
Po lutowej podróży do Paryża poświęconej poszukiwaniu polskich śladów otrzymałem sugestię, by odwiedzić grób polskiego króla, który na miejsce swych ostatnich dni wybrał Paryż - Jana Kazimierza. I na to przyjdzie czas - gdy znów odwiedzę miasto, w którym powstał "Pan Tadeusz"...
Wyruszyłem więc do Poznania - szukać źródeł polskiej państwowości. Wiem, że historia źródło polskiej państwowości umiejscawia raczej w okolicach Gniezna, ale tu - w Poznańskiej katedrze spoczęli pierwsi polscy władcy, twórcy państwa polskiego - Mieszko I i pierwszy polski król - Bolesław Chrobry.
Komunikacja z Krakowem nie jest najlepsza - pociąg do Poznania przyjechał o piątej rano. Za wcześnie by pójść do miasta... Zatrzymałem się przez chwilę przed jedną z świetlnych tablic w hallu dworca. Tablica przedstawiała lokalizację bankomatów w Poznaniu. Wiele z nich potrafi obsługiwać już karty kredytowe - te same, których znaki widziałem podczas pobytu w Paryżu. Dużo ich było. Czy to już Europa?...
Po chwili zastanowienia przestałem się dziwić. Przecież Poznań od lat jest miastem banków... To tutaj działały przez czas rozbiorów polskie kasy i banki. To tu kultywowane są tradycje Targów...

Poszedłem w stronę Rynku. I tu znów kolejne pozytywne wrażenia - tu jest czysto. Ulice nie są zasypane śmieciami. I choć to dopiero wczesny niedzielny ranek - spotkałem ludzi sprzątających chodniki przed domami... I choć w ten marcowy poranek miasto nie jest bardzo kolorowe to jednak ten widok podniósł mnie na duchu - zależy nam już na wyglądzie polskich miast.
Kolejne wrażenie - całościenna informacja - że z Poznaniem związany był Józef Wybicki - twórca naszego hymnu narodowego. To do Poznania za Czarnieckim kierują nas słowa Mazurka Dąbrowskiego.
Poznańska Katedra. Niewiele tu autentycznych pozostałości po czasach pierwszych władców Polski. Ale to tu - w Złotej Kaplicy - znajduje się od ponad 150 lat mauzoleum Mieszka I o Bolesława Chrobrego. W początkach polskiej państwowości nie było właściwie ani stolicy ani granic - a tu - w Poznaniu - aż do czasów Kazimierza Odnowiciela była siedziba władców Polski. A jednak - i sam Król również spoczywa pod posadzką poznańskiej katedry...
I co ciekawe - przed katedrą pomnik Mistrza Jana z Czarnolasu. To dziwne - ale nawet teraz - w marcowy poranek - poczułem zapach kwitnących lip...
Wracam na poznański Rynek. Wśród zabudowań pomnik Bamberki. To tu dotarli przed laty niemieccy osadnicy - by na polskich ziemiach szukać pracy... Być może zamiarem niemieckich władz było wzmocnienie niemieckiej obecności w Poznaniu... Ale tradycje pracy i wśród Polaków - pozostały. To tu - w Poznańskiem - trwała najdłuższa wojna nowoczesnej Europy - zakończona zwycięstwem - przyłączeniem ziemi poznańskiej do Polski po odzyskaniu niepodległości. To ciekawa "wojna" - w której nie słychać świstu kul, w której nie padają zabici i ranni. A co ważniejsze - tę wojnę można wygrać...
Ciekawe dlaczego w podręcznikach historii więcej wagi przykłada się do przegranych powstań śląskich - czy wcześniejszych - listopadowego i styczniowego. Czyżby taka nasza narodowa obsesja - chlubienie się tylko przegranymi?
Poznański Ratusz również nosi ślady polskości. Na szczycie wieży od końca XVIII wieku siedzi polski orzeł. Ściany zdobią wizerunki polskich królów i kartusz z inicjałami Stanisława Augusta. To symbole wierności miasta polskiemu władcy - i obrony polskich granic. I tu też, jak z wieży krakowskiego Kościoła Mariackiego - w południe - oglądając taniec koziołków - można posłuchać hejnału...
I tuż obok - w narożnej kamienicy - malutkie Muzeum Henryka Sienkiewicza - efekt fascynacji twórczością autora, piszącego swe książki "ku pokrzepieniu serc"... Tu też - na Rynku - w Muzeum Instrumentów Muzycznych mogę zobaczyć fortepian, na którym przed laty w dworku w podpoznańskim Antoninie grał Chopin, którego grób widziałem na paryskim cmentarzu Père Lachaise.
Powędrowałem też do Palmiarni - od dawna oglądałem jej wnętrze - na pocztówkach - teraz mam okazję obejrzeć ją realnie. To miły spacer - zawsze odpoczywam patrząc na zieleń roślin. Specjalna nowość dla mnie to nie jest - w Krakowie w uniwersyteckim Ogrodzie Botanicznym też oglądałem palmy i kaktusy - ale tu - to spełnienie jednego z marzeń sprzed lat. I jeszcze jedno dziecinne wspomnienie odżywa na widok małej tu, niepozornej rośliny z rodziny turzyc...
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||