
...galant tulip will hang down his head like
to a virgin newly ravished ...
Robert Herrick

Istnieje taka stara anegdota: otoz pewna dama zwrocila sie z prosba do artysty, aby namalowal jej bukiet rzadkich kwiatow, bowiem nie stac ja na to, aby je kupic. Tak wlasnie miala powstac nieznana dotad galaz malarstwa.[...] To czego naprawde pozadala, bylo przedmiotem realnym - korona platkow na zielonej lodydze. [...]
W haskim muzeum Mauritshuis znajduje sie obraz Bukiet na tle sklepionego okna pedzla swietnego malarza kwiatow Ambrosiusa Bosschaerta starszego. Otoz obraz ten napawal mnie zawsze czyms w rodzaju niepokoju, chociaz zdawalem sobie dobrze sprawe, ze powodem tego nie moze byc przeciez sam temat malarski. Coz bowiem bardziej kojacego, bardziej idyllicznego niz ulozona z wyszukana prostota wiazanka roz, dalii, irysow i storczykow, ukazana na tle nieba i dalekiego, gorskiego krajobrazu, ktory roztapia sie w blekicie? [...]
Obraz Bosschaerta powstal okolo roku 1620, niedlugo przed smiercia artysty. Wypadki, o ktorych zamierzamy opowiedziec, rozegraly sie kilka lat pozniej. Ale juz w tym obrazie mozna dostrzec znamie nadciagajacej burzy. Bo czyz owe wyemancypowane, dominujace, zaborcze kwiaty, ktore glosno domagaja sie podziwu i czci, nie sa przejawem osobliwego kultu ? Wskazuje na to chocby sama kompozycja obrazu. Bukiet umieszczony jest na wysokim oknie jak na oltarzu, wywyzszony ponad cala przyrode. Poganska monstrancja kwiatow.
W obrazie Bosschaerta jest kilka zlowrozbnych tulipanow. [...]
Tulipan jest darem Wschodu, podobnie jak wiele innych darow blogoslawionych i zlowrogich - religii, zabobonow, ziol leczniczych i ziol odurzajacych, swietych ksiag i najazdow, epidemii i owocow. Nazwa pochodzi z perskiego i oznacza turban. Od wiekow byl ulubionym, adorowanym kwiatem w ogrodach Armenii, Turcji i Persji. Na dworze sultanow urzadzano coroczne swieto tulipanowe. Opiewali go poeci Omar Chajjam i Hafiz, wspomniany jest w Ksiedze tysiaca i jednej nocy - tak ze zanim zawedrowal do Europy mial za soba kilkusetletnia kariere orientalna. [...]
Tak wiec na poczatku byl to kwiat monarchow, dobrze urodzonych bogaczy - bardzo cenny, strzezony w ogrodach, niedostepny. Wspolczesni wymyslili mu dusze - mowili, ze wyraza elegancje i wytworna zadume. Nawet jego kalectwo - brak zapachu - poczytywano za cnote powsciagliwosci. [...]
Przyklady daloby sie mnozyc i bez trudu wykazac, ze tam, gdzie pojawil sie tulipan zanotowano mniej lub wiecej przypadkow tulipanowej manii. Jednakze tylko w Holandii osiagnela ona nasilenie i rozmiary epidemii.
Poczatki sa niejasne i trudne do scislego ustalenia zarowno w czasie, jak i w przestrzeni. Z dzuma ma sie sprawa prosciej: pewnego dnia zawija do portu statek ze Wschodu, czesc zalogi ma silna goraczke, niektorzy majacza, na ich ciele widoczne sa guzy. Schodza na lad, umieszczani sa w szpitalach, domach i zajazdach. Pierwsze wypadki smierci, po czym ilosc zachorowan konczacych sie zwykle zgonem gwaltownie rosnie. Umieraja ksiazeta i zebracy, swieci i wolnomysliciele, zbrodniarze i niewinne dzieci. [...]
Natomiast tulipomania jest zjawiskiem mentalnym, inaczej mowiac, psychoza spoleczna. [...]
Trudno dokladnie okreslic, kiedy tulipan pojawil sie po raz pierwszy w Niderlandach, zapewne jednak dosc wczesnie. Wiemy na przyklad, ze w roku 1562 przyjeto w antwerpskim porcie ladunek tulipanowych cebulek. Ale intensywne zainteresowanie tym kwiatem nastapilo kilka dziesiatkow lat pozniej i bylo zapewne odbiciem mody, jaka panowala na dworach krolewskich, zwlaszcza na dworze francuskim. [...]
Carolus Clusius - profesor botaniki na slynnym uniwersytecie w Lejdzie, byl uczonym szeroko znanym, a przy tym czlowiekiem gadatliwym i moze nawet troche proznym. Przy kazdej okazji opowiadal on nie tylko uniwersyteckim kolegom, ale takze przygodnym sluchaczom o roslinach, ktore hodowal. Najczesciej z entuzjazmem i nie ukrywana duma rozprawial o tulipanach, ktorych jak twierdzil nie zamienilby za zadne bogactwa swiata. Byla to jawna prowokacja, z czego uczony nie zdawal sobie zapewne sprawy. Pewnej, powiedzmy, bezksiezycowej nocy nieznani sprawcy wdarli sie do ogrodow uniwersyteckich i skradli tulipany Clusiusa. [...]
Cala ta historia przypomina ballade o uczniu czarnoksieznika. Nastapila nagla transmutacja: przedmiot cierpliwych naukowych, a wiec bezinteresownych studiow przemienil sie w obiekt oblednych finansowych transakcji. I tu nasuwa sie istotne pytanie - dlaczego wlasnie tulipan, a nie inny kwiat wyzwolil szalenstwo?
Powodow bylo kilka. Powiedzielismy juz, iz tulipan byl kwiatem arystokratycznym i uwielbianym. Coz za rozkosz posiadac cos, co stanowi dume monarchow! Poza tymi wzgledami snobistycznymi istnialy takze powody czysto, by tak rzec, przyrodnicze. Otoz hodowla tulipana nie nastreczala wiekszych problemow i klopotow. Byl to kwiat wdzieczny, latwy do oswojenia. Kazdy, kto posiadal chocby najmniejszy kawalek ziemi, mogl oddac sie tej pasji.
W holenderskich ogrodach grasowal pewien gatunek wirusa, ktory powodowal, ze platki korony tulipana przybieraly czesto fantastyczne ksztalty o brzegach postrzepionych i pofaldowanych. Z tej patologii nauczono sie wkrotce ciagnac zyski.
A wreszcie - co jest szczegolnie wazne dla naszych rozwazan o przyrodniczych postawach tulipanomanii - zaden inny kwiat nie posiadal takiej ilosci odmian. Utrzymywalo sie przekonanie, ze roslina ma osobliwa wlasciwosc: predzej czy pozniej spontanicznie, to znaczy bez udzialu czlowieka, daje nowe mutacje, nowe wielobarwne formy. Mowiono, ze natura umilowala ten kwiat i bawi sie nim bez konca. Wyrazajac sie mniej gornolotnie, znaczylo to: nabywca cebulki tulipana znajdowal sie w sytuacji czlowieka grajacego na loterii. Slepy los mogl go obdarzyc wielka fortuna.
W pierwszej polowie XVII wieku Holendrzy szczycili sie trzema rzeczami: najpotezniejsza i niepokonana flota, "slodyczami wolnosci wiekszymi niz gdzie indziej" i - jesli mozna laczyc w jednym zdaniu sprawy wazne z mniej waznymi - co najmniej paroma setkami odmian tulipana. Zdawalo sie, ze slownik nie nadazy za tym bogactwem przyrody. Mamy w tym czasie piec gatunkow "Cudu", cztery "Szmaragdy", az trzydziesci "Wzorow doskonalosci" (co stanowi pewne semantyczne naduzycie tego slowa). Obdarzeni fantazja wymyslali imiona pelne poezji - "Krolewski agat", "Diana", "Arlekin", a pozbawieni wyobrazni nazywali swoje okazy po prostu "Pstry", "Dziewica", "Czerwono-zolty". Aby sprostac rosnacym zadaniom, wprowadzono akze stopnie wojskowe, ba, wprzegnieto nawet historie, mamy wiec "Admirala van Enckhuysena", "Generala van Eycka" i wielu innych, co pewien hodowca postanowil smialo przelicytowac, nazywajac swoja odmiane "Generalem Generalow". Jest tez oczywiscie "Krol", "Wice-Krol", "Ksiaze", tak jakby w te cala roznorodnosc graniczaca z chaosem chciano wprowadzic lad artystyczno-wojskowy.

Ogromna ilosc odmian tulipanow, jakie zdolano wyhodowac w Holandii budzi podziw i oszolomienie, ale tkwil w tym takze zalazek katastrofy. [...]
Powstaly skomplikowane tabele, na ktorych poszczegolne gatunki ulozone byly wedlug zmiennej ceny rynkowej, niczym papiery wartosciowe, albo kursy walut. Wybila godzina wielkiej spekulacji.
Przez caly okres tulipomanii - a wiec w ciagu kilkunastu lat - na samym szczycie owych cennikow utrzymywal sie niezmiennie, jak slonce znieruchomiale w zenicie - "Semper Augustus". Nie poznalem go nigdy osobiscie. [...] Znam jednak ten tulipan ze starych kolorowych sztychow. Jest istotnie piekny, dzieki swojej wyszukanej, a zarazem prostej harmonii barw. Platki nieskazitelnie biale, wzdluz platkow przebiegaja rubinowe, plomieniste zylki, na dnie kielicha blekit, jakby odbicie pogodnego nieba. To byl naprawde okaz wyjatkowo ladny, ale cena jaka osiagnal "Semper Augustus" - piec tysiecy florenow (rownowartosc domu z rozleglym ogrodem) budzi dreszcz niepokoju. Tamy zdrowego rozsadku zostaly przerwane. Odtad bedziemy poruszac sie po grzaskich rejonach chorobliwej fantazji, goraczkowej checi zysku, oblakanczych iluzji i gorzkich rozczarowan.
Zdarzalo sie, ze transakcje zawierane byly w naturze, co jeszcze lepiej pozwala wgladnac w rozmiary szalenstwa. Oto za cebulke tulipana "Wice-Krol" (wart byl polowe tego co "Semper Augustus") placono w naturaliach jak nastepuje:
2 wozy pszenicyi jeszcze do tych napojow, jadla i tlustosci dodawano lozko, ubranie i srebrny puchar. [...]
4 wozy zyta
4 tluste woly
8 tlustych swin
12 tlustych owiec
2 beczki wina
4 barylki przedniego piwa
1000 funtow sera
Otwierala sie coraz wieksza przepasc miedzy realna wartoscia oferowanych sadzonek a cena, jaka za nie placono. A placono chetnie, z radoscia, jakby w przeczuciu bliskiego usmiechu losu. [...]
Kraj zyl w goraczce. Ktokolwiek ma w pamieci wojne, wie dobrze, ze najbardziej fantastyczna i nie sprawdzona informacja potrafi dobyc ludzi z dna rozpaczy i przeniesc na zawrotne wyzyny optymizmu i zludnych nadziei. Podobnie bylo w naszym przypadku. Wiesci o naglych fortunach rozchodzily sie lotem blyskawicy. Oto pewien obywatel Amsterdamu, posiadajacy maly ogrodek, zarobil w ciagu czterech miesiecy 60 tysiecy florenow, majatek, o ktorym nie snil nawet przecietny kupiec u schylku swego pracowitego zywota. Albo ow Anglik, ktory wcale nie znal sie na kwiatach, a zdolal zbic 5,000 funtow droga przemyslnych spekulacji. Trzeba bylo miec, zaiste, stoicki charakter, aby oprzec sie tym pokusom.
Poniewaz caly proceder byl nieoficjalny, co wiecej mial charakter gry zakazanej, wlasnie dlatego stawal sie coraz bardziej pociagajacy i zdobywal coraz to nowych adeptow.
Nie ma oczywiscie zadnych statystyk, ktore by mowily o tym, ile osob dotknietych bylo mania tulipanowa. Mozna jednak z duza doza prawdopodobienstwa sadzic, ze liczba ich wynosila dziesiatki tysiecy. A przy tym, co jest szczegolnie wazne, nie daja sie oni zaliczyc do zadnej okreslonej grupy spolecznej. Sa posrod nich bogaci i biedni, kupcy i tkacze, rzeznicy i studenci, malarze i chlopi, kopacze torfu i poeci, urzednicy miejscy i sprzedawcy starzyzny, zeglarze i zacne wdowy, osoby powszechnie szanowane i rzezimieszki. Nawet wyznawcy wszystkich dwudziestu kilku wyznan biora zgodny udzial w tym wyscigu po fortune. [...]
Goraczka, maligma i bezsennosc. Bezsennosc, bo wiele transakcji tulipanowych dochodzilo do skutku noca. Czynny udzial w spekulacjach pochlanial nierzadko kilkanascie godzin dziennie i nie dawal sie pogodzic z zadnym innym bardziej produktywnym zajeciem. Ci, ktorzy sami hodowali tulipany, zyli jak skapcy na worku zlota. [...]
O epidemicznym charakterze tulipomanii swiadczy jej ogromny zasieg terenowy. Dotknela bowiem nie tylko okregi tradycyjnie rolnicze, jak na przyklad okolice Haarlemu, ale takze Amsterdam, Alkmaar, Hoorn, Enkhuizen, Utrecht, Rotterdam - a wiec wszystkie wieksze skupiska Holandii. I tam wlasnie liczba ofiar byla najwyzsza. Bakcyl tulipomanii unosil sie wszedzie, zagrazal wszystkim. O ilez latwiej rozprawic sie z wrogiem widzialnym: zamyka sie bramy miasta, na mury wychodza dzielni obroncy... [...]
Transakcje cebulkami tulipana odbywaly sie w oparach piwa, jalowcowki i baraniny, to znaczy w gospodach, zajazdach tawernach. Niektore z nich mialy specjalnie przeznaczone do tego celu pokoje. Byly to jakby kluby, czy tez filie ogromnej, dobrze zakonspirowanej gieldy. Walka o kazda cenna odmiane tulipana musiala byc zazarta. Jesli ubiegalo sie o nia kilku nabywcow, ten ktory pragnal ich przelicytowac dodawal do juz i tak wygorowanej ceny - karete z para koni.
Caly kraj pokrywa siec mniej lub bardziej znanych, sekretnych i prawie jawnych, jaskin tulipanowego hazardu. Nie ma w tym zadnej demonicznej sily, ale prosta regula kazdej wielkiej gry, kazdego poteznego nalogu - wciagnac, usidlic jak najwieksza liczbe osob. [...]
Jak odbywalo sie to w praktyce? Istnieje dokument, co prawda literacki, ale wiarygodny, ktory dostarcza cennych informacji o sposobach zdobywania nowych adeptow. Dialog toczyl sie miedzy dwoma przyjaciolmi. Pierwszy - Pieter - jest wytrawnym spekulantem, drugi - Jan - odgrywa w rozmowie role "pierwszej naiwnej."
[...]
Jan: Slucham, tylko maci mi sie troche w glowie.
Pieter: Zrob dokladnie tak jak mowie: idz do zajazdu "Pod Lwem." Zapytaj gospodarza, gdzie gromadza sie handlarze tulipanami. Wejdziesz do wskazanego pokoju. Wtedy ktos odezwie sie bardzo grubym glosem (ale ty sie nie daj zbic z tropu): "Wszedl tu obcy." W odpowiedzi na to masz zagdakac jak kura. Od tego momentu bedziesz zaliczony w poczet handlarzy.
Niech Bog ma w opiece kalwinska dusze Jana.
[...]
Najwieksze nasilenie tulipomanii przypada na lata 1634-1637. Zima roku 1637 nastapil potezny krach; caly swiat urojony rozpadl sie w gruzy. Gdyby komus udalo sie odtworzyc "krzywa tulipanowej goraczki," okazaloby sie, ze przypomina do zludzenia wykres temperatury pacjenta chorego na ciezka chorobe zakazna - linia szybko rosnie, utrzymuje sie czas jakis na bardzo wysokim poziomie, na koniec gwaltownie spada.
Nasuwa sie jednak pytanie - jakie fatum czy nieublagana logika wydarzen sprawily, ze stalo sie to wlasnie owej zimy 1637 roku? Odpowiedzi jest wiele i to oznacza koniec.
Niektorzy sadza, ze zwyciestwo nad tulipanowa epidemia bylo zasluga zdrowej czesci holenderskiego spoleczenstwa. To oni stworzyli pas sanitarny, zatamowali rozprzestrzenianie sie choroby. [...]
W naszym przekonaniu tulipomanie zabilo jej wlasne szalenstwo. Dowodow na poparcie tej tezy dostarcza analiza zmiennych nastrojow tulipanowej gieldy. [...] Ceny rosly i liczono, ze beda rosly w nieskonczonosc, bowiem taka jest logika manii. [...]
A wiec rozstajemy sie z tulipomania i bedzie to rozstanie pelne lez, zlorzeczen i jekow. Mala pociecha dla poszkodowanych jest stwierdzenie, ze nie moglo stac sie inaczej.
Jaki jest bilans? Poniewaz wszystko odbywalo sie niejawnie, na marginesach, w ciemnych korytarzach, w podziemiach oficjalnego zycia, trudno w wartosciach wymiernych ocenic rozmiary tej katastrofy. Ale bilans byl bez watpienia tragiczny. Tysiace zrujnowanych majatkow, dziesiatki tysiecy ludzi bez pracy i w dodatku zagrozonych procesami. Niewyplacalnosc z reguly karana byla surowym wiezieniem. Tych, ktorzy lekkomyslnie zaciagneli pozyczki, byly legiony. I wreszcie, czego nie obejmuje zadna statystyka - dluga lista niewinnych rodzin, pozbawionych srodkow egzystencji, dzieci skazane na nedze lub dobroczynnosc publiczna, zlamane kariery mezczyzn, ich zniszczona reputacja i godnosc. Bankrutom pozostalo niewiele drog wyjscia: zaciagniecie sie do floty (wymagalo to pewnych kwalifikacji) lub zebractwo - co juz nie wymagalo zadnych specjalnych uzdolnien. [...]
We wszystkich okresach tulipomanii - nie tylko w czasie fatalnego epilogu, ale takze w dniach jej zwycieskiej euforii - zdarzaly sie male i wielkie dramaty ludzkie. Sposrod wielu jakie zachowala pamiec, wybieramy jeden. Temat, jak zywcem wziety z opowiadan Czechowa.
Zwiazek kwiaciarzy w Haarlemie zostal zaalarmowany wiadomoscia sensacyjna, ktora wszystkich wprawila w stan goraczkowego podniecenia. Otoz jakis ubogi, nikomu nieznany szewc z Hagi wyhodowal niezwykla odmiane tulipana zwanego "Czarnym." Postanowiono natychmiast dzialac, to znaczy zbadac sprawe na miejscu i, jezeli to jest tylko mozliwe, zdobyc okaz. Pieciu czarno ubranych panow wkracza do mrocznej izdebki szewca. Rozpoczynaja sie petraktacje handlowe, bardzo dziwne pertraktacje, bo panowie z Haarlemu graja role dobroczyncow, ze niby z czystej filantropii przyszli tu, aby pomoc biednemu rzemieslnikowi, ale jednoczesnie nie potrafia ukryc, jak ogromnie zalezy im na posiadaniu "Czarnego Tulipana." Mistrz kopyta i dratwy zorientowal sie w sytuacji, stara sie osiagnac jak najwyzsza cene. Targ w targ, wreszcie transakcja dochodzi do skutku - 1,500 florenow, suma istotnie niebagatelna. Chwila szczescia biednego szewca.
Teraz nastepuje cos nieoczekiwanego, co w dramacie nazywa sie punktem zwrotnym. Kupcy rzucaja nabyta tak wielkim kosztem cebulke na ziemie i z furia rozdeptuja ja nogami na miazge. "Idioto - krzycza do oslupialego latacza butow - my tez mamy sadzonke 'Czarnego Tulipana'. A poza tym nikt na swiecie! Nie ma jej zaden krol, zaden cesarz, zaden sultan. Gdybys zazadal za swoja cebulke 10,000 florenow i do tego pare koni, zaplacilibysmy bez slowa. I jeszcze sobie zapamietaj: drugi raz w zyciu nie usmiechnie sie do ciebie szczescie, bo jestes cymbal." I wychodza. Szewc powlokl sie chwiejnym krokiem na swoje poddasze, legl na lozku, nakryl sie plaszczem i wyzional ducha.
Dlatego nie mozna postawic wielkiej kropki po dacie 1637 i uznac sprawe za definitywnie zakonczona. Nie jest rzecza rozsadna wymazac ja z pamieci lub zaliczyc do niepojetych dziwactw przeszlosci. Jesli tulipomania byla rodzajem psychicznej epidemii - a tak osmielamy sie sadzic - istnieje prawdopodobienstwo graniczace z pewnoscia, ze ktoregos dnia, w tej czy innej postaci nawiedzi nas znowu.
W jakims porcie Dalekiego Wschodu wchodzi wlasnie na poklad.
z tomu szkicow Martwa natura z wedzidlem, 1993
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||