
[...] przeniosłem się do baraku Chęcińskiego. Trafiłem prosto na wilię. Nie znałem tam jeszcze prawie nikogo. Wąski stół, w wąskim przejściu wśród wysokich prycz, małe drzewko na prawdziwym obrusie i przed każdym z uczestników bułka, trzy małe cukierki i serdeczny, skupiony nastrój. Każdy myśli o swoich. Przełamujemy się opłatkiem, jeden z nas ma nawet opłatek z Polski. Potem cały barak rozbrzmiewa i huczy kolędami, bojcy ani politrucy nawet nie decydują się ingerować i giną na ten jeden wieczór z horyzontu. Przy naszym stole, nieznany prawie przez nikogo, jestem zaraz przyjęty jak brat.Na tle szumiących kolęd, które krzyżują się, łączą i płyną ze wszystkich baraków i ze wszystkich prycz, por. [Tadeusz] Lesiak deklamuje Redutę Ordona, Koncert Jankiela, a potem wstaje nagle dobry serdeczny kolega por. [Tadeusz] Radoński, profesor gimnazjalny z Warszawy i mówi głosem stłumionym, prawie cichym:
I dalej:
Boże, pokutę przebyłem i długie lata tułacze,
Dziś jestem we własnym domu i krzyż na ziemi znaczę,
Krzyż znaczę, Panie, nie przeto, bym się na krzyż przyjmował,
Lecz byś mnie, Panie, od męki, od męki krzyża ratował.
Panie, Ty nie znasz Polaków... Jakże zapomnieć zapadłe wówczas długie milczenie i łzy na twarzach kolegów.
Pamiętam ten wiersz z Wyzwolenia deklamowany w Teatrze Polskim w 1920 roku przez młodego wówczas Osterwę, mówił te słowa i prawdziwe łzy spływały mu po policzkach. Ale ten wiersz, wypowiedziany nie przez wielkiego aktora, o ileż bardziej jeszcze był przeszywający i bliski w obozie starobielskim.
Józef Czapski: Wspomnienia Starobielskie
Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1965
W świąteczne dni, a także na Nowy Rok, niezawodny ks. Grzechnik odprawiał mszę. Było tradycyjne łamanie się opłatkiem, były piękne, patriotyczne przemówienia Kazimierza Pużaka w dniu Wigilii i Nowego Roku. Jego słowa, podtrzymujące na duchu, głęboko przenikały do serc i umysłów słuchaczy. Wielu miało łzy w oczach, a niektórzy - zarówno zaprawieni w partyzanckich walkach czasu okupacji, jak i w zwykłych bandyckich skokach - głośno szlochali, bynajmniej się z tym nie kryjąc. Uświadomiłem sobie wówczas jeszcze dobitniej, jak wiele znaczyła dla nas wszystkich obecność wśród nas takiego jak on człowieka. Po jego mowach nie czuliśmy się już tak bardzo samotni, mniej ciążyła rozłąka z najbliższymi, stawaliśmy się jedną rodziną.Śpiewano też we wszystkich celach, wbrew więziennemu regulaminowi, kolędy. Stare, dobrze nam znane, płynęły jedna za drugą, ale najbardziej chwytała za serce kolęda poniekąd nowa. Poniekąd, bo nowe, jakże nam bliskie, słowa do starej, góralskiej kolędy ułożył więzień, architekt i poeta, Jan Golka. Ta nowa wersja, przekazywana z celi do celi, była znana chyba wszystkim więźniom Mokotowa:
Hej kolęda, kolęda, Betlejem kolęda
Jasna łuna z nieba.
Hej kolęda, kolęda, Mokotów kolęda
Kęs czarnego chleba ...
Władysław Minkiewicz: Wspomnienia 1939-1954
Zeszyty Historyczne nr. 81, Instytut Literacki, Paryż 1987
Bogdan, wyraźnie wzruszony wstał powoli i lekko drżącym głosem oświadczył, że spędzamy razem Wigilię Bożego Narodzenia, i że polskim zwyczajem składa wszystkim życzenia spokojnych świąt.- Przenieśmy się myślami do naszych bliskich, którzy na nas czekają i w tej chwili, łamiąc się opłatkiem na pewno mają jedno najgorętsze życzenie: ujrzeć nas i uściskać jak najszybciej.
Znów zrobiła się cisza. Wszyscy stali jakby w głębokiej modlitwie, przywołując drogie sobie wspomnienia pomieszane z okrutną rzeczywistością. Pierwszy ruszył mecenas Jaworski z opłatkiem w ręku. Moment łamania się opłatkiem był dla nas wszystkich bardzo wzruszający. Wzajemne życzenia miały w sobie nadzieję, że może się spełnią ... W pewnym momencie Jaworski zwrócił się do Feldhaubera, który stał dyskretnie z boku. Ten, zaskoczony, poderwał się na baczność, chwycił drżącą ręką kawałek opłatka, a drugą uścisnął dłoń mecenasa nie wymawiając jednego słowa. Po jego śniadych policzkach spływały łzy. Szybko okazało się, że w porannym kipiszu uratował się tylko opłatek Jaworskiego i mój, zmiażdżony butem ubowca. Tak wiec wyrywaliśmy sobie dosłownie białe źdźbła postnego ciasta ściskając się i powtarzając życzenia. Ostatni podszedł do mnie Fritz. [...]
Gwar ucichł, rozmowy zamarły w pół zdania, oczy spoczęły na śpiewających, a uszy chwytały najdrobniejszy dźwięk pieśni:
Hej kolęda, kolęda, Betlejem kolęda
Jasna łuna z nieba.
Hej kolęda, kolęda, Mokotów kolęda
Kęs czarnego chleba.
Między nas Pan Jezus wszedł,
Na więziennym stołku siadł.
Między nas Pan Jezus wszedł
I chleb czarny z nami jadł.
Hej kolęda, kolęda, Betlejem kolęda
Aniołowie, pasterze.
Hej kolęda, kolęda, Mokotów kolęda
Ciemna noc w karcerze.
Między nas Pan Jezus wszedł,
Na koszuli numer szył.
Między nas Pan Jezus wszedł
I w karcerze z nami był.
Między nas Pan Jezus wszedł,
Cichutko zapłakał
Między nas Pan Jezus wszedł,
Gdy bił Polak Polaka.
Hej kolęda, kolęda, Betlejem kolęda
Królów hołdowanie
Hej kolęda, kolęda, Mokotów kolęda
O wolność wołanie.
Hej kolęda, kolęda, Betlejem kolęda,
Dzieciątko w stajence.
Hej kolęda, kolęda, Mokotów kolęda.
Z nadzieją i w męce.
Między nas Pan Jezus wszedł,
Skinie rączką swą Bożą.
Między nas Pan Jezus wszedł,
Wszystkie drzwi się otworzą...
Andrzej Wolski - "Jur" (Batalion "Zośka" AK): Drzwi bez klamki
Wyd. Słowo, Warszawa 1995
Dziś po latach jeszcze, jakiś skurcz dławi mi gardło i oczy wilgotnieją. A wtedy... każdy z tych twardych chłopów, co to niejedno przeżył, spuścił głowę, żeby ukryć cieknące z oczu łzy. Taka była moja pierwsza więzienna wigilia.
Stanisław Krupa - "Nita" (Batalion "Zośka" AK), X Pawilon
Wyd. Omnipress, Warszawa 1989.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||