REFLEKSJE KATYŃSKIE





ANDRZEJ M. KOBOS



     W kwietniu 1998 minęła kolejna, już 58., rocznica zbrodniczej likwidacji przez Związek Sowiecki polskich obozów jenieckich w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, określanej zbiorowo jako "zbrodnia katyńska", od lasu w okolicy Katynia, miejsca egzekucji polskich jeńców z Kozielska.

     W październiku 1992 roku wysłannik Prezydenta Rosji Borysa Jelcyna przywiózł do Warszawy dokumenty z archiwów Kremla zawierające memorandum Berii, zaaprobowane podpisami Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa i Mikojana, stanowiące rozkaz egzekucji polskich 15 tysięcy jeńców oraz ponad 11 tysięcy osób cywilnych.




     Zbrodnia katyńska, od odkrycia przez Niemców masowych grobów katyńskich wiosną roku 1943, przez 55 lat była przedmiotem dziesiątków publikacji, analiz, prób ujawnienia. W Warszawie, w Forcie Czerniakowskim, istnieje wstrząsające muzeum katyńskie – budzą grozę wykopane resztki szczoteczek do zębów, pędzli do golenia, sprzączek do pasów, guzików, butów. Niewiele już nowego można o Katyniu napisać. Katyń stał się symbolem zbrodni stalinowskich przeciwko narodowi polskiemu, która na kilka pokoleń rzuciła głęboki cień goryczy i nieufności na obraz Rosjan w polskich oczach.

* * *

     Opublikowane w 1992 roku "dokumenty katyńskie" stały się również przedmiotem wielu artykułów historyków i publicystów, z których szczególnie trafna wydaje mi się analiza Zbigniewa Siemaszki [Zeszyty Historyczne 103 (1993) str. 64-79, Instytut Literacki, Paryż 1993].

      Poniżej przedstawiam kilka moich refleksji nad opublikowanymi dokumentami katyńskimi.

  1. Reakcja ludzka na te dokumenty: Mimo, że od lat nie było wątpliwości kto był sprawcą zbrodni, to jednak po ponad 50 latach, czytając, czarno na białym, wydany z zimną krwią państwowy nakaz dokonania masowej zbrodni na 26 tysiącach ludzi, nie można powstrzymać uczucia nieporównywalnej z niczym grozy, grozy jakby od nowa.
  2. Dokumenty rozstrzygają jednoznacznie, że zbrodnia nie była żadną pomyłką – "oszibką." Warto dodać, że obalają one także dosyć niegdyś rozpowszechnione przypuszczenie, iż żadne dokumenty zbrodni nie znajdą się nigdy, gdyż takich rozkazów nie wydawało się na piśmie. Ale w Sowietach zapisywało się je – to znowu dodaje grozy temu systemowi.
  3. Dokumenty katyńskie wystawiają swego rodzaju pomnik niezłomności wielu, którzy głosili prawdę o Katyniu oraz zabiegali o jej rozpowszechnienie, przez długie lata nie pozwalając zapomnieć o zbrodni. Od polityków emigracyjnych i historyków, do ludzi związanych z Katyniem głównie emocjonalnie poprzez utratę tam swoich bliskich. Wielu z nich już nie żyje. Ci z nich, którzy doczekali "godziny prawdy" mogą zasłużenie mieć poczucie – jak powiedział mi Janusz Zawodny, autor monumentalnej publikacji Death in the forest (1962) – "dojścia do mety". To poczucie miał zapewne również Józef Czapski w ostatnich miesiącach życia, miał je przed śmiercią także Stanisław Swianiewicz, jedyny ocalały z transportów katyńskich wskutek aresztowania go przez NKWD tuż przed załadowaniem na ciężarówkę wywożącą kolejnych jeńców do lasu na egzekucję, autor książki W cieniu Katynia, i ma je Bożena Łojek. Ci wszyscy są także częścią historii katyńskiej. Wielka jest zasługa tych wszystkich ludzi, nie tylko tych tutaj wymienionych, wobec Historii.
  4. Wydaje się być gorzką ironią historii to, iż gdyby Niemcy nie odkryli byli grobów katyńskich, gdyby wówczas nie nadano temu rozgłosu i gdyby od razu nie urosło to do co najmniej kłopotliwego problemu dla Sowietów, to w kilka lat później ten sam los spotkałby sześćdziesiąt tysięcy innych Polaków, żołnierzy Armii Krajowej wywiezionych do Sowietów w latach 1944 i 1945. Być może nie wróciłby z nich nikt. Oni przecież tym bardziej byli uznani za "zatwardziałych wrogów władzy sowieckiej i kontrrewolucjonistów." To, że Stalin potraktował ich łagodniej, było wynikiem nie tylko zmienionej już sytuacji, ale i rozgłosu o Katyniu. To chyba dzięki wcześniejszemu odkryciu Katynia liczni z nich jednak powrócili do Polski. Należy pamiętać, iż eksterminacja jeńców polskich w roku 1940 była jakby kontynuacją wcześniejszej o kilka lat masowej eksterminacji Polaków na sowieckiej Białorusi i Ukrainie.
  5. Zacząłem od reakcji ludzkiej i zakończę na niej. Metody egzekucji w Katyniu (Kozielsk), w Charkowie (Starobielsk), czy Miednoje (Ostaszków) były różne. Tutaj refleksja. W 1992 roku oglądałem u pani Krystyny Rodziewicz-Krakowskiej w Bossard pod Montrealem wstrząsającą taśmę telewizyjną z ekshumacji pod Charkowem, w lecie 1991 r. Pierwszy jej mąż, mjr Mikołaj Rodziewicz, zginął wśród jeńców Starobielska. Zapytałem panią Krystynę: "Jak to jest? Przeżyła Pani nieomal całe dorosłe życie już po śmierci pierwszego męża, w zupełnie innych warunkach, a ciągle żyje Pani tamtą tragedią, wspomnieniem pierwszego męża."

    Odpowiedziała mi:

          "Byliśmy razem tylko przez kilka lat, był ojcem mojego dziecka, które urodziłam na dwa miesiące przed tym, gdy go zamordowali. I mam go ciągle przed oczyma na tej ławce w Charkowie, przesuwającego się do drzwi celi, zza których już nie było powrotu, w kolejce do śmierci. Teraz widzę te przestrzelone czaszki wyciągane z ziemi. A po wojnie, to przeżyłam już tylko normalne życie."

          I tysiące takich tragedii ludzkich jak ta, wraz z upokorzeniem rodzin "katyńskich," zmuszanych przez wiele lat do ukrywania nawet okoliczności śmierci ich mężów i synów – żołnierzy Rzeczypospolitej, rodzin pozbawionych nawet godności żałoby i żalu, jest inną stroną tragedii katyńskiej, którą historia także winna zapisać.

1998








Copyright © 1997-2007 Zwoje