'Pro domo sua'

DZIENNIK PISANY NOCA




GUSTAW HERLING-GRUDZINSKI


17 pazdziernika [1997]

     Polski naukowiec Andrzej Kobos, specjalista w wielu dziedzinach nauk scislych, mieszka od lat w Edmonton, w Kanadzie. Nawiazal ze mna kontakt jakies trzy chyba lata temu. Okazalo sie, ze jest rowniez zamilowanym czytelnikiem literatury pieknej, niezmiernie przy tym uwaznym i dokladnym. Jego pierwszy list byl nawiazaniem do mojego szkicu - opowiadania Gleboki cien. "Barnaby Conrad - pisal - zebral w ksiazce Famous Last Words ostatnie slowa, wymowione tuz przed smiercia przez roznych wielkich ludzi." Po czym wynikalo z listu Kobosa, ze intuicyjnie odgadlem, co powiedzial Giordano Bruno na stosie przed wyzionieciem ducha. Mile mnie to polechtalo, odtad nasz kontakt, listowny i telefoniczny, stal sie coraz czestszy.

     Doktor Kobos redagowal doskonale pismo dla kanadyjskiej Polonii Panorama Polska, oparte glownie na przedrukach warszawsko - londynskich. Bolecki i ja nalezelismy do czestych gosci w Panoramie. A poniewaz pismo bylo doskonale, wlasciciel uznal je naturalnie za zbyt high - brow ("za madre") i pozegnal sie z redaktorem z dnia na dzien. Kobos nie dal za wygrana i przeszedl na tani stosunkowo miesiecznik Zwoje w sieci internetowej, oparty na podobnych zasadach. I tu zaimponowal mi swoja skrupulatnoscia i dokladnoscia.

     Nie widzialem jeszcze Plusa Minusa z moim nowym opowiadaniem Legenda o nawroconym pustelniku (poczta wloska jest najgorsza na swiecie). W zeszla niedziele dwa telefony. Najpierw rano moj przyjaciel Basil Kerski z Berlina, z przyjemnymi slowami o opowiadaniu. Po poludniu Kobos, ktory dostal juz z Warszawy Legende w Internecie. Rowniez przyjemne slowa, ale i "powazna poprawka." Doktor, jak przystalo na wyznawce scislosci, zaopatrzyl sie przed przedrukiem w album Uccella. I coz. Okazalo sie, ze "Legenda o Sprofanowanej Hostii" sklada sie z szesciu, a nie siedmiu tablic. Za siodma wzialem drobny fragment poprzedniej tablicy, przedstawiajacej sklep zydowskiego profanatora, do ktorego dobijaja sie zbrojni straznicy. W kacie, obok zamknietych drzwi, widac (co prawda, niezbyt wyraznie) maly plomien z Hostia ociekajaca krwia; struzka krwi wycieka przez sciane obok drzwi, przyciagajac zbrojnych straznikow. Tego nie zauwazonego szczegolu zaluje, nadalby cyklowi wieksza dramatycznosc. Ale w sumie rzecz nie ma znaczenia dla mojego opowiadania, ma natomiast znaczenie jako triumf bystrego oka Kobosa.

* * *

Kobos ma komputerowych korespondentow. Polonistka z Lublina (Joanna) nalezy do zgorszonych (jesli nie oburzonych) epilogiem Innego Swiata. Kobos opisuje jej swoje "doswiadczenia z niedawnych lat, troche takie jakby z innego swiata":

W latach 1993-94 byl tu (czyli w Edmonton) na uniwersytecie, na meteorologii, gdzie pracowalem, pewien stary profesor Rosjanin. Bez nogi, inwalida wojenny, dawny kapitan Armii Czerwonej. Przyznalem sie, ze rozumiem i troche mowie po rosyjsku, wiec szef poprosil mnie o wspolprace z nim. Siedzialem z nim poltora roku w jednym pokoju. Trudny to byl dla mnie okres. Potem on wrocil do Petersburga, gdzie umarl na raka w lutym tego roku (list Kobosa do mnie z sierpnia br.). Czesto probowal mi opowiadac swoje losy wojenne. I kiedys opowiedzial mi, ze jeszcze w armii, jak Sowieci wkroczyli z powrotem na Bialorus, wezwano go na jednego z trzech sedziow sadu wojennego. Sadzono trzech mezczyzn i jedna kobiete za rzekoma kolaboracje z Niemcami. On byl absolutnie przekonany o ich niewinnosci, ta kobieta ponoc zostala jako pielegniarka z rannymi zolnierzami sowieckimi w 41 roku. W kazdym razie bez wahania moj Rosjanin podpisal na nich wyrok smierci. Powieszono cala czworke bezzwlocznie. Nie mial wyrzutow sumienia. Powiedzial mi:

"Czto dielat, takije byly wremia, uzasnyje. Gdybym odmowil, rozstrzelaliby mnie, a na moje miejsce znalezli innych, gotowych podpisac wyrok."

     Wolno bez zmruzenia oka na sztych wystawic zycie innych ludzi; nigdy wlasne. Taki byl moral (z) epilogu Innego Swiata, dobrze wylozony przez Szaruge w Znaku.

Gustaw Herling-Grudzinski




Nota edytorska: Pierwodruk powyzszego zapisu nastapil w dodatku tygodniowym Plus Minus do warszawskiego dziennika Rzeczpospolita z dnia 22 listopada 1997. W stosunku do pierwodruku, zamieszczony tutaj tekst zawiera drobne poprawki, glownie formalne, zrobione przez Gustawa Herlinga-Grudzinskiego w wyniku rozmowy telefonicznej z Andrzejem Kobosem w dniu 29 listopada 1997.   (AMK)







Copyright © 1997-1999 Zwoje