
Dumie z otrzymania najwyzszego polskiego odznaczenia towarzyszy gleboka satysfakcja, ze otrzymuje je z rak Pana, Panie Ministrze. Znamy sie od dawna, jakkolwiek w pierwszym okresie na odleglosc, z wzajemnych lektur. Poznalismy sie osobiscie w maju 1989 roku. Do Rzymu przyjechala delegacja "Solidarnosci" na zaproszenie wloskich zwiazkow zawodowych. Wtedy wlasnie, w jednej z przerw w waszych zajeciach, przegadalismy dwie godziny w cztery oczy. To spotkanie pozostawilo we mnie gleboki, radosny slad. Nie jest wcale drobnym i malo znaczacym faktem nasz wspolny udzial w swiezym rzedsiewzieciu wydawniczym: wkrotce ukaze sie w "Czytelniku" przeklad polski Historii Europy w XIX wieku Crocego z Pana przedmowa i z moim poslowiem. Jako mlodziutki student Uniwersytetu Warszawskiego, tuz przed wybuchem drugiej wojny swiatowej, przejalem sie konceptem Crocego "religia wolnosci." I z nim wyruszylem na wojne.
Zanim przejde do kilku wyznan z okazji dzisiejszej ceremonii, chcialbym powitac kilka bliskich mi osob wsrod sluchaczy: ambasadora Francji w Warszawie, Benoit D'Aboville, ktorego poznalem jako ambasadora Francji w Pradze; mojego przyjaciela od wielu lat, senatora Wladyslawa Bartoszewskiego; mojego mlodszego przyjaciela takze od wielu lat, Stefana Frankiewicza, obecnego ambasadora Rzeczypospolitej przy Stolicy Apostolskiej, niegdys wiceredaktora edycji polskiej Osservatore Romano, pozniej redaktora miesiecznika Wiez w Warszawie.
Dziekujac z calego serca Wysokiej Kapitule Orderu Orla Bialego za przyznanie mi tego zaszczytnego odznaczenia, mam prawo sadzic, ze zostalo mi ono przyznane nie tylko za moj dorobek pisarski, ale takze - a moze przede wszystkim - za moja dzialalnosc publiczna. O niej wiec pragne powiedziec pare slow, w formie krotkiego szkicu autobiograficznego, prawie dokladnie na rok przed moimi osiemdziesiatymi urodzinami.
Nazajutrz po klesce wrzesniowej 1939 roku wraz z grupa moich uniwersyteckich przyjaciol, zwiazanych ze Stronnictwem Demokratycznym, zalozylem jedna z pierwszych w Warszawie organizacje konspiracyjna Polska Ludowa Akcja Niepodleglosciowa, PLAN. W dalszych latach wojny nasze drogi rozeszly sie na ogol, tak ze w roku 1991, podczas mojej pierwszej podrozy powojennej do Polski, moja rozmowa z bylym szefem PLAN-u skonczyla sie obopolnym stwierdzeniem, ze nie mamy sobie nic waznego do powiedzenia. W kazdym razie pod koniec 1939 roku zapadla w Warszawie decyzja, ze sprobuje przez teren okupacji sowieckiej przedrzec sie na Zachod, aby nawiazac kontakt z wladzami RP na wygnaniu. NKWD aresztowalo mnie w marcu 1940 r. pod Grodnem. Dwa dalsze lata to okres opisany w mojej ksiazce Inny swiat. Lata ciezkie, o czym wiedza czytelnicy Innego swiata, tak ciezkie, ze na krotko przed zwolnieniem mlodego i silnego kiedys chlopaka zakwalifikowano do baraku zwanego Trupiarnia. A jednak, paradoksalnie, nie byl to czas jedynie ciezki i calkowicie stracony. Zobaczylem "kuchnie" ustroju sowieckiego, co dawalo mi wyzszosc w pozniejszych rozmowach z utytulowanymi "sowietologami." Z wyjatkiem mojego zmarlego przyjaciela, profesora Michala Hellera, autora historii ZSRR Utopia u wladzy, ale Heller, student historii Uniwersytetu Moskiewskiego, odsiedzial w lagrach sowieckich piec lat.
Choc z duzym opoznieniem, pakt Sikorski - Majski otworzyl przede mna brame obozu. W Kazachstanie wstapilem do Armii Polskiej, organizowanej w ZSRR, armii bylych wiezniow dowodzonej przez bylego wieznia. Z rozmaitych wzgledow przeniesiono nas niebawem na Bliski Wschod. Tam odbywalo sie szkolenie wynedznialych, pokrytych sladami cyngi zolnierzy. Bylismy przeznaczeni do udzialu w kampanii wloskiej. Uczestniczylem w bitwie pod Monte Cassino i w innych bitwach az do linii Gotow. Chcialem tego, podobnie jak chcieli tego moi koledzy z 2 Korpusu, chociaz po Teheranie wiadomo juz bylo, jaki czeka nas los. "Z tej wojny nie wypada wracac", powiedzial wybitny pisarz polityczny Adolf Bochenski, ktory zginal pod Ancona rozladowujac mine. Moze to zbyt krancowe, lecz pewne jest, ze w tej wojnie nieodparta byla potrzeba bicia sie za wszelka cene.
Po skonczonej kampanii wloskiej przeniesiono mnie do Rzymu, do redakcji tygodnika 2 Korpusu Orzel Bialy, gdzie powierzono mi redagowanie dzialu literackiego. W "Bibliotece Orla Bialego" wyszla moja pierwsza ksiazeczka Zywi i umarli. Jak z tego widac, od dosc dawna bylem w niezlych stosunkach z ptakiem z polskiego godla narodowego...
W powojennym Rzymie pozostala niewielka grupa osob w mundurach wojskowych pod wodza Jerzego Giedroycia. Nalezalem do niej. Postanowilismy zalozyc Instytut Literacki, wiedzac, ze emigracja zapowiada sie na dlugo i ze jedyna bronia emigrantow politycznych jest drukowane slowo. Zglosilem projekt wydawania miesiecznika Kultura. Pierwszy, rzymski numer podpisany jest przez dwoch redaktorow, przez Giedroycia i przeze mnie. Po pierwszym numerze Kultura przeniosla sie do Paryza, a ja z pierwsza zona pojechalem do Londynu. Pod koniec pobytu w Londynie przyjalem posade w monachijskiej Wolnej Europie, w niezwyklej rozglosni kierowanej swietnie przez Jana Nowaka-Jezioranskiego. Do "Kultury" wrocilem juz z Neapolu, dokad zaprowadzilo mnie moje drugie malzenstwo. Przez lata jezdzilem do Maisons-Laffitte w kazdym kwartale na jeden miesiac. Az do mojego rozstania z Giedroyciem po odzyskaniu niepodleglosci, w ktore wierzylismy obaj niezachwianie. Nie ukrywam, ze to rozstanie bylo dla mnie bardzo bolesne. Ale nikt i nic nie zmusi mnie do powiedzenia zlego slowa o wielkim dziele Jerzego Giedroycia. Moja rana zas podgoila sie i goi dalej dzieki stalej wspolpracy z Plusem Minusem, tygodniowym dodatkiem do Rzeczpospolitej. I dzieki przyjazni z jego wspolredaktorka, Elzbieta Sawicka.
Tak dobieglismy do konca. W roku 1989 przestalem byc pisarzem emigracyjnym, a stalem sie pisarzem polskim zamieszkalym w Neapolu. Powiedzialem to, odbierajac doktorat honorowy na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Powtorzylem w zeszlym roku, odbierajac doktorat honorowy na lubelskim Uniwersytecie Marii Curie-Sklodowskiej. Moje ksiazki, niegdys surowo zakazane w najlepszym z ustrojow, wychodza normalnie w "Czytelniku" kierowanym przez Henryka Chlystowskiego. W tym roku jeszcze ukaze sie dziesiaty, ostatni tom moich "Pism zebranych" pod redakcja Zdzislawa Kudelskiego, doktora polonistyki KUL-u. Z Wlodzimierzem Boleckim, polonista warszawsko-lodzkim, lacza mnie mocne wiezy przyjazni i wspolpracy. I oto teraz ukoronowanie calego zycia, ktore odbieram z Pana rak, Drogi Panie Ministrze.
Ktos taki jak ja, kto spedzil ponad polowe zycia w obcym kraju, nie moze nie nazywac go druga ojczyzna. Tym wlasnie sa dla mnie Wlochy. Z Wlochami laczy mnie nie tylko to, ze zalozylem tu rodzine. Podczas wojny walczylem o wolnosc waszego kraju od Monte Cassino po Linie Gotow, zostalem odznaczony wloskim Krzyzem Wojennym. We Wloszech - ktorych problemy i trudnosci znam tak samo dobrze, jak wy - znalazlem nadzwyczajna serdecznosc i dobroc, ktorych brakowalo mi w Anglii, Francji, czy w Niemczech, gdzie jako wygnancowi politycznemu przyszlo mi spedzic czesc zycia.
Jednak nie wszystko zloto, co sie swieci. Kiedy w 1955 roku zamieszkalem w Neapolu, komunisci sprawowali jeszcze nadzor nad duza czescia wloskiego zycia kulturalnego, co dla mnie - pisarza i na dodatek antykomunisty - bylo sprawa istotna. Czulem sie jak zadzumiony. Co nie oznacza oczywiscie, ze zjawisko to ograniczalo sie wylacznie do Wloch. Pewnego razu Czeslaw Milosz, ktory pozniej otrzymal Literacka Nagrode Nobla, wyjawil mi, ze jak zadzumiony czul sie rowniez w Paryzu, gdzie zamieszkal krotko po zerwaniu z polskim rezimem komunistycznym. Chodzilo o slynna na Zachodzie "postepowosc," ktora sprawiala, ze wygnaniec ze szczesliwych panstw Europy Wschodniej z zalozenia mogl byc tylko dziwnym i niebezpiecznym zwierzeciem, ktore nalezy trzymac z daleka. Nie przez przypadek przeciez w tym czasie komunistyczny dziennik Paese Sera opublikowal zadanie wydalenia mnie z Wloch.
Po rewolucji wegierskiej w 1956 r. sytuacja zaczela sie stopniowo zmieniac. W Rzymie powstalo pismo Tempo Presente pod redakcja Silonego i Chiaromontego, ktore zaoferowalo mi scisla wspolprace. Kiedy to wspaniale pismo zakonczylo dzialalnosc, nowy dyrektor Corriere della Sera Giovanni Spadolini zaproponowal mi, abym pisal na lamach jego gazety. Po rozlamie w redakcji Corriere della Sera przeszedlem do Giornale, ktorym kierowali Montanelli i Bettiza. Potem jednak przerwalem wspolprace z Montanellim, ktorego zafascynowal general Jaruzelski i znalazlem schronienie w turynskiej Stampa, wowczas kierowanej przez Enzio Mauro. Dzis, bedac czlowiekiem starym i niezmiernie przywiazanym do Neapolu, na poczatku raczej nienawistnego, postanowilem zwiazac sie z dziennikiem neapolitanskim Mattino.
Moj serdeczny przyjaciel i doskonaly znawca zarowno jezyka polskiego, jak i problemow mojego kraju rodzinnego Francesco Cataluccio wprowadzil mnie do wydawnictwa Feltrinelli. Zwiazalem sie wiec z tym wydawnictwem, podczas gdy wiele moich ksiazek tlumaczono takze na jezyki obce. Pisze w jezyku ojczystym, a wloskiego osmielam sie uzywac jedynie piszac artykuly do gazet.
Kiedy upadl komunizm - ze tak sie stanie zawsze bylo dla mnie rzecza oczywista, a moje watpliwosci dotyczyly tylko tego, czy zobacze ten upadek na wlasne oczy - nawet takie gazety jak Unita odnotowaly moje istnienie w swych recenzjach, czasami entuzjastycznych. Mam nadzieje, ze nie grzesze zbytnia pycha wspominajac moje dwie pierwsze wloskie nagrody literackie: Premio Viareggio Internazionale i Premio Siracusa.
A moj kraj ojczysty? W czasie gdy wiodlem dosc samotne zycie w Neapolu, zaczalem regularnie jezdzic do Paryza, gdzie uczestniczylem w pracach wspanialego pisma Kultura. Bylo to, z punktu widzenia narodowego, moje sztuczne pluco. Kiedy do Polski wrocila wolnosc i demokracja, rowniez ja zmartwychwstalem w mojej ojczyznie. W Polsce zaczeto publikowac moje ksiazki, w tym roku ukaze sie dziesiaty tom moich pism zebranych. Inny swiat, tak bardzo znienawidzony i przesladowany w czasach komunistycznych, zostal wydany w 400-tysiecznym nakladzie i jest lektura szkolna.
Otrzymujac z rak ministra Geremka najwyzsze polskie odznaczenie Order Orla Bialego, ja, niemal osiemdziesieciolatek, nie moge nie spojrzec wstecz na dwie rownolegle drogi mojego zycia: ponad pol wieku pracy pisarskiej i ponad pol wieku dzialalnosci politycznej zaangazowanej w walke o niezaleznosc i demokracje mojego kraju rodzinnego. Te dwie drogi polaczyly sie dzis na uroczystosci, w ktorej byli panstwo laskawi uczestniczyc.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||