DZIENNIK PISANY NOCĄ





GUSTAW HERLING-GRUDZINSKI


Neapol, 8 sierpnia 1997

     Sir Isaiah Berlin (*) opowiedział ostatnio w jednym ze swoich coraz liczniejszych wywiadów, jak po roku 1989 był w Moskwie świadkiem sporu dwóch rosyjskich intelektualistów. Jeden twierdził, że liczba ofiar stalinizmu wynosi dwadzieścia milionów; drugi, ze pięćdziesiąt. Nie pamiętam dokładnie komentarza Berlina, ale jego sens był taki: wobec podobnego sporu, niezależnie od jego meritum liczbowego, opadają ręce i traci się ochotę analizowania rozmaitych niuansów totalitaryzmu. Był gigantyczną zarazą w obu swoich odmianach, nazistowskiej i komunistycznej, szukanie (ulubione zajęcie "postkomunistów", czyli "socjaldemokratów" wszelkich narodowości i maści) tzw. okoliczności łagodzących dla systemu sowieckiego przy jednoznacznym potępieniu hitleryzmu, dowodzenie, że Gułag był jednak trochę bardziej "ludzki" i "ideowy" od Holocaustu, jest dowodem poniżającej głupoty.

     A przecież ten, zachodni głównie, proceder dzieje się na naszych oczach. Byle "post" (rozpowszechniony obecnie gatunek politycznych szulerstw) śmie twierdzić, nie rumieniąc się przy tym zanadto, że tkwi jakaś "doza niesprawiedliwości" w teorii "totalitarnych bliźniąt". Nie wolno wyrywać całkowicie "czystych", a potem niestety zwyrodniałych. korzeni Postępu.

     Przytrafia się to nawet ludziom głęboko uczciwym, u których względy sentymentalne odgrywają zresztą większą rolę od politycznych. Primo Levi był bez wątpienia najwybitniejszym, i to nie tylko w rodzimej skali włoskiej, pisarzem hitlerowskich kacetów. Okres spędzony w Oświęcimiu naznaczył go na całe życie, aż do samobójczej śmierci. Odnoszę się do tego, co napisał o znaku zapytania, jaki zawisł nad obrazem człowieka po doświadczeniach niemieckiego wszechświata koncentracyjnego, z ogromnym szacunkiem i podziwem. Mimo, że nie był pisarzem z urodzenia, wykształcenia i powołania, wymieniam go zawsze wśród czołowych piór literatury powojennej. Tym większym smutkiem napełnia mnie myśl, że i on nie wytrzymał nacisku "postępowej" operacji rozłączania totalitarnych bliźniaków. Zdaje się, że wspomniałem już kiedyś w dzienniku, jak odpowiedział na pytania młodych czytelników, dlaczego milczy o Gułagu. Bo nie był jego więźniem, a potrafi pisać tylko o własnych doświadczeniach. Bo kacety były narzędziem wyłącznie eksterminacji, a Gułag jedynie narzędziem eksploatacji pracy niewolniczej. Charakterystyczne, że czytał co prawda Sołżenicyna i Szałamowa, lecz unikał jakby wchodzenia w szczegóły ich opowieści na rzecz obrazu ogólnikowego Gułagu. Jego uwagi o Szałamowie są wręcz redukcją cierpień więźnia Kołymy w porównaniu z własnymi cierpieniami więźnia Oświęcimia. Chcąc nie chcąc, zmierzał do wniosku, że, mimo wszystko, sowiecka machina totalitarna zachowała pewne cechy ludzkie. W kacetach śmierć więźniów była celem systemu, w Gułagu produktem ubocznym głodu i pracy ponad siły "zeków".

     W końcu września tego roku odbędzie się na Uniwersytecie w Sienie sympozjum na temat totalitaryzmu. Wezmą w nim udział Jerzy Jedlicki, Andrzej Paczkowski i Zygmunt Bauman z Warszawy, Todorow z Paryża oraz mój mediolański przyjaciel Francesco Cataluccio. Francesco przygotował tekst zatytułowany Lager e Gulag in Primo Levi, który dzięki jego uprzejmości miałem okazję przeczytać. Tekst dobry, precyzyjny, należycie udokumentowany. Uderzyło mnie w nim zdanie końcowe: "Wolno paradoksalnie twierdzić, że Levi mówił bardziej o Gułagu mówiąc o Holocauście, niż kiedy mówi o Sołżenicynie i Szałamowie". Nie widzę w tym nic paradoksalnego. To właśnie starałem się pokazać jako upartą i trwałą cechę w książkach pisarza włoskiego. Levi wystrzegał się czerpania bezpośredniego ze świadectw byłych więźniów rosyjskich, natomiast starał się zastąpić ten jaskrawy brak generalnym i zgeneralizowanym spojrzeniem na zjawisko Gułagu jako sowieckiego krewnego niemieckich kacetów. Ale Gułag nie był krewnym niemieckiego wszechświata koncentracyjnego. Był jego bliźniakiem. A przekonać się o tym można, zapoznając się z konkretnymi świadectwami "zeków", które Levi zdawał się minimalizować, a nie z syntetycznym zlepkiem zwanym Gułagiem, co Levi zdawał się preferować. Skutek jest taki, jaki jest: "postępowa" operacja rozłączenia totalitarnych bliźniaków.

     W tych dniach ukazał się w Rzymie pierwszy numer ciekawego kwartalnika Lo Straniero. Z przyjemnością znajduję w nim szkic młodego i utalentowanego krytyka włoskiego Domenico Scarpa Lager e Gulag, Levi e Herling. Autor szkicu pokazuje, że dokładna analiza porównawcza książek pisarza włoskiego i mojego Innego świata prowadzi do wyraźnych analogii w anatomii obu bliźniaków totalitarnych. Czyli do konkluzji, której Levi wolał nie widzieć.

     Nie przeczę: Holocaust został przez hitlerowców pomyślany i zaplanowany na konferencji w Wahnsee jako "rozwiązanie ostateczne", zagłada fizyczna narodów rasowo niższych od niemieckiego narodu panów. Gułag powstał jako próba odizolowania za obozowymi drutami wrogów nowego ustroju sowieckiego; i jako realizacja zasady Trockiego podszepniętej zaraz po rewolucji Leninowi: "Władimir Iljicz, bez pracy przymusowej (czytaj: niewolniczej) nie zbudujemy nigdy socjalizmu." A zatem teoretycznie więźniowie sowieccy nie byli przeznaczeni na śmierć i mogli przeżyć. Przeżyli Sołżenicyn i Szałamow, obaj opisują, jakie były wybiegi w walce o życie.

     Ale ja, przeszło dwudziestoletni, silny chłopak, po dwóch latach głodu i pracy niewolniczej zostałem skierowany do baraku, który w obozie nazywano "Trupiarnią".

     Jałowe są spory, czy sowiecki bliźniak totalitarny kacetów zabił dwadzieścia czy pięćdziesiąt milionów ludzi. Jedynie istotne jest to, że zasługuje w pełni na miano bliźniaka.




(*)   Sir Isaiah Berlin (6.VI.1909 - 5.XI.1997), wybitny filozof brytyjski, jeden z największych myślicieli XX wieku. Pisał na temat wartości ludzkich, wolności, nacjonalizmu, socjalizmu, komunizmu. Był twórcą pojęcia "pluralizm wartości", które utrzymuje, że istoty ludzkie są tak różne, iż nie może być jednego ogólnego systemu wartości ludzkich. Był jednym z głównych przedstawicieli antykomunistycznego ruchu intelektualnego. "I realised that the dictatorship of the proletariat meant sheer despotism" - powiedział Sir Isaiah na miesiąc przed śmiercią.  (AMK)







Copyright © 1997-2007 Zwoje