
|
Nagle w okno wiatr uderzyl. Biale kartki polecialy. Niechaj leca! Nie chce pisac! Nie chce wierszy! Chce muzyki! Idziesz, widze, srod ogrodu drobnym kroczkiem, w sukni bialej. A za toba tamburyna, sarabandy i slowiki. Gdziez tu wieszac gobeliny? Gdzie postawic kandelabry? Dla pasterek z laseczkami, z roz koszyczkiem, brak parkietu. Jak zyrandol ksiezyc swieci, a w wazonach polne chabry. Tu jest miejsce, na murawie, dla twojego menuetu. Kiedy taka noc nadchodzi, to juz koncert rozpoczety. Niewidzialni chlopcy mlodzi cicho stroja instrumenty. Jeszcze nikt z nas nic nie slyszy, lecz na pewno ucho twoje Rozpoznaje w nocnej ciszy skrzypce, flety i oboje. Wszystko juz jest w tej przestrzeni ksiezycowej mgla zasnutej. Juz jest wszystko wsrod tych cieni: kazdy akord, wszystkie nuty. Lecz nikt tego nad nutami, nad ksiazkami nie wysleczy. Musim dobrze sluchac sami owej nocy, kiedy dzwieczy. Teraz sluchaj, jak z strumieniem szepce Narcyz zakochany, Jeszcze czekaj, by na brzozach mogly liscie poucichac, Aby przebiegl przez polane zapozniony faun bulany. Zagrasz wtedy, gdy juz tylko jego echo bedzie slychac. Patrz! Na wieko klawesynu srebrny kwiat akacja straca, Spi w snie srebrnym pograzona rozmarzona Wenus drzaca. Co sie tobie przypomina pod tych kwiatow wonna chmura, Gdy akacja sie nagina nad kosciana klawiatura? Ty juz czujesz, gdy przechodzisz trawa miekka, alejami, Ze pogodzisz swoja reka wszystkie liczby z twymi snami. Ich zaslona sie rozchyli, z lona szarfy sie rozluznia, Jesli tylko ani chwili twoje palce sie nie spoznia. Jak wsrod greckich Akropoli, pod topoli kolumnada Przystanelas usmiechnieta, bo juz jasno widzisz calosc, Rozpuszczaja nimfy wlosy i w muzyczna lodz sie klada, I juz tylko ci zagraza marmurowa doskonalosc. Ale na to schylasz glowe jak Cecylia, kiedy kleka, Bo znasz rzeczy lazurowe, co odczynia zle uroki, I Carrary zlom nieczuly w tysiac dzwiecznych iskier peka, I juz piesci twoja reka Galatei zlote loki. Coz jest sprzeczne - kiedy wszystko w tej muzyce sie pomiesci? Razem, razem rzeczy wieczne obok zdarzen zwyklej tresci. Razem niosa laur i roze, w zniklych bogin dazac tropy I po bialej klawiaturze lekko bija bose stopy. Niechaj teraz w sen sie zmienia to, do czego mysl sie wzniosla. Niechaj ginie wsrod strumienia, ponad ktorym pluszcza wiosla, Niech zanurzy sie w glebinie, niech zaplacze wsrod grazeli, A spod reki twej wyplynie jak Ofelia cala w bieli. Wyzej, nizej nuty przedziesz, rzucasz ziarna w dwa rabaty I plon zaraz wydobedziesz, bo od razu kwitna kwiaty, Ze mgiel niebo sie odkrywa, coraz wyzej gwiazda plynie, Gdy, samotna i szczesliwa, noca grasz na klawesynie. |

![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() | ||||