LIST DO DAWIDA WARSZAWSKIEGO





KRZYSZTOF DOROSZ


     Bardzo mnie poruszyl Twoj artykul "Mieszkajac na ziemi popiolow" opublikowany w Gazecie z 21 kwietnia. Piszesz o oswiecimskim krzyzu, o Marszu Zywych, o Zagladzie i bolu Zydow, o antysemityzmie, o grzechach chrzescijanskiej Europy i o zydowskim braku zludzen.

     Artykul poruszyl mnie tak bardzo, ze postanowilem podjac z Toba rozmowe. Rozmowe, poniewaz intymnosc i waga omawianych przez Ciebie spraw nie pozwalaja mi na "obiektywna" wypowiedz, lecz nakazuja dialog z konkretnym czlowiekiem, ktorego przeciez znam. Dlatego pomine Twoj dziennikarski pseudonim, ktorym podpisales artykul i zwroce sie bezposrednio do Kostka Geberta - uroczego i madrego rozmowcy, z ktorym przegadalem juz niejedna godzine.

     Zabolal mnie Twoj artykul. Zabolal wlasnie przez ow "brak zludzen," ktoremu dajesz wyraz.

     Bo idzie mi o to, moze przede wszystkim o to, jak bedziemy postrzegac swiat, w ktorym zyjemy: czy zobaczymy w nim jedynie zlo, nienawisc i czlowieka wydanego na laske i nielaske sil ciemnosci, czy tez dostrzezemy w nim rowniez dobro, nadzieje i milosc.

     Europie i Europejczykom zarzucasz wymordowanie narodu zydowskiego; twierdzisz, ze "Niemcy byli jedynie wykonawcami dziela calego kontynentu." To bardzo mocne oskarzenie. Dodajesz, ze pomagali im jakze liczni "Francuzi i Polacy, Litwini i Chorwaci, Wlosi i Wegrzy". Brzmi to, jakby Holocaust mial sie dokonac tak czy owak, jakbys zdejmowal wine z hitlerowcow, przerzucajac ja na chrzescijanskie narody Europy. Czy Ty naprawde nie dostrzegasz roznicy miedzy chrzescijanskim antyjudaizmem a rasistowskim antysemityzmem, miedzy wrogoscia wobec "mordercow Chrystusa" a podjeta przez germanskich neopogan decyzja o "ostatecznym rozwiazaniu", czy nie dostrzegasz roznicy miedzy krzyzem a swastyka?

     Nienawisc do innoplemiencow jest godna potepienia, ale ta nienawisc nie musi prowadzic do zbrodni. Nie ma znaku rownosci miedzy uczuciem wrogosci czy nienawisci a systematycznym ludobojstwem. To prawda, chrzescijanie stworzyli grunt pod Zaglade, wykluczajac Zydow z rodziny ludzkiej za rzekome bogobojstwo. To prawda, byli posrod chrzescijan gorliwi zydozercy - wystarczy wymienic Jana Chryzostoma czy tez Marcina Lutra - ktorzy zamiast milosci blizniego siali nienawisc. To prawda, instytucjonalne chrzescijanstwo ze zgroza i potepieniem patrzylo na wszystkich innowiercow w przekonaniu, ze nie tylko nie dostapia zbawienia, ale czynnie w nim przeszkadzaja, sluzac tym samym szatanowi. To prawda, ze przez wieki chrzescijanstwo bylo ciasne, zaklamane i nietolerancyjne. Lecz nie to stanowi o jego istocie. I nie Holocaust stanowi o istocie Europy.

     Ja wiem, ze bol z powodu doznanej krzywdy popycha nas ku dostrzeganiu w innych przede wszystkim zla. Wiem jednoczesnie, ze Bog, ktorego wyznaja chrzescijanie i Zydzi, nie uczy odpowiadania nienawiscia na nienawisc i nakazuje czynienie dobra.

     Ale jakzez czynic dobro w swiecie, ktory jest na wskros przenikniety zlem? Jesli cala Europa ponosi wine za ostateczne rozwiazanie, jesli krzyz jest w oczach Zydow tylko symbolem przesladowan, jesli "bohaterskie, wyjatkowe czyny jednostek z grup wszystkich narodow, nawet Niemcow, tego obrazu nie zmienia," to coz tu jeszcze mozna zrobic? Czy to jest, Kostku, Twoj "swiat bez zludzen"?

Nie akceptuje takiego obrazu swiata. Nie akceptuje nie tylko dlatego, ze jest w moim mniemaniu nieprawdziwy, ale dlatego, ze jest zwyciestwem antysemityzmu, czyli nienawisci. Fundamentem tego obrazu swiata jest zlo i nie widac w nim miejsca na dobro. Jak w Zydach przez wieki widziano tylko "chalaciarzy" i "judaszowe plemie," tak w gojach czesto sie dzisiaj widzi tylko rzeczywistych, lub potencjalnych antysemitow. Oto spirala nienawisci, platanina bolesnych resentymentow i krzywdzacych stereotypow. I jakis absurd!

     Stoi u mnie na polce wiele ksiazek zydowskich medrcow i teologow: Martin Buber, Abraham Joshua Heschel, Nachman z Braclawia, Leo Baeck. Wiele od nich sie nauczylem i wiele im zawdzieczam. Bubera zaczalem czytac, kiedy mialem niewiele ponad dziesiec lat i kiedy jeszcze bylem agnostykiem. Wynioslem z tej lektury przekonanie, ze wiara, wbrew obiegowym pogladom ateistow, nie jest wcale ulatwianiem sobie zycia, lecz przeciwnie - przyjeciem ogromnej odpowiedzialnosci. U tych zydowskich autorow znajdowalem rzecz bezcenna: przejmujace swiadectwo czlowieka wobec Boga, swiadectwo ludzkiej godnosci nawet w ponizeniu, nieszczesciu i cierpieniu, swiadectwo niezwyklej bliskosci Stworcy.

     Odnosilem wrazenie, ze poczucie tej bliskosci niemal nigdy nie opuszcza religijnych Zydow. Podobne swiadectwo - w poetyckiej formie, ktora potrafi dotrzec w glab serca - znajdowalem w zydowskich modlitwach. Kilka ich antologii tez stoi u mnie na polce.

     Kiedy patrze na te wszystkie ksiazki, przypominaja mi sie slowa Papieza "starsi bracia w wierze." I mysle: jakimz straszliwym absurdem jest chrzescijanski antyjudaizm i powstaly z niego antysemityzm ! Absurdem nie tylko etycznym, ale i religijnym - pomyslem z piekla rodem, ktory narodzil sie po to, by siac nienawisc i utrudniac ludziom wiare.

     Uwazam sie za "niezaleznego" chrzescijanina - niezaleznego miedzy innymi dlatego, ze doznanie niezwyklej bliskosci czlowieka i Boga, jakie wynioslem z zydowskich swiadectw wiary, nie pozwala mi przyjac tradycyjnego chrzescijanskiego twierdzenia, ze jedynym posrednikiem miedzy czlowiekiem i Bogiem jest Chrystus. Za Martinem Buberem wierze, ze judaizm i chrzescijanstwo to dwa rozne objawienia tego samego Boga. Za innymi medrcami i myslicielami przyjmuje, ze wielkie religie sa roznymi "obliczami" tego samego Stworcy i Zbawiciela, ktory wciela sie w nasza ziemska rzeczywistosc na rozmaite sposoby, ale zawsze pro nobis. I dlatego jestem przekonany, ze od innych religii mozemy sie wiele nauczyc. Nauczyc nie tego, co naszej wlasnej wierze dalekie i obce, ale tego, co ja poglebia, dotykajac zapomnianych stron i splyconych przez instytucjonalna rutyne mysli i uczuc.

     Kiedy czytam zydowskich myslicieli, kiedy obcuje z ich modlitwami, mam nieodparte poczucie wielkosci tej wiary. Podobnego poczucia wielkosci doznaje wchodzac do gotyckiej katedry, sluchajac muzyki Bacha czy probujac myslec nad tajemnica smierci i zmartwychwstania.

     Rad jestem, ze bylo mi dane zaznac chocby tchnienia tej wielkosci i zobaczyc, ze Zydzi doskonale sobie radza bez Chrystusa. Przykre to dla chrzescijan i niepojete, ale mysle, ze chrzescijanska Europa - chrzescijanska nie tylko z nazwy, ale i z sumienia - powinna sie z ta niepojeta rzeczywistoscia predzej czy pozniej uporac. Tego domaga sie pamiec pomordowanych w imie narodowej i religijnej nienawisci, taki jest wymog prawdy.

     Ale uporanie sie z rzeczywistoscia innej wiary - przez wieki deptanej, ponizanej i przypisywanej podszeptom szatana - nie moze sie dokonac bez udzialu Zydow. Jesli Zydzi mieliby sie zamknac w bolu, rozpaczy i poczuciu urazonej dumy, jesli w znaku krzyza zobacza jedynie nienawisc przesladowcow, jesli nie zechca dopuscic gestow solidarnosci i odrzuca podana im reke, chocby niezgrabnie wyciagnieta, chrzescijanska Europa nigdy z tego nie wybrnie.

     Ja rozumiem, Kostku, ze bol Holocaustu rodzi namietna gorycz, w chrzescijanach kaze widziec przesladowcow, w gojach antysemitow, a w starym kontynencie - jadro ciemnosci. Ale czy to ma sens? Religijny, moralny i zwykly, ludzki? Czy ten czarna barwa malowany "manichejski" obraz swiata przysluzy sie jakiemus dobru? Czy tylko wykopie przepasc miedzy Zydami i nie-Zydami, byc moze na zawsze?

     W swoim artykule przeciwstawiasz sie takiemu obrazowi swiata - reprezentowanemu przez licznych uczestnikow Marszow Zywych - ktorzy, zasklepieni w bolu i nienawisci, chca, by wszyscy Zydzi nabrali przekonania, ze Polska i Europa to smiec. Powiadasz, ze ta postawa godzi w was, europejskich Zydow i Was obraza. Ale Twoj swiat, choc bez porownania mniej czarno-bialy, tez jest swiatem zlym, swiatem "bez zludzen." I to boli mnie najbardziej, bo dobro, chocby najmniejsze, nie jest zludzeniem.

     Zatrzymajmy sie chwile przy trudnej i nabrzmialej sprawie oswiecimskiego krzyza. Piszesz, ze "wzniesienie go na cmentarzu zydowskich ofiar chrzescijanskiej Europy nas zniewaza." To dosc precyzyjne zdanie: mowa w nim o tym wlasnie, konkretnym krzyzu i o jego wzniesieniu. Byc moze - pomyslalem sobie - mierzysz tym zdaniem w intencje ludzi, ktorzy go wzniesli i ktore Cie zniewazaja. Ale nie: powiadasz przeciez, ze krzyz wzniesiono dla waznych chrzescijanskich racji i nie przeciwko Zydom. Nieco dalej piszesz o grobie Jezusa w Jerozolimie i o tym, ze na swojej ziemi Zydzi woleliby nie widziec krzyzy. Nasuwa sie wniosek, ze obraza Cie sam krzyz, bez wzgledu na intencje ludzi, ktorzy go postawili, i miejsce gdzie stoi. Dlaczego? A dlatego, ze "w doswiadczeniu europejskich Zydow chrzescijanstwo przygotowalo grunt pod Zaglade. Ten krzyz w Auschwitz to w naszych oczach znak przesladowcow, nie ofiar."

     Tak, chrzescijanstwo przygotowalo grunt pod Zaglade i w waszych oczach krzyz stal sie symbolem przesladowcow. Ale przesladowali Zydow ludzie, nie Bog, ktorego krzyz jest znakiem i ktorego wyznaja Zydzi i chrzescijanie. I czy pomyslales kiedys, ze w oczach wielu milionow ludzi - a posrod nich sa zapewne i ci, ktorych kochasz - krzyz jest znakiem pokoju, zgody, milosierdzia, znakiem ofiar i cierpienia! Cierpienia i opuszczenia przez Boga, ktorego wielki symboliczny wymiar upodabnia Zaglade Zydow do meki Jezusa z Nazaretu.

     "Gdzie byl wtedy Bog?" - pytal Eli Wiesel, opisujac jedna ze scen Oswiecimia. "Boze, czemus mnie opuscil" - wolal Jezus z krzyza. W moim przekonaniu oba te doswiadczenia - zydowski Oswiecim i ukrzyzowanie Jezusa - sa duchowo rownolegle i naleza do religijnych sytuacji granicznych; sa swiadectwem "ciemnosci Boga," ktora kazdy gleboko wierzacy czlowiek musi kiedys na swojej drodze znalezc i przezyc.

A przeciez ten sam krzyz, ktory stal sie symbolem przesladowcow, byl, jest i bedzie symbolem swietym. Czy to dla Ciebie, Kostku, nie ma zadnego znaczenia? Jestes przeciez czlowiekiem religijnym, wierzacy Zydem ktory w obliczu swietosci Boga wklada na glowe jarmulke. Zas chrzescijanie w obliczu swietosci Boga czynia znak krzyza. I przeciez krzyz to nie tylko symbol przesladowcow, lecz rowniez tych, ktorzy Zydom pomagali. Jedni robili to w imie ludzkiej solidarnosci, inni wlasnie w imie krzyza. Czyzbys o nich nie wiedzial?

     Alez oczywiscie, ze wiesz. Tyle tylko, ze ich gest, czasami ich ofiara, malo dla Ciebie znaczy. Piszesz: "bohaterskie, wyjatkowe czyny jednostek z grup wszystkich narodow, nawet Niemcow, tego obrazu nie zmienia. Europa wydala Zydow Niemcom na zaglade." A ja mysle, Kostku, ze te wyjatkowe czyny jednostek zmieniaja ogromnie wiele. Bez nich swiat bylby naprawde straszny, tak straszny, ze moze nie warto by zyc.

     Chce Ci opowiedziec o takiej wyjatkowej osobie, ktora znalem w latach 60-tych. Pani Tola pochodzila z jednego ze znamienitych polskich rodow. Ale nie mogla pogodzic sie z obyczajami i konwenansami swojej rodziny i uciekla od niej, bedac jeszcze bardzo mloda kobieta. Chciala przezyc swoje wlasne zycie, wiec musiala radzic sobie sama. Byla studentka Uniwersytetu Warszawskiego. W czasie getta lawkowego w latach 30-tych stala, obok niej stali pewien ksiadz i pewien oficer. Ot, taki przypadkowy przekroj polskiego spoleczenstwa.

     W czasie okupacji hitlerowskiej pani Tola i jej maz byli w AK, trudnili sie ratowaniem Zydow. W moich studenckich czasach bardzo lubilem przychodzic do ich niewielkiego mieszkania. Zasiadalem na malej, zielonej kanapce i popijajac herbate, chciwie sluchalem opowiesci o perypetiach wojennych "podopiecznych" moich gospodarzy.

     Kiedys pani Tola wyniosla z getta dzieci zydowskie w walizce. Niektore z tych dzieci zyja. Po wojnie, w latach 50-tych, moi przyjaciele przesiedzieli sie w stalinowskim wiezieniu. Stracili zdrowie i stracili "normalne" zycie. Rozbitkowie polskich losow, jakich wielu. A najbardziej zdumiewajace bylo to, ze nie widzialem w nich krzty goryczy.

     Pani Tola nie byla zreszta chrzescijanka, choc byla osoba gleboko wierzaca. Bylo w jej wierze troche buddyzmu, troche teozofii i okultyzmu. Dzis pewnie zaliczono by ja do New Age'u. I coz z tego. Byla poza etykietkami i latwymi klasyfikacjami doktrynerow. Uczyla mnie, ze nalezy zawsze pomagac przesladowanym, bez wzgledu na ich narodowosc, kolor skory, wiare, czy poglady. Pomagala mi w moich sprawach osobistych, dodawala otuchy.

     Kiedy kilkanascie lat temu opowiadalem o pani Toli parze amerykanskich Zydow, starszych panstwa, nie chcieli wierzyc. "Przeciez Polacy Zydom nie pomagali" - twierdzili grzecznie, ale stanowczo. I wtedy bodaj po raz pierwszy znalazlem sie w tak czarno-bialym "manichejskim" swiecie, prostym i odartym ze zludzen, ktorego fundamentem jest antysemityzm i nienawisc.

     Postawa moich rozmowcow nalezy do skrajnosci. Ale Twoje, Kostku, twierdzenie, ze bohaterskie czyny jednostek nie zmieniaja calego obrazu, zmierza w podobnym kierunku - pomijania przejawow dobra. Mysle, ze to obraza pania Tole i podobnych jej ludzi. Tyle tylko, ze pani Tola by sie nie obrazila, ona by po prostu robila swoje, z usmiechem. Ale mnie jest przykro.

     To, ze ja znalem, uwazam za wielki przywilej - wiecej: te kilka lat naszej przyjazni, starszej, siwowlosej pani i mlodego studenta, uksztaltowalo jakos moje zycie. W trudnych chwilach powracam do niej mysla. I tak wlasnie dziala dobro; w przeciwienstwie do zla nie jest na ogol przedsiewzieciem masowym i spektakularnym. Ale wazne, niezwykle wazne jest to, ze ktos, gdzies czyni cos dobrego, chocby cale pieklo sprzysieglo sie przeciwko nam. Dobro, nawet kiedy ponosi kleske, nie jest zludzeniem. I tu chyba dochodzimy do zasadniczej roznicy miedzy nami.

     Twoj swiat bez zludzen to swiat, gdzie dobro nie ma ostatniego slowa; moj swiat bez zludzen to swiat, gdzie zlo nie ma ostatniego slowa. Nie chce przy tym przekreslic, czy oslabic grozy i niszczycielskiej mocy zla. Miejsca tak przerazliwej trwogi jak zydowski Auschwitz odbieraja ludziom nie tylko zycie, lecz i wiare w dobro. Ale uporczywa koncentracja na tym, co zle, usuwa dobro z naszego pola widzenia, niweczy je.

     I wreszcie: czy jako czlowiek religijny nie wiesz, Kostku, i nie czujesz, ze to zaledwie garstka sprawiedliwych podtrzymuje caly kosmos, ze dobro, ktore czynia, i modlitwa, ktora zanosza do Niebios, wazy wiecej niz wszelkie zlo tego swiata. A czy zaczynaja te modlitwe slowami "W imie Ojca i Syna i Ducha Swietego," czy od "Baruch ata Adonai," to juz dla Pana Boga chyba sprawa drugorzedna.

Gazeta Wyborcza, nr 126/1998







Copyright © 1997-1999 Zwoje