Chociaz stronimy w Zwojach od tematyki politycznej, niedawna wizyta w Polsce pulkownika Ryszarda Kuklinskiego i jego wypowiedzi oraz relacje z wydarzen zwiazanych z ta wizyta maja charakter dokumentow historycznych. W Zwojach 8 zamiescilismy wystapienie plk. Kuklinskiego w Krakowie z okazji nadania mu honorowego obywatelstwa miasta. W biezacym wydaniu Zwojow poswiecamy temu tematowi kilka artykulow. W ponizszym przytaczamy wybor wypowiedzi pulkownika Ryszarda Kuklinskiego w Krakowie i Zakopanem, nadeslany przez Pania Izabelle Wroblewska. Tytul artykulu pochodzi od redakcji.   (AMK)




SAMOTNY CICHY FRONT




RYSZARD JERZY KUKLINSKI



     29 kwietnia 1998 roku w sali magistratu krakowskiego odbyla sie konferencja prasowa pulkownika Ryszarda Kuklinskiego.

     Podczas konferencji prasowej Pulkownik podkreslil, ze jego dzialanie bylo jedynie wyrazem nastrojow panujacych wowczas w armii PRL, szczegolnie w srodowisku, ktore zajmowalo sie opracowaniem planow i scenariuszy przyszlej wojny w Europie:

     Najbardziej radykalne srodowisko niepodleglosciowe mieliscie panstwo w silach zbrojnych PRL, w Ludowym Wojsku Polskim.

     Ryszard Kuklinski nie zgodzil sie na wyrazenie swojego sadu na temat generala Jaruzelskiego. Uczestniczenie w planach wojny zaczepnej nazwal jednak przestepstwem wojennym. Na temat czlonkow komunistycznych wladz Polski, ktorzy gotowi byli te plany bez wahania wykonywac powiedzial:

     Uwazam, ze zbrodnia powinna byc nazwana zbrodnia i odpowiedzialni za zbrodnie powinni byc potepieni, ukarani lub chocby wskazani.

     Powiedzial tez, ze nie spodziewa sie zadnych dzialan ze strony Rosji:

     Wrecz przeciwnie, najwiecej podziekowan przyszlo do mnie od ludzi z Rosji. U nich ten system trwal dluzej niz w Polsce i dotknal ich bolesniej. Lubie Rosjan i nie jestem ich wrogiem.

     Zapytany, czy znajac cene, jaka zaplacil, zdecydowalby sie na taki krok po raz drugi, pulkownik Kuklinski, po chwili wzruszenia, odpowiedzial:

     Chyba tak. Smierc moich synow nie jest najwazniejsza, najwazniejszy jest odbior spoleczny czynu, ktory, w moim rozumieniu, od poczatku byl poswiecony temu krajowi.

      Za najwazniejsza rzecz, jaka dala mu wizyta w Polsce uznal usmiechy i gesty sympatii ze strony nieznanych mu ludzi spotykanych na ulicy, a czesciej widzianych z samochodu, za plecami ochrony, przechodniow. Na wspomnienie o tym usmiechnal sie:

     To jest wlasnie to, co wrocilo mnie mojemu krajowi.

     Wieczorem 29 kwietnia na spotkaniu z krakowskimi naukowcami powiedzial m. in.:

     Spedzilem dziewiec i pol roku na swoim cichym froncie i z kazdym dniem bylem silniejszy. Ale widzialem ocean potrzeb i skromne mozliwosci takiego pulkownika, jak ja. W 1981 roku, pomimo silnych napiec psychicznych, czulem sie swietnie. Przez te niespelna dziewiec lat wolnej Polski stalo sie ze mna to, co widzicie Panstwo - skora i kosci. Jestem wrakiem czlowieka.

     Wiele pytan, zadanych przez pracownikow nauki, dotyczylo sytuacji i nastrojow panujacych w 1981 roku w Ludowym Wojsku Polskim.

     Wojsko jest powolane do obrony kraju. I nasze wojsko bylo w swej masie patriotyczne. Szkoda tylko, ze ten patriotyzm zostal wykorzystany przeciw narodowi. Zolnierze rozumieli wprowadzenie stanu wojennego jako obrone narodu przeciw Sowietom. Tymczasem takiego zagrozenia wtedy juz nie bylo.

     Zapytany, jak jego zdaniem zachowalaby sie armia w przypadku wkroczenia wojsk sowieckich, Kuklinski odpowiedzial:

     Gdyby byl jakikolwiek rozkaz, to staralibysmy sie tu sowietow nie wpuscic. Tylko takiego rozkazu nikt z owczesnego kierownictwa by nie wydal.

     Pulkownik apelowal, zeby w dyskusji rozgraniczac role generalicji i dowodztwa od roli wojska jako calosci:

     Wojsko nie jest instytucja do dyskusji. Moga byc desperackie roby wylamywania sie, ale gdy padnie rozkaz - wszyscy pojda do przodu.

     Mowiac o swojej wspolpracy z amerykanskim wywiadem, Kuklinski stwierdzil, ze mial duzo szczescia, bo jako opiekuna przydzielono mu czlowieka w podobnym wieku i o podobnych zainteresowaniach - czlowieka z ktorym prywatnie przyjazni sie do dzis. Amerykanie zdecydowanie odrzucili jego propozycje wspolpracy z innymi osobami "gotowymi do poswiecen" w polskim wojsku.

     Kuklinski bronil stanowiska rzadu USA w momencie, gdy w Polsce mierzano do wprowadzenia stanu wojennego.

     Amerykanie mieli z pierwszej reki informacje o zagrozeniach wobec "Solidarnosci," ale mieli takze informacje od przywodcow "Solidarnosci," ze wladza lezy na ulicy. Pojawialy sie tez dezinformacje. Oni po prostu mi nie wierzyli, ze to jest kwestia minut.

     Jedno z bardziej drazliwych pytan dotyczylo postawy Wojska Polskiego podczas wizyty Pulkownika w kraju. Kuklinski mowil:

     [?] To jest psychologia stada. Oni czuja sie zagrozeni na swoich pozycjach i trzymaja innych w karbach. Mialem sygnaly, takze z Krakowa, ze oficerowie chcieliby sie ze mna spotkac, ale boja sie skutkow tego. Poza tym, oni tez nie sa oinformowani, nie wiedza, co ja zrobilem, a czego nie.

* * *

     Wypowiedz pulkownika Ryszarda Kuklinskiego podczas spotkania w Urzedzie Miejskim w Zakopanem w dniu 1 maja 1998. Ponizszy tekst przytoczony jest na podstawie tasmy Piotra Gryzlaka z krakowskiego Dziennika Polskiego Nr 103, str. 4.
     W moim zyciorysie nie ma tajemnic. Wszystko, co panstwa interesuje, w miare swych mozliwosci bede sie staral opowiedziec. Szczerze, otwarcie. Sa pewne materie, w ktorych tkwi interes Stanow Zjednoczonych. W tych obszarach bede poruszal sie duzo trudniej. Ale wszystko, co dotyczy moich dzialan - tu nie ma pytan tabu...

     Po raz pierwszy od 300 lat stajemy twardo na obu nogach w nowej strukturze bezpieczenstwa. Byloby zbyt wiele powiedziec, ze jest w tym jakas moja zasluga. Nie moge sobie tego przypisac. Rowniez nie bylem pierwszy, i moze nawet najlepszy wsrod tych, ktorzy prowadzili ten kraj do wolnosci. I do tych struktur. Tym niemniej, bylem na poczatku tej trudnej drogi. Byla bardzo trudna, ale prowadzila nas do tego celu, ktorego final nastapil ostatniej nocy [30 kwietnia 1998] w czasie glosowania w Senacie [Stanow Zjednoczonych].

     Jestem bardzo szczesliwy. To potwierdza slusznosc drogi, na ktora przed ponad 25 laty wkroczylem. Ale to Polska, to narod polski sprawil, ze fundamenty sowieckiej wladzy na peerelowskim gruncie zostaly zburzone. Bez tego wkladu nie byloby zmian w Europie. Nie byloby wolnosci Polski. Nie byloby decyzji akceptujacej nas jako czlonka NATO.

     Tu niech mi bedzie wolno wspomniec o tych, ktorzy walczyli z ogromna piramida biurokratyczna w Stanach Zjednoczonych. Cala dusza i sercem zaangazowal sie profesor Zbigniew Brzezinski - byly doradca prezydenta USA d/s bezpieczenstwa. Znam jego role w jednym z najbardziej dramatycznych momentow dla Polski, kiedy jego interwencja spowodowala to, ze prezydent Carter po raz pierwszy od kryzysu kubanskiego uruchomil czerwona linie do Kremla. Z interwencja, zeby nie wkraczali Sowieci.

     Druga osoba niewatpliwie jest slynny kurier z Warszawy Jan Nowak-Jezioranski. Z uwagi na jego legende, nazwisko, drzwi sie przed nim otwieraja. On bardzo silnie zaangazowal sie na rzecz przystapienia Polski do NATO. Jest tez trzecia osoba, o roli ktorej kraj na pewno malo wie. Jest to ambasador Rzeczypospolitej w Stanach Zjednoczonych Jerzy Kozminski. Ten zlowiek jezdzil po biurach senatorow, rozmawial, przekonywal ich.

     Pierwszym wstrzasem bylo powstanie "Solidarnosci." Ja w tym czasie bylem na bardzo newralgicznym stanowisku w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Pelnilem obowiazki szefa Zarzadu Operacyjnego Sztabu Generalnego LWP. Przez moj Zarzad szly wlasciwie wszystkie dyrektywy, decyzje przeciwko temu rodzacemu sie najpiekniejszemu - w moim przekonaniu - narodowo-spolecznemu ruchowi w nowozytnej historii. W historii ludzkosci od czasow Spartakusa.

     W czasie misji, ktora na siebie przyjalem, z kazdym dniem czulem sie wlasciwie silniejszy. Prawie dziesiec lat to nie byla latwa misja. Kazda nadzieja na pozyskanie czegos, co oslabialo Zwiazek Sowiecki, dawala mi ogromna sile. Wlasciwie po dziewieciu latach ja czulem sie juz tytanem, psychicznie i fizycznie niezwykle silnym. Ale od tego czasu uplynelo juz tyle lat.

     Te dziewiec lat niepodleglosci wyniszczylo mnie zupelnie. Ja jeszcze mowie, staram sie dac z siebie wszystko, ale wlasciwie to juz jest tylko skorupa. Moze nie dlatego, ze stracilem dwoch synow, ale ze bylo mi ciezko zniesc tak potworne oskarzenia, jakie tutaj plynely z kraju. Gdy wlasciwie nie dano mi szansy bronic sie.

     Nawet wyslannik pana prezydenta Walesy powiedzial mi: "Pan jest zdrajca. Wszystko, co mozemy dla pana zrobic, to niech Pan napisze podanie do Pana Prezydenta o ulaskawienie. Pan Prezydent obiecal, ze rozpatrzy."

     Zaproponowalem stawienie sie bez listu zelaznego na proces pod dwoma warunkami: pierwszy - ze bedzie proces jawny, z dostepem wszystkich mediow krajowych i zagranicznych, i drugi - ze sad bedzie mial do dyspozycji dokumenty, ktore ja wskaze. Ja zostalem skazany bez zadnych dowodow. Bylo ponad 800 stron w tych aktach. Zeby skazac na smierc czlowieka bez zadnego dowodu i zeby pieciu ministrow sprawiedliwosci patrzylo do tej teczki i nie znalazlo powodu do zlozenia rewizji nadzwyczajnej? Dopiero Prezes Sadu Najwyzszego [Adam] Strzembosz zareagowal.

     Pytacie, czy w roku 1981 byla przygotowywana ingerencja wojsk sowieckich w Polsce ? Z wiedzy, ktora w tym czasie posiadalem, wynikalo, ze takiego zagrozenia nie bylo. Gen. Jaruzelski zobowiazal sie wobec Moskwy wprowadzic stan wojenny juz na wiosne. Tyle, ze nie bylo na to sil, "Solidarnosc" byla za silna, wiec ten moment olicyjno-wojskowego uderzenia byl przesuwany. Rosjanie ciagle naciskali, ale oni wcale nie szykowali sie do interwencji. Zreszta, powiem panstwu taki szczegol, o ktorym dotad publicznie nie mowilem. Wiemy o interwencji prezydenta Cartera poprzez goraca linie.

     Kiedy prezydentem byl Ronald Reagan, ta polityka szla wieloma kanalami, i kanalem oficjalnym, i kanalami niekonwencjonalnymi, ale bardzo skutecznymi. Kiedy byly symptomy, ze na wiosne 1981 roku moze dojsc do konfrontacji, to ambasador sowiecki w Waszyngtonie dowiedzial sie z poufnych zrodel, ze w takiej sali, gdzie prezydent podejmuje najbardziej wazne rozmowy i decyzje, ze tam padlo slowo, ze jesli Sowieci wejda do Polski, to Stany Zjednoczone przejda do - po angielsku to sie mowi "horizontal confrontation" - ze rozpoczna horyzontalna konfrontacje.

     Nikt nie mial pojecia, co to jest za diabel. Sowieci nawet przypuszczali, ze to Reagan zwariowal, ze moze nawet sie posunac do ataku nuklearnego. Wiele wskazuje na to, ze to ich powstrzymywalo od wkroczenia w 81 roku. Rowniez byli bardzo silnie zwiazani w Afganistanie. W 81 roku mieli slowo pana generala Jaruzelskiego. Mieli przedstawione gotowe plany. Ja bylem jednym z tych, ktorzy te dokumenty im przedstawiali. Oplacilo sie im to zrobic polskimi rekoma, nie angazowac swoich sil, aby nie antagonizowac swiata zachodniego.

     Takiej grozby ja przynajmniej nie widzialem. Byl tylko jeden przypadek, kiedy oni mogli sobie na to pozwolic - kiedy operacje polskie by sie zalamaly. Jezeli Polska stanelaby w wojnie domowej, jezeli by polskich sil nie starczylo, to wtedy by na pewno wkroczyli. Ich sztab funkcjonowal identycznie jak w przypadku inwazji na Czechoslowacje. Funkcjonowal w Legnicy. Mieli nasze plany i sledzili przebieg dzialan, kalkulowali to. Pomyslna ta operacja powstrzymywala ich od tego.

     Jesli idzie o agenta we wladzach "Solidarnosci". To jest bardzo wrazliwy temat. Ja go nie rozwiaze. To sama "Solidarnosc" i spoleczenstwo musi rozwiazac. Nadszedl juz czas, ze my musimy wiedziec, kto jest kto. To nie moze byc tak, jak na filmie Zorro. Pojawia sie Zorro, a okazuje sie, ze to nie ten Zorro, to jest zupelnie inny Zorro. Te maski trzeba zdjac. Z tym smrodkiem - przepraszam za uzycie takiego stwierdzenia - mozna zyc, bo od tego nikt jeszcze nie umarl. Ale to jeszcze nie jest swieze powietrze. Nas stac na to, zeby te sprawe powoli do konca wyjasnic. Warto wspomniec, co mowil gen. Kiszczak, ze spoleczenstwo byloby zaszokowane, gdyby wiedzialo, kto faktycznie jest...

     Poniewaz moje wiadomosci pochodza nie z archiwow, nie chcialbym kogos skrzywdzic i nie moge sobie pozwolic na to, by obciazac kogokolwiek wina, ktora opiera sie tylko na jakims kontekscie, okolicznosciach czy tez informacjach, ktore mialem wowczas z MSW z Zarzadu I od plk. Pawlikowskiego i jego pomocnikow. Ale uwazam, ze ten kraj bedzie w koncu wiedzial. A jezeli nie, to bedzie wielka strata...

     A teraz dlaczego nie ostrzeglem "Solidarnosci" ?

     Ja, przekazujac Stanom Zjednoczonym te informacje, chcialem osiagnac jeden cel - zapewnienie warunkow zewnetrznych do rozstrzygniec wewnatrz kraju. Mnie chodzilo o zapewnienie warunkow, zeby do nas Sowieci nie wkroczyli, zeby sie nie powtorzyla tragedia wegierska. Na "Solidarnosci" mi bardzo zalezalo. To byl ruch - jak juz mowilem - najpiekniejszy w nowozytnej historii.

     To nie jest hipokryzja z mojej strony. Ale dwa cele "Solidarnosci" wykluczaly sie: bezpieczenstwo tego ruchu i zachowanie jego calosci. Gdyby takie ostrzezenie doszlo, to co, cofnelibyscie sie panstwo ? Gdybyscie mieli swiadomosc, ze bedzie stan wojenny - cofnelibyscie sie ? Jeslibyscie sie cofneli, to znaczy, ze komunisci osiagneliby swoj skutek.

     To sa hipotetyczne pytania. Zreszta ja mialem taka pewnosc, ze Amerykanie, ktorzy mieli powszechny dostep do tego ruchu, beda podejmowali proby wplywania na jego strategie, taktyke. Ale oni byli bardzo ostrozni. I mieli racje. Gdyby cos takiego wyszlo, bylby to pretekst do zniszczenia "Solidarnosci" i uzasadnienia, ze jest sterowana z zagranicy.

     13 wrzesnia 1981 roku bylo posiedzenie Komitetu Obrony Kraju, na ktorym, na podstawie decyzji Jaruzelskiego, MON i MSW wystapily zjednoczonym frontem do Kani, aby wymusic na nim decyzje polityczna o stanie wojennym. Tam padlo slowo, ze jest zdrada, ze "Solidarnosc" jest poinformowanaw szczegolach, lacznie z kryptonimem "Wiosna." Tym kryptonimem poslugiwalo sie scisle kierownictwo MON i ja to haslo znalem, ja je nadalem.

     Do dzisiaj nie wiem, czy byl to bluff, aby spowodowac skruszenie Kani, czy tez rzeczywiscie cos sie dzialo. Czy Amerykanie przekazali komus wiadomosc i to doszlo do Kiszczaka. Jednym slowem - to nie obawa przed aresztowaniem, ale obawa przed tragedia typu wegierskiego powstrzymywala mnie i strone amerykanska w bardzo ostroznym operowaniu tymi przygotowaniami do stanu wojennego.

     Ja wiem, ze wielu z panstwa moze miec do mnie zal, ze jak dostalem sie za granice, wtedy powinienem pojsc do rozglosni Radia Wolna Europa i powiedziec, co sie faktycznie dzieje. I ja bym tak przypuszczalnie zrobil, gdybym kierowal sie tylko stanem emocji. One nie byly mi obce.

     Ja sie trzaslem caly, bo wiedzialem, ze te stalowe walce beda was bardzo mocno przyciskaly do ziemi. Ale nie moglem sie kierowac emocjami. Ten stan wojenny byl zapiety na ostatni guzik. I wlasciwie chodzilo tylko o to, by przycisnac ten guzik. Chodzilo o prowokacje - zdaje sie, ze slady prowokacji sa w Radomiu - zeby znalezc jakis pretekst do uderzenia.

     Ja sobie nie moglem na to pozwolic. Wydawalo mi sie, ze jesli ten sygnal ode mnie dojdzie i bedzie naglosniony przez Ameryke i wolny swiat, to bedzie zacheceniem do oporu. "Solidarnosc" zabarykaduje sie w fabrykach, zakladach pracy, uczelniach. I wtedy dojdzie do potwornej konfrontacji. Bo kierownictwu bedzie zalezec na wielkim sukcesie, beda nerwy, strzaly. Byloby takich sytuacji jak w "Wujku" tysiace. I ze sil polskich nie starczy, ze Rosjanie beda musieli wejsc, bo byli do tego gotowi. I to wszystko moze sie skonczyc katastrofa. Dlatego tez ostrzezenia nie poszly.

     Ja wiedzialem, ze byli ludzie, ktorym snila sie "noc dlugich nozy," i byli gotowi te metody stosowac. Ale byli tez ludzie, ktorzy widzieli to inaczej, mniej wiecej tak jak stan wojenny przebiegl. Wydaje mi sie, ze byla to cena, ktora zaplacilo spoleczenstwo. Ale byla to tez cena, ktora zaplacil komunizm. Stan wojenny dowiodl nam Polakom i swiatu, ze komunizm opiera swoje istnienie na czolgach i transporterach opancerzonych. I to bylo ostatnie - ze tak powiem - zdzblo, ktore przewrocilo komunizm...








Copyright © 1997-1998 Zwoje