
Urodzilem sie po wojnie, ale wojna, a raczej Zaglada, obecna byla w moim zyciu zawsze i od zawsze. W pelnym bolu tekscie Mieszkajac na ziemi popiolow Dawid Warszawski pisze o roznicach miedzy Polakami i Zydami, roznicach w odczuwaniu i pojmowaniu historii niedawnej, o innym doswiadczeniu czasu piecow. To prawda, ale prawda niecala - bowiem z tamtej roznicy wynikaly tez roznice inne, mniej odlegle, zwiazane z codziennoscia czasu normalnego.
Moi koledzy Zydzi wychowywali sie - nie wszyscy, ale przeciez znaczna wiekszosc - bez rodziny, poza ta najblizsza. Malo kto z nas, prawie nikt, mogl w niedzielne popoludnie odwiedzic babke czy dziadka. Nie mielismy ciotek, do ktorych jezdzilo sie do Bialegostoku czy Sochaczewa. Jesli istnialy, zyly w kraju, ktorego nazwe wymawiano przyciszonym glosem. Przychodzily od nich nie swiateczne pocztowki wysylane z Inowroclawia, ale listy wysylane poczta lotnicza, sprytnie zlozone z jednej kartki papieru, z nadrukowanym znaczkiem i niemozliwymi do odcyfrowania hieroglifami. Czasami, z rzadka, w niewielkiej skrzyneczce z jasnych deszczulek, z nadrukiem "Hartwig S.A.", wymoszczonej wiorkami, pojawialy sie przyslowiowe juz dzis pomarancze z fioletowym stempelkiem "Jaffa."
Nie pisze tego w intencjach nostalgicznych. Pisze, by nie bylo watpliwosci, iz slowa Dawida Warszawskiego: "inne mamy doswiadczenia i inaczej widzimy swiat" nie odnosza sie do mnie. W pojmowaniu tragedii nie ma roznicy pomiedzy naszymi uczuciami. Z nielicznych przyjaciolek mojej matki, jakie przezyly wojne i pozostaly w Polsce, pamietam szczupla, przystojna pania, ktora niekiedy nas odwiedzala. Byla to matka Dawida Warszawskiego. Przyjazn redaktora Midrasza cenie niezwykle wysoko. Jesli decyduje sie na kilka uwag o jego tekscie, to wlasnie ze wzgledu na owa wspolnote losow - a nie przeciw niej.
Ale wspolnota losow nie oznacza wspolnego obrazu historii. W swych uwagach o Marszu Zywych i oswiecimskim krzyzu Dawid Warszawski kilkakrotnie wraca pamiecia do Holocaustu. Pisze, iz to "Europejczycy w Europie wymordowali narod zydowski". I, aby nie bylo watpliwosci, powtarza : to "Europa wydala Zydow Niemcom na Zaglade," a Niemcy "byli jedynie wykonawcami dziela calego kontynentu."
Nad tymi slowami niepodobna przejsc obojetnie. Czy istotnie "w kwestii Zydow zwasnione nacje rozumialy sie znakomicie" ?
Ostatnie lata przyniosly nowa dyskusje o Holocauscie, nowa zadume i - niekiedy - nowe wnioski. Czeste i zapewne sluszne sa glosy nawolujace, by okreslen "Niemcy" i "hitlerowcy" nie traktowac wymiennie. Padaja tez glosy inne: harwardzki historyk Jonah Goldhagen w glosnej ksiazce Zwyczajni Niemcy przypisal narodowi niemieckiemu bieg dziejow tak szczegolny, ze inscenizacja Zaglady miala byc tylko naturalnym etapem ich cywilizacyjnego rozwoju. Holocaust wedle Goldhagena byl nie aberracja historii, ale urzeczywistnieniem szczegolnych - wlasciwie jedynie Niemcom - predyspozycji kulturowych. Wierze bez reszty, iz pamieci o Zagladzie nigdy zbyt wiele, ale nie kazda z nowych tez wytrzymuje probe racjonalnej analizy.
A wiec ad rem: nie, to nie Europa wydala Zydow Niemcom i nie Europejczycy ich wymordowali. Uczynil to rezim hitlerowski w Europie skrwawionej i ujarzmionej, choc - jak slusznie pisze Dawid Warszawski - pomagali mu przy tym "jakze liczni Francuzi i Polacy, Litwini i Chorwaci, Wlosi i Wegrzy". Istotnie, pomagali. Ktos madry, kto tekst Warszawskiego czytal razem ze mna, zauwazyl ze smutkiem, ze pomagali takze Zydzi.
Tu mozna sie zachnac: Zydzi, jak nikt inny poza Cyganami, skazani byli na smierc automatycznie, z racji genow. Nikt bezwarunkowo nie skazywal na smierc Francuzow czy Wegrow. Kazdy poszczegolny Zyd byl przeto ofiara, niezaleznie od roli, jaka zdarzylo mu sie odegrac w dowolnym z tragicznych urywkow czasu i przestrzenii Holocaustu. Holender czy Dunczyk zglaszajacy sie na ochotnika do SS "Nordland" ofiara nie byl. Ale na liscie Dawida Warszawskiego Holendrow ani Dunczykow nie ma. I slusznie.
Pisze "slusznie" nie dlatego, ze krol dunski - jak glosi czesto przywolywana opowiesc - zalozyl na ramie opaske z szescioramienna gwiazda, i nie dlatego, ze liczba olenderskich nazwisk na pomniku Sprawiedliwych w jerozolimskim Instytucie Yad Vashem jest tak duza. Wspoludzial w Zagladzie czy - by uzyc wyrazenia Dawida Warszawskiego - pomaganie w Zagladzie nie jest kwestia symboli. Nie jest nawet kwestia liczb.
Jest kwestia wyroku historii. Kazdy aspekt Zaglady winien byc w najdrobniejszych szczegolach badany i analizowany. Jednak zadne z tych badan i analiz nie moze zawezic ani rozszerzyc odpowiedzi na pytanie, czyim - i wylacznie czyim - dzielem byl Holocaust. Odpowiedzi tej, precyzyjnie i niedwuznacznie, udzielila juz historia. Nie da sie stwierdzic, czy przy wydawaniu owego osadu kazde zdzblo materialu dowodowego zostalo nalezycie wziete pod uwage. Mozliwe, ze nie. Ale nawet jesli tak sie stalo, werdykt, ktory zapadl, apelacji nie podlega.
Europa nie wydala Zydow Niemcom na Zaglade, ale w historie nowozytnej Europy wpisana jest brutalna i odrazajaca tradycja antysemityzmu. Podejrzewam, ze to wlasnie mial na mysli Dawid Warszawski. Ze, piszac o wspolnocie interesow, jaka w kwestii zydowskiej laczyla wojennych wrogow, uzyl pewnego skrotu myslowego. Przedwojenna Europa - swiatla, nieskalana, ta sama, do ktorej wzorow tak czesto sie dzis odwolujemy - dopuszczala bicie Zydow i numerus clausus, dopuszczala otwarta dyskryminacje. Nawet najbardziej antysemickie zachowaniania nie wykraczaly poza wachlarz postaw dopuszczalnych spolecznie, nie byly traktowane jako patologia. Od tego, jak sadze, Dawid Warszawski wyprowadza swoja teze o konsensie mordercow. Ale i to, moim zdaniem, nie jest prawda.
W skrocie: wyjatkowosc Zaglady polega na tym, ze nie sposob jej, a takze jej genezy, zamknac w pozornie logicznym ciagu wydarzen. Zaglada nie byla dzielem czarnosecinnych troglodytow, organizatorow kiszyniowskich rzezi. Zaglade wymyslila i wykonala cywilizacja niezaprzeczalnie wysoka, do ostatka dbajaca nie tyle o pozory, ile o wlasna, horrendalnie pojmowana, wizje cywilizacyjna: do poczatku lat 40-tych graly w hitlerowskich Niemczech zydowskie orkiestry symfoniczne, spiewaly zydowskie chory.
Przedwojenny korporant, miazdzacy kastetem twarz zydowskiego studenta, istotnie stanowil przyklad patologii. Byla to patologia spoleczna i patologia indywidualna - ale nie istnieje zadna mapa wytyczajaca dalsza droge owego opryszka, ktora by prowadzila w schemat aparatu Zaglady. Najbardziej nikczemnie antysemickie zachowania byly tylko tym: zachowaniami antysemickimi, ale Zaglady nie da sie przeciez opisac w kategoriach antysemityzmu.
I jeszcze jedno. Dawid Warszawski pisze, ze "Zydow po wojnie mordowano nadal." Przypomina pogrom kielecki i inne pogromy. Ich ofiary, moze najtragiczniejsze, to rowniez prawda tamtego czasu.
Nie ma i nie moze byc zadnej proby wytlumaczenia tamtych zbrodni, ale i tu odrzucam teze o paneuropejskiej odpowiedzialnosci. Wytlumaczenia byc nie moze, ale tamta fala pogromow, ktora przetoczyla sie przez miejsca wciaz jeszcze zasnute smugami krematoryjnych dymow, fala morderstw dokonanych na ludziach jeszcze na wpol umarlych - tamte pogromy mialy swoj kontekst. Dokonaly sie w konkretnym czasie i w konkretnej geografii, po szesciu latach absolutnego odczlowieczenia Zyda, po dehumanizacji tak kompletnej, ze historia nie znala podobnego przypadku. Kielce nie byly czescia Zaglady - ale to Zaglada stworzyla kontekst, w ktorym staly sie rzeczywistoscia.
Nie pisze tego gwoli usprawiedliwienia mordercow ani nawet gwoli dzielenia historycznego wlosa na czworo. Tekst Dawida Warszawskiego jest tekstem rocznicowym, pisanym z okazji polwiecza powstania Izraela i 55-tej rocznicy powstania w Getcie Warszawskim. Czytalem ten tekst uwaznie i wielokrotnie. Za kazdym razem uderzal mnie w nim ogrom bolu, bezposredniego i nie ulagodzonego czasem, jaki jego autor wciaz odczuwa. Podzielam ten bol. Ale tym bardziej pragne pamietac, kto nam go sprawil.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||