Przypominamy Wandę Landowską (1879-1959), wielką klawesynistkę i interpretatorkę dzieł Johanna Sebastiana Bacha i innych wczesnych mistrzów.

Poniższy artykuł został wydrukowany w londyńskim tygodniku Wiadomości nr 41 z 11 października 1959, wkrótce po śmierci wielkiej artystki w dniu 16 sierpnia 1959 r. w Stanach Zjednoczonych.   (AMK)





Pamięci
WANDY LANDOWSKIEJ






CZESLAW HALSKI


     Przed wieloma laty, jeszcze jako całkiem mała dziewczynka Wanda Landowska na karteluszku papieru zanotowała tytuły utworów Bacha, Mozarta i Rameau, które chciałaby grać. Te karteczkę włożyła do koperty i zalepiła stearyną ze świeczki, zdjętej ze świątecznej choinki. Na kopercie wielkimi literami napisała: "Otworzyć gdy będę dorosła." Były to czasy, kiedy żaden muzyk nie ośmieliłby się wystąpić z programem złożonym wyłącznie z utworów starych mistrzów.

     Landowska przyszła na świat w Warszawie, w domu ludzi zamożnych i kulturalnych. Bardzo wcześnie, bo już w wieku lat czterech, rozbudzony talent muzyczny spotkał się ze zrozumieniem rodziców, którzy nie szczędzili na jej naukę. Mając lat 17, Landowska wyjechała do Berlina na studia kompozycji muzycznej w klasie Profesora Urbana, u którego przed nią studiowali Paderewski i Hoffman, a po niej Karłowicz i Opieński.

     Jadąc do Berlina Landowska była już koncertantką. Debiutowała mając 14 lat, i pierwszym utworem wykonanym publicznie była Suita angielska e-moll Johanna Sebastiana Bacha; sławny dyrygent niemiecki Nikisch nie taił swego zachwytu.

     Niezależnie od studiów interpretacyjnych, Landowska będąc już w Paryżu rozpoczęła studia nad epoką Bacha pod względem historycznym i muzykologicznym. I wówczas przyszło objawienie. Dotychczas wszystkie dzieła Bacha Landowska grała na fortepianie. Nagle zrozumiała że Bacha tak grać nie można, że Bach nie pisał na fortepian, który za jego czasów zjawił się na świecie, ale instrument klawiszowy, z niemiecka zwany "Klavier." Do dzisiejszego dnia toczy się w kołach muzykologicznych spór czy Bach miał na myśli cichy, dyskretny, poufny i jakby do zwierzeń stworzony klawikord, na którym pięknie brzmiały wszelkie najdelikatniejsze odcienie dźwiękowe, czy też wspaniały o nośnym tonie klawesyn, na którym sam grywał publicznie, podobnie jak później Haydn i młody Mozart.

     Landowska zaczęła obchodzić w Paryżu muzea i sklepy muzyczne. Ale nawet najlepiej zrekonstruowane przez Pleyela instrumenty nie zadowalały jej smaku artystycznego. Nie szukała wspaniałych złoceń, ornamentów i malowideł, które zdobiły te stare instrumenty, ale - ich głębokiego dźwięku. Nie znała, nie mogła znać klawesynów, konstruowanych przez Dolmetscha, który przebywał w Ameryce i nie miała jeszcze wówczas klawesynu, jaki w kilka lat później Pleyel zbudował dla niej i ściśle według jej wskazówek.

     Dzięki swoim zainteresowaniom Landowska zetknęła się wkrótce z gronem muzyków skupionych wokoło słynnej "Schuola Cantorum" w Paryżu. Tutaj spotkała oprócz założycieli tej szkoły największych ówczesnych muzyków i muzykologów. W czasie długich i gorących dyskusji broniła przed nimi swoich poglądów i jeszcze mocniej się w nich utwierdzała. Wszyscy zgadzali się z jej tezą że wspaniała muzyka "przeszłości," muzyka XVII i XVIII wieku, warta jest wydobycia na światło dzienne, ale nie wszyscy opowiadali się za wykonaniem tej muzyki na klawesynie, nad klawesyn przekładając fortepian. Powodem tej niechęci było iż już kilkanaście prób odrodzenia klawesynu spaliło na panewce, ponadto Landowską znano wówczas jako wybitną pianistkę i obawiano się że zarzuci fortepian na korzyść instrumentu, którego dźwięk złośliwi przyrównywali do "rozbitego garnka."

     Były jednak wyjątki, jak Faure, Dukas, Albert Schweitzer, który w swojej znakomitej książce o Bachu Bach, le musicien-poete (1905) napisał: "Kto słyszał Wandę Landowską grającą Koncert włoski Bacha na klawesynie, nie może wprost pojąć jak można grać ten utwór na nowoczesnym fortepianie."

     Z nikim też nie omawiała tak szczegółowo tajemnic interpretacji dzieł Bacha jak właśnie ze Schweitzerem, z którym często występowała na koncertach muzyki dawnych mistrzów, po raz ostatni w roku 1910 na festiwalu muzyki francuskiej w Monachium. W 40 lat potem Landowska zorganizowała koncert z okazji 75-tej rocznicy urodzin Schweitzera i cały dochód z koncertu ofiarowała na jego szpital w Lambarene w Afryce Równikowej.

     Na kampanię Landowskiej za klawesynem złożył się szereg tournee koncertowych po Europie, obu Amerykach i Afryce oraz ogromna liczba artykułów, esejów i odczytów wygłaszanych w wielu miastach europejskich. Dwukrotnie w roku 1907 odwiedziła Lwa Tołstoja w Krasnej Polanie przywożąc z sobą klawesyn i grając pisarzowi przez kilka wieczorów.

* * *


     Landowska wyjechała z nieistniejącej wówczas jako państwo] Polski na paszporcie rosyjskim, potem uzyskała paszport francuski i w końcu amerykański. Pozostała jednak do końca życia swego Polką i tę polskość podkreślała na każdym kroku. Jeszcze w 1945 roku, mając 66 lat urządziła w Ameryce koncert złożony z dzieł zapomnianych kompozytorów polskich XVII i XVII wieku: Szarzyńskiego, Jarzębskiego i anonimów i na tym koncercie wykonała też dzieła Bacha, Couperina, Rameau i Mozarta aby pokazać wpływ muzyki polskiej na obcych kompozytorów.

* * *


     W katalogu muzeum historii muzyki w Kolonii Georg Kinsky pisze: "Dzięki artystycznej i literackiej kampanii Wandy Landowskiej przyjęto dzisiaj za pewnik, że zarówno Das Wohltemperiertes Klavier jak i inne wielkie dzieła Bacha, napisane na (instrument klawiszowy) "Klavier," były skomponowane nie na klawikord, ale na klawesyn;" poprawkę tę uwzględniło ostatnie wydanie angielskiej encyklopedii muzycznej Grove'a.

     We Francji nazwisko klawesynistki polskiej zapisało sie złotymi zgłoskami. Swoją grą i nagraniami przypomniała ona zapomnianą muzykę wielu twórców francuskich z Rameau na czele. Może najpiękniej ujął to André Coeuroy: "Rameau, sława Dijon, sława Francji, dla publiczności francuskiej był tylko imieniem, dziś dzięki Wandzie Landowskiej, dzięki jej niezrównanym płytom, stał się żywą kartą muzyki francuskiej."

     Skradziony przez hitlerowców jej wspaniały klawesyn pleyelowski został po wojnie odnaleziony i odesłany do Ameryki. Na nim Landowska utrwaliła nieśmiertelne dzieła Bacha.

     Wielka artystka odeszła w krainę cieni. Pozostały jej głęboko przemyślane prace teoretyczne i jej nagrania, żywy przykład jej genialnej, mistrzowskiej interpretacji.


Wiadomości 41/706
Londyn, 11 października 1959








Copyright © 1997-2007 Zwoje