
|
Przyszli nocą w uśpiony dom, Zabierali nas chyłkiem jak zbóje, Drzwi zamknięte otwierał łom. Idą, idą pancry na "Wujek." A gdy opadł i strach i gniew, Stanął wybór: kopalnia strajkuje, Choć staniała bardzo nasza krew. Idą, idą pancry na "Wujek." W tłum przy bramie do matek i żon Z płacht na murach klejonych zlatuje Czarną treścią komunikat WRON. Idą, idą pancry na "Wujek." Kilof, łańcuch ściska nasza dłoń, Wózków szereg bieg czołgów wstrzymuje Już milicja repetuje broń. Idą, idą pancry na "Wujek." Płaczą znicze ku zabitych chwale, Ale zgasła nadzieja na potem, Gdzie twe czyste ręce, generale? Zawracają pancry z powrotem. |
"Anonim"

Jeden czołg ustawił się w poprzek ulicy i rozpędził się prosto na bramę, na której wisiał obraz Matki Boskiej i portret Papieża. Bramę oczywiście rozwalił, wspiął się na ustawione za nią wózki, lecz nie sforsował tego, zaplątał się w złomie, nawet szpule z kablem górniczym wyciągnął za sobą. Drugi raz próbował, też bez skutku. Potem odjechał kawałek dalej. Obok bramy wjazdowej był mur, za murem drzewo - w tym miejscu znowu się rozpędził, rozwalił mur, wspiął się na drzewo, drzewo poszło. Jeszcze po tym rumowisku zaczął jeździć, poszerzył otwór, wyjechał i stanął z boku. Wtedy do akcji wkroczyło ZOMO.
Kopalnia "Wujek," 16 grudnia
Górnik II z "Wujka":
Mieli nas wykurzyć jak szczury i bić. Ale to się im nie udało. Dlaczego? Bo ludzie mieli takie nerwy, taka zadziorność w nich powstała i wiedzieliśmy na sto procent, że wojsko nie będzie do nas strzelało z ostrej broni. Tankietki były prowadzone przez wojskowych. Wtedy ludzie powskakiwali na te wozy i szturmem przegonili zomowców za płot. Jeszcze wtedy nie było ofiar.
Kopalnia "Wujek," 16 grudnia
Górnik I z "Wujka":
Usłyszałem dwie serie z karabinu maszynowego. Myślałem, że to z czołgu, ale nie, bo czołg ma większy kaliber. To był uliczny k-m, jak oni go nazywają. Taki malutki, krótki. Z tej broni zostały oddane dwie serie i sześciu ludzi padło trupem. Ale nikt z nas wtedy nie zdawał sobie sprawy, że ci ludzie nie żyją.
Kopalnia "Wujek," 16 grudnia
Uczestnik pacyfikacji "Wujka" :
Padły te strzały. Stało się to o wpół do drugiej. Siedemnasto-osobowy pluton specjalny, dowodzony przez chor. Romana Cieślaka, otrzymał przed akcją broń z ostrą amunicją. To właśnie ten oddział wchodzący w skład zwartej tyraliery funkcjonariuszy MO, liczącej dwustu ludzi, posuwał się krok za krokiem za czołgiem, torującym drogę w murze. W ten sposób tyraliera dotarła do placyku koło wagi. Czołg cofnął się nieco i zomowcy znaleźli się nagle w bezpośredniej bliskości górników. Leciały w stronę atakujących cegły, kamienie, żelazne nakrętki. Od uderzeń ciężkich przedmiotów pękały tarcze i hełmy. Nacierającym zaczęła grozić klęska - górnicy w tym miejscu przeważali liczbą. Strzelano krótkimi seriami. Po dwa, trzy strzały, nawet pojedyncze. A więc tak, jakby celowano do konkretnych ludzi, a nie w obronie własnej, przed nacierającym tłumem. Strzały padały z odległości najwyżej trzydziestu metrów.
Kopalnia "Wujek," 16 grudnia (z materialow MSW)
|
Biegłam z innymi, z innymi, przez śnieg mielony ciężarem gąsienic, wprzodzie kobiety krzyczały "ZABILI!" Potem krew, tyle krwi na ziemi. |
"Anonim"
My boimy się tak samo jak inni ludzie. Jak się okazało - boimy się nawet bardziej niż górnicy. W "Wujku" szli wprost na czołgi, wozy pancerne. Z siekierami, łomami, łańcuchami, z absolutną determinacją. Boże, co tam się działo. Blokujące się wzajemnie czołgi, wypadający zza nich zomowcy o wyglądzie bestii - oddział specjalny. Biegli wprost na górników, którzy rzucili się z taką siłą, że początkowo w czasie tej jatki uzyskali przewagę. Sam widziałem jednego, który jakimś metalowym narzędziem zaatakował zomowca, tak że odciął mu rękę wraz z ramieniem.
W potwornym chaosie jeden z czołgów utknął nad szybem i nie mógł się wycofać. Otoczyła go grupa górników i zaczęła polewać benzyną. Na szczęście zauważył to nasz dowódca - wrzeszczał że w środku są żołnierze. Górnicy zawahali się. Ktoś powiedział, że jeśli to żołnierze, to nawet pomogą im się wydostać. Ale jeśli tam są zomowcy, to rozszarpią gołymi rękami.
Śląsk, grudzień 1981
|
Synku, kto Cię zastrzelił? Jak to się wszystko stało? W kopalni nie powiedzieli, Chociaż chodziłam, pytałam... Sąsiadki wpadną na chwilę, posiedzą, trochę popłaczą- Synku, gdybym tam była... Za co? |
"Anonim"
|
Zabici z kopalni "Wujek" Już nigdy nie wyjdą Z głębokich szybów naszego sumienia Fedrują fedrują Ich oczy zasypane ziemią Są otwarte W naszej pamięci Oni w niej pracują pracują |
"Mat."
|
Znowu łamiemy się czarnym opłatkiem polskiego losu noc w ciemnościach brodzi tryumfalnie huczy radio w eterze zagłuszają prawdę że moc truchleje Bóg się rodzi |
"M.K."
|
Położyłeś ich Panie jednakowym rzędem Jak miecze upuszczone i złożone tarcze, Lecz oni razem z nami na Twój sąd przybędą I jednako wraz z nami przed Tobą zaświadczą. O spraw niech spoczywają bez wspomnień i tęsknot Niech od nowa skończonych mąk nie wspomni żaden. Nędza ich przed Chrystusem - bogatsza od szczęścia, A śmierć u czoła - wspanialsza niż diadem. |
"Anonim"
|
Boże, pieśń nową będziemy Ci śpiewać, grać Ci będziemy na dziewięciu strunach, smyczkiem węgielnym, czarnym jak antracyt. O Panie, nie chmurz swych niebios i nie ciskaj piorunem w hałdy, aby zadymiły. Wyciągnij swą rękę z wysoka i zdejmij opaskę z oczu przerażonej, której usta mówią na wiatr. Niech ujrzy, że jej prawica jest pusta, a waga w jej lewicy - fałszywa. Daj ludowi łaskę miłości do Kaina, choć zbrodnię swoją dzisiaj nazwał prawem. Zasiej pokój w duszach naszych sierot, aby mogły, jak młode topole, pomyślnie rosnąć wysoko ponad chwasty. I ulecz rany w sercach naszych matek, niech ucichnie lament na polskich ulicach. |
Tomasz J. Kaźmierski (21 listopada 1997)
|
................................................................................ wieczorem lubię wędrować po rubieżach Miasta wzdłuż granic naszej niepewnej wolności patrzę z góry na mrowie wojsk ich światła słucham hałasu bębnów barbarzyńskich wrzasków doprawdy niepojęte że Miasto jeszcze się broni ................................................................................ cmentarze rosną maleje liczba obrońców ale obrona trwa i będzie trwała do końca i jeśli miasto padnie a ocaleje jeden on będzie niósł miasto w sobie po drogach wygnania on będzie Miasto patrzymy w twarz głodu twarz ognia twarz śmierci najgorsza ze wszystkich - twarz zdrady i tylko sny nasze nie zostały upokorzone |
Zbigniew Herbert (1982)
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||