
Dla Janiny
5 grudnia zmarła w Krakowie Janina Garycka. Prasa odnotowała co trzeba - doktor polonistyki, malarka, scenografka, autorka tekstów, kierownik literacki "Piwnicy pod Baranami," uniwersytecka koleżanka Karola Wojtyły, współpracowniczka późniejsza Teatru Rapsodyków. Wyliczankę można by wydłużyć; tak na prawdę - kto właśnie nas opuścił?
Inteligencja, jedna z najbardziej olśniewających, na jakie się natknąłem, autentyczna wyobraźnia poetycka, ewidentny talent plastyczny, nadzwyczajne poczucie humoru, przystojna, obdarzona urokiem kobieta. Z tych wszystkich darów można by sobie uczynić życie szczęśliwe. To prawda, to było życie niezwykłe. Czy szczęśliwe?
Zaczynała w blasku. Oto studentka Profesora Wyki, która przeskakuje magisterium i od razu staje się doktorem na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wszystkie drzwi otwarte. Niczego nie wzięła. Rozdała swój czas, energię, możliwości, nawet dosłownie - to swoje słynne mieszkanie przy placu Na Groblach 12 właściwie oddała do dyspozycji innych. W 1956 roku weszła do Pałacu pod Baranami i tak na prawdę nie wyszła już stamtąd. Ale czy zaistniałaby "Piwnica," czy byłaby taka, jaka się stała, gdyby nie Janina? Rzecz jasna, "Piwnica," to nie tylko Piotr Skrzynecki i Janina Garycka. Wkład tych Dwojga bez wątpienia jest największy. Ale jest i porównywalny. Janina nie była w świetle. Pozostawała w cieniu, jakby zawsze w kulisach. "Piwnica," tu w tej maleńkiej części świata, przez dziesiątki lat ten świat tu odmieniała. Życie iluż ludzi uczyniła ciekawszym, barwniejszym. Powiem: i mądrzejszym. Lecz ktoś "Piwnicę" musiał wynaleźć, spostrzec, nadać jej kształt. Prawda, to inni występowali, ale ktoś musiał ujrzeć ich, dać im materiał, podpowiedzieć, podszepnąć kierunek. Nadać im styl. Kto był blisko wie, jaka w tym zasługa Janiny.
Jej miłość do Piotra Skrzyneckiego godna jest lutni średniowiecznych trubadurów. Albo pióra Cervantesa. Czy dziś to temat spóźniony? (Kto napisze ten musical ? Z "Piwnicą" w tle? Ileż ról dla iluż gwiazd ?). Powiedziano: była jego muzą, cieniem. Dorzućmy: jego ekspertem, autorytetem, inspiratorką, ale i gdy trzeba było, gońcem, piwniczną wyrobnicą.
Mieszkanie Na Groblach - takiego salonu trudno szukać na świecie. Gdzieś tam stłoczone Ciotki Janiny, kuchnia i największy pokój to terytorium Piotra. Pod słynną lampą nad (słynnym) stołem, u Janiny gromadzili się najniezwyklejsi ludzie i zwyczajni ludkowie. Wrzało. Jakie analizy, żarty, zabawy. Ustalało się recepty na życie i na świat. A może i większe były ambicje? To piękna, niezwykła przygoda mego życia, miałem tam, przy tym stole, swoje miejsce.
Materialność, o ile nie była źródłem zachwytu, piękna, lub inaczej - o ile uwierała ją zbytnio, właściwie była dla Janiny zbędna. Po prostu Janina pomijała ją, nie dostrzegała. Naturalnie, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Żyjąc tak właśnie, co zdołała zrobić ?
Wyliczankę należałoby znów rozpocząć. Przywołać z pamięci wszystkie programy, wieczory piwniczne, bale, uroczystości najbardziej czarodziejsko przez Janinę wymyślane i dekorowane, wszystkie teksty, bajki, scenariusze. Obrazy, miniaturki, które malowała, rozsiane gdzieś po świecie, wszystkie pomysły, "znaleziska," jakie wniosła ze sobą do "Piwnicy" i nie tylko... i wyliczankę tę trzeba by znów przedłużyć. Kogo, o czym to przekona?
- Janino, teraz kiedy stąd poszybowałaś, trzeba, żeby z najwyższej wieży tego miasta wzbiła się stąd z dołu, za Tobą, nasza pożegnalna trąbka. Ta, z żalu i smutku naszego. Ale i niech wzbije się jeszcze dalej i głośniej ta druga. Dziękczynna. Że ktoś taki jak Ty z nami tu był, tak widział i tak nas chciał widzieć lepszych i piękniejszych. Podpowiadał nam - w rzeczywistości i to tej, jaką jest, trzeba realnie mieć odwagę pominąć to, co szare, co ogranicza. Trzeba realnie umieć tak żyć.
Twój dziennik, Janino, kajety, które Ci przez te lata towarzyszyły? Kiedyś miałem szansę
zerknąć. Gdy go poznamy, świat zorientuje się lepiej - jakiego gościa mieliśmy tu prawdziwie. I myślę, zawstydzi się, jak go przeoczyliśmy.
Kraków, grudzień 1997
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||