Poniższy tekst pochodzi z Księgi Pamiątkowej Dziesięciolecie Polski Odrodzonej 1918-1928, Wyd. "Ilustrowanego Kuriera Codziennego," "Światowida," "Na Szerokim Świecie," Kraków-Warszawa 1928, str. 740-744.
Przypisy sygnowane (KW) są w oryginale częścią podpisów pod ilustracjami innymi niż tutaj.   (AMK)





REWINDYKACJA ZBIORÓW I ZABYTKÓW

[Po Traktacie Ryskim]

 




KAROL WÓJCIK


(były Ekspert Delegacji Polskiej Specjalnej w Moskwie)


     Zwycięski Traktat Ryski [z 1921 r.] nie tylko ustalił wschodnie granice Polski, lecz także podyktował zwyciężonym częściową naprawę krzywd, wyrządzonych Polsce przez okres gwałtu minionych 150 lat. Sformułowane to zostało w dwóch zasadach: reewakuacji, tj. zwrotu mienia państwowego, komunalnego i prywatnego, wywiezionego przymusowo lub dobrowolnie po 1 sierpnia 1914 roku w związku z toczącymi się na terytorium Rzeczypospolitej operacjami wojennymi, oraz rewindykacji czyli zwrotu mienia przeważnie kulturalnego, zabranego przemocą, drogą konfiskat i rabunków, od 1 stycznia 1772 r.

     W szczególności Traktat postanawiał, że mają być zwrócone Polsce wszelkie trofea wojenne, biblioteki, księgozbiory, archiwa, akta, dzieła sztuki, zabytki oraz wszelkiego rodzaju zbiory i przedmioty o wartości kulturalnej (historycznej, artystycznej, archeologicznej i naukowej) - to te, które zostały 1) zabrane i wywiezione po roku 1772, te, które 2) powstały po tym roku na terytorium Rzeczypospolitej (archiwa i akta instytucji ustawodawczych, władz wszelkich i urzędów), jak też i te, które 3) po 1-szym sierpnia 1914 roku dobrowolnie lub przymusowo zostały wywiezione do Rosji.

     Szeroko zatem zakrojono zasadę zwrotu zabranego społeczeństwu polskiemu mienia i zdawało się, że sama akcja przyniesie bogaty plon, który zasili nasz zubożały dorobek kulturalny. I logicznie rzecz biorąc nie powinno było być inaczej. Naród o wielkiej kulturze, czerpiący pełnią energii owoce oświaty z Zachodu i sam także tworzący, stanął w pewnym momencie dziejów bezbronny, wydany na niełaskę przemożnego sąsiada - i to wówczas gdy sąsiad ten, do tej pory jakby za chińskim murem Europy żyjący, zapragnął w szybkim tempie ucywilizować się na modłę Zachodu i posiąść naraz to, ci inni przez wieki gromadzili. - W tych warunkach Polska przedstawiała niewyczerpane źródło, z którego można było czerpać obficie i bez kosztów, drogą rekwizycji, konfiskat, a nawet zwykłych "ukazów."

     Kto, kiedy, co, ile, jakimi drogami z Polski wywiózł i gdzie to ugrzęzło? Nikt już tego w pełni nie dojdzie. Jedyną miarą jest chyba pustka, jaka po tych spustoszeniach została na ziemiach Rzeczypospolitej.

     Ważniejsze tylko i z większym cynizmem, bo w jasny dzień dokonywane rabunki zostawiły ślad widoczny, ale i na te wiadome fakty brak było dowodów, bo konfiskat i rekwizycji nie kwitowano. Władze rosyjskie prowadziły wprawdzie w wielu wypadkach szczegółową korespondencję dotyczącą poszczególnych rabunków, korespondencja ta jednak utknęła głęboko w rosyjskich archiwach, szczególnie w archiwum ministerstwa dworu, Ermitażu, ministerstwa wojny, i tylko przypadek lub niedyskrecja jakiegoś rosyjskiego uczonego oddawała do dyspozycji strony polskiej równie rzadki jak cenny ślad albo dowód.


Praca polskiej delegacji

     Powołana na mocy Traktatu Ryskiego Delegacja Polska dla Spraw Rewindykacji stanęła zaraz na początku swej akcji wobec przemożnych trudności, na które składał się z jednej strony wspomniany już brak źródeł, z drugiej często ujawniająca się zła wola strony rosyjskiej.

     Siedzibą Delegacji i miejscem posiedzeń była Moskwa. Miało to tę dobrą stronę, że cała akcja toczyła się na miejscu istnienia obiektów spornych i w pobliżu najwłaściwszych źródeł mogących wyjaśnić wątpliwości, ale i tę ujemną, że działalność polskiej ekspertyzy, odległej o 1000 km od swej obszerniejszej podstawy operacyjnej, musiała ograniczać sie do kilku zaledwie przedstawicieli nauki polskiej, wysłanych do Moskwy a komunikujących się z resztą współpracujących uczonych przy pomocy żmudnej i długo trwającej korespondencji. Przeciwnie zaś, strona sowiecka dysponowała olbrzymim sztabem miejscowych uczonych, mających do dyspozycji cały znajdujący się w archiwach materiał dowodowy, który dla strony polskiej byl niedostępny.

     Co prawda, tzw. Instrukcja Wykonawcza do Art. XI Traktatu przewidywała, że w razie potrzeby Komisja "może" delegować do poszczególnych instytucji sowieckich swoich pełnomocników, którzy łącznie z przedstawicielami danej instytucji ustalą obecność i miejsce przechowywania przedmiotów, ale postanowienie to jednak nigdy nie zostało w czyn wprowadzone.

     Przy tym, konstruowanie dowodów pozostawiono w całości ekspertyzie polskiej, która musiała ustalić, że przedmiot jakiś został z Polski zabrany i w jakim czasie, że znajdował się w którymś ze zbiorów rosyjskich i co najważniejsze, wskazać, gdzie się znajduje. Rosyjski sztab uczonych, operujący swobodnie całym materiałem dowodowym, ograniczał się jedynie do sprostowań i zaprzeczeń, o ile choćby jeden szczegół tylko w całym żmudnie wypracowanym dezyderacie polskim okazał się niedokładny lub nieścisły.

     Gdy wreszcie zdołano usunąć wszystkie wątpliwości, uczeni rosyjscy uciekali się często do klauzuli Traktatu, która opiewała, że zbiory o światowej sławie, usystematyzowane i skatalogowane, nie mogą być rozbite. Wówczas to wchodził w grę dla odmiany zastęp prawników nicujących wytrwale litery Traktatu, po czym znowu zabierali głos uczeni w sprawie ekwiwalentu, i dyskusja przeciągała się w nieskończoność. Na jednym z plenarnych posiedzeń odezwał się główny ekspert prawny delegacji sowieckiej, prof. Pergament: "Sprawa zawiśnie w powietrzu a przedmiot zostanie na miejscu." Wyznanie to znakomicie oświetla stanowisko strony rosyjskiej, oparte na głębokim przekonaniu, że przewagę ma jednak zawsze "beatus possidens."

     Nie można też pominąć milczeniem faktu, że prace komisji były w wysokim stopniu uzależnione od stanu barometrycznego wzajemnych stosunków polsko-sowieckich, które szczególnie w pierwszych latach pokoju, ulegały znacznym wahnięciom, Wahnienia te powodowały dłuższe, nieraz kilkumiesięczne przerwy.


Pierwszy plon rewindykacji

     Mimo tych wszystkich trudności, które niejednokrotnie zdawały sie grozić zupełnym zerwaniem prac, mimo poważnych częstokroć konfliktów, delegacja polska już w kilku pierwszych miesiącach zdołała wydobyć i wysłać do Polski pierwsze transporty zawierające urządzenie Zamku Warszawskiego, Łazienek i Białego Domku, jak też 21 obrazów Bellotto-Canaletto (49 wagonów) - dalej zbiory z Orużejnoj Pałaty na Kremlu, zawierające m. in. sztandary, chorągwie, insygnia koronacyjne i łańcuch Orderu Orła Białego Stanisława Augusta [z 1756 r.], popiersia sławnych mężów z Zamku itp. (9 wagonów), 15 skrzyń z obrazami treści historycznej, 92 arrasy Zygmunta Augusta (1), stanowiące 2/3 wielkiej serii wawelskiej (reszta została odnaleziona i uzyskana po wielu trudach dopiero w następnych latach), 24 głowy rzeźbione ze sławnego stropu Zamku na Wawelu, 17 wagonów ze zbiorami Stanisława Krosnowskiego, pomnik Księcia Józefa Poniatowskiego dłuta Thorwaldsena i wreszcie Grunwald Matejki.

     Po tym dużym i stosunkowo szybko osiągniętym sukcesie, nastał dwa lata prawie trwający okres, który pod względem realnych efektów można uważać za stagnacyjny. Okres ten jednak wypełniony był wytężoną walką w podkomisjach i forsowną praca naukowej ekspertyzy. Przewlekłe dyskusje i wymiany referatów przerywane były coraz częściej poważnymi konfliktami. Sowiecka taktyka dyplomatyczna polegała na nużeniu i denerwowaniu przeciwnika, święciła triumfy i doprowadziła nawet do ustąpienia dotychczasowego Prezesa Delegacji Polskiej, Ministra Antoniego Olszewskiego, po którym funkcję prezesa objął Dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej Edward Kuntze.

     W okresie tym odzyskano znaczną część mienia prywatnego, zdeponowanego przez Towarzystwo Opieki nad Zabytkami w podziemiach kościoła na Gruzinach, w tym wartościowe zbiory Sanguszków, Radziwiłłów z Nieświeża i Ołyki, Branickich z Rosi, gabinet rycin Uniwersytetu Warszawskiego (100 tysięcy sztychów i rysunków) zbiór monet i medali z Nieświeża, chorągwie i rzędy wschodnie po Rzewuskim, urządzenie gmachu Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk oraz szereg mniejszych partii mienia państwowego i prywatnego. W tymże czasie dokonano również odbioru przeszło 7 000 dzwonów wywiezionych w roku 1915 przez cofające się wojska rosyjskie z miast i wsi polskich.

     Teoretycznym rezultatem omawianego okresu było podsumowanie (w lipcu 1924 roku) pretensji ostatecznie nieumotywowanych, spraw niezałatwionych lub postanowień niewykonanych, a to w celu ryczałtowego ich rozstrzygnięcia, co kończyłoby ostatecznie prace Komisji Specjalnej. I znowu dwa dalsze lata trwało zmaganie się w podkomisjach, rzadko uwieńczone plenarnym posiedzeniem. Ogólna sytuacja polityczna, komplikowana sowiecką propozycją paktu o nieagresji, załamywała coraz bardziej diagram działalności Delegacji. Wreszcie tragiczna śmierć [zabójstwo w 1927 r.] sowieckiego posła Wojkowa w Warszawie, który równocześnie był prezesem delegacji sowieckiej, zawisła groźnie nad losem przygotowanego już w znacznej mierze porozumienia.


"Układ Generalny"

     Dopiero jesienią 1927 roku, po zamianowaniu nowego posła sowieckiego Bogomołowa, prace Delegacji ruszyły z punktu martwego, a znużenie obydwu stron, chęć doprowadzenia do jakiegoś końca i wyjaśniające się stosunki polityczne obu państw doprowadziły do podpisania tzw. Układu Generalnego, rozstrzygającego definitywnie wszystkie niezałatwione jeszcze sprawy Mieszanej Komisji Specjalnej.

Układ Generalny załatwił ostatecznie 32 sprawy, obejmujące 429 większych przedmiotów w dziale pamiątek historyczno-narodowych, militarii, tkanin, rzeźb, obrazów, sztychów, zbiór numizmatyczny Uniwersytetu Warszawskiego (11 247 monet i medali) oraz prywatne mienie zabytkowe.

     Z ważniejszych przedmiotów odzyskanych przez Układ Generalny należy wymienić przede wszystkim słynny miecz koronacyjny królów polskich, zwany "Szczerbcem," niewątpliwie jedyne autentyczne a tak drogie sercu każdego Polaka insygnium koronne, które legenda otoczyła nimbem narodowego symbolu (2); dalej Chorągiew Wielka Koronna Zygmunta Augusta (3); Miecz Orderu Świętego Stanisława, który służył przy koronacji ostatniemu królowi polskiemu; Miecz, Płaszcz i Czapkę Orderu Ducha Świętego, przedmioty podarowane przez [papieża] Innocentego XI królowi Janowi III za odsiecz Wiednia (4), dalszą serię arrasów Wawelu; w dziale obrazów cenne obiekty pędzla Wouwermana, Watteau, Rembrandta, Helbsta itp; zaś w dziale militarii wiele pamiątek wielkiej sławy i wielkiej tragedii jaką przeżywał Naród.

     Niewątpliwie niewielką tylko część tego, co nam zabrano zdołaliśmy odzyskać. Niemniej jednak, to co odebraliśmy przedstawia olbrzymią wartość artystyczną a przede wszystkim historyczną. Fakt zaś, że przedmioty te przez długie lata niewoli nie były w posiadaniu Narodu, że tułaczą swą dolą wzbudziły tęskny sentyment ogółu, podnosi fakt ich odzyskania do nieprzeciętnego sukcesu.

     Znacznie lepiej niż w dziale muzealiów przedstawia się rewindykacja w dziale biblioteczno - archiwalnym. Tłumaczy się to faktem, że tak biblioteki jak i archiwa tworzyły obiekty większe, bardziej znane, których wywóz musiał pozostawić wyraźniejsze ślady, ulokowanie zaś, a raczej ukrycie ich, przedstawiało większe trudności. Walka o te obiekty sprowadzała się raczej do prawnych interpretacji artykułów Traktatu i do dyskusji na temat ekwiwalentu. Nie obeszło się i tu bez opisanych wyżej trudności, w rezultacie jednak strona polska może zapisać na swój dodatni rachunek tak poważne pozycje jak uzyskanie (częściowo ekwiwalentem) sławnej Biblioteki Załuskich, tworzącej podwalinę Biblioteki Publicznej w Petersburgu, a obejmującej samych rękopisów ponad 11 000, Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, bibliotek Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Puław, Nieświeża, zaś w dziale archiwalnym takiego białego kruka jak Metryki Koronnej, rozlicznych archiwów państwowych, komunalnych itp. Olbrzymie znaczenie tych nabytków dla naszej nauki i historii nie wymaga nawet komentarzy.

Tak przedstawia się w krótkim szkicu historia rewindykacji poloników z Rosji (5). Niewątpliwie zainteresowanie społeczeństwa tym tematem skłoni w przyszłości uczonych do sumienniejszego bilansu całej akcji. Dziś już należy jednak z dumą podkreślić, że akcja ta udowodniła, iż społeczeństwo ani przez długie lata niewoli, ani w pierwszym radosnym upojeniu odzyskanej wolności, nie zapomniało na chwilę o tym, co stanowiło jego historyczny fundament i że umiało w stosownym momencie upomnieć się i walczyć uporczywie o każdy drobiazg z całym zrozumieniem, że drobiazg ten to jest ta nić - według słów Witolda Suchodolskiego, ostatniego kierownika Delegacji Polskiej - "wiążąca nas z dorobkiem kulturalnym przodków naszych, która musi być włączona do splotu więzi historyczno - kulturalnej, czyniącej z masy etnograficznej - Naród."



  1. 156 arrasów zostało zamówionych w Brukseli w XVI wieku na zlecenie Zygmunta Augusta. Zygmunt III wywiózł je do Szwecji, skąd wróciły w roku 1591 na Zamek w Warszawie. W roku 1795 Suworow wywiózł arrasy do Petersburga. (KW)
    Wśród członków delegacji polskiej w Moskwie tym, który najgoręcej zajął się sprawą rewindykacji arrasów do Polski - był Dr Marian Morelowski, krakowianin, wybitny historyk sztuki. W 1925 roku, jeszcze w trakcie swoich prac w Polskiej Delegacji w Moskwie, Dr Morelowski ogłosił naukowe opracowanie odzyskanej części kolekcji arrasów. (Marjan Morelowski: Arrasy wawelskie Zygmunta Augusta, ich wartość i znaczenie w dziejach sztuki XVI wieku - "Sztuki Piękne," zeszyt VII, Kraków 1925.) (AMK)

  2. "Szczerbiec," miecz 98 cm długi łącznie z rękojeścią o późnoromańskim charakterze, w typie mieczów używanych przez zakony rycerskie Ziemii Świętej. Rękojeść zakończona okrągłym guzem oraz jelec o zagiętej ku dołowi formie, obite są złotymi blachami z emblematami, hierogramami i napisem.
    Szczerbiec legendarny Bolesława Chrobrego, o którym znajduje się pierwsze wspomnienie w Kronice Kadłubka, był według kronikarzy wieku XII przechowywany w skarbcu w Krakowie i zaginął prawdopodobnie w początkach wieku XIV. Miecz zaś, który służył przy koronacji królów polskich, po raz pierwszy użyty przy koronacji Władysława Łokietka w roku 1320, przez pięć wieków był znany pod nazwą Szczerbiec. Król Ludwik wywiózł go wraz z regaliami do Węgier, skąd w roku 1412 przywieziony był z powrotem do Krakowa i od tego czasu jest wymieniany przy lustracjach skarbca, po raz ostatni w roku 1792. Po zajęciu Krakowa przez Prusaków, komisarz króla pruskiego, Ludwik von Hoym otworzył skarbiec i wywiózł do mieszkania gubernatora puzdro z insygniami. Wtedy znikł Szczerbiec.
    Miecz otrzymany obecnie z Ermitażu znany jest od roku 1819, kiedy książę Łobanow-Rostowskij pokazał go generałowi hr. Krasińskiemu, jako znaleziony rzekomo pod Ruszczukiem w czasie kampanii rosyjsko-tureckiej. Nie ulega wątpliwości, że oświadczenie księcia Łobanowa miało na celu umyślne wprowadzenie w błąd opinii polskiej i że odzyskany Szczerbiec jest autentycznym mieczem koronacyjnym królów polskich od czasów Łokietka. (KW)

  3. Chorągiew Wielka Koronna Zygmunta Augusta ze skarbca koronnego przechowywana była od roku 1756 przez Czartoryskich w Puławach, a później przewieziona przez Czartoryskich do Włostowic. W roku 1831 została skonfiskowana przez Paszkiewicza i przesłana do Ermitażu w Petersburgu. (KW)

  4. Owe dary papieskie przesłane zostały Janowi III w roku 1684 przez nuncjusza Pallaviciniego i wręczone uroczyście w Jaworowie po mszy solennej wobec licznie zebranych posłów i senatorów. W roku 1740 przeszły do Radziwiłłów w Nieświeżu, który w roku 1813 został złupiony przez wojska rosyjskie, przy czym skarbiec nieświeski częściowo wywieziono do Petersburga, a częściowo rozgrabiono na miejscu. (KW)

  5. W 1956 roku w wyniku umowy z Polską powróciło ze Związku Sowieckiego kilkadziesiąt obrazów malarstwa europejskiego pochodzących z muzeów na obecnym terytorium Polski. Oficjalnie były to obrazy "zabezpieczone podczas działań wojennych przez Armię Radziecką." Powróciła wtedy m in. część Galerii Gdańskiej, w tym Sąd Ostateczny Hansa Memlinga i portret konny Stanisława-Kostki Potockiego pędzla Jacques-Louis Davida (obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie). Była wówczas zorganizowana w Warszawie "Wystawa dzieł zabezpieczonych przez ZSRR." Sprawa odzyskania skarbów kultury polskiej po Traktacie Ryskim była do tego stopnia zakłamaną białą plamą w PRL-u, że we wstępie wydawcy do monumentalnego albumu Arrasy Flamandzkie na Zamku Królewskim na Wawelu (Arkady, Warszawa 1974) można przeczytać:
    "Dopiero zwycięstwo Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej otworzyło arrasom drogę powrotu do kraju. [...] Po kilku latach wojny domowej oraz interwencji zbrojnej obcych mocarstw przeciwko pierwszemu w świecie państwu robotniczo - chłopskiemu, zwycięsko odpartej, uratowane i przechowane zabytki polskiej kultury zostały zwrócone Polsce." [ ... ]

    (AMK)








Copyright © 1997-2007 Zwoje