Przez długie powojenne lata przedmiotem powszechnej uwagi był mord katyński. Wszystkie poszlaki wskazywały, że zbrodni dokonały Sowiety, ale brakowało corpus delicti, czyli dokumentów ujawniających, kto wydał rozkaz wymordowania polskich jeńców. Odkryte zostały groby w Katyniu, nie wiedzieliśmy natomiast w jakich okolicznościach zostali zgładzeni jeńcy obozów w Starobielsku i Ostaszkowie i gdzie znajdują się ich masowe groby. Dziś wiemy już chyba wszystko. Dowody zbrodni zostały wydobyte na światło dzienne dzięki wspólnym wysiłkom polskich i rosyjskich archiwistów i historyków.
Drugą białą plama była odpowiedzialność Stalina za wstrzymanie ofensywy u bram Warszawy po wybuchu Powstania Warszawskiego. I ta sprawa przestała już być przedmiotem domysłów i poszlak. Ogłoszony został plan operacyjny sowieckiej ofensywy przedłożony przez Żukowa i Rokossowskiego w dniu 8 sierpnia 1944 roku. Wiemy już, że plan ten został odrzucony przez Stalina, który nakazał zajęcie pozycji obronnych na linii Wisła i Narew. Była to decyzja podyktowana wyłącznie motywami politycznymi.
Jeśli chodzi o Związek Sowiecki, białą plamą pozostają dotychczas przygotowania Moskwy do interwencji zbrojnej po powstaniu "Solidarności". Jak informował pułkownik Ryszard Kukliński, inwazja miała nastąpić 9 grudnia 1980 roku przy współdziałaniu sztabu generała Jaruzelskiego i czterech polskich dywizji. Moskwa ujawniła jedynie dokumenty z 1981 roku, zatajając wcześniejsze plany. Powód był bardzo prosty. Pod wpływem ogromnego nacisku i gróźb ze strony mocarstw zachodnich, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, zapadła na Kremlu w dniu 4 grudnia 1980 roku decyzja, że zamiast bezpośredniej, politycznie bardzo kosztownej interwencji wojsk paktu warszawskiego należy zmusić Jaruzelskiego, by "Solidarność" została zgnieciona polskimi rękoma.
Prawdziwe przyczyny katastrofy samolotu Generała są dotychczas nieznane. Niedawna oburzająca decyzja rządu brytyjskiego, która zakazuje ogłoszenia w przeciągu następnych pięćdziesięciu lat wyników dochodzeń specjalnej komisji brytyjskiej powołanej w 1943 roku do zbadania przyczyn katastrofy, nie spotkała się w Polsce z jakimkolwiek sprzeciwem lub choćby zapytaniami, dlaczego dokumenty i relacje świadków mają być ukrywane przez następne pół wieku? A pytań jest wiele.
Pamiętam, że zaraz po ogłoszeniu komunikatu brytyjskiej komisji generał Marian Kukiel i eksperci naszego lotnictwa zastanawiali się, jakim sposobem komisja mogła dojść do kategorycznego stwierdzenia, że nie było w Gibraltarze sabotażu, skoro cały tył kadłuba z urządzeniami sterowymi pozostał na dnie morza. Dlaczego ani wówczas, ani później nie podjęto jakiejkolwiek próby wydobycia części samolotu z [płytkiego] dna morskiego, mimo że w miejscu katastrofy umieszczona została na morzu boja? Dlaczego wbrew przyjętym regułom bezpieczeństwa samolot był strzeżony na lotnisku w Gibraltarze nie tylko przez wartowników ustawionych na zewnątrz, ale jeden z nich spędził noc wewnątrz kabiny? Kim był ten osobnik i z czyjego rozkazu? A przede wszystkim dlaczego Anglicy teraz, po upływie 54 lat od tragedii, zaciągnęli zasłonę na dalsze pół wieku? Już to samo zaprzecza kategorycznemu stwierdzeniu komisji, że polski Premier i Naczelny Wódz padł ofiarą wypadku, a nie zamachu.
Wciąż nie wierzę, by sprawcami śmierci Sikorskiego byli Anglicy. Nie mieli powodu by pozbawić się generała, który pokładał aż przesadna ufność w brytyjskim sojuszniku. A gdyby nawet mieli takie zamiary, w co wątpię, mogli byli przecież pozbyć się polskiego premiera w sposób o wiele mniej spektakularny.
Łacińskie powiedzenie cui prodest is fecit, ten uczynił, komu zbrodnia przyniosła korzyść - wskazuje na Sowiety, bo usunięcie polskiego przywódcy cieszącego się dużym prestiżem międzynarodowym i walka między jego następcami ułatwiła późniejszą grę Stalinowi.

Brytyjska komisja prowadząca dochodzenia nie wiedziała wówczas komu służył Kim Philby, szef kontrwywiadu brytyjskiego na obszarze Półwyspu Iberyjskiego, któremu podlegało bezpieczeństwo w Gibraltarze. Odwiedził on twierdzę na krótko przed katastrofą. W latach powojennych Philby został zdemaskowany jako agent sowiecki wysokiego szczebla, ale nikt jeszcze nie zadał sobie trudu, by ustalić, jaką rolę mógł odegrać w spowodowaniu katastrofy, kim byli ludzie, którzy podlegali jego rozkazom w Gibraltarze, i jakie funkcje spełniali w owym fatalnym dniu 4 lipca 1943 roku. Być może brytyjska komisja odkryła jakieś tropy prowadzące w kierunku
Philby'ego. Być może Anglicy wstydzą się dziś przyznać do tego.* Być może. Są to jednak tylko domysły. Polska ma prawo domagać się ujawnienia pełnej prawdy.
Dzięki wywiadowi AK Anglicy nie tylko informowani byli na bieżąco o transportach wojsk niemieckich przez Polskę i ich rozmieszczeniu na froncie wschodnim. Najważniejsze były informacje o obiektach przemysłowych w Rzeszy, które miały być celami dla brytyjskiego lotnictwa bombowego. Wywiad polskich organizacji podziemnych w północnej Francji przekazywał bezcenne meldunki o fortyfikacjach i rozmieszczeniu sił niemieckich na Wybrzeżu Atlantyckim. Żadne z państw sojuszniczych nie rozporządzało tak rozbudowaną siecią wywiadowczą jak Polacy. Straty polskie były straszliwe. Nikt jeszcze nie policzył żołnierzy wywiadu AK, którzy zostali uwięzieni i straceni przez Niemców. Niestety po dzień dzisiejszy władze brytyjskie odmawiają polskim historykom i archiwistom dostępu do naszych własnych polskich meldunków wywiadowczych, raportów i depesz dostarczanych przez tajne organizacje i przez kurierów przedzierających się przez fronty i granice.
Z uwagi na bezpieczeństwo, Oddział Szósty Sztabu Naczelnego Wodza utrzymujący łączność Londynu z AK przekazywał wszystkie materiały wywiadowcze Drugiemu Oddziałowi, nie zachowując dla siebie żadnych kopii. Po cofnięciu w lipcu 1945 roku uznania rządowi RP w Londynie, Szef Drugiego Oddziału, płk Stanisław Gano, znany z usłużności wobec Anglików, spełniając ich żądanie, oddał im wszystkie wojenne akta polskiego wywiadu.
Dziś Anglicy zaprzeczają temu, ale każą polskim badaczom wierzyć im na słowo. Tymczasem już w 1957 roku brytyjski historyk Arthur Bryant ogłosił książkę pt. The Turn of the Tide, oparta na diariuszu marszałka Alana Brooke'a, Szefa Imperialnego Sztabu Generalnego. Z zapisków tych wynika, że pogłoski o Peememuende (Niemcy produkowali tam pociski V1 i V2, które miały zrównać z ziemią Londyn; Anglicy zbombardowali Peenemuende w czerwcu 1943 r.), pochodzące z polskiego ruchu podziemnego, dotarły do Londynu wiosną 1943 roku i znalazły potwierdzenie w zdjęciach lotniczych Peenemuende, na których widoczne były tajemnicze obiekty w kształcie cygar.
Zdumiewa, że ani społeczeństwo, ani rządy III Rzeczypospolitej, które tak wiele energii włożyły w usuwanie białych plam w stosunkach z Sowietami, nie okazały żadnego zainteresowania w wyjaśnieniu tych tajemnic. Była wizyta w Polsce królowej i innych członków rodziny królewskiej, wizyty premierów i ministrów spraw zagranicznych, były także polskie wizyty rządowe nad Tamizą, ale sprawy, które tu poruszam, nie zostały nigdy postawione na porządku dziennym. Może nie za późno, by uczynić to teraz po upływie przeszło 50 lat.
(październik 1997)
*) To mogłoby również oznaczać, że pomimo poszlak przeciwko Philby'emu mógł on kontynuować swoją niezwykle szkodliwą działalność agenta sowieckiego na eksponowanych stanowiskach w wywiadzie brytyjskim aż do ucieczki do Związku Sowieckiego w styczniu 1963 roku. Ujawnienie bezskutecznych podejrzeń wobec niego, powziętych już w 1943 roku, mogłoby wskazywać na istnienie jakiegoś potężnego jego protektora, dotąd oficjalnie nieujawnionego. (Brytyjska literatura poszlakowa na temat Philby'ego i jego trzech współpracowników, Burgess'a, Maclean'a i Blunt'a, jest całkiem spora.)
(AMK)
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||