
Jedne flagi opuszczono, drugie podniesiono. Krolewska "Britannia" odplynela w sina, tropikalna dal. Rozjechali sie dziennikarze i o Hong Kongu, najnowszej czesci Chinskiej Republiki Ludowej - Specjalnym Regionie Administracyjnym, Hong Kong - Special Administrative Region of PRC (HKSAR) - slychac juz pewnie w swiecie zewnetrznym znacznie rzadziej niz na przelomie czerwca i lipca 1997. Skonczyly sie pieciodniowe swieta. Handover sie odbyl, hangover trwa tylko u niektorych, a zycie wydaje sie powracac do normy. Jednak czy ta norma to na pewno ta sama co przedtem?
Na pierwszy rzut oka nie zmienilo sie wiele. Zniknely krolewskie insygnia z bylej siedziby gubernatora, pozmienialy nazwy i odznaki instytucje takie jak Royal Hong Kong Police czy Royal Observatory, rzadowa korespondencja nie przychodzi juz w kopertach z nadrukiem "On Her Majesty Service" a poczta nie przyjmuje listow ze znaczkami nie tylko z wizerunkiem Krolowej ale nawet z literkami "EIIR". Z drugiej strony, ulice nie pozmienialy jeszcze swoich angielskojezycznych nazw (chinskie i przedtem znaczyly czesto cos zupelnie innego), i nawet glowna kwatera Armii Ludowo-Wyzwolenczej miesci sie w Prince of Wales Building. Starsze monety z profilem Krolowej (od paru juz lat zastapiono go symbolem nowego H.K. - stylizowanym miejscowym kwiatkiem - bauhinia) pozostaly w obiegu, a jesli trudniej je spotkac to nie dlatego, e sa wycofywane, lecz poniewaz ludzie odkladaja je na pamiatke, czy w nadziei na jakies zyski za kilkadziesiat lat. Prawie wszyscy urzednicy panstwowi pozostali na swoich stanowiskach. Nawet ustawiona na dziedzincu mojego uniwersytetu po demonstracjach 4 czerwca - w rocznice masakry na Placu Tiananmen - "Kolumna Wstydu" pozostala, jak dotad, na swoim miejscu i w dodatku prawie zawsze leza przed nia swieze kwiaty. Wiec niby wszystko co wazne jest po staremu,
Czy na dlugo? Spora czesc tubylcow wierzy ze tak.
W czasie ceremonii opuszczania/podnoszenia flag, podczas gdy flage Zjednoczonego Krolestwa opuszczali a Republiki Ludowej podnosili zolnierze odpowiednio armii kolonialnej i wyzwolenczej, do zajmujacych sasiednie maszty flag starego i nowego Hong Kongu podeszli jednakowo umundurowani miejscowi policjanci. Mysle ze wiekszosc miejscowych ludzi wierzy ze to jest najwazniejsze: zmienili sie dalecy wladcy, a my bedziemy tu sobie dalej zyli, i co wazniejsze, pod przewodem nowego namiestnika, Tung Chee-hwa, przypominajacego fryzura i postura Edwarda Gierka, ale sprawdzonego kapitalisty przecie, bedziemy prowadzili nasze interesy po swojemu. Przezylismy (calkiem przeciez niezle) okupacje, przezyjemy demokracje.
Na samo swieto przekazania wladzy miasto spowilo sie w morze czerwonych sztandarow (pieciogwiazdzistych ChRL i takze czerwonych HKSAR gdzie piecioramienne gwiazdy zastapila piecioplatkowa bauhinia), kolorowych lampek, roznych smokow, delfinow itp. Takiej orgii czerwieni (ktora skadinad i tak jest ulubionym kolorem Chinczykow) nie widzialem od czasow rozwinietego PRLu. A wszystko, z wyjatkiem dekoracji miejsc centralnych uroczystosci, bylo jak najbardziej oddolne (bo bardzo nierownomierne: np. zadnych dekoracji na uniwersytecie a pelno czerwieni na moim osiedlu mieszkaniowym), a nie wskutek jakiegos odgornego ukazu. Patrzylem na to z poblazaniem, dopoki nie ujrzalem ze w czerwien i kolorowe swiatelka spowity jest tez pobliski katolicki kosciol - to wydalo mi sie juz niesmaczne. Z podobnym niesmakiem pare dni pozniej, w innym kosciele wysluchalem dosc serwilistycznego w tonie kazania. No coz, Kosciol ma dosc duzo do stracenia (na wolnosc religijna dlugo nikt tu chyba nie bedzie dybal, ale ograniczenie dzialalnosci licznych szkol prowadzonych przez szeroko pojety kosciol katolicki oraz inne wyznania chrzescijanskie wprowadzic byloby bardzo latwo), ale jeszcze wiecej ma do zyskania: szanse na uregulowanie stosunkow z Chinami, a przynajmniej na mniej skrepowana dzialalnosc wsrod tamtejszych "patriotycznych" i podziemnych katolikow.
Oczywiscie, podobnie da sie tez uzasadnic duza czesc tego ogolnego entuzjazmu - z nowa wladza lepiej byc w zgodzie, skoro i tak nie mozna jej bedzie zmienic - bedzie to zdecydowanie korzystne dla biznesu. A do tego dochodza tez prawdziwe uczucia patriotyczne. Bo rzeczywiscie, Brytyjczycy byli jednak wladza kolonialna, a Chinczykow trudno nazwac dzikimi tubylcami, ktorzy wszystko zawdzieczaja kolonizatorom. I najwyrazniej, jak czesto zdarza sie i w innych czesciach swiata, trudniej jest im zapomniec czy wybaczyc obcym np. wyniosle uniesienie brwi jakiegos "foreign devil," niedostepnosc, zwlaszcza w dawniejszych latach, pewnych stanowisk lub chocby pominiecie w awansie w pracy z powodu niedostatecznej znajomosci angielskiego, niz swoim w Chinach komunistycznych np. miliony umierajace z glodu w czasie Wielkiego Skoku, czy wysylane na reedukacje w obozach pracy podczas Rewolucji Kulturalnej. Wiec jesli widac bylo w telewizji tlumy wiwatujace na czesc wkraczajacych oddzialow Armii Ludowo-Wyzwolenczej, to bylo to szczere, choc wsrod wiwatujacych wiekszosc zapewne stanowili uciekinierzy z socjalistycznego raju ChRL, lub ich dzieci. Tak wiec, choc wiekszosc mieszkancow Hong Kongu wolalaby, gdyby to od nich zalezalo, niepodleglosc, tylko znikoma mniejszosc zaluje odejscia Brytyjczykow, choc ci o bardziej otwartych umyslach doceniaja ich wklad w rozwoj gospodarczy, stabilnosc polityczna i rzady prawa.
Entuzjazm nie jest jednak uczuciem powszechnym. Podobnie, lub bardziej niz w kazdym innym kraju, sporej czesci ludzi nic poza robieniem pieniedzy lub chocby codziennym przetrwaniem nie obchodzi, ale na udzial w demonstracjach opozycyjnej i pozaparlamentarnej teraz Partii Demokratycznej tez zawsze jest dosc chetnych.
O prognozach na przyszlosc mozna przeczytac w gazetach lub osadzic je samemu - ja nie jestem pod tym wzgledem madrzejszy. Optymisci maja nadzieje, ze Hong Kong zarazi demokracja i kapitalizmem cale Chiny. Pesymisci, do ktorych i ja sie dzieki doswiadczeniu na sobie dobrodziejstw realnego socjalizmu zaliczam, obawiaja sie, ze mimo szczerej chyba checi nowych wladcow by nie zarzynac tej znoszacej zlote jaja kury, nie beda sie oni mogli oprzec licznym pokusom by kurze, dla jej wlasnego dobra oczywiscie, zreformowac grzede, zmienic diete, lub chocby poddac ja reedukacji. A nie jest takie pewne czy to jej, niebodze, wyszloby na zdrowie. Ale rok 1989 we Europie pokazal ze wszystko jest mozliwe, a pesymistyczne przepowiednie nie zawsze sie sprawdzaja. Moze i Chinczycy musza jeszcze tylko pare lat poczekac. Sa cierpliwi.
Autor, od jesieni 1996 roku, czasowo mieszka i pracuje w Hong Kongu.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||