Ponizszy artykul jest esejem znanego historyka i polityka. Przedruk w Zwojach za zgoda Autora. (AMK)

Grecy przedstawiali muze historii - Klio, jako postac kobiety ze zwojem papirusow w dloniach. Na tych zwojach mialy byc spisane "czyny i rozmowy." Klio byla jedna z dziewieciu muz, opiekunek sztuk. Madrzy starozytni uwazali historie za dziedzine sztuki wlasnie, nie wiedzy. Tylko sztuka bowiem odpowiada nam na najbardziej zasadnicze pytania: jak i po co zyc? I jezeli historia ma nam odpowiadac na te pytania, jezeli ma byc - jak chcial Cyceron - nauczycielka zycia, to - doprawdy - musi byc tez i sztuka.
Osoby, przez ktore realizuje sie historia mozna by podzielic na dwie jakby kategorie. Pierwsza tworza tacy, ktorzy Odcisneli na niej swoje pietno, ktorzy naznaczyli ja swoja osobowoscia. W polskiej historii ostatniego stulecia naleza do nich Jozef Pilsudski i Wincenty Witos. Ich muza historii szanuje. Jest im nawet - rzeklbym - ulegla. Ale zwlaszcza tego drugiego - na swoj sposob nie kochala i nie kocha.

Druga kategorie tworza ludzie przez historie wybrani. Tacy, na ktorych ona - nie zas oni na niej - odcisnela swoje pietno. Bywa im jakos przychylna, gdyz zawsze sprawia, ze znajduja sie we wlasciwym czasie i na wlasciwym miejscu. W teatrze zdarzen, na politycznej scenie wysuwa ich na miejsce solisty, przed linie choru. Do takich postaci w historii Polski naszego stulecia nalezy, sadze, miedzy innymi, czy moze zwlaszcza - Wladyslaw Sikorski.
Wojskowym nie byl przeciez najwybitniejszym. Byl dobrym organizatorem - typem bardziej sztabowca czy kwatermistrza, niz dowodcy, wodza prowadzacego blyskotliwe operacje. Prawdziwie dowodzil jedynie 5 Armia w 1920 roku. Robil to moze bez wlasciwego wielkim wodzom esprit, jednak dzielnie i sumiennie - po prostu lege artis. Potrafil jednak opisac to przekonywujaco w ksiazce Nad Wisla i Wkra. Trafnie umial w niej dowiesc, ze przesilenie w "Bitwie Warszawskiej" nastapilo w okolicach Nasielska. I na tym przykladzie widzimy, ze umial poslugiwac sie zarowno szabla, jak i piorem.
Byl Wladyslaw Sikorski wybitnym teoretykiem wojskowosci. Jego wizja nadchodzacej wojny, europejskiego konfliktu pelnego ruchu i dynamiki, daje sie porownac zwlaszcza z pracami gen. Charlesa de Gaulle?a. Rzec mozna, ze kaprys historii sprawil, iz obaj ci wizjonerzy nadchodzacych wydarzen stali sie szefami swych rzadow na wygnaniu. Trafne przewidzenie mechanizmow przyszlej wojny bylo tez trafnym przewidywaniem jej zakonczenia. Obaj staneli po wlasciwej stronie.
Jako polityk nie wpisal sie Wladyslaw Sikorski ani do obozu prawicy, ani do lewicy. Nie zasiadal w parlamencie. Stal niemal przez cale swoje zycie ponad - jakbysmy to dzis okreslili - podzialami, ktore opisywaly polska scene polityczna, Stronnictwo Pracy, ktore mu bylo najblizsze, nie mialo ani rozgalezien, ani szerszych wplywow. Do steru rzadow panstwem doszlo nie w Warszawie, lecz dopiero w Paryzu. Okres jego rzadow w II Rzeczypospolitej daleki byl od przelomow. Nie stal sie wowczas kims, o kim moglismy powiedziec - polityczna osobowosc. O kim bysmy bez wahania stwierdzili - wielki czlowiek.
A przeciez byl wielkim czlowiekiem. Byl wielkim politykiem. Byl wielkim wodzem. Wielkim politykiem, wielkim wodzem i wielkim czlowiekiem jest sie rowniez i wtedy, gdy uosabia sie tesknoty, ambicje i aspiracje narodu. Wtedy, gdy jest sie wcieleniem nadziei. Ta nadzieja wlasnie, nadzieja milionow Polakow, wykreowala wielkosc Wladyslawa Sikorskiego.

Powiedzenie: "Gdy sloneczko wyzej, to Sikorski blizej" - grzalo polskie serca, na przekor terrorowi. Ten Sikorski przestawal byc mezem stanu, stawal sie mezem opatrznosciowym. Byl ucielesniona nadzieja i upostaciowana niepodlegloscia. I dlatego stal sie chyba juz wowczas rowny monarchom. Dlatego tez przyszykowano mu pochowek w krolewskiej nekropolii, w tym polskim sanktuarium - na Wawelu.
Twierdza niektorzy - ze gdyby zyl Sikorski, to wygralby ze Stalinem swoj boj o Polske. Rzeczpospolita bylaby niepodlegla juz w roku 1944. Nie byloby hekatomby Powstania Warszawskiego. Mozemy tak mowic - mozemy nawet w to wierzyc - ale dowiesc tego nie potrafimy.
Ta smierc nie jest calkowicie i do konca wyjasniona. Nie wiemy - i raczej nigdy sie nie dowiemy - czy byla przypadkiem, czy zadano ja rozmyslnie. A jesli - to jakie nia kierowaly rece.
Narod polski, mimo Baltyku, jest w swej decydujacej czesci narodem ladowym, o takiej przynajmniej mentalnosci. Szczegolna jednak estyma otacza tych, ktorzy poniesli smierc w nurtach. Tak utonal jeden z ostatnich wodzow I Rzeczypospolitej i jeden z ostatnich wodzow II Rzeczypospolitej. Jeden w nurcie Elstery, drugi w falach Zatoki Gibraltarskiej. Zaraz po ich smierci narodzila sie ich legenda. I legenda ta trwa. Jest czescia swiadomosci spolecznej.
Jako historyk moze nie powinien tego pisac. Wydaje mi sie jednak, ze trwanie w legendzie - w zwojach papirusow mojej ukochanej Klio - jest bogatsze i ciekawsze, a wiec na pewno i pelniejsze.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||