
|
Co ja mogę wam dać, Kromkę księżyca? Tym się nikt nie nakarmi, To tylko zachwyca. Ale taki mój chleb I nim ja się żywię, Tyle że gęsty i zaczyniony W złoto zielonej oliwie. Tyle że nocą blask Sieje się z góry nasenny, Upajający, półmroczny Bukiet wysokopienny. Tyle że kiedy wiatr Za wiosennym pogoni nowiem Lecę pod nieskończoność, Po co, nie powiem. Tyle że kiedy sen Za pełnią zimową się toczy, Wypływam na śnieżną wieczność, Na wszystko zamykam oczy. Więc, jeśli ktoś z was chce, Niech leci ze mną, Tylko uprzedzam, tam bywa chmurnie A czasem samotnie i ciemno. Oto wszystko co wam mogę dać, Kromkę księżyca. Tym się nikt nie nakarmi, Ale jak to zachwyca. |

Czytelnicy i Przyjaciele, Andrzej Kobos
Wiersz ten nie został wybrany bez przyczyny. Jest moim chwilowym z Wami pożegnaniem. W momencie zamieszczania numeru 4 Zwojów Polskich na Internecie nie jest jasne kiedy będę w stanie zamieścić numer 5, gdyż po 17 grudnia, z przyczyn medycznych, przez pewien czas będę w dużym stopniu unieruchomiony. Następne wydania Zwojów Polskich ukażą się na Internecie tak szybko, jak tylko będzie to dla mnie możliwe.
W międzyczasie, w noc grudniowej pełni, daję Czytelnikom i Przyjaciołom "kromkę księżyca" ...
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||