Ksiazki w moim zyciu


A JEDNAK KSIAZKA...





MAGDALENA WASILEWSKA-LENARCZYK


     "Ksiazka w moim zyciu" to temat - rzeka. Na rozprawe naukowa, psychologiczna, na pogadanke, wypowiedz na liscie dyskusyjnej, felieton w gazecie swiatecznej, albo po prostu na pogawedke w blasku swiecacej sie choinki... wsrod swoich.

     Czy ktos spedza jeszcze wieczory na wspolnym glosnym czytaniu ksiazek? Nie mowie tu o bajkach na dobranoc dla milusinskich. W moim domu rodzinnym nasz Tatus, wspanialy czlowiek i gawedziarz, czytal nam klejnoty literatury polskiej. Pamietam, szczegolne wrazenie na mnie, 8-9 letnim brzdacu, wywarla glosna lektura nowelek Henryka Sienkiewicza: Stary sluga, Hania i Selim Mirza. Wzruszajaca opowiesc o pierwszej milosci panicza do pieknej corki starego slugi, rywalizacji o nia z przystojnym sasiadem Selimem, zakonczona porwaniem, pojedynkiem, ospa Hanii, jej odejsciem do klasztoru... A kiedy indziej zasmiewalismy sie nad inna pyszna nowelka mistrza z zycia malarzy i aktorow 19-wiecznej Warszawy pt. Ta trzecia.

     W moim biednym acz szczesliwym domu telewizor (marki Atol) zjawil sie dopiero w roku 1968, czyli wieczory spedzalismy na czytaniu, czasem wspolnym czesciej osobnym, wspanialych i jakze wtedy tanich ksiazek.

     Lata mijaly. Ksiazki wyrywalo sie znajomym, zdobywalo spod lady, czytalo sie jednej nocy i to niekoniecznie lektury zakazane, ale po prostu dobra powiesc, pozyczona tylko "do jutra" czyli czesto przy latarce pod koldra, aby ukryc sie przed czujnym wzrokiem rodziciela, ktory sprawdzal, nawet po polnocy, czysmy zakryci i wypoczywajacy. A w wiele lat pozniej zamiast poprawiania wypracowan badz prasowania syneczkowych kaftanikow i koszulek...

     Losy zagnaly mnie za Wielka Wode. Od kilku juz dobrych lat pracuje w bibliotece uniwersyteckiej, gdzie czasem z kolezankami zgadamy sie o literaturze pieknej. Ostatnio na internecie wylawiamy rozne listy przebojow ksiazkowych i to nie mam na mysli aktualnych bestsellerow, lecz po prostu "ranking" powiesci, ktore powinno sie znac. No wlasnie, jakie kryteria tu zastosowac?

     Za moich czasow licealnych (lata 1960-te) kanon literatury europejskiej omawialo sie obowiazkowo na lekcjach polskiego, studenci wydzialow humanistycznych byli zas zobligowani do zaliczenia egzaminu ze znajomosci wybranej literatury obcej (angielskojezyczna, francuska, niemiecka lub wloska). Ponadto byla moda na czytanie i gadanie o ksiazkowych olsnieniach po nocach - przy czerwonym winie, kawie/herbacie i, niestety, w smugach papierosowego dymu.

     Ze zdziwieniem zauwazylam, ze moi tutejsi rowiesnicy, nie znaja wielu dziel, nawet z literatury anglojezycznej, ktore byly strawa codzienna mojej mlodosci. Moze dlatego, ze w Kanadzie przedmioty wybiera sobie sam uczen juz w szkole sredniej, a ponadto nawet najlepszy, wzbogacony program jezyka angielskiego obejmuje li tylko lekture i omowienia kilku utworow; w klasie 10 ("1 licealna") przykladowo: Macbeth (lub inna sztuka Szekspira), Wuthering Heights, kilka nowelek (Wharton, Mansfield, Lawrence) i poezja. Malo tego, nawet ludzie konczacy uniwersytet z tytulem "BA in English" nie grzesza oczytaniem, o czym przekonalam sie pracujac z absolwentami tego kierunku w bibliotece czy tez rozmawiajac z kolegami syna.

     Obroncy tutejszego systemu nauczania powiedza, ze bakalarz np. po UNB (University of New Brunswick) wykaze sie doglebna znajomoscia kilku utworow, a po dobra powiesc kiedys siegnie. Ale czy tu, w Ameryce Polnocnej, opanowanej (jak i pewnie caly swiat) Grishamami, Crichtonami etc., czyli dobra literatura popularna, przecietny czytelnik siegnie po powazniejsza ksiazke? Watpie.

A ja po cichu, najwyzej z pomoca moli ksiazkowych rozsianych po swiecie a odnalezionych na polsko - jezycznych listach dyskusyjnych, ukladam moja prywatna liste najlepszych polskich powiesci. Potraktujcie te moja "Zlota Dwudziestke" jako probe przypomnienia, podpowiedzenia, a moze i olsnieniaczy zadziwienia Was w czytelniczych poszukiwaniach:

  1. Henryk Sienkiewicz: "Trylogia"
  2. Boleslaw Prus: Lalka
  3. Boleslaw Prus: Emancypantki
  4. Eliza Orzeszkowa: Nad Niemnem
  5. Stefan Zeromski: Dzieje grzechu
  6. Pola Gojawiczynska: Dziewczeta z Nowolipek
  7. Jan Parandowski: Niebo w plomieniach
  8. Witold Gombrowicz: Pornografia
  9. Zofia Nalkowska: Granica
  10. Maria Kuncewiczowa: Tristan '46
  11. Tadeusz Parnicki: Srebrne orly
  12. Stanislaw Dygat: Jezioro Bodenskie
  13. Stanislaw Dygat: Pozegnania
  14. Tadeusz Konwicki: Mala apokalipsa
  15. Anka Kowalska: Pestka
  16. Edward Redlinski: Konopielka
  17. Wieslaw Mysliwski: Kamien na kamieniu
  18. Andrzej Szczypiorski: Poczatek
  19. Olga Tokarczuk: Prawiek i inne czasy
  20. Jerzy Pilch: Inne rozkosze

     Te powiesci oczarowaly mnie w roznych porach mego zycia, niezaleznie od obowiazujacych wtedy kanonow lektur szkolnych, badz panujacych mod. Wszystkie je odbieralam bardzo osobiscie, jakby zostaly napisane wlasnie dla mnie, z nimi spedzilam wiele nocy, zrosilam je lzami, smialam sie przy ich lekturze do rozpuku, wzruszalam, kochalam, odczuwalam smak pocalunku...

     Przewazajaca wiekszosc olsnila mnie dawno temu w Polsce, tylko trzy koncowe pozycje z tej mojej wlasnej listy przebojow tzn. Tokarczuk, Pilcha i Szczypiorskiego odkrylam calkiem niedawno z pomoca wirtualnych przyjaciol.

     I tu, zapewne, zaskocze wielu, ale najczesciej czytana przeze mnie powiescia z tej listy, ba, mozna nawet powiedziec zaczytana z milosci, ksiazka - kochanka(iem?) byla przez lata, niemal od dziecinstwa, mniej znana powiesc Boleslawa Prusa Emancypantki.

     Na pewno nie tak "arycydzielna" jak Lalka, ale pelna prusowskiego uroku i staroswieckosci pomieszanej z nowoczesnymi juz wtedy, a ciagle wracajacymi, rozwazaniami na temat wyzwolenia kobiet. I... nie pachnie w niej kalafiorami - jak w mieszkaniu pani Stawskiej.

     Powiesc dzieli sie na kilka odrebnych i nierownych czesci, najbardziej znana (takze z filmowych i scenicznych adaptacji) jest Pensja pani Latter (tom 1), pokazujaca zmagania pani przelozonej, kobiety samodzielnej, samotnej matki o zapewnienie luksusowego zycia dwojce swych doroslych, niezwykle wymagajacych i rozpuszczonych dzieci. Ukochany synek bawidamek, utracjusz i karciarz doprowadza pensje do bankructwa, a pania Latter do samobojstwa. Tom drugi to sceny z zycia prowincji (Iksinow) - kapitalne. Prus z kronikarskim zacieciem wylawia i serdecznie osmiesza mieszkancow tego cudownego partykularza. Tom 3 i 4 to z powrotem Warszawa, gdzie naiwna, o zlotym sercu Madzia Brzeska, bohaterka powiesci, zaczyna od posady guwernantki w nowobogackim domu zamoznych (browarem) Korkowiczow, nastepnie trafia do palacu arystokratow Solskich, uczestniczy w seansach spirytystycznych, w zebraniach kola sufrazystek, ulega wplywom filozofii materialistycznej, ale tak, jak poprzednio na pensji czy w miasteczku rodzinnym, przede wszystkim spieszy z pomoca nieudacznikom, kulawym kaczetom, kobietom nieszczesliwym a nawet upadlym (magdalenkom), narazajac sie na obmowe, a wreszcie i pogarde srodowiska. Autor te wlasnie bezinteresowna altruistke, ba, wrecz aniola, uwaza za jedyna emancypantke.

     Pierwowzorem Madzi Brzeskiej byla Oktawia z Rodkiewiczow Zeromska, ktora Prus poznal w Naleczowie. Niestety, malzenstwo Stefana Zeromskiego z aniolem nie bylo udane i ponoc dopiero przy drugiej zonie, Annie, tworca Popiolow znalazl prawdziwe szczescie. Ale wracajac do powiesci, bo ona wazniejsza niz zycie realne, to odnalazlam w niej wspaniale typy godne tworcy subiekta Rzeckiego np. oryginal - profesor Debicki, kretacz Zgierski czy zakochany w Madzi magnat Stefan Solski, ktory pozytywistyczne haslo pracy organicznej realizuje w budowie cukrowni.

     Mysle, ze urzekl mnie szczegolny humor pana Prusa, pelen ciepla, serdecznosci, a takze realizm sytuacji i miejsc (Warszawa) oraz szlachetnosc Madzi, przynoszaca jej cios za ciosem. Swietym ciezko zyc na tym padole, niestety, a zjadaczy chleba nie da sie przerobic nawet tylko w wielbicieli aniolow. Pamietam, w czasach szkoly podstawowej "odszukalam" nawet w Warszawie kamienice Solskich na Filtrowej, niedaleko Placu Narutowicza, wyobrazajac sobie, ze tam naprawde rozgrywa sie - raz jeszcze - powiesciowy dramat.

     Tu w kanadyjskim domu nie mam Emancypantek, ale mam nadzieje, ze w domu w Polsce odnajde te powiesc i naciesze sie nia jak starym wyprobowanym przyjacielem.

     Obok powrotow, oby czekaly na mnie i nowe znajomosci a kto wie, moze juz w tym roku pod choinka znajde powiesc, ktora przyniesie to, co liczy sie w sztuce najbardziej: wzruszenie, zamyslenie i zachwyt. Wtedy, nie zwazajac, iz moge stracic pospieszna, najnowsza informacje, wylacze telefon, modem i komputer, nie mowiac o staruszku telewizorze i... pozostane sam na sam z moim staroswieckim druhem - ksiazka, czego i Wam, Drodzy Czytelnicy Zwojow, zycze w dlugie swiateczne wieczory.




Autorka, jak twierdzi, oszalalaby na kresach wschodnich Kanady, przy katalogowaniu ksiazek w University of New Brunswick Library, gdyby nie "zycie wirtualne." Od lipca 1993 wpada na internetowa siec dyskusyjna Poland-L z (nieswoim) wierszem, dowcipem, zagadka literacka, refleksja... Najbardziej ceni poczucie humoru i umiejetnosc spojrzenia na siebie z boku. Uwaza, ze czlowiek jest wazniejszy od najswietszej Sprawy. Nie znosi patosu i koturnow, jest sentymentalna i bardzo teskni za Polska.

Po nieuleczalnej chorobie, nieodzalowana Magda Lenarczyk zmarla w zimie roku 2002.   (AMK)








Copyright © 1997-1999 Zwoje