SPOR O MORSKIE OKO





FRYDERYK GOLDSCHLAG


     Polak, Wegier dwa bratanki... Droga genow jest niezbadana i nieprzewidziana. I one tylko warunkuja wszelki stopien pokrewienstwa. Ja sie wiec to stalo, ze jeden szczep slowianski a drugi mongolski wywodza sie od dwoch meskich pra-orangutanow, tak bliskich sobie - pozostaje zagadka.

     Ale niech tam! Mielismy krolowa Kinge te swieta, ktora przed Tatarami wiodla swoje polskie "dziecieta" do Wegier. Aby najezdzcow powstrzymac rzucila wstazke z wlosow, i z niej wylonily sie Tatry. Mielismy wspolnych krolow, wielkich generalow, ktorzy walczyli pod sasiednimi sztandarami. Zawdzieczamy cos niecos regentowi Horthy'emu. Dla polskich uchodzcow i zolnierzy przekradajacych sie na Zachod w pierwszych latach wojny nie byl najgorszy.

     Zadna idylla nie trwa wiecznie. Rowniez przyjazne stosunki polsko-wegierskie ulegaly chwilowym zamaceniom. Rzecz znamienna, ze geopolitycznie najmniej wazny skrawek ziemi stawal sie koscia niezgody, zaleznie od barometru politycznego. Chodzilo zawsze o Tatry, scisle mowiac o teren Morskiego Oka, kilkanascie morgow bezuzytecznej, jalowej ziemi, gdzie z trudem wypasano drobna liczbe owiec.

     Pierwsze zrodla historyczne, wspominajace graniczne zatargi, siegaja co najmniej XVI wieku. Odtad ciagnie sie kronika tych wydarzen, raz lekcewazonych, raz wyolbrzymianych, az do poczatku naszego stulecia. Juz w XVII wieku, a potem niejednokrotnie, zwolywano komisje dla rozstrzygniecia spraw granicznych, niektore z nich nawet o charakterze miedzynarodowym. Rezultat, jak zwykle w tego rodzaju probach, byl albo watpliwy albo ginal w niepamieci, nie doczekawszy sie ratyfikacji wlasciwych cial. Wegrzy wysuwali swoje pretensje tylko wowczas, gdy jakas osobista animozja granicznych kacykow do tego ich zachecala albo gdy liczyli, ze w zamian za ustepstwa w tej sprawie uda sie im wyszantazowac wazniejsze koncesje. Po kazdorazowym zalatwieniu lub odroczeniu sprawy, nie wyrzekajac sie formalnie swoich praw, pozwalali Polakom uwazac sie za suwerennych posiadaczy spornego terenu, dopoki nie nadarzyla sie nowa sposobnosc do wystapienia z zalami i pretensjami. Tak wygrazano sobie i godzono sie az do ostatnich dziesiecioleci XVIII wieku.

     Juz dwa lata przed pierwszym rozbiorem Polski, Austria, przywlaszczywszy sobie poprzednio starostwo spiskie, zagarnela przemoca Nowotarszczyzne i Sadeczyzne, dajac w ten sposob ostrzegawczy sygnal do tego, co mialo nastapic niedlugo pozniej.

     Morskie Oko, znane od niepamietnych czasow, mialo dwie nazwy: 1) oficjalna - Morskie Oko i 2) ludowa - Rybi Staw, po niemiecku Fischsee. Pewne zamieszanie powstalo wskutek tego nawet w niemieckich atlasach geograficznych. Nazywajac Morskie Oko Fischsee, przenosili pewni autorzy Meeraugespitze do wyzej polozonego Czarnego Stawu, a nazwa Czarnego Stawu zaopatrywali jakies lilipucie jeziorko w Dolinie za Mnichem, ktore z czasem wyschlo i zniknelo z powierzchni Tatr.

     Na temat jezior i otaczajacych je turni snuto od niepamietnych czasow piekne legendy. Wierzono, ze w sklepieniach skal spoczywaja uspieni rycerze, czekajacy na obudzenie, i ze zaklete mnichy pilnuja skarbow. Podczas pelni ksiezyca widziano panny morskie, plasajace i smiejace sie po jeziorze. Wierzono swiecie, ze istnieje podziemne polaczenie jezior z morzem. Z jakim morzem, nie wypowiadano sie wyraznie. Zapewne z Baltyckim. Mistyczne zaslubiny Morskiego Oka z Zatoka Gdanska obchodzono jeszcze za moich lat studenckich. Wode morska, transportowana we flaszkach, wlewano do Morskiego Oka. Juz po zajeciu Galicji przez Austrie kolportowano pogloske, ze pewien oficer znalazl w jeziorze szkatulke, zgubiona w czasie burzy na Morzu... Adriatyckim.

     Morskie Oko uchodzi za drugie najwieksze jezioro tatrzanskie. (Palme pierszenstwa dzierzy Wielki Staw w Dolinie Pieciu Stawow Polskich.) Lezy w odrebnej dolinie, stanowiacej rodzaj odnogi Doliny Bialej Wody. Nieco dalej a wyzej rozlewa sie drugi, poprzednio wspomniany, Czarny Staw pod Rysami. Kto kiedy schodzil z niego do Morskiego Oka przy wschodzie lub zachodzie slonca, nie zapomni wrazenia nigdy. Ponad Morskim Okiem wznosza sie bardzo strome i wysokie sciany Mieguszowieckich Szczytow. Nad brzegami rosna czesto opisywane i wielbione limby.

     Jednym z najwczesniejszych wlascicieli spornego terenu byl wedlug urzedowego dokumentu z roku 1602 szlachcic Mikolaj Pilecki. Po pierwszym rozbiorze Polski, po tzw. rewindykacji Galicji przez Austrie, rzad wiedenski wcielil ten pas gorski wraz z poprzednio zajetymi starostwami spiskim, nowotarskim i sadeckim do Galicji. Wegrzy protestowali, i w roku 1774 przyszlo nawet do jakichs walk granicznych. Wazniejsze wydarzenia historyczne usunely te sprawe w cien, i spokoj zapanowal w krolestwie Tatr.

     Z koncem XIX stulecia czlowiek wielkich wplywow a milosnik przyrody ocenil nalezycie swoisty czar tatrzanskiej krainy i postanowil stworzyc sobie tam baze mysliwsko-wypoczynkowa. Byl to potomek dostojnej rodziny, Prusak, ksiaze Chlodwig Hohenlohe-Schilligsfuerst, kanclerz Niemiec, przez zone, ksiezne Sayn-Wittgenstein, wlasciciel olbrzymiej posiadlosci polsko-rosyjskiej w guberni Pinskiej.

     Ksiaze zakupil dobra jaworzynskie, poczynil ogromne inwestycje i w ten sposob, jak rowniez wplywami politycznymi, zainteresowal owczesny rzad wegierski strona prawno-gospodarcza odwiecznego sporu. Przesunieto posterunki zandarmerii blizej granicy galicyjskiej a zamek Hohenlohego oddano pod opieke zbrojnych hajdukow, jakby liczono sie z oblezeniem. Wkrotce tez przyszlo do nieporozumien sasiedzkich z polskimi wlascicielami a nawet do nieprzyjaznych wystapien obu stron, zwlaszcza zandarmow i lesniczych wegierskich z jednej strony, i gorali, przewaznie klusownikow - z drugiej.

     Ksiazecy pelnomocnik, niejaki Regel, zwrocil sie do rzadu wegierskiego z prosba o rychle zalatwienie sporu. Chodzilo o 300 morgow gospodarstwa, wlasciwie ekonomicznie bezwartosciowego. W sierpniu 1883 mieszana komisja graniczna spisala protokol. Uzupelnienia aktow dokonalo namiestnictwo galicyjskie dopiero po siedmiu latach. Tymczasem dobra zakopianskie przeszly droga licytacji na wlasnosc hr. Wladyslawa Zamoyskiego w roku 1889. W lipcu 1890 rzadca ksiazecy wpadl uzbrojony na obszar sporny, zniszczyl slupy graniczne i wpedzil bydlo na pasze. Procz tego zaskarzyl Zamoyskiego o naruszenie wlasnosci pastwiska nad Morskim Okiem. Uzyskal wyrok przychylny w sadzie pierwszej instancji, zmieniony w dwa lata pozniej przez sad wyzszej instancji.

     Na spornym terenie osiadla zandarmeria i zabrala sie do budowania barakow. Zaledwie je ukonczono, padly ofiara plomieni, nie wiadomo czy z rak przypadku, czy zazartych gorali?

     Spor polsko-wegierski wybucha z niepokojaca sila. W Galicji Towarzystwo Tatrzanskie uderza na alarm, wyolbrzymiajac zajscia do rozmiarow katastrofy narodowej. Powstaje nawet niedorzeczna mysl stworzenia armii przeciwwegierskiej. W Austrii rzadzi wowczas nasz rodak hr. Kazimierz Badeni, na Wegrzech baron Banffy. Oba rzady w drodze parlamentarnej przeprowadzaja ustawe, oddajaca rozstrzygniecie sporu o Morskie Oko sadowi rozjemczemu. Dwaj arbitrzy mieli obrac superarbitra i tak utworzone kolegium mialo wydac ostateczne orzeczenie z moca obowiazujaca oba rzady. Ze strony austriackiej zamianowano arbitrem znakomitego sedziego i prawnika, przykladnego obywatela-Polaka, prezydenta trybunalu apelacyjnego dla Galicji Wschodniej, Dr. Aleksandra Mniszka-Trzorznickiego.

     Ze strony wegierskiej wysunieto na arbitra prezydenta naczelnego trybunalu w Budapeszcie, Dr. Wladyslawa Vertesse. Z wyborem superarbitra zwlekano. Ostatecznie, Wegrzy obsadziwszy teren zandarmeria czuli sie "beati posidentes" i nie mieli powodu do pospiechu. Nacisk na przyspieszenie mogl wywierac tylko rzad austriacki i tylko wtedy, gdy znajdowal w parlamencie nalezny nastroj antywegierski albo gdy glosy Kola Polskiego byly potrzebne do opanowania jakiejs sytuacji parlamentarnej. Badeni i Tchorznicki wysuneli na superarbitra posla saskiego przy dworze wiedenskim hr. Wallwitza. Rzad austriacki wkrotce upadl, a wegierski odrzucil kandydature saskiego dyplomaty, domagajac sie prawnika. Ze swej strony zaproponowal prezydenta najwyzszego trybunalu Rzeszy Niemieckiej w Lipsku Dr. Oehlschlaegera. Tchorznicki taktownie odmowil, powolujac sie na podeszly wiek Niemca a koniecznosc zarzadzenia mozolnej wizji lokalnej. W gruncie rzeczy kierowal sie niezbyt sympatyczna dla Polakow przeszloscia polityczna wybitnego zreszta prawnika.

     Zly los przesladowal sad rozjemczy i opoznial jego ukonstytuowanie sie. Vertessy ulegl powaznemu wypadkowi, co spowodowalo zwloke zanim Wegrzy znalezli nowego arbitra w osobie prezydenta sadu w Pressburgu Lehoczky'ego. Obie strony zgodzily sie na zaproszenie na superarbitra Dr. Emila Roth'a, bylego prezydenta Szwajcarii. Ten jednak po dluzszym wahaniu odmowil. Sytuacja zwolna wymykala sie spod kontroli rzadow centralnych i przenosila sie do granicznych organow, postepujacych czesto w mysl chwilowej fantazji lub zlego humoru. Wymiany strzalow w terenie spornym nalezaly juz do reguly, a turysci zapuszczajacy sie w te okolice narazali sie na rozne przykrosci a nawet niebezpieczenstwa. Obydwa rzady byly zasypywane interpelacjami, wyolbrzymiajacymi najdrobniejsze zajscia lub naduzycia superalternow. W tej tragicznej sytuacji rzad szwajcarski przyszedl z pomoca. Zaofiarowal uslugi swego znakomitego prawnika Dr. Winklera, a co moze wazniejsze geografa, profesora politechniki w Zurichu i pulkownika sztabu generalnego Beckera. Moge juz w tym miejscu zdradzic, ze nie prawnicy lecz pulkownik wygral sprawe.

     W historycznym dniu 2 sierpnia 1902 w Grazu, lub Hradcu, jak go warszawscy reporterzy nazywali, rozpoczely sie obrady sadu rozjemczego. Austrie reprezentowali: Tchorznicki jako arbiter, Profesor Oswald Balzer jako obronca, Dr Korn jako przedstawiciel prokuratury generalnej. Zespol wegierski - ekselencja Lehoczky, Dr Laban, Dr Boeks. Superarbiter: Dr Winkler; rzeczoznawca - geograf: Pulkownik Becker. W audytorium zwracal uwage hr. Wladyslaw Zamoyski. Towarzystwo Tatrzanskie i prasa polska przyslaly licznych obserwatorow i sprawozdawcow. Rowniez sfery uniwersyteckie i prawnicze.

     1 wrzesnia 1902 trybunal udal sie przez Krakow do Zakopanego. Galicyjskie wladze, kierujac sie nakazami z Wiednia poczynily surowe zarzadzenia policyjne celem ochrony Wegrow przed jakimis niepoczytalnymi atakami. Nie doceniono zasad goscinnosci polskiej tak pieknie wyrazonej przez Czesnika w Zemscie :

Nie wodz mnie na pokuszenie,
Ojcow moich wielki Boze,
Wszak gdy wstapil w progi moje,
Wlos mu z glowy spasc nie moze.

     Nie tylko, ze im nie spadl wlos z przewaznie lysych glow ale tlumy zebraly sie, aby ich witac i wiwatowac na ich czesc. Hr. Tadeusz Dzieduszycki, ordynat, wydal wspaniale przyjecie i wzniosl toast na czesc gosci w rece superarbitra Winklera. Dyplomatyczny Szwajcar odpowiedzial toastem na czesc Polek. Tchorznicki gral na fortepianie melodie narodowe i ludowe a goscie spiewali i sciskali sie.

     Nazajutrz, 4 wrzesnia wyruszyl "pochod" do Morskiego Oka. Za powozami komisji, eskortowanymi przez policje, podazyly setki rozmaitych wehikulow. Wszystkie wazniejsze punkty bylu obstawione goralami, odswietnie przystrojonymi. Zatrzymano sie przy Wodogrzmotach, gdzie Wegier, Dr Laban, wzniosl toast na czesc Galicji i narodu polskiego. Odpowiedzial mu posel Dr Danielak. Wieczorne przyjecie w Schronisku wydalo Towarzystwo Tatrzanskie. W imieniu jego przemowil Dr Poniklo, po francusku. Odpowiedzial Dr Winkler:

- Pije zdrowie szlachetnych Polakow, ktorych my Szwajcarzy znamy z dzielnosci i wielkiej przeszlosci historycznej.
     Posel Kozlowski toastowal na czesc gosci wegierskich, odpowiedzial Lehoczky.

     W piatek 5 wrzesnia komisja rozpoczela prace terenowe. Wdrapala sie do Czarnego Stawu i poczynila potrzebne pomiary. Po ukonczeniu prac nad Morskim Okiem udala sie do Szmeksu a stamtad przez Budapeszt z powrotem do Grazu.

     13 wrzesnia 1902 roku sad rozjemczy przyznal cale prawie sporne terytorium Galicji. Wegrzy otrzymali jedynie 30 morgow. Aleksander Tchorznicki ma zapewnione miejsce w historii Polski.


Wiadomosci 33/1063, Londyn, 14 sierpnia 1966








Copyright © 1997-1999 Zwoje