POETYCKIE OBRAZY WACLAWA IWANIUKA   (II)





WACLAW IWANIUK




NIE PLAMIAC SIE BRUDNYM SLOWEM

Nareszcie moge powiedziec wszystko od A do Z
nie plamiac sie brudnym slowem.
Nie moge wam przyrzec radosnej lektury
ani odpoczynku nad ksiazka moich wierszy.
Chcialbym by zdania te byly lagodniejsze
ale nie moge sie zmusic.
Tak bardzo wierze w to co mowie
ze gotow jestem poddac sie probie ognia.

Slowo raz powiedziane pozostanie
i bedzie swiecic lub kopcic
uzdrawiac lub czadzic cale pokolenia.

Ode mnie przeto zalezy jak zakielkuje i co wyda
apostolow czy zausznikow.
Ruchome piaski pod stopa
To zadna dla mnie nowina
choc wsrod Kainow i Abel sie zdarza.
Usuniete z oczu szkielety pomordowanych
dalej wolaja o sprawiedliwosc.

Zatruta jest nasza ziemia.




DO CEZARA

Nie modl sie, Apostole, o zbawienie Rzymu:
w legendy zapomniane dzis juz nikt nie wierzy.
Historia nie pamieta gallijskich olbrzymow,
bo Rzym czasow dzisiejszych nie nad Tybrem lezy.
Jezeli szelest slowa jest wyznaniem wiary
i serce mu wtoruje rytmem krwi czerwonej,
to po co ci powracac do legendy starej,
uwielbiac Rzym, cezarow i rzymskie legiony?

Wroc raczej do spraw naszych. My tez jak poganie,
mamy w ksiedze Historii niezatarte strony.
Niczego nie naucza nas twoi Rzymianie,
a w zbrodniach palme wziely germanskie legiony.
Nasze matki tez dzieci skladaly w ofierze
i ginely palone w swietnych krematoriach.
Wiec, powiedz, Apostole, ale powiedz szczerze,
w czymze moze dorownac nam twoja historia ?

Kiedy z twojego slowa tresc swiecaca bije,
nasza mowa jest klamstwem i brudem splamiona.
Ty nie wiesz ile strachu moje serce kryje,
bo twoj Tybr byl blekitny! Moj: Wisla czerwona!
Ty wierzyles milosci, a ja prawdy szukam
rozumem. Twoja wiara kurtyn nie rozwalim.
Ja musze isc po ziemi, nie po mlecznych lukach,
w snach moich wciaz Warszawa tak jak Rzym sie pali.

Jak groznie dzis Historia w laur sie oplata,
lecz kolor mej zaloby swej barwy nie zmienil.
Nie Rzym mnie dzis obchodzi, lecz zbawienie swiata,
ktorego dlawi smiercia zaraza Czerwieni.
Jezeli, Apostole, chcesz pomoc mej trwodze,
to zapomnij o sobie - ratuj nasze Rzymy.
I nie ucz nas rozpaczy, ale wiary wodza,
wiary w swiat, o ktorego zbawienie walczymy.

Nie w Rzym! Naszych czasow juz nic nie zagluszy,
ni muzyka Wagnera, ni lutnia Puszkina.
Jesli wiec, Apostole, chcesz mnie slowem wzruszyc,
daj mi orez na zbrodnie, ktora sie zaczyna.




KARTAGINA

Dziwny to kraj
Ta nasza Kartagina
Jak medalion wiszacy
U szyi Baltyku
A schowany
Pod butem Rosji

Z niego prowadzily kiedys
Drogi w Oswiecenie
Do Rzymu
Do Florencji
W Norwidowski dom

A dzis
Starym goscincem
Wiedzie na Syberie

Dziwny to kraj
Smutny to kraj
Ciemny przedsionek

w Azje
W przepasc.




Z MOJEJ KSIEGI RODZAJU


5

Ale u progu tak zwanego czyscca
co zobaczymy. Swiety Piotr gruby jak
sierzant policji, z rewolwerem kluczy
za pasem, kaze wszystkim ustawic sie
rzedem. Tak jak sie to robi w wojsku
lub w wiezieniu i zlozyc ziemski raport.
Ci w nowych ubraniach, prosto od krawca
beda chyba zalowac wydanych pieniedzy.
Ubrania ulozymy w kostke u wylotu stop.
Patrzac na nasza bielizne nie jeden sie
usmiechnie, tyle w niej pomyslowej mody.
Warga Piotra uniesie sie i upadnie
Ale nie wyda glosu. Wyuczonym zdaniem
kaze zdjac bielizne. Kostki pod piana
koszul traca wojskowy rytm, ich bezlad
dodaje nam cywilnej otuchy. Tylko
wstydliwe miejsca zaslaniamy dlonmi
zgodnie z zakorzeniona w nas moralna
zasada. Ciala nasze sa tak przestraszone
iz boja sie zetkniecia z powietrzem. Ich
nagosc nigdy jeszcze nie byla wydana
na tak otwarta pastwe. Teraz u progu
tak zwanego czyscca nie czuja juz w sobie
ani ewangelicznego zaru ani swietego
terroru, gdy slysza glos Piotra:
Panowie, prosze do gazu.

A swiety Piotr po wojnie uciekl do Egiptu.




LITANIA

Na osiwiale w ciagu jednej nocy
Na wywiezione w bydlecych wagonach
Na ten popiol w ktory nasze matki
Odchodzily bez pozegnania
Na ich dlonie ciagle obecne.
O egzotyko wybielonych rowow
Gdzie sie nad cialem lituje tylko biel
O slowa, rodzace sie z uporem
Pelne jak Prometeusz przykute do warg
Podrozujace cieniem po rubiezach
Z obolem ciszy olowiu na wargach
O zatloczone hermetyczne sny.




ADAM I EWA

Adam. I Ewa narodzona z zebra
ciepla jeszcze, kusi nagim cialem
Lezac, daje Adamowi jablko ktore on
poslusznie wezmie i zje, jej maz i kochanek

Potem zapamietaja okrutny gniew Boga
i Jego slowa ktore mimo lat
potopow wojen obozow i piecow
przetrwaly do dzis by nas Pieklem straszyc.




TAK JAK LUDZIE

Ptakom naszym dzieje sie krzywda;

Gdyby mialy rece
Moglyby nosic rewolwery
Porywac samoloty
I podkladac bomby
Pod gniazda z piskletami wrogow.

Tak jak to robia ludzie.








Copyright © 1997-1999 Zwoje