IWONA OPOCZYNSKA







PORANNA MODLITWA


Poranek caly w nadziei
szczodrobliwego swiatla,
wciaz nieobecny
pod przymknietymi powiekami,
niczym niewidzialny klejnot
porzucony przez wrozki nocy.


Spozniony poranek moich
przespanych switow,
gdzies miedzy rozbudzona codziennoscia,
a cieplym snem,
wciaz niewinny jak rumience zorzy.


Poranek bez utrapien
i glosnego zgielku zatloczonej ulicy,
zapisany w kalendarzu wymyslonych swiat
jak godzina porannej modlitwy.


W zatloczonym autobusie
dziekuje Bogu za dar
nie dojedzonego w pospiechu sniadania,
pogodzona z wlasnym losem
zgaduje cudze troski z twarzy
zaspanych pasazerow.


Zaklinam porzadek kolejnego dnia
zgodnie z prawem Ksiegi Rodzaju
i dziekuje Bogu
za szczodrobliwe swiatlo poranka.









ULICZNY TREN


Slady wdeptane w szary chodnik,
kroki umarlych nie milkna
na zatloczonej ulicy.


Glosy uwiezione w scianach
ciezkich kamienic
zaglusza czasem rumor miasta.


Kto uslyszy placz mlodej dziewczyny
zabitej wczoraj
w samochodowym wypadku ?


Przestraszona wlasna nieobecnoscia
na dlugo oczekiwanej randce,
mloda dziewczyna jest zbyt naiwna,
aby uwierzyc w przypadkowosc
wlasnej smierci.


Szuka wiec sensu
w rozpalonych pocalunkach
nie spelnionej milosci do
nie poznanego mezczyzny.


W bezwladnych ramionach
tuli glowki swoich nie poczetych dzieci,
wolna od wszelkich trosk
w bezmiarze nieskonczonosci.







Copyright © 1997-1999 Zwoje