
|
Może to z Kraju, od Wisły, od Tatr ten mroźny podmuch tęsknoty, gdy śniegiem sypie orenburski wiatr nocą na polskie namioty? Zadymka w polu. Próżno szuka wzrok drogi wśród śnieżnej kurzawy. Zamieć po stepie sunie poprzez mrok widmem zburzonej Warszawy: błyska w podmuchach Zygmuntowy miecz, niebo nad Polską zagarnia, w śnieżnej zamieci Pospolita Rzecz i droga do niej i armia, śnieg ruinami zasypuje step, na śniegu żarzą się zgliszcza - lecz Moc truchleje już i Ogień skrzepł, ten co narody oczyszcza ! O, jakże smutno przez ten krwawy świat iść cmentarzyskiem idej... Wiatr w oczy wieje. Orenburski wiatr. Szedłem. Iść będę. Idę. (1942) |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||