Druga zwrotka Czerwonych Maków na Monte Cassino brzmi:

Runęli przez ogień straceńcy!
Niejeden z nich dostał i padł...
Jak ci z Somosierry szaleńcy,
Jak ci spod Rokitny sprzed lat.

Wielu wie co to była Somosierra, ale ilu - młodych może szczególnie - wie co to była Rokitna?

Oto opis szarży pod Rokitną z książki Bertolda Merwina pt. Legjony w boju 1915 tom II, Kraków 1916. Tytuł tego tekstu pochodzi od redakcji.   (AMK)




CI SPOD ROKITNY SPRZED LAT





BERTOLD MERWIN





12 czerwca [1915]

     Mamy [oddziały II Brygady Legionów] dziś zająć ostatnie miejscowości na granicy bukowińskiej, Toporowce i Rarańczę, potem przez pierwszą wieś bessarabską - Rokitnę, wkroczyć na teren wroga.

     Pierwsze zadanie bardzo łatwo daje się wykonać z tej prostej przyczyny, że nieprzyjaciel zwiał... Z Rokitną ciężko. Ma tu nieprzyjaciel udogodnienia terenowe bardzo wielkie: jest okopany, ma szeregi rowów strzeleckich i umocnień technicznych.

     Wieś Rokitna, tarasowato rozsiadła na stoku wału górskiego, którego szczyt najeżony jest nieprzyjacielem. Z gaiku obok spalonej leśniczówki folwarku Bucz, o jakieś dwa kilometry od linii nieprzyjacielskiej, widzimy doskonale okopanego wroga. Będzie trudny orzech do zgryzienia i znowu popłynie potok krwi...

     Nasze oddziały podchodzą pod wieś, zajmują jej zachodnią połać, lecz dalej na razie ani rusz... A za naszą linią, w stronę lasku, w którym stoimi, dochodzą pociski armatnie rosyjskie. Nieprzyjaciel za wzgórzem ustawił baterie i ledwo kto z nas pojawi się na koniu na polach, wiodących do wsi, już nad nim rozsypuje się szrapnel. Nasi oficerowie ordynansowi dziś w opałach. Dzielny Górka kilkakroć przecwałował.

     Decyzja: jutro musimy albo sforsować wzgórze nad Rokitną, albo pójść precz. Bo obecna sytuacja niemożliwa.

13 czerwca

     Nie tylko my, którzyśmy ten dzień przeżyli, lecz cała Polska pamiętać będzie ten dzień chwały i smutku. Jak ongi Somossiera złotymi głoskami wryła się w karty historii oręża polskiego - tak dzieci nasze uczyć się będą historii tego dnia, bardzi nasi opiewać szarżę rotmistrza Wąsowicza na wzgórza nad Rokitną.

     Nad ranem wykonała nasza piechota atak na wzgórza. Dotarła aż na kraj wsi i - stanęła. Dopóki jest na wzgórzach piechota rosyjska, doskonale ukryta w swych rowach, dysponująca mnóstwem karabinów, szeregiem karabinów maszynowych i armat, każdy atak unurza się w nadmiarze krwi i nie dojdzie.

     Więc przyszedł rozkaz, by inaczej sforsować te zamienione w fortecę wzgórza. Kawalerią. Drugi szwadron ma ten rozkaz wykonać.

     Poszedłem w okopy naszej piechoty i patrzę: W pięć minut od otrzymaniu rozkazu stanął szwadron w szyku. Parskają rumaki, siedzą na nich dziarskie chłopaki. Na przedzie rotmistrz Wąsowicz, z nim porucznicy Włodek i Topór, wachmistrze Adamski, Nowakowski, Sokołowski. Nawet w oficerze prowiantowym szwadronu, Fąfarze, rozigrał się animusz i pociągnął na szarżę. Za szwadronem na białym koniu lekarz Dr. Bujalski.

     Pognali przez pola i w odległości z jakich 3 km od linii nieprzyjacielskiej rozwinęli się. I już cztery plutony z komendantem na czele na linię, już z kłusa przechodzą w cwał, coraz dzikszy, coraz szybszy. Pędzą jak wicher, za nimi z ugorów rwie się tuman, przed nimi błyszczą w słońcu wyciągnięte do szarży szable. Już są pod linią. Już przeskoczyli pierwszy - pusty - rząd rowów strzeleckich, już gnają pod drugi...

     Wtem! Zatrzęsło się powietrze - wrzaski - huk - gromy! To salwy Moskali, to straszna pukanina rosyjskich karabinów maszynowych z flanki, to rozsypują się złomy szrapneli rosyjskich. A ułani Wąsowicza pędzą, pędzą... Oto zleciał jeden - oto jak wichura gna koń bez jeźdźca - oto tam stanął dęba i ktoś potoczył się do okopu - oto znów kilku zleciało... Nie ustają salwy i szrapnele. Na miłość Boską. Już są za drugim rowem strzeleckim, już dobiegają ziemianek, już ich znowu kilku pokotem leży, już znowu kilka przerażonych koni bez jeźdźców mknie w dal, już przeskoczyli ziemianki i - znikają...

     Jakby się w ziemię zapadli... Cichną salwy, przestaje grzechotać karabin maszynowy, blakną na niebie szare chmurki eksplozji szrapnelowych. Straszna nastaje chwila ciszy... Patrzę na oficerów... Nie poznaję ich wzroku. Dziw to był, zjawa, wizja - czy rzeczywistość? Rozegrało się festum oręża polskiego przed naszymi oczyma, czy śniliśmy na jawie sen o husarskich skrzydłach, o rycerzu polskim?

     I już przez wieś ściągają ci, co przez tę gehennę przeszli i już znoszą i sprowadzają tych, co przez całe życie nosić będą znaki największego bohaterstwa. [...] Zwolna do wieczora - ściąga wszystko, co przeżyło. Na wzgórzu śmierci.

14 czerwca

     Mówią mi towarzysze, że w ciągu kilku godzin zaszły rzeczy ważne i niespodziane. Moskale ustąpili z pozycji na wzgórzach nad Rokitną - bez strzału. Pod osłoną nocy cofnęli się w głąb Bessarabii. Nasze patrole domacać się ich nie mogą.

     Przejeżdżam przez pustą, bezludną kompletnie Rokitnę. Cała ludność tej pierwszej bessarabskiej wsi pociągnęła z wojskiem rosyjskim. Ze starcami, babami, dziećmi. We wsi nie ma żywej duszy.

     Na wzgórzu jak widma stoją dwa wiatraki, a na trawnikach ofiary wczorajszej szarży.

     Leży rotmistrz Zbigniew Dunin-Wąsowicz z raną, co przeszła przez całą jego pierś bohaterską... Leży porucznik Roman Prawdzic-Włodek, którego celny strzał w skroń z miejsca powalił. Leży porucznik Jerzy Topór-Kisielnicki, co to osaczony cztery razy zdołał wystrzelić ze swego rewolweru i ma na sobie skrzepłą krew kilkunastu ran. Leżą wachmistrz Adamski i wachmistrz Nowakowski, leżą ułani: student chemii Karasiński, student uniwersytetu Łuszczewski, gimnazjalista Majda, słuchacz akademii handlowej Żwaczko, technik z Liege - Potok, inżynier Rakowski, masarz z Kielc - Kubik, student uniwersytetu Rawski, włościanin Szysz, doktor chemii Tworkowski.

15 czerwca

     Rano pogrzeb piętnastu bohaterów na cmentarzu w Rarańczy. Typowy wojskowy cmentarzyk, który wichura wojenna uczyniła miejscem zbornym przyjaciół i nieprzyjaciół. Tu krzyż, a na nim wypalonych kilkanaście rosyjskich nazwisk, tu nasyp, pod którym leży garstka węgierskich żołnierzy, a tam rząd żołnierskich grobów bez nazwania. Wszystkich ich przyjęła matka-ziemia. Tu pochowamy też drogie szczątki Wąsowicza, Włodka, Topora i dwunastu ułanów.

     Rzędem wykopanych piętnaście dołów. Przed każdym trumna. Na świeżych deskach polne kwiaty i orzełek legionowy i furażerka ułańska. - Trumna rotmistrza okryta czerwonym suknem z wyszytym na nim orłem polskim. [...]

     Dookoła stoją ułani, stoi garstka oficerów. [...]

     A potem zasypaliśmy groby. Grudy obijały się o wieka trumien, gdy po przestworzu szedł śpiew pieśni ułańskiej...

Śpij kolego, twarde łoże,
Obaczym się jutro może.
Śpij kolego w ciemnym grobie,
Niech się Polska przyśni tobie...

* * *

Leżą teraz razem w grobowcu-pomniku na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Czasem palą się tam świece.   (AMK)







Copyright © 1997-2007 Zwoje