

|
Może podniosła się dobra gwiazda, Może obróciło się koło, A może to tylko taki dzień: Malutkie pliszki sfrunęły z gniazda I za matką skaczą wesoło, Myszate w niebieski cień. A w polach dzika zabawa: Na wietrze przewraca się trawa I wzdyma się coraz puszyściej i gęściej, On mocny, szumiący, kosmaty, Ona pełna zapachu i świateł, Może to szczęście, może to szczęście? Może nie szukać wróżby w zodiaku Tylko tuż obok, na długość rąk: Czerwiec jest wylęgarnią ptaków I miodosytnią łąk. Na koniczynie, na czwartym listku Najwyraźniej wypisane to wszystko, I każda wesoła Wie o tym pliszka, trawa i pszczoła. |
|
Lato jest młodą, źrebną łanią, Najmniej co rodzi, to bliźnięta, Brązowy łoś ugania za nią Aż dudni ziemia zachłyśnięta. Zdyszane biegną w las przez pola I zatrzymują się na skraju, I wzbiera mądra Boża wola Pęczniejącego urodzaju. I od tupotu w takie noce Dreszcz zachwycenia glebą płynie, I obrywają się owoce, I okrągleją tęgie dynie. I wschodzi świt i twarz odsłania, I obudzona w nagłym błysku Pożywną rosę liże łania Na macierzyńskim legowisku. |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||