Opowiesc biblijna

Kierkegaard: Lek i drzenie
Zacznijmy te opowiesc biblijna od zniszczenia Sodomy i Gomory. Abraham wstawil sie u Jahwe, aby nie niszczyl bezboznych miast, jesli znajda sie w nich sprawiedliwi. Targowal sie z Jahwe; zaczal od piecdziesieciu sprawiedliwych, skonczyl na dziesieciu. Jahwe przychylal sie do jego prosb, lecz Abraham poprzestal na dziesieciu. Jahwe skonczyl rozmowe z Abrahamem i zamilkl. Abraham pomyslal w duchu: mozna ocalic bezbozne miasta dla tak nielicznych sprawiedliwych? Widac w duchu odpowiedzial sobie "tak," ale sam przestraszyl sie tej odpowiedzi, czujac rownoczesnie w sercu osad goryczy. Jahwe, ocaliwszy tylko Lota oraz jego zone i dwie corki, spuscil na Sodome i Gomore deszcz siarki i ognia. Nazajutrz rano Abraham spojrzal w strone Sodomy i Gomory; ujrzal unoszacy sie nad ziemia gesty dym, jak gdyby z pieca, w ktorym topia metal. Patrzac dlugo, nie mogl sie wciaz pozbyc ziarnka goryczy. Czyz bym?... Nie osmielil sie dopowiedziec do konca swej obawy. Sklonil na piersi glowe z bezglosnym ruchem warg: "O Jahwe, Boze Wiekuisty, bede zawsze posluszny Twoim wyrokom."
Ogarnal go nagle lek i przez starcza, wyschnieta skore, pomarszczona jak kora wiekowego drzewa, przebieglo drzenie.
Abraham osiedlil sie wtedy pomiedzy miejscowosciami Kudesz i Szur. Mieszkal w duzym namiocie, noca trawila go czasem bezsennosc na szerokim lozu, obok spiacej mocno Sary. Za przegroda namiotu spal Eliezer, wierny sluga. Jahwe milczal jak nieprzenikniona noc. Noc byla pelna Jego Boskiej obecnosci, lecz byla to obecnosc wiszacych w gorze jak orly niewypowiedzianych slow. Gdy orzel obudzi sie, zatrzepocze skrzydlami i runie w dol, na kogo runie, przecinajac w locie powietrze? Do kogo przemowi z wysokosci Jahwe, aby Jego slowa podtrzymywaly wiare i trwoge?
Abraham mial sto lat, Sara dziewiecdziesiat. Oboje pamietali o obietnicy Jahwe, ale Abrahama nawiedzaly watpliwosci. Patrzyl oto teraz na Sare, oswietlona na legowisku plomieniem kaganka, widzial jej piersi, dlugie i suche jak wiory, jej stara twarz, jej wklesly brzuch, jej obwisla skore, jej rece i nogi, w ktorych zdawaly sie przeswiecac kosci. Trudno bylo zaufac calkowicie obietnicy Jahwe. A on sam? Krzepki jeszcze, to prawda, lecz wyschniety i kruchy jak podluzna szczapa z drzewa razonego piorunem; dostojenstwo patriarchy zawdzieczal bialej i rozlozystej brodzie, siegajacej mu do pasa. Zdarzalo mu sie, i to nie raz, przyciagac do siebie spiaca zone, czul jak i w niej, i w nim wzbiera gwaltownie strumien zycia, w koncu odpadali od siebie i znuzeni i jakby wydrazeni, wolno bylo jednak poczytywac te usciski za zadatek Boskiej obietnicy?
W nocnym czuwaniu pojawial sie czesto obraz dwoch zburzonych miast, przywolujac mysl, ktora usilowal na prozno odpedzic. Jahwe, Wielki i Niesmiertelny, okaz laske wiernemu Ci Abrahamowi i na proch zetrzyj ziarnko gorczyczne, ktore zaleglo sie w jego sercu na widok Sodomy i Gomory. Pozwol, ze stawac bedzie przed Toba zawsze, na kazde Twoje zawolanie, gotow do wykonania wszystkiego, czego zazadasz. Wiara, bezgraniczna i bezwarunkowa wiara w Ciebie, jest jedynym kregoslupem starca, lezacego bez ruchu pod niebem, usianym przez Ciebie gwiazdami. Zadna z nich nie osmieli sie spasc lub zgasnac bez Twojego skinienia.
Oto, co uwieralo wciaz Abrahama niby duze, twarde i gorzkie ziarno pod jezykiem. (Nie byl w stanie go wypluc, przeciwnie - roslo jakby i przyrastalo do swego miejsca, jak blizniacze ziarenko w sercu). Wszechmogacy wie i widzi wszystko. Bylozby to mozliwe, aby nie widzial wyrazu jego oczu wpatrzonych w dym nad Sodoma i Gomora; i aby nie wiedzial o smutku, jaki wcisnal sie jednak, choc odpychany, do jego duszy surowego patriarchy? Ale doznal naraz ulgi, gdy dawno obiecane, dlugo oczekiwane i niespodziane zdarzenie przywrocilo cien Przymierza miedzy nim i Jahwe. Wzdal sie wklesly brzuch Sary i poczal stopniowo peczniec. Co wiecej - wzdal sie dokladnie w dniu wyznaczonym niegdys w obietnicy. Urodzonemu synowi nadano imie Izaak. Sara, czujac skrepowanie wobec mlodszych od niej kobiet, ktore niekiedy oczekiwaly latami swej brzemiennosci, mowila: "Powod do smiechu dal mi Bog. Kazdy, kto sie o tym dowie, smiac sie bedzie z mej przyczyny." I dodawala: "Ktoz osmielilby sie powiedziec Abrahamowi: Sara bedzie karmila dzieci; a jednak urodzilam syna, mimo wieku meza i mojego." Lecz mowila tak jedynie dla odparcia zlych spojrzen i dla rozbrojenia zazdrosci. W rzeczywistosci byla szczesliwa, karmiac dziecko piersia, pelna teraz mleka. A Jahwe usmiechal sie dobrotliwie; znal przeciez cala prawde o jej szczesciu.
Uspokojony chwilowo Abraham, mial sie niebawem przekonac, ze Jahwe nie zapomina. Spelnil swoja obietnice we wlasciwym czasie, ofiarowal zycie synowi Abrahama i Sary, czuwal z wysoka nad uroda, madroscia, wesoloscia i poboznoscia Izaaka, przygladal sie zadowolony, jak syn kocha z kazdym dniem bardziej ojca, jak bawi sie miedzy jego nogami i co raz podnosi z podziwem kedzierzawa glowke ku brodatej twarzy swego Nauczyciela, jak stara sie kiedy trzeba pomagac matce; a przeciez laskawosc Boga nie zatarla pamieci Boga. To prawda, ze Jahwe wszystko widzi i wie, lecz prawda jest rowniez, ze niczego nie zapomina.
Tak oto, obdarowawszy stuletniego Abrahama synem, Bog, pomny blysku zalu w jego wzroku na widok zniszczonych ogniem miast, zapragnal wystawic go na probe. I rzekl do niego: "Wez twego syna jedynego, ktorego milujesz, Izaaka, idz do gorzystego kraju Moria i tam zloz go w ofierze na wzgorzu, jakie ci wskaze."
Po nakazie Jahwe bezsenna noc Abrahama byla nie tylko, jak dotad, meczaca. Byla takze straszna. Wyschlo mu gardlo, mglista powloka przeslonila jego stare oczy. Ledwie widzial spiaca Sare, to jednak widzial, ze byla lekko usmiechnieta we snie; ten sam usmiech, ktory plasal delikatnie na jej ustach za dnia; usmiech macierzynstwa. Izaak spal mocnym snem zakwitajacej mlodosci w rogu namiotu, sasiadujac przez sciane z Eliezerem. Wierny sluga, slychac to bylo dobrze, przewracal sie z boku na bok i ciezko dyszal. W glowie Abrahama zaswitala mysl, ze cos wie; ze poslyszal moze nakaz Jahwe zwrocony do jego pana. Nie, nie mogl poslyszec, skoro Bog i Abraham rozmawiali ze soba jezykiem boskim, niepochwytnym dla zwyklych smiertelnikow.
Wyciagnal sie na wznak, przez maly otwor w dachu namiotu przylgnal zmetnialym wzrokiem do nieba. Mial odslonic przed Sara, Eliezerem i Izaakiem sekret Boskiego nakazu? Nie, nie mogl tego uczynic. Wyobraznia podsunela mu ich krzyki i placz, Sare rozdzierajaca na sobie suknie, Eliezera na kolanach patrzacego blagalnym wzrokiem na swego pana i wladce, mlodziutkiego Izaaka szlochajacego cicho z twarzyczka utopiona w wezglowiu. Nie, nie moge tego zrobic, powtarzal bezglosnie, narzuciwszy na twarz chuste poscielowa. Jesli padna we troje do moich nog, jesli lamentem sprobuja mnie uprosic o zaniechanie danego mi rozkazu Boga, co im odpowiem? Zgromie ich ostro, czy twardym glosem upomne suplikujacych, ze ich ludzki jezyk nie moze nic wobec jezyka boskiego? A on, Abraham, najwierniejszy z wiernych, wyniesiony wysoko Przymierzem z Jahwe, rozmawial z Bogiem jedynie jezykiem boskim.
Przez otwor w dachu namiotu wdarla sie struga szarego jeszcze swiatla; zblizal sie swit.
Gdy rozjasnilo sie na dobre, Abraham wstal, osiodlal swego osiolka i narabal drzewa dla spalenia ofiary. Nie obudzil jednak Izaaka i nie zawezwal dwoch sluzacych, przeznaczonych do pomocy. Odwrocony plecami do wnetrza namiotu, w kacie i jakby w tajemnicy, wyciagnal ze schowka dlugi noz, podostrzyl go niepostrzezenie, wlozyl go za pazuche grubej koszuli lnianej, przewiazanej rzemieniem w pasie. Rozpiecie koszuli na piersi zaslonil szeroka i dluga broda. "Nie wypadnie - mruknal do siebie - przylega do mojej piersi i opiera sie na rzemieniu." Zabral tez ze soba krzemienne krzesiwo. Dopiero wtedy obudzil Izaaka i krzyknal na dwoch upatrzonych sluzacych. Sara przycisnela mocno do piersi syna. Przeczuwala cos? Chlopiec patrzyl ufnie na ojca. Eliezer pozegnal Abrahama i Izaaka niskim poklonem do ziemi.
Podroz trwala trzy pelne dni, ciagle pod gore i to miejscami tak stromo, z takimi po obu stronach sciezki przepasciami, ze co jakis czas Abraham podnosil z ziemi Izaaka i sadowil go przed soba na osiolku. Obsuwaly sie ze sciezki kamienie i gluchy odglos ich upadku swiadczyl, jak glebokie byly przepascie. Wspinali sie do gory powoli i ostroznie, owinieci nagrzanym powietrzem. Nocami rozkladali sie na odpoczynek, ale chlod utrudnial spanie. Abraham zdejmowal z osiolka gruba derke, przywolywal synka i owijali sie obaj derka przytuleni do siebie. Chlopiec drzal z zimna i mocno przywieral do ciala ojca. Tortura byla dla Abrahama swiadomosc, ze otacza ramionami swoja i Boga przyszla ofiare.

Sara zauwazyla zaraz po ich powrocie do domu sina obrecz na szyi i gardle Izaaka. Gdy go objela na powitanie i ramieniem otoczyla jego glowke, syknal z bolu. Ale milczeli oboje, ojciec i syn, lub zbywali byle jak jej zapytania. We wzroku Izaaka widoczna byla tylko bojazn. Twardnial natomiast surowy i dawniej wzrok Abrahama; nie dbal o to, czy rani zone i nie umial sie juz zdobyc na delikatny chocby odcien czulosci, ktory tak ja radowal w minionych latach. Zamknela sie wiec w sobie, o nic nie pytala, unikala obejmowania syna i w ruchach miala cos ze sploszenia. Nic sie niby nie zmienilo, Abraham krolowal na wyzynach Przymierza z Bogiem, Izaak stawal sie szybko pieknym, rozumnym i dobrym mlodziencem, a jednak przez namiot przebiegal niekiedy ziab. "Nie tak, obdarowana przez Jahwe synem w poznym wieku, wyobrazalam sobie zblizanie sie do grobu." Ta mysl coraz czesciej tlukla sie bezradna w glowie Sary. Lecz Bog zadrwil z niej widocznie, bo grob oddalal sie ciagle. Zmarla w sto dwudziestym siodmym roku zycia, oplakiwana dlugo przez Abrahama. Nie zobaczyla przed zamknieciem oczu na zawsze tego, co chciala i miala nadzieje zobaczyc: zanikania sinej obreczy na szyi i gardle Izaaka.
Przed Abrahamem, wyprobowanym przez Jahwe, otworzyl sie kolejny i poblogoslawiony z Wysoka szmat zycia. Tymczasem zas, pochowawszy Sare, zatroszczyl sie o ozenek Izaaka.
Na zone Izaaka wybrano Rebeke z kraju rodzinnego Abrahama. Przywiedziona do Izaaka, umilowala go od pierwszego wejrzenia. I on ja umilowal. Pojal ja tedy za zone. Spali na lozu danym Sarze, kiedy powila dziecko. Moze dlatego Rebece wpoilo sekretne to miejsce, ze w milosnych splotach i pieszczotach musi wystrzegac sie dotkniecia szyi meza. Gdy jej sie to zdarzalo, w porywie milosci, dawal jej w milczeniu znak naglym zesztywnieniem calego ciala.
Kaina, zabojce brata swego Abla, Bog uczynil zbiegiem i tulaczem na ziemi. Odtad - rzekl Kain do Boga - kazdy kto mnie spotka, bedzie mogl mnie zabic. O, nie! - odrzekl Jahwe - dam ci znamie, aby spotkawszy zabojce brata, nikt nie smial pozbawic go zycia. Do konca twoich dni bedziesz posiadal znamie uczynionego przez ciebie zla. Znamieniem Zla nazwano ten wyrok Boga.
Wiesc glosi, ze krotko przed smiercia Abraham nazwal Znamieniem Wiary niezatarta prege na szyi Izaaka. Oba Znamiona wchlonal powoli swiat. I jest taki, jaki jest.
Wrzesien 1997
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||