W swoim nowym zbiorze poetyckich opowiadan pisarz stara sie znalezc odpowiedz na nie nowe pytanie: jak zatrzymac dzialanie czasu. Jest to subtelne przygladanie sie rzeczywistosci i jakby docieranie do jej sedna. Ksiazke wzbogacaja interesujace grafiki Kamila Targosza. Forma edytorska jest niecodziennie wysmakowana. Za te ksiazke, z poczatkiem marca 1998, Andrzej Stasiuk zostal jednym z trojga (obok Zygmunta Kubiaka i niemieckiej pisarki o pseudonimie Leonie Ossowski) nagrodzonych przez XVIII Poznanski Przeglad Nowosci Wydawniczych.
W marcowych Zwojach zamieszczamy opowiadanie wiosenne z Dukli - na czasie. (AMK)

Kiedy zaby wychodza spod ziemi i ruszaja w poszukiwaniu stojacych wod to znak, ze zima juz opada z sil. Biale jezory leza jeszcze w ciemnych zlebach, lecz ich dni sa policzone. Woda ledwo sie miesci w potokach i nawet przez sciany domu slychac ten ruchliwy i monotonny szum. Wsrod czterech zywiolow tylko ziemia nie ma swego glosu.
Ale mialo byc o zabach, a nie o zywiolach. No wiec wylaza ze swych nor i wedruja do rowow i kaluz, do nieruchomej i cieplejszej wody. Ich ciala przypominaja grudki lsniacej gliny. Jesli dzien jest sloneczny, to laka ozywa: dziesiatki, setki zab ciagna w gore pochylosci. Wlasciwie tego nie widac, bo ich skora ma odcien podobny do burej barwy zeszlorocznych traw. Wzrok chwyta jedynie swiatlo i ruch. Sa jeszcze polspiace i zimne, wiec skacza wolno, wysilek od wysilku dzieli dlugi odpoczynek. Jezeli slonce swieci pod odpowiednim katem, to ich podroz jest szeregiem krotkich blyskow. Zapalaja sie i gasna jak bledne ogniki w srodku dnia. Ale juz wtedy lacza sie w pary. Zabia krew, jak wiadomo ma temperature reszty swiata, wiec gdy w pogodny, lecz przyproszony szronem poranek brna przez plamy cienia, to niewykluczone, ze w ich zylach przetacza sie czerwony lod. Lecz juz wtedy jedna szuka drugiej, lgna do siebie w tak przedziwny dwuglowy i osmionogi sposob, ze Tosia wola - Patrzcie! Zaba niesie zabe!
Najpierw sa to tylko zaby. Jedne ciemnobrazowe, brunatne, prawie czarne, z tygrysim prazkowaniem na bladozoltych zabich udach, i drugie wieksze, w kolorze wypalonej i zakurzonej gliny - te w wodzie lekko czerwienieja, nabieraja cieplych tonow i widac, ze wykonane sa z miesa. Pary lacza sie w czworki, samotnicy przytulaja sie do par, potem robia sie z tego osemki, dziesiatki, powstaja zabie kule o niepoliczalnej liczbie nog. Przypominaja dziwne zwierzeta z poczatku czasow, gdy formy zycia byly jeszcze nie uksztaltowane, gdy trwal jeszcze eksperyment z materialnymi wyrazami bytu.
Wkrotce pojawia sie skrzek. Najpierw przejrzysty jak zgestniala woda, potem robi sie go coraz wiecej i wiecej i osiaga odcien swietlistego granatu. Woda znika zupelnie, bezwladna, nieforemna substancja siega do samego dna rowu i wystraszone cieniem nadchodzacego czlowieka zaby nurkuja niezgrabnie z wysilkiem. Sliska, rteciowa w swoim ciezarze i bezwladzie materia wypycha je na powierzchnie. Temu wszystkiemu towarzyszy dzwiek podobny do podwodnego burczenia w brzuchu.
Dukla
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||