
19 kwietnia 1943 roku wybuchło powstanie w Getcie Warszawskim. Było to pierwsze w okupowanej Europie otwarte i zorganizowane wystąpienie zbrojne na dużą skalę przeciwko hitlerowskiemu systemowi. Powstanie w Getcie nie miało określonego celu militarnego. Nie było nawet walką o uratowanie życia. "My nie chcemy ratować życia. Żaden z nas żywy z tego nie wyjdzie. My chcemy ratować ludzką godność " - powiedział żołnierz ŻOB Arie Wilner-"Jurek" podczas spotkania z Henrykiem Wolińskim - "Wacławem", szefem referatu żydowskiego w Komendzie Głównej Armii Krajowej. W kwietniu 1943 roku Woliński przywiózł do getta plan ewakuacji bojowców ŻOB do lasu i partyzantki, jednakże ŻOB była zdecydowana pozostać i walczyć w Getcie. W wyniku powstania znacznie osłabł prestiż armii niemieckiej w oczach mieszkańców Warszawy oraz wzrosło poparcie i uznanie dla Żydów. Powstanie zostało po wojnie uznane za jedno z najważniejszych wydarzeń historii narodu żydowskiego.
Nie wierzono w te wieści także w rządzie polskim w Londynie. 31 marca 1942 polski Rząd na Uchodźstwie pytał telegraficznie Delegaturę Rządu w Kraju: "Czy jest zgodne z prawdą, że we Lwowie, Stanisławowie i Kutach oddziały SS i Ukrainy wymordowały kilka tysięcy Żydów w strasznych masakrach?". Pierwsza poważna relacja, opracowana przez Bund, dotarła do Londynu w czerwcu 1942 roku. W raporcie Bundu podano długi wykaz strat poniesionych przez ludność żydowską i oceniono ogólną liczbę zabitych na około 700 tysięcy. W rzeczywistości przekraczała ona już wówczas jeden milion. Rząd polski starał się nadać duży rozgłos raportowi Bundu, a gen. Sikorski mówił o eksterminacji Żydów m. in. w programie radiowym BBC w dniu 9 czerwca. Wkrótce potem nadeszły dwa obszerne meldunki Komendy Głównej AK (przywiezione w listopadzie 1942 przez kuriera KG AK Jana Karskiego), które potwierdziły doniesienia Bundu.
Odzew wśród aliantów był jednak znikomy. W USA jedynie dziennik The New York Times powtórzył informacje nadchodzące z Polski, zamieszczając je jednak na dalszych stronach swych numerów.
Bunkry w Getcie zaczęto urządzać po pierwszej wielkiej akcji likwidacyjnej, zakończonej we wrześniu 1942, gdy wywieziono już 300 000 ludzi i gdy już nikt nie miał złudzeń dokąd zmierzały transporty. W nocy rozlegał się zgrzyt pił, stuk młotków, uderzenia kilofów. Zwożono potajemnie cement i cegły. Pompowano wodę, kopano studnie podziemne, schrony. Najważniejsze bunkry i umocnienia powstały w budynkach na Miłej 18 i 29, Franciszkańskiej 30, Świętojerskiej 36, Nalewkach 33-37, Lesznie 56 i 74, Nowolipiu 69.
W kamienicy przy ul. Miłej 18, na przełomie lat 1941/1942 grupa szmuglerów, którymi kierowali Srul Isler i Mojżesz Kulas zorganizowała, kując mury, dobrze zabezpieczoną kryjówkę o pięciu wyjściach. To właśnie miejsce wybrano na kwaterę Żydowskiej Organizacji Bojowej, tworząc tam centralny ośrodek walki w Getcie i główny punkt dowodzenia. Wzmocniony i wyposażony bunkier na Miłej 18 podzielony został na sektory o nazwach "Treblinki," "Trawniki," "Poniatów" i "Piaski", a wyjścia z niego miały umożliwić zaatakowanie nacierających hitlerowców od tyłu, co zresztą jak się okazało nie zdało egzaminu.
Głównym problemem ŻOB był brak broni. Wspomniany wyżej "Jurek" (Arie Wilner) nawiązał wówczas kontakt z Komendą Główną AK. W wyniku rozmów z AK jesienią 1942 powstała w Getcie Żydowska Komisja Koordynacyjna, która podporządkowała się polskim podziemnym władzom cywilnym i wojskowym, a gen. Stefan Rowecki-"Grot" wydał rozkaz aby ŻOB, podobnie jak AK, zorganizowała się w tzw. piątki bojowe. ŻOB utworzyła 22 grupy bojowe, których skład pokrywał się z grubsza z podziałem na partie polityczne. I tak Dror miał pięć grup, Hacair - cztery, PPR -cztery, Bund - cztery, itd. Grupy liczyły od 10 do 20 członków, a w sumie ŻOB przed wybuchem Powstania liczyła około 500 osób. Komendantem ŻOB został Mordechaj Anielewicz-"Malachi," VM, a jego zastępcą Icchak Cukierman-"Antek." Powstały także lokalne oddziały ŻOB w Białymstoku, Będzinie i Częstochowie.
ŻOB usilnie domagała się od AK broni, jednak do połowy stycznia 1943 otrzymała jedynie 10 pistoletów. Stosunek Komendy Głównej AK do ŻOB zmienił się jednak po wydarzeniach 18 stycznia 1943. Tego dnia oddziały Niemców i ich sojuszników, które wkroczyły do Getta z zamiarem deportacji około 8 000 osob, zostały zaciekle zaatakowane przez ŻOB. Walki trwały cztery dni, zginęło kilkaset osób, a deportacje, po wywiezieniu około 5 000 osób, przerwano. Był to przełom nie tylko w stosunkach AK-ŻOB, ale również wzrósł znacznie autorytet ŻOB wśród ludności Getta. Zaczęto masowo stosować się do poleceń ŻOB, bojkotowano zarządzenia niemieckie, budowano bunkry, barykady oraz tunele. Zbierano pieniądze, które natychmiast przerzucano na stronę aryjską w celu zakupu broni. Biuletyny Polski Podziemnej pisały o styczniowych walkach w Getcie z uznaniem. ŻOB otrzymała wtedy od AK kolejne kilkadziesiąt pistoletów, amunicję, około 600 granatów, jeden ręczny karabin maszynowy, jeden pistolet maszynowy oraz materiały wybuchowe i inne do produkcji butelek zapalających i granatów.(1) Własną produkcją granatów i butelek kierował w Getcie inż. Michał Kepfisz, VM. Bojowcy ŻOB otrzymali także pewną ilość broni od PPS oraz od partyzantki komunistycznej, tj. PPR i GL. Ilość tej broni nie jest znana, była ona prawdopodobnie znikoma. Komuniści odegrali za to znaczną rolę w nabywaniu oraz przerzucaniu broni. W sumie, przed Powstaniem, ŻOB dysponowała około 25 pistoletami maszynowymi, 10 karabinami maszynowymi, i 20 karabinami zwykłymi.
Oddział Korpusu Bezpieczeństwa PPS pod dowództwem mjr "Bystrego" (Henryka Iwańskiego) walczył przez pewien czas w Powstaniu wewnątrz Getta, a także organizował akcje zbrojne przeciw Niemcom na zewnątrz, wokół murów getta.(2)

Bojowcy ŻOB byli uprzedzeni o akcji Niemców przez wywiad AK i doskonale się przygotowali. Oddziały SS wchodzące rano do Getta zastały wymarłe ulice. Dopiero w głębi zostały zaatakowane koncentrycznym ogniem z broni maszynowej oraz granatami. Obronę zorganizowano w trzech dobrze dobranych punktach, dzięki czemu w początkowych dniach Powstania ruchy wroga były bardzo utrudnione. Na jednym z domów przy pl. Muranowskim wywieszono dwie flagi, biało-niebieską flagę żydowską oraz biało-czerwoną - polską.
Największa akcja pomocy wojskowej z zewnątrz, chociaż nieudana, miała miejsce wieczorem 19 kwietnia. Oddział AK kpt. Józefa Pszennego -"Chwackiego" podjął próbę wysadzenia części muru na ul. Bonifraterskiej. Sześciu żołnierzy nie zdołało pod ogniem niemieckim donieść min pod mur. Dwóch z nich (Józef Wilk i Eugeniusz Morawski) poległo, czterech zostało ciężko rannych zanim dotarli pod mur z bramy domu na rogu Bonifraterskiej i Sapieżyńskiej. Druga próba (22 kwietnia) wysadzenia muru od ulicy Okopowej na Woli również nie powiodła się. AK przeprowadziła także kilka akcji likwidujących posterunki niemieckie wzdłuż muru Getta.
23 kwietnia ŻOB wydała odezwę do ludności Warszawy rozlepianą na murach po "aryjskiej" stronie miasta. Odezwa głosiła m.in.:
"Toczy się walka o Waszą i naszą wolność. O Wasz i nasz - ludzki, społeczny i narodowy - honor i godność. Pomścimy zbrodnie Oświęcimia, Treblinek, Bełzca, Majdanka. Niech żyje braterstwo broni i krwi walczącej Polski!."
Mimo determinacji i zaciętego oporu, wynik walki był z góry przesądzony. Niemcy z miotaczy ognia palili ulicę po ulicy, dom po domu. Ludzie wyskakiwali z płonących mieszkań na ulicę. Kryjących się w piwnicach i bunkrach wykurzano świecami dymnymi. Schwytani byli pędzeni na Umschlagplatz i wywożeni do Treblinki albo do obozów pracy. Część zabijano na miejscu.
Niemcy szukali głównego bunkra długo, używając nawet do tego dzieci. Nie one im jednak go wskazały; kto to zrobił - pozostanie chyba tajemnicą. 7 maja dowodzący akcją generał SS, Stroop, otrzymał z bliżej nieustalonych źródeł dokładne informacje o bunkrze, zaś na drugi dzień zarządził jego likwidację. Podobno Niemcy znali wszystkie zakonspirowane starannie wejścia. 8 maja Niemcy otoczyli bunkier komendy ŻOB przy ul. Miłej 18, gdzie przebywał Anielewicz oraz inni członkowie dowództwa ŻOB.
To co się działo w bunkrze - znane jest z relacji tych, którzy przeżyli. Wewnątrz tego bastionu znajdowało się około 200 osób cywilnych - ci oddali się w ręce niemieckie - oraz 80 powstańców walczących o prawo do godnej śmierci. Gdy do wewnątrz wpadały granaty gazowe i powstała obawa, że dostaną się żywi w ręce wroga - nastąpiły sceny, przy których wyobraźnia Dantego była niczym.
Raport Żydowskiego Komitetu Narodowego z 24 maja 1944 relacjonował:
"8 maja Niemcy otoczyli bunkier Organizacji Bojowej i zablokowali wszystkie pięć wejść do niego. Z powodu beznadziejnej sytuacji i aby nie wpaść żywym w ręce niemieckie, Arie Wilner wezwał bojowców do popełnienia samobójstwa. Pierwszy, Lutek Rotblat zastrzelił swoją matkę a potem siebie. Większość członków Organizacji Bojowej z jej dowódcą Mordechajem Anielewiczem poniosła śmierć w bunkrze."(3)

Gdy po kilku godzinach nadeszła odsiecz - w bunkrze znaleziono wyłącznie trupy i kilka nieprzytomnych od gazu osób. Te udało się wyciągnąć z ruin, ewakuować głównie kanałami na aryjską stronę i ocalić.
16 maja wieczorem dowódca sił niemieckich gen. SS Juergen Stroop wysadził powietrze synagogę przy ul. Tłomackie, aby w ten sposób "uczcić" zakończenie akcji likwidacji Getta. Równocześnie zameldował swemu zwierzchnikowi w Krakowie, stolicy GG: "Była dzielnica żydowska Warszawy przestała istnieć."
W ruinach getta jeszcze przez kilka miesięcy ukrywali się tzw. "gruzowcy" i dochodziło do sporadycznych potyczek między nimi a patrolami niemieckimi. Niewielkie grupy Żydów przez długi czas ukrywały się w kanałach. Niektórzy z nich oddali potem bezcenne usługi jako przewodnicy kanałowi podczas Powstania Warszawskiego.(4)
Bezpośrednio w starciach zbrojnych zginęło około 7 000 Żydów. Po zgnieceniu Powstania większość mieszkanców Getta, w liczbie ponad 50 000, została wywieziona do Treblinki. Z Getta uratowali się jedynie nieliczni bojowcy ŻOB, w tym Marek Edelman oraz Icchak ("Antek") Cukierman, którzy później wzięli udział w Powstaniu Warszawskim w sierpniu 1944.
|
Z polskich miast i miasteczek nie słychać krzyków rozpaczy,
padli, jak hufiec bojowy, warszawscy obrońcy getta... Słowa me we krwi nurzam, a serce w ogromnym płaczu, dla was, o Żydzi polscy, polski tułaczy poeta. Nie ludzie, lecz psy okrwawione, i nie żołnierze, lecz kaci przyszli, by śmiercią porazić was, wasze dzieci i żony: gazem w komorach wydusić, wapnem w wagonach wytracić i szydzić z umierających, bezbronnych i przerażonych. Lecz wyście podnieśli kamień, by cisnąć nim w kanoniera, który nastawił działo, by dom wasz zburzyć do szczętu... Synowie Machabeuszów, i wy potraficie umierać, podjąć bez cienia nadziei, walkę we Wrześniu zaczętą. Oto co trzeba wyryć, jak w głazie, w polskiej pamięci: wspólny dom nam zburzono i krew przelana nas brata, łączy nas mur egzekucyj, łączy nas Dachau, Oświęcim, każdy grób bezimienny i każda więzienna krata. Wspólnie zaświeci nam niebo nad zburzoną Warszawą, gdy zakończymy zwycięstwem krwawy nasz trud wieloletni: każdy człowiek otrzyma wolność, kęs chleba i prawo i jedna powstanie rasa, najwyższa: ludzie szlachetni. Władysław Broniewski, 1943 |
"Patrzylem na ich [Żydów] twarze rozradowane, a myśl moja wybiegała do tych strasznych chwil, kiedy w obliczu tragedii, jaką przeżywali nasi współobywatele w oblężonym getcie, czuliśmy całą swoją bezsilność. Oddział był wtedy na dorobku. Mieliśmy zaledwie kilka stenów, jakis elkaem zdobyty za cenę życia naszych kolegów i wszystko co mogliśmy zrobić, to oddać tę broń, jak nakazywał rozkaz "Grota", bohaterskim obrońcom getta."
Kpt. "Jerzy" -Walka w pożodze (brak wydawcy, Paryż 1946). (AMK)
Nie mylić z "Bystrym"- Henrykiem Poznańskim, wyzwolonym na "Gęsiówce", bohaterskim przewodnikiem kanałowym w Powstaniu Warszawskim, który poległ jako żołnierz Batalionu "Parasol" 17 września 1944 na Czerniakowie (por. "Wyzwolenie 'Gęsiówki' w Powstaniu Warszawskim", opr. Andrzej M. Kobos, Niepodległość i Pamięć,3 (4), str. 203-219, Warszawa 1995). (AMK)
Studium Polski Podziemnej, Londyn, plik 46, poz. 884.
Por. "Kanały w Powstaniu Warszawskim," opr. Andrzej M. Kobos,Zeszyty Historyczne109, str. 55-86, Instytut Literacki, Paryż 1994. (AMK)
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||