Zamieszczamy w Zwojach artykul Dawida Warszawskiego o Zagladzie i krzyzu w na terenie obozu w Auschwitz, dwa teksty z nim polemizujace, odpowiedzi Warszawskiego i artykuly redaktora i czytelnika Zwojow o problemach poruszonych przez Dawida Warszawskiego. Przedruki wszystkich artykulow nastepuja za zgoda Autorow.  (AMK)




MIESZKAJAC NA ZIEMI POPIOLOW





DAWID WARSZAWSKI


     Tegoroczny Marsz Zywych odbywa sie w 50-ta rocznice powstania Izraela i w 55-ta rocznice powstania w Getcie Warszawskim. Stanowi przejmujace przypomnienie tego, przeciw czemu, a poniekad - jakkolwiek by to wstretnie brzmialo - takze i dzieki czemu Izrael powstal. Niezaleznie od wszelkich politycznych uzytkow, jakie z Marszu i z tych rocznic sa i beda robione, jedno musi pozostac w swiadomosci Zydow i nie-Zydow: Izrael powstal dlatego, ze Europejczycy w Europie wymordowali narod zydowski.

     Zgoda na utworzenie zydowskiego panstwa podyktowana byla checia ekspiacji - i koniecznoscia pozbycia sie niedobitkow ofiar. By nie draznili sumien swa obecnoscia. I by ich dalsze mordowanie nie przypominalo zbyt dobitnie, ze Niemcy byli jedynie wykonawcami dziela calego kontynentu.

     Zydow bowiem po wojnie mordowano nadal. Pamietamy o pogromie kieleckim: przypomnial o nim Marek Edelman, odbierajac z rak prezydenta Order Orla Bialego. Ale jest to tylko jeden z powojennych pogromow - zapewne najwiekszy, lecz nie wyjatkowy. Nie znamy liczby ofiar rzezi Zydow w wyzwolonym przez Armie Czerwona Minsku ani liczby ofiar w innych miejscowosciach Bialorusi i Ukrainy. Wiemy o malych pogromach na Slowacji i Wegrzech - trzech zabitych tu, pieciu tam - i o systematycznym mordowaniu pojedynczych zydowskich niedobitkow, ktorych liczby ni nazwisk nigdy do konca nie poznamy. Ledwo udalo im sie uciec z niemieckiej statystyki smierci, lecz nie zdazyli sie zapisac do statystyki zycia. Ta byla liczona poza granicami kontynentu.

     A raczej: liczona byc mogla. U wybrzezy Palestyny brytyjska marynarka zatrzymywala statki z zydowskimi uchodzcami, strzelala, zabijala. Uchodzcow deportowano na Cypr lub z powrotem do Europy. Czasem osadzano ich w tych samych niemieckich obozach, z ktorych udalo im sie zbiec. W okupowanej przez Anglikow Libii, bylej wloskiej kolonii, pogrom szalejacy przez cztery dni pod koniec 1945 roku - przy pelnej bezczynnosci wladz - kosztowal zycie przynajmniej 167 Zydow. W Palestynie Zydzi gineli w arabskich atakach terrorystycznych - i sami odpowiadali terrorem. Takze wobec Anglikow, ktorzy - odkad padl faszyzm, z ktorym wspolnie walczyli - byli dla Zydow juz tylko okupantami. Europejskimi wspolnikami smierci.

     O tym wszystkim trzeba bedzie pamietac, gdy tysiace mlodych Zydow pod izraelskimi sztandarami - obojetnych na Polske, przed ktora maszeruja - isc bedzie z Auschwitz do Birkenau. To prawda, ze to Niemcy byli architektami i wykonawcami Zaglady. Ale pomagali w tym dziele jakze liczni Francuzi i Polacy, Litwini i Chorwaci, Wlosi i Wegrzy. Bohaterskie, wyjatkowe czyny jednostek i grup z wszystkich narodow, nawet Niemcow, tego obrazu nie zmienia. Europa wydala Zydow Niemcom na Zaglade.

     Dla Zyda aresztowanego przez francuskiego zandarma, wywiezionego do niemieckiego obozu smierci, ktory cudem uciekl z transportu po to tylko, by zostac przez polskiego chlopa wydany ukrainskim askarom, fakt, ze narody owe, procz polowania na Zydow, toczyly miedzy soba walke na smierc i zycie, musial miec drugorzedne znaczenie. W kwestii Zydow bowiem zwasnione nacje rozumialy sie znakomicie.

     Tego doswiadczenia - mieszaniny przerazenia, samotnosci, wyobcowania i lodowatej nienawisci - nie zrozumie chyba nikt, kto wowczas nie byl tropiony. Nastepnym pokoleniom Zydow w Europie latwiej je jednak pojac niz innym ludziom. Otrzymalismy w spadku wyostrzony wzrok i sluch - i brak zludzen. Odnotowujemy kazde "Jude raus" na warszawskiej ulicy, kazda demonstracje neonazistow w Niemczech, kazdy glos oddany na Le Pena we Francji. Wiemy, ze nasze tutejsze swiadectwa obywatelstwa moga miec ograniczona trwalosc. Dlatego, choc nie tylko dlatego, Izrael jest i pozostanie nam tak bliski. Tylko tam mamy stale, nieusuwalne, niepodwazalne prawo do zycia.

     Mlodzi Izraelczycy nie maja za soba tej szkoly. Udzial w Marszu Zywych to ich pierwsza podroz do jadra ciemnosci. Do miejsca, ktore nie mniej niz gotyckie katedry i uniwersyteckie czytelnie jest wyrazem istoty Europy. I gdy slysza - a slysza - gwizdy i wyzwiska, gdy na ich autokary padaja kamienie, to wiedza, ze wtedy i teraz jest pod pewnym wzgledem tak samo. Ze Europa, ludobojcza Europa, raz jeszcze pokazuje Zydom swa prawdziwa twarz.

     Takie zarazem jest przeslanie Marszu. Jego organizatorzy chca, by uczestnicy nabrali przekonania, ze Polska, ze Europa - to smierc, a Izrael - zmartwychwstanie. Chca nadal, jak glosil klasyczny syjonizm, "zanegowac diaspore," jedyny wyjatek czyniac dla amerykanskiej, ktorej sukcesu z niczym, od czasu wygnania Zydow z Hiszpanii, nie da sie porownac. To zanegowanie diaspory, ta wrogosc wobec Zydow, ktorzy wybieraja pozostanie w Europie, godzi w nas, europejskich Zydow, i nas obraza.

     Ale wiemy przeciez, ze organizatorzy Marszu myla sie jedynie w tym, ze zdaja sie twierdzic, iz tu juz zawsze tak bedzie. My nasz relatywny optymizm opieramy na przeswiadczeniu, ze tu tak zawsze byc nie musi. Wiemy jednak, ze moze. Wiemy tez, ze organizatorzy Marszu mniej byliby pewni wyjatkowosci amerykanskiej diaspory, gdyby swoj marsz poprowadzili przez Harlem. Zawsze jest niebezpieczni prowadzic bogate dzieci przez biedny kraj.

     Zwlaszcza gdy sie je uczy kraj ten lekcewazyc, pogardzac nim. Haniebne zwroty o nienawisci do Polakow za ich udzial w okrucienstwach wojny zostaly wreszcie w tym roku usuniete z broszur, ktore dostaja uczestnicy. To sukces tych wszystkich, ktorzy zdania te publicznie potepili - w tym polskich Zydow, a takze, w jakims stopniu, redakcji Midrasza. Sukces ten jest zarazem przejawem czegos wazniejszego: sam Marsz sie zmienia. W roku ubieglym po raz pierwszy na ceremonii otwarcia przemowila mloda polska Zydowka, Ruta Spiewak. Dotad my, polscy Zydzi, traktowani bylismy podejrzliwie: jako durnie, a byc moze odszczepiency. Jak inaczej wytlumaczyc, ze Zyd z wlasnej woli pozostaje w takim miejscu ?

     Nie bede tlumaczyl. Powiem tylko, ze wiekszosc ludzi, ktorych kocham, tu wlasnie zyje. I to przesadza o mojej decyzji.

     W tym roku po raz pierwszy organizatorzy Marszu zgodzili sie, by wziela w nim udzial grupa niezydowskiej polskiej mlodziezy. Nie wiem, czy po stronie polskiej jest wystarczajace zrozumienie dla wymiaru tego gestu. Bol, ktorego doswiadczamy, myslac o Auschwitz, czujac Auschwitz kazdym sciegnem duszy, idac droga z Auschwitz do Birkenau po ziemi przemieszanej z prochami calego narodu, jest czyms tak dojmujacym, ze nic nigdy nie zdola go ukoic. Ten Marsz, choc publiczny, jest najbardziej intymna z zydowskich spraw. W tym roku po raz pierwszy nie-Zydzi zostaja do tej intymnosci dopuszczeni. Dlatego po prostu, ze zrozumiano, iz dalsza odmowa oznacza odrzucenie ich bolu, zniewage ich cierpienia i woli solidarnosci.

     Ale trzeba brutalnie powiedziec, ze roznicy miedzy nami to nie znosi. Polski narod - dzieki Bogu, bo nie dzieki sojusznikom - nie zostal wymordowany. Istnieje. Jest czescia Europy, ktora podczas swej - trwajacej z przerwami pol wieku - wojny domowej zawsze znajdowala czas, by mordowac Zydow. Nie ma, rzecz jasna, zbiorowej odpowiedzialnosci za czyny. Ale jest - za historie.

     A historia Europy jest chrzescijanska. Stwierdzenie takie budzic musi protest, gdy jest stawiane jako norma, pozostaje jednak prawdziwe jako opis. I symbolem tej chrzescijanskiej Europy jest krzyz. Ten, ktory goruje nad obozowym murem. Ten, o ktory trwa kolejny juz, straszliwie bolesny i straszliwie niebezpieczny oswiecimski konflikt.

     W doswiadczeniu europejskich Zydow chrzescijanstwo przygotowalo grunt pod Zaglade. Ten krzyz w Auschwitz to w naszych oczach znak przesladowcow, nie ofiar. Wzniesienie go na cmentarzu zydowskich ofiar chrzescijanskiej Europy nas zniewaza. Slowa te nalezy traktowac jak najbardziej doslownie. Sadze, ze chrzescijanie maja tyle samo szans, by przekonac Zydow, iz krzyz jest w istocie symbolem milosci, co - mutatis mutandis - Zydzi, by przekonac Palestynczykow, ze gwiazda Dawida jest znakiem bezbronnych i przesladowanych. A przeciez tamten konflikt trwa pol wieku, nie tysiac lat, i nie bylo w nim systematycznych mordow ni ludobojstwa.

     To musza zrozumiec chrzescijanie. A Zydzi ?

     My musimy zrozumiec dwie rzeczy - i z zadna nie bedzie nam latwo. Po pierwsze, ze krzyz zostal postawiony nie przeciwko nam. Po drugie, ze zostal postawiony dla waznych chrzescijanskich racji.

     Dla wiekszosci Zydow to, co sie dzieje w Auschwitz i Birkenau, ich dotyczy i do nich jest adresowane. Polska, nie-zydowska martyrologia tego miejsca jest im niemal nie znana. Doswiadczal tego wielokrotnie np. senator Wladyslaw Bartoszewski, ktory, gdy mowil za granica, ze jest bylym wiezniem Auschwitz, slyszal w odpowiedzi: - Nie wiedzialem, ze pan jest Zydem.

     Dla Zydow Auschwitz jako miejsce ich Zaglady jest symbolem tak poteznym, ze nie ma tam miejsca na inne znaki, tresci, czy wartosci. Musimy zrozumiec, ze dla Polakow Auschwitz jest symbolem ich martyrologii. To, ze jako narod ucierpieli nieporownanie mniej niz Zydzi, nie ma tu wiele do rzeczy. Z uczuciami jednej i drugiej strony nie ma co dyskutowac. Ten krzyz nas zniewaza - ale nie po to zostal wzniesiony.

     Zostal wzniesiony, by upamietnic miejsce, gdzie jedni Europejczycy-chrzescijanie mordowali innych chrzescijan-Europejczykow. Chrzescijanski krzyz jest dla chrzescijan wlasciwym sposobem upamietniania takich miejsc. Nie jest jednak czyms wlasciwym na zydowskim cmentarzu.

     Jak z tego wyjsc ? Nie wiem. Byc moze racje miala pewna kobieta, ktora podczas audycji radiowej na zywo zaproponowala, zeby wobec tego wywiezc stad te zydowskie prochy do Izraela. Dodala, ze chrzescijanie chetnie zloza sie na pokrycie kosztow tej operacji. Sluchalem jej z napieta uwaga - w nadziei, ze uslysze w jej glosie nienawisc, ktora by uzasadniala niewiarygodna podlosc tej propozycji. Ale nie. Moja radiowa rozmowczyni byla przekonana, ze mowi z jak najlepsza wola znalezienia kompromisu.

     Tyle tylko, ze nie da sie tego zrobic. Nie usuniemy z ziemi, wody, powietrza Europy naszych prochow, spalonych w ogniu europejskich piecow dla ludzi. Zostaniemy tu - choc czasem myslimy, jedni i drudzy, ze lepiej byloby moc sie rozstac. Zostaniemy tu, podobnie jak - znow mutatis mutandis - pusty grob Jezusa z Nazaretu pozostanie w sercu Jerozolimy, choc wlasnie na swojej ziemi Zydzi woleliby nie widziec krzyzy. Nikt jednak ich z Jerozolimy nie wyrzuca.

     W Auschwitz - miejscu smierci nie jednego Zyda, lecz miliona - krzyzy jednak byc nie powinno.

     Nie ma dobrego rozwiazania, jest jednak precedens. W Auschwitz, w celi smierci Maksymiliana Kolbe, jest jego kaplica i wisza tam krzyze. Nikogo nie zniewazaja, bo przychodza tu tylko ci, ktorzy pragna widziec krzyze w tym miejscu. Mnie nie przeszkadza w modlitwie swiadomosc, ze one tam sa. Mnie w modlitwie w Auschwitz przeszkadza swiadomosc tego, gdzie jestem.

     Krzyz - mniejszy, nie gorujacy nad obozem - bylby w oswiecimskiej zwirowni zniewaga tylko dla tych, ktorzy chca byc zniewazeni. Ktorzy odszukaliby go, by potwierdzic swa wrogosc i bol.

     Rozumiem ich uczucia. Rozumiem tez uczucia tych, ktorych raza krzyze na wiezyczce kosciola w Brzezince, znakomicie widoczne z krematorium w Birkenau. Ale kosciol ten, inaczej niz oswiecimski krzyz, nie stoi na terenie obozu. Krzyze nie sa osmiometrowej wysokosci. Jest jakas granica tego, czego mozemy realistycznie zadac w imie naszego bolu.

     A wiec musimy rozmawiac. Negocjowac terminy i rozmiary, porownywac szkodliwosc politycznych konfrontacji i koszta ustepstw. Prozno chyba liczyc, ze niestosownosc calego sporu, ze niewlasciwosc obecnosci krzyza w takim miejscu bedzie zrozumiana sama przez sie. Propozycja zbiorowej wywozki popiolow jako sposobu zalatwienia sprawy pokazuje, jak dalece - ponad pol wieku po wygasnieciu piecow - Auschwitz nadal zatruwa ludzkie dusze. Antysemickie wystapienia czolowego dotad katolickiego rzecznika dialogu pokazuja, ze nie jest to jedynie kwestia braku wiedzy czy wyksztalcenia.

     Nie mozemy na to, jak Naczelny Rabin Polski, powiedziec: stanowisko tamtej strony nas "nie obchodzi." Obchodzic musi, nawet - zwlaszcza - jezeli uwazamy je za niesluszne czy nie do przyjecia. Negocjujmy na chlodno, sprawdzajmy granice mozliwych kompromisow. Ale nie miejmy juz zludzen, ze negocjujemy w oparciu o te same wartosci. Inne mamy doswiadczenia i inaczej widzimy swiat.

     I to wlasnie jest kleska. Dla Zydow i dla Europy. Okazuje sie bowiem, ze Auschwitz - miejsce, do ktorego kazdy winien podchodzic z przerazliwa zgroza w sercu, ktorego bramy winno sie przekraczac tylko za cene skrajnego wysilku duszy, w ktorym nikt nie smialby pozostawic swojego znaku czy godla - zostal oswojony. Wspolnym wysilkiem masowej turystyki do Disneylandu, horroru i politycznych rozgrywek w tym miejscu toczonych, udalo sie zagluszyc trwoge zen bijaca.

     A winnismy czuc ja stale. Wlasnie brak trwogi winien budzic trwoge. Bo wiemy juz, ze to bylo mozliwe. Jedynie trwoga stanowi bariere, tak niepewna i krucha, przeciw powrotowi koszmaru. Niekoniecznie przeciw Zydom: sa Romowie, Bosniacy, imigranci. Gdy Europejczycy nie boja sie sami siebie, bac sie powinni wszyscy inni.

     Marsz Zywych wyjdzie przez brame glowna obozu i skreci w lewo, ku Brzezince. Plecami do krzyza, ktorego tego dnia strzec beda szczegolnie czujne oddzialy policji. Prosto ku wysypiskom ludzkich popiolow w Birkenau. A potem zaszlochaja wspolnie i zapala znicze. A potem odjada i odleca - i odetchna, i odzyja.

     Niczego z tego nie beda w stanie uczynic Zydzi i nie-Zydzi, mieszkancy ziemi popiolow.

Gazeta Wyborcza nr 93, 4 kwietnia 1998;
przedruk za zgoda Autora







Copyright © 1997-1999 Zwoje