzie jego pasazerowie zgineli w obozach. Pamietamy o brytyjskiej marynarce wojennej, blokujacej Zydom dostep do Palestyny. Pamietamy o gluchym antysemityzmie we wszystkich alianckich stolicach, ktory sprawil, ze o zydowskim wymiarze wojny mowiono malo lub wcale, by "nie lac wody na mlyn niemieckiej propagandy."

     Trudno sie w tej sytuacji dziwic, ze alianci nie uznali za wskazane zbombardowanie komor gazowych w Auschwitz, gdyz nie byly one "strategicznym celem." Tego wszystkiego doprawdy nie sposob zapomniec ani tlumaczyc slowem "hitleryzm."

     Dasko ma racje, gdy twierdzi, ze wszystko to nie wynika w sposob automatyczny z przedwojennego europejskiego antysemityzmu, podobnie jak antysemityzm ten - to juz uwaga bardziej pod adresem Krzysztofa Dorosza - nie wynika w sposob automatyczny z chrzescijanstwa. Ale takie samo rozumowanie da sie przeprowadzic nie tylko dla calej Europy, lecz i dla Niemiec. Nie ma automatycznego wynikania, nie ma wiec i odpowiedzialnosci. Po prostu historyczny pech zydowski?

     Nie inaczej z powojennymi mordami Zydow. "Kielce nie byly czescia Zaglady" - pisze Dasko - "ale to Zaglada stworzyla kontekst, w ktorym staly sie rzeczywistoscia."

     Dlaczego? Czy dlatego, ze w Kielcach mordowali nie Niemcy i nie bylo ich celem wymordowanie calego narodu zydowskiego? Jesli to pierwsze, to i Vichy, i Jasenovac, Transnistria i Lilejkis tez nie byly czescia Zaglady, lecz "zwyklego" antysemityzmu Europy. A co do drugiego rzekomego kontrargumentu: skad wiadomo? Skad wiemy, co czuja ludzie, ktorzy wierza, ze Zydzi pija krew chrzescijanskich dzieci? I czy to cokolwiek zmienia?

     Zaglada zaczela sie przed wybuchem wojny i nie skonczyla sie z jej zakonczeniem. Jako potencjalna mozliwosc trwa nadal. Gdyby dzis w Europie rasistowska zniewaga byla bezwzglednie i zawsze potepiana, rasistowski mord bezwzglednie karany, a ludobojstwo niemozliwe, to byc moze nie byloby sie czego bac. Zapraszam do empirycznego sprawdzenia, czy tak jest. Najpierw w Mlawie. Potem w Usti nad Laba, gdzie rajcowie miejscy chca budowac getto dla Romow. A wreszcie w Sarajewie.

* * *

     Polemika to dla publicysty chleb powszedni: tym zyje, tym oddycha, a czasem wrecz po to zyje: "Dobrze czy zle, byle pisali!". Polemisci budza w autorze krytykowanego tekstu rozne uczucia: irytacji lub zlosci, ze jest rozumiany opacznie, niepokoju czy zawstydzenia, gdy okazuje sie, ze zarzut jest celny. Rzadko jednak autorowi zdarza sie doswiadczac pod adresem swych polemistow uczucia wdziecznosci. To tak nieoczekiwane, ze wlasciwie nie wiadomo, co z tym poczac.

     A tymczasem wdzieczny jestem Henrykowi Dasce i Krzysztofowi Doroszowi za ich teksty krytyczne wobec mojego artykulu Mieszkajac na ziemi popiolow. Przy ich lekturze mialem wrazenie, ze choc nie myslimy tego samego, to myslimy w tym samym kierunku. I ze chodzi nam o to samo: o to, by odczytac sens Zaglady, jej lodowate przeslanie. I ze wiemy to samo: nic w historii ludzkosci nie jest tak trudne zrozumienia jak Zaglada. I niczego tak bardzo, jak Zaglady, nie musimy zrozumiec, o ile nadal ma byc jeszcze jakas historia.

     Krzysztof Dorosz swa polemike prowadzi nie na plaszczyznie historycznej, lecz religijnej i moralnej. Pisze on, ze demonizuje zlo i deprecjonuje dobro, ze zasklepiam sie w bolu i manicheizmie. "Twoj swiat bez zludzen to swiat, gdzie dobro nie ma ostatniego slowa" - pisze Dorosz.

     Ten spor idzie gleboko, siega istoty naszych wiar - chrzescijanskiej i zydowskiej. Chrzescijanie wierza, ze choc czlowiek jest nieuchronnie skazony zlem, to osoba Jezusa daje ostatnie slowo dobru. Zydzi raczej sklonni sa uwazac, jak Stanislaw Jerzy Lec, ze "czlowiek sprzyja raczej dobru niz zlu, lecz okolicznosci nie sprzyjaja mu." Zyd wie, ze ma swobode wyboru i ze nikt na nia nie wplynie. "Wszystko jest dane od Boga, procz bogobojnosci" - naucza w Talmudzie rabin Chanina. "Te musimy wypracowac sobie sami."

     A skoro tak, to nic nie usprawiedliwia naszej slabosci wobec zla i nic nas, procz nas samych, od tego zla nie uwolni. A ja istotnie nie mam zludzen: zapominamy. Odwracamy wzrok. Nie chcemy myslec, przewidywac, przestalismy sie bac. A skoro tak, to powrot Zaglady przestal byc niemozliwy. Powtarzam - nie w Zydow zapewne tym razem wymierzonej. I dodaje, ze ofiara nie staje sie przez swe cierpienie w sposob automatyczny lepsza. Cierpienie nie uszlachetnia.

     Zlo, ktore nam grozi, jest w nas. W naszej slabosci, podlosci, tchorzostwie, slepocie. Nie rownowaza go czyny szlachetnych, bohaterskich jednostek - tych, ktorzy w czasie wojny ratowali Zydow i tych, ktorzy beda ratowac przesladowanych, gdy znow trzeba bedzie. Nie ma w tym stwierdzeniu nic z lekcewazenia dla tych czynow - przeciwnie. Nie mam slow, by wyrazic ma wdziecznosc, podziw i hold dla wielkosci ich serca. Wdzieczny tez jestem Stworcy, ze mnie nie poddal probie, ktora oni zwyciesko przeszli.

     Ale moralnosc to nie arytmetyka. To sie nie sumuje. Bohaterstwo sprawiedliwych pozwala zachowac wiare w czlowieka, pisze Dorosz. To prawda - lecz ja tej wiary nigdy nie stracilem. Wiem, ze czlowiek moze czynic wielkie dobro, ze ma swobode wyboru. I dlatego niesposob mi sie pogodzic z tym, ze czyni wielkie zlo. Zabrzmi to okrutnie, lecz sprawiedliwi ocalili jedynie tych, ktorych ocalili. Nie ocalili szesciu milionow i nie ocalili Europy. Te slowa, rzecz jasna, przeciw Europie, a nie przeciw sprawiedliwym sa zwrocone.

     Liczy sie rzeczywistosc. W tej rzeczywistosci krzyz, ktorego wartosci jako symbolu religijnego Dorosz broni, to tylko dwie belki, tak jak gwiazda Dawida to tylko dwa trojkaty. Nie bylo moim celem, gdy pisalem, ze krzyz w Auschwitz nas, Zydow, obraza, urazac czyjekolwiek uczucia religijne. Ale - przypomne raz jeszcze moj argument - czy mam prawo sie obrazac, jezeli Palestynczyk mi powie, ze gwiazda Dawida to dla niego znak przesladowcow, nie - przesladowanych?

     Nie jest tez tak, ze - jak pisze Dorosz - obraza mnie sam krzyz po prostu. Trudno jednak sie dziwic, ze obraza mnie krzyz wzniesiony na cmentarzysku ofiar Zaglady, zamordowanych w chrzescijanskiej Europie po 1500 latach przesladowan Zydow. Przesladowan dokonywanych wlasnie pod znakiem krzyza. To nie jest kwestia krzyza "w ogole," lecz tego krzyza w tym miejscu. Krzyz "w ogole" szanuje, podobnie jak polksiezyc czy inne znaki cudzej wiary.

     Szanuje tych, dla ktorych krzyz ma odmienna wymowe, i nie twierdze przeciez, ze tylko moje rozumienie tego znaku sie liczy. Dla Stworcy zas, jesli cokolwiek o Nim wiadomo, nie tylko roznice slow modlitw chrzescijanskich i zydowskich, ktore przytacza Dorosz, ale i ksztalt naszych znakow jest "sprawa drugorzedna."

     Zaden z moich polemistow nie zadal mi, zapewne z powodowanej przyzwoitoscia niecheci do argumentow ad hominem, pytania o to, co ja tu jeszcze w Europie robie, skoro tak zle mysle o naszym kontynencie. Dlaczego nie zabralem rodziny gdzies, gdzie bylaby jesli nie bezpieczna, to przynajmniej bezpieczniejsza. Do Izraela, Arizony, Nowej Zelandii. A byloby to zasadne pytanie.

     Odpowiedz najuczciwsza brzmialaby: z wyrachowania. Bo tu jednak zyje sie najlepiej, jesli - rzecz jasna - zyje sie w ogole. Nie tyle w sensie materialnym nawet, ile cywilizacyjnym i duchowym. Przywyklem. Nie umialbym przestroic mojego mozgu na azjatycka, czy amerykanska dlugosc fali. A hipotetyczna grozba nowej, i zapewne cudzej zaglady, nie wystarczy, by sprawic, bym wyjechal.

     Ale jest jeszcze odpowiedz druga i ta sprawia, ze sie spotykamy z panem Janczewskim, z Henrykiem Daska i Krzysztofem Doroszem. Przed rozpacza broni jednego wybiorcza pamiec, drugiego - wizja historii, trzeciego - wiara w dobro. Nie mam takiej oslony, a przeciez mam dzieci. I sklamalbym, gdybym powiedzial, ze nie mam nadziei.

     Tu po prostu, w Europie nadal ociekajacej krwia, powstaje odpowiedz. To przeciez Koscioly same, nie podbite i pokonane, odrzucily antysemityzm. To przeciez Niemcy sa dzis mniej niz inne spoleczenstwa podatni na rasizm i przyjeli na przyklad, podczas wojny w Bosni, az cwierc miliona uchodzcow. To przeciez po polsku, na lamach polskiej gazety, toczymy te rozmowe.

     Tworca chasydyzmu Baal szem Tow powiedzial, ze jedynym prawdziwym grzechem jest rozpacz, bo oznacza ona radykalne zaparcie sie Stworcy i wiary w niego. O szczesciu zas ktos inny kiedys powiedzial, ze trzeba je miec, zeby bylo. Z nadzieja jest podobnie.

Gazeta Wyborcza, 1 czerwca 1998;
przedruk za zgoda Autora







Copyright © 1997-1999 Zwoje