
Trzy obszary tematyczno-problemowe w szczególny sposób pobudzają wyobraźnię poetycką Wacława Iwaniuka, decydując w konsekwencji o najbardziej charakterystycznych rysach jej twórczego uporządkowania w wierszu.
Miejsce centralne zajmuje, potwierdzają to wszystkie opinie krytyków, ciągle równie aktywne mimo upływającego czasu, porażenie przeżyciem wojennym. Jest to dla Iwaniuka doświadczenie progowe zarówno w wymiarze indywidualnym jak i uniwersalnym. Odmieniając jednostkowy los poety, zasadniczo ważąc na takiej a nie innej konstrukcji jego biografii, w istocie trwale zostało wszczepione jako nieusuwalny uraz i kompleks nie tylko w osobowość pisarza, ale i - jeśli tak można powiedzieć - w osobowość współczesnego świata. Modelując biografię, nie tylko tę zamkniętą w granicach historycznego czasu wojny, ale i jej kształt późniejszy, doświadczenie owo bezpośrednio i pośrednio (jako tło pamięci) podsuwa Iwaniukowi zarówno dramatyczne pytania i kwestie tyczące natury człowieka, mechanizmów życia zbiorowego i publicznego, jak i osacza wątpliwościami co do możliwości sztuki, skuteczności języka poetyckiego, ich szans w epoce naznaczonej piętnem cywilizacji obozowej.
Obszarem drugim, z którego wyobraźnia poetycka autora Lustra czerpie nie mniej intensywnie, chociaż w sposób bardziej może utajony, jest wspomnienie krainy dzieciństwa czyli budująca wewnętrzną siłę trwałość duchowej więzi z - jak sam to określa - "mistyką lubelskiego pejzażu, z księżycową chełmską aurą." To, obok Józefa Łobodowskiego, drugi poeta emigracji, na którego sztuce poetyckiej tak silne piętno wywarła pamięć Lubelszczyzny, jej poetów (szczególnie ważne jest tu nazwisko Józefa Czechowicza), ów specjalny klimat rodzimej ziemi, która nieustannie promieniuje własną siłą mitotwórczą i jawi się w poetyckiej mitologii jako źródło i ekstrakt polskości. Ważnym tematycznym dopełnieniem tego wymiaru poetyckiej mitologii, w której decydującą rolę gra konkret pejżazowo-sytuacyjny lokowany w zastygłym czasie minionej bezpowrotnie przeszłości, jest też obraz warszawskiego Powiśla, z jego specyficznym klimatem peryferyjności i wspomnienie tzw. wspólnego pokoju przy ul. Dobrej, któremu gospodarzyła - dziś już utrwalona w literaturze - Rozalia Sawicka ("w fartuchu śmierci wczorajsza Rózia").
Trzecim wreszcie obszarem wypełniającym poetycką wyobraźnię autora Ciemnego czasu jest próba opisania i zrozumienia aktualnego losu czyli kondycja emigranta. Kondycja widziana przez Iwaniuka w całym swym bogatym, złożonym i trudnym do jednoznacznego ogarnięcia wymiarze egzystencjalnym, biograficznym, politycznym; w perspektywie codziennie praktykowanej powszedniości i w odświętnym klimacie symbolicznego ucieleśniania odwiecznych narodowych dramatów; uniwersalna i jednostkowa zarazem. Obszar ów to pojawiające się w kolejnych odsłonach pamięci epizody biograficzne i protokolarne niemal zapisy faktów czasu teraźniejszego, a więc fragmenty, których naturalnym jakby wewnętrznym dążeniem jest chęć zrośnięcia się w jedną przejrzystą konstrukcję, by zbudować syntetyczny, a zarazem nasycony szczegółami, obraz losu współczesnego emigranta. Coś w rodzaju pamiętnika XX wieku spisywanego przez politycznego uchodźcę, który żyje dziś z dala od Europy, źródła wszystkich cierpień, ale z żywą o niej i o nich pamięcią. Wiersze Iwaniuka, zwłaszcza te pisane w ostatnich latach, są jakby wstępną, brulionową wersją takiego poematu, w którym mogłaby znaleźć wyraz cała codzienność i uniwersalność losu współczesnych exulów. Wewnętrznym kośćcem tego projektowanego poematu (projektowanego w sensie wewnętrznej intencji i gotowości tekstu, a nie w sensie rzeczywistego zamiaru autorskiego) jest porządek jednostkowej biografii, jej kolejne zawęźlenia i odmiany stymulowane w równej mierze tektoniką historii, jak i rytmem codziennych potrzeb życiowych. Ale spoza tej ułamkowej kroniki wyłania się treść uniwersalna, obejmująca sobą kluczowe doświadczenia wieku wygnania i wydziedziczenia.
Można by zatem wyobrazić sobie universum poetyckie Wacława Iwaniuka w postaci takiej kompozycji obrazowej, której kształt jest utajoną projekcją sakralnego tryptyku. W planie centralnym znajduje się sfera cierpienia, doświadczenie krzyża z całą należną mu symboliką duchową. Skrzydła poetyckiego ołtarza to z jednej strony zamknięte ramą pamięci przedstawienia utraconego raju dzieciństwa, arkadyjskiej ziemi duchowego i naturalnego ładu ("Nazaret rozstrzelany wojną"), z drugiej zaś obraz powszechnej codzienności człowieka wydziedziczonego, rysunek samotnej pustki trapiącej exula. Ta sakralna perspektywa ujęcia twórczości Iwaniuka nie jest, jak mniemam, tylko czystym konceptem krytyka. Ma ona głębsze uzasadnienia, gdyż poezja autora Nocnych rozmów jest w swym zasadniczym geście duchowym dążeniem człowieka ku sacrum, do źródeł trwałych symboli zdolnych odnowić oblicze wielorako zrujnowanego świata. Iwaniuk od początku swej drogi pisarskiej opowiadał się po stronie poezji symbolicznej, wykorzystującej zarówno fantazjotwórczą energię wyobraźni, jak i trwałe poczucie związków z mową mitów, kulturowych i sakralnych symboli, z metafizycznym podglebiem bytu. W tej aurze powstały pierwsze utwory młodego debiutanta Pełnia czerwca (1936) i Dzień apokaliptyczny (1938). Jej zasadnicze składniki przeniesione przez wojnę miały też udział w kształtowaniu poezji już emigracyjnej. Wybór swój potwierdził Iwaniuk w słowie odautorskim do poematu Pieśń nad Pieśniami (1953):
"Napisałem ten poemat w bólu narodowym. (...) Całość jest wielkim symbolem. W jego materii poetyckiej, jak w źródle, wirują drobne i coraz drobniejsze słowa-podsymbole. Tylko poezja symboliczna jest wielka. Nie znoszę paplaniny liryczno- kawiarniano-realistycznej, która zabiła symbol, a z nim poezję."
Wprawdzie w latach późniejszych w coraz większym stopniu wiersz swój wypełnia Iwaniuk realistycznym właśnie konkretem, ale ułożenie owych przedmiotowych i sytuacyjnych faktów prowadzi niezmiennie w stronę rzeczywistości głęboko nacechowanej symboliką, także symboliką sakralną, podbudowanej wymiarem metafizycznym. Obrazowym odpowiednikiem tego zasadniczego ukierunkowania wyobraźni stała się w ostatnich latach dla Iwaniuka symbolika wielkiego Jeziora Ontario, u którego brzegów mieszka od lat kilkudziesięciu. Jest to w poetyckiej projekcji "wielkie Jezioro wypełnione słońcem" i ciemnością ludzkiej świadomości; lustro bytu.
Aktualność grozy doświadczenia wojennego potwierdza Iwaniuk w każdym swym kolejnym tomie poetyckim.
Najkrwawsze pola wojenne naszych czasów
To moje wiersze
Niewinni mordowani w więzieniach
Umierali we mnie
Muzea pieców hitlerowskich porosłe dziś trawą
Płoną wciąż we mnie.
(...)
My plemię Abla
Nie mamy już w życiu żadnych szans.(My plemię Abla; Nocne rozmowy, 1987)
W rozmowie z Markiem Zielińskim innymi słowami określił trwałość tego doświadczenia jeszcze dobitniej:
"Jestem pesymistą, jestem człowiekiem przegranym, niczego nie oczekuję od ludzi i przyszłości. Rzeczywistością moją jest wciąż wojna, doświadczenia i przeżycia na kilku jej frontach, która zamieniła świat w trupiarnię i dalej niszczy i degraduje człowieka. Ale nie mam wcale uczucia strachu, to zostało przy grobach i cmentarzach poległych. Mam uczucie tonącego, który tonie i nie może utonąć."(Więź, 4-5-6, 1985)
Odtąd też każdorazowa próba zapisania obrazu świata ujawnia swoiste porażenie, które dotyka nie tylko fizycznej natury rzeczywistości ale i sposobów czy możliwości mówienia o niej. W projekcjach fizyczności świata pojawia się jako kategoria kluczowa perspektywa postępującego gwałtownie ubożenia rzeczywistości, jej redukcja do składników elementarnych, gdy zostaje tylko krajobraz "suchy jak ziarno piasku," a prawdziwy wymiar rzeczy odsłania się częstokroć tylko przez negację, zaprzeczenie istnienia:
Przybliżam twarz do lustra ale lustra nie ma
Szukam rysów mych dłonią, ale nie mam dłoni.(Lustro; Lustro, 1971)
Nie mogę wyjść do ogrodu bo ogrodu nie ma
Nad rzeką która wyschła od wielu już lat
Śmierć łowi upartych rybaków
Ich wędki zarzucone jakby od niechcenia
Zamarły w powietrzu.(Wersja końcowa; Lustro, 1971)
Prezentowany obraz świata zawiera bowiem w sobie szczególnie aktywny ładunek infekcji, która rozkłada i niszczy wszystko od wewnątrz; jest to śmiertelne skażenie współczesnej cywilizacji wyniesione z wojny; ono zaszczepia światu swą negatywną energię, która mściwie przemienia rzeczy, naturę i ludzi w wydrążone od środka, wewnętrznie spustoszone niby-byty. Jak w wierszu Opis doliny:
Wszedłem w dolinę: jakaż była piękna
W zielonej łusce, jaka była młoda ?
Na jej zboczu łagodne paprocie
Stały ufnie jak stado jagniąt
Pod czujnym okiem matki.
(...)
A dzisiaj popękany czas
Suchym ruchem gasi krajobraz -
Wyrywa syte drzewa z ziemi
Rzekę uwalnia z brzegów.
Dzisiaj dolina jest jak mika w skale
Wyszlifowana do błyszczącej kości...(Opis doliny; Ciemny Czas, 1968)
Podobnie i mowa, język poetycki podlegają owym regułom redukcji ("Poezja... jest niema po paraliżu wojny"), a jedyną możliwością wydaje się jeszcze wiersz sprowadzony li tylko do nagiego konkretu i surowego kośćca refleksji, jak powiada Iwaniuk: "Suchy liryk odarty z ciała." Wszystko bowiem wyszło z wojny właśnie "odarte z ciała," zarówno rzeczy jak i natura, człowiek i jego mowa. I jest to odtąd istnienie nieustanne zagrożone w swych podstawach, demonstracyjnie wydane na łup nietrwałości i zniszczenia, właściwie martwe już w momencie poczęcia. Kto bowiem należy do plemienia Abla, skazany jest na zagładę. Napisze Iwaniuk:
Istnieją we mnie noce tak bezsenne
Że ciało moje zamieniają w popiół
A potem leżę, zgubiony jak wymiar.
Istnieją we mnie noce jak pająki
Razem z powietrzem wchodzą w moje płuca
I niszczą oddech.
Istnieją we mnie dni nieprzebudzone.
Czas za progiem o wypaczonym sensie
I ja dobijający się o własne istnienie.(Elegia; Ciemny czas, 1968)
Ma więc autor Ciemnego czasu ostre poczucie istnienia nie tylko zagrożonego, ale i niepewnego, bo trwale piętnuje je brak dostatecznego ciężaru wymiernej ciągłości wizerunku własnego "ja" ; tę odjęła wojna, rozbijając jednostkowy los na nie przystające do siebie fragmenty, z których buduje się tylko "wypaczony sens" własnej tożsamości. Stąd świadomość obciążona pamięcią jednego rodzaju, nachylona w czas apokaliptyczny, wypełniona głosami i portretami zmarłych, sama staje się bohaterem i tematem wiersza, jakby poetyckie "ja" ustępowało miejsca strumieniowi poszukującej siebie świadomości.
Mechanizm ten uruchomiła wojna, ale utrwaliło i podtrzymuje w aktywności doświadczenie emigracji. Dlatego do dziś nosi w sobie Iwaniuk nie tylko poczucie obcości wśród ludzi odmiennego języka, odmiennej kultury, historii, ale i świadomość widmowości własnej egzystencji. Częste więc będą w tej poezji wyznania typu:
Jakiż chaos nieba i ziemi. Ludzi i aniołów.
I ja wśród nich - niestety -
choć w istocie mnie nie ma.(Dialog na jeden głos; Wybór wierszy, 1965)
Podobnie w pisanym po angielsku poemacie Wieczory nad jeziorem Ontario (1961) mówić będzie o "mężczyźnie którego nie ma" i który "pisze nieistniejące poematy dla nieistniejących czytelników." Zanurzony pamięcią w przeszłości wojennej, ma świadomość nieprzekraczalnych granic, które dzielą go od otoczenia, ludzi i czasu. Ta nieprzekraczalność historycznego doświadczenia jest źródłem nie tyle może alienacji, co dogłębnej samotności.
Dla Iwaniuka, dzisiejszego mieszkańca kontynentu amerykańskiego, "tamtą stroną," ku której wraca nieustannie jego pamięć wspomagana wyobraźnią, jest kraj urodzenia, ściślej: rodzinna Lubelszczyzna.
Bardzo często budzę się w Lublinie.
Mój świat w którym żyję jest po tamtej stronie
Mój dom graniczy z wiecznością.(Sny zimą 1987 roku; Nocne rozmowy, 1987)
Samotność poety jest tym bardziej dogłębna, że sen emigranta (sen jakże typowy), przynosząc złudzenie obecności wśród swoich odtwarza już tylko rzeczywistość w dosłownym także sensie widmową, bo pozbawioną od czasu wojny realnych wyglądów rzeczy. Tego świata nie ma także, tak jak nie ma w nim śniącego, wszystko to zostało unicestwione przez historię. Jeśli więc poeta powiada o krainie tej "moja utracona Utopia" - ma to podwójny sens: została ona stracona nie tylko przez emigracyjne oddalenie w czasie i przestrzeni, ale i stracona wcześniej skutkiem gwałtownego zamknięcia się jednej epoki. Tym łatwiej więc o zabiegi mitologizacyjne, o takie podporządkowanie pamięci, że wyłania ona z siebie obrazy już przetworzone wedle wzorów arkadyjskich. Właśnie bukolik jest podstawową jakością ogniskującą w sobie epizody przeszłości; "tamta strona" to zawsze świat wypełniony po brzegi jasnością, pogodą, bujnością natury niczym biblijny ogród stworzenia:
W ogrodzie mego ojca przed wybuchem wojny
Wieczorem śpiewały słowiki wielkie jak gołębie
Kwiaty się uginały od nadmiaru rosy
Błyszczącej jak brylanty w koronie Jadwigi.(W ogrodzie mego ojca; Nocne rozmowy, 1987)
Nietrudno spostrzec, że wzorem, który rzutuje na obraz przywoływanego świata jest tu zarówno tradycja arkadyjska, jak i symbolika sakralna. Połączenie to, tak naturalne w polskiej tradycji poetyckiej, buduje wielowarstwowość widzeń, w jakich przegląda się poetyckie wspomnienie przeszłości i jednocześnie wyodrębnia sugerowany obraz rzeczywistości ze sfery podległej upływowi ludzkiego i historycznego czasu. Treść jego, wprowadzona w obszar poetyckiej mitologii, trwa odtąd poza czasem, "graniczy z wiecznością." Jest to jedyna w poezji Iwaniuka rzeczywistość suwerenna i niezależna względem wszystkich schorzeń i pułapek sprofanowanego świata realności. W niej świat trwa w takiej postaci, jaka godnie mu się należy, odbija w sobie nie ułomny porządek ludzki, ale boski ład wszechrzeczy, odzyskuje - chciałoby się powiedzieć - swą właściwą postać. Jak ów obraz Rózi z Powiśla w wierszu Lustro:
Pod turkusowym niebem które nie płowieje
Czysta jak lilia Rózia powraca z kościoła.
W perspektywie doświadczenia poetyckiego takim wzorem rzeczywistości suwerennej, która skutecznie wyzwala się z więzów zmiennej realności czasu jest dla Iwaniuka poezja Józefa Czechowicza. Poezja, która przechowała zdolność i umiejętność destylowania wiecznego porządku rzeczy, symbolicznego ładu świata z chaosu faktów zwykłej codzienności. Dlatego też tak często autor Lustra przywołuje imię Czechowicza, nawiązuje do jego wizji świata. Jest w tych powrotach nie tylko świadomość długu zaciągniętego w czasie poetyckiej młodości, która upłynęła Iwaniukowi po części w bliskim kręgu wpływów i przyjaźni Czechowicza, ale i dojrzały hołd składany "najbardziej nieskazitelnej konstrukcji poetyckiej Dwudziestolecia," zwrot ku źródłom krystalicznej polszczyzny.
(...)
znał się jak każdy czarodziej
na dźwiękach, na roślinach i na naszych słowach
układanych z płomieni lubelskich wulkanów -
Czechowicz leksyczny
Czechowicz tropikalnie polski
Czechowicz - hejnał plonu i sierpniowych dostatków
w nim jak w popielatym mleczu
ufność rządziła ufnością(Czechowicz; Milczenia, 1959)
Czechowicz, jak i inni bliscy Iwaniukowi poeci (Leśmian, Piętak) pozostał już na zawsze "po tamtej stronie," jego postać trwale też zrosła się z obrazem Lubelszczyzny, w której klimatach błąka się sen emigranta, wyolbrzymiając je w niezniszczalną wieczność, w rysunek zagubionego ładu istnienia.
A sen emigranta zaczął się właściwie przed powstaniem historycznych okoliczności uzasadniających przyjęcie losu exula. Zaczął się niewiele miesięcy przed wybuchem wojny i zapisał go Iwaniuk nieświadom w pełni wszystkich ukrytych znaczeń, które miały się dopiero odsłonić:
Lecz odjechałem i wracać nie chcę.To fragment wiersza Pamięć drukowanego w Kamenie z listopada-grudnia 1938 roku.
Żałuję tylko cienistych progów,
fujarek lip, ogarków gwiazd,
których nie widzę w zenicie miast.
Dla mieszkańca ciasno zabudowanej Europy rozległe bezludne przestrzenie Kanady, rozcięte łańcuchami Gór Skalistych, są końcem świata. Wacław Iwaniuk opuścił Europę 3 listopada 1948 roku, wypływając statkiem "Empress of France" z Liverpoolu do Quebecu i Montrealu. Z Montrealu miał zapewniony przejazd koleją do Edmonton w Albercie i dalej do małego miasteczka Thorsby wspartego o rzekę North Saskatchewan, gdzie mieszkał jego wuj, Józef Krukowski. Po latach napisze w swym angielskim poemacie:
Jestem pewien, że był szczęśliwy
jak tylko może być szczęśliwa istota ludzka:
Gdyby czytał powieść Hiltona,
posiadłość swą nazwałby Shangri-La.
Ale nazwał ją Thorsby,
zgodnie z duchem tej ziemi
i oficjalnym językiem.
Thorsby to była i do dziś pozostała
nędzna osada,
ale kiedy żył tu mój wuj
było to miejsce olśniewające,
ze wspaniałymi wysoko rosnącymi drzewami
pod osłoną Gór Skalistych,
tak wstrząsająco pięknych w pogodny dzień,
sądzę, że było to równie cudowne
jak legendendarna Shangri-La.
(From my Canadian diary; Evenings on Lake Ontario, 1981, tłum. J. Kryszak) *)
Zostawiał za sobą Europę z jej wojenną przeszłością, kulturą podejrzliwie wpatrzoną we własne schorzenia, zostawiał swą przeszłość najpierw początkującego poety, potem żołnierza, więźnia hiszpańskiego obozu koncentracyjnego, znów żołnierza, kombatanta oczekującego na odmianę losu w obozach Polskiego Korpusu Rozmieszczenia i Przysposobienia, słuchacza kursów na uniwersytecie w Cambridge czytającego z zapałem wiersze T. S. Elliota i próbującego pisać w nowym języku autora The Waste Land pierwsze wiersze. Zostawiał wszystko, by zaczynać od początku najpierw w Thorsby i Edmonton, potem krótko w Ottawie i wreszcie, już na zawsze, w Toronto. Najpierw jako ubojowiec w rzeźni Swifta, potem już na dłużej, na całe lata, w sądzie przy City Hall jako tłumacz. Europa oddalała się coraz bardziej, a Kanada, przynajmniej geograficzna Kanada, "nabierała magnetycznej siły."
Zamieszkałem na końcu świata
mój kontynent o nic mnie nie pyta
żyjemy w przyjaznych stosunkach
on dla siebie a ja dla siebie.(Słucham słów siódmej fali; Nocne rozmowy, 1987)
Ten wymiar życia wprawdzie "w przyjaznych stosunkach," ale jednak tylko obok siebie, a więc bez poczucia pełnej identyfikacji, dotyczy głównie, a może jedynie, duchowej treści egzystencji. Pamięć odmiennego rodowodu kulturowego i historycznego, zamknięta w jej rdzeniu traumatyczna skaza obciążenia wojennego, skutecznie uniemożliwia taką pełną identyfikację z nowym miejscem osiedlenia. Tym bardziej, że jest ono jeszcze zbyt płytko zakorzenione w historii, a zatem niewiele może mieć zrozumienia dla kulturowego dziedzictwa starej Europy. "Kraj jest olbrzymi - napisze Iwaniuk w pierwszych słowach swego anglojęzycznego poematu - ale umysł jego jeszcze dojrzewa" ; w polskiej wersji podobna opinia została sformułowana w wierszu Dialog na jeden głos (Wiersze wybrane): "Jestem przecież już po tej stronie / gdzie wszystko jeszcze w strąku." Z chwilą jednak wzajemnego uznania swej podmiotowej odrębności pozostaje jeszcze Kanada inna, Kanada geograficzna, i ta staje się w twórczości Iwaniuka obiektem rosnącej w miarę upływu lat fascynacji. Można by z wierszy autora Nocnych rozmów wyłączyć wcale obszerny zestaw tekstów, których treść wzruszeniowa szczególnie silnie łączy się właśnie z pejzażem kanadyjskim, jego przyrodą, odmianami natury. Kanada niewątpliwie stała się obiektem podziwu i przestrzenią zdolną łagodzić traumatyczne doświadczenia emigranta.
Nie urodziłem się tu, nie kosztowałem owoców tej ziemi
Ale głos mój drży, kiedy mówię o niej.(Elegia o cmentarzu w Toronto...; Nemezis idzie pustymi drogami, 1978)
Niezależnie jednak od owego przyrostu treści wzruszeniowej ofiarowywanej przez miejsce osiedlenia, Kanada pozostaje jednak tylko tłem (prawda, że tło to wypełnia niekiedy wiersz bez reszty) dla codziennej powszedniości emigranta, który samotnie toczy swój własny spór ze światem, zapisuje trapiące go lęki i urazy, śni na jawie swój nie mogący prześnić się sen tułacza. I w miarę upływu lat spór ten nasyca się coraz częściej smakiem goryczy, rozczarowań, poczucia niespełnienia i daremności. Nie przypadkowo jeden z ostatnich zbiorów poetyckich Iwaniuka nosi tytuł Nocne rozmowy. To jedno z ogniw owych wiecznych sporów z polskością, narodową historią, z losem złośliwie wypaczającym pragnienia. Autor tego tomu z dyskursywną niemal publicystyczną bezpośredniością i ostrością przywołuje fakty życia emigracyjnego polskiej społeczności, nazwiska, instytucje, by wypowiedzieć swój czy to sprzeciw czy żal, niechęć do odprawiania narodowych misteriów, do życia iluzjami, do zafałszowanych wartości. Pasja politycznego pamflecisty, gryząca ironia, szyderstwo - to niekiedy jedyna broń jaka zostaje emigrantowi dla obrony własnych racji, własnego sensu wybranego losu, a wiersz jego jest dziś, jak sam powiada, "bardziej drażliwy i gorzki," niż wczoraj. Wprawdzie składnik publicystyczny pojawiał się w twórczości poetyckiej Iwaniuka już od początku emigracji (np. w tomie Pieśń nad pieśniami, 1953), ale teraz, gdzieś od zbioru Nemezis idzie pustymi drogami (1978) nabiera on specjalnej mocy, wypełnia wiele wierszy i dotyczy zarówno schorzeń emigracji jak i kraju. Nie szczędzi gryzących słów Kulturze, Zeszytom Literackim, czołowym postaciom emigracyjnego establishmentu, z talentem pamflecisty patrzy też na sprawy kraju zniewolonego politycznymi klęskami.
Ale w owej tonacji ironii, szyderstwa, karykaturalnego niekiedy zniekształcenia faktów kryje się też coraz częściej swoisty, jeszcze skrywany, ale przecież dla czytelnika już widoczniejący, lęk przed utratą tego właśnie świata, z którym spór potwierdzał sens istnienia i racji emigranta. Lęk przed coraz jawniej gospodarującą w nim śmiercią. Tom Nocne rozmowy to także zbiór epitafiów, nekrologów, którymi Iwaniuk żegna zarówno swych przyjaciół, jak i oponentów (Czechowicza, Gombrowicza, Białoszewskiego, Przyłuskiego, Frylinga, Wata, Andrzejewskiego **) ). Śmierć właśnie zdaje się coraz skuteczniej wypełniać wiersz, wkrada się w obrazy, między wersy, obecność jej porządkuje wypływające z pamięci epizody biografii. Świat zaludnia się umarłymi, stąd jego poetycki obraz kształtowany sub speciae aeternitatis raz jeszcze przypomina, że kto pochodzi z plemienia Abla, skazany jest na zagładę.
(1990)
.............................................................
I am sure he was as happy
as any human being could be;
Had he read the novel by Hilton,
he would have called his home Shangri-La.
But he called it Thorsby,
according to the spirit of the land
and the official language.
Thorsby, it was and it remains,
a shabby settlement today;
but when my uncle settled here,
it was a breathtaking place,
with a magnificent stand of tall trees
against the backdrop of the Rocky Mountains,
so impressive on a clear day,
that it was, I believe, as wondrous
as the legendary Shangri-La.
..............................................................
**) Później, w roku 1988, również Józefa Łobodowskiego. (AMK)
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||